W piątek Bruksela zapowiedziała formalne konsultacje w ramach Światowej Organizacji Handlu (WTO). UE chce rozpocząć ograniczenia od podkoszulków i przędzy lnianej, ale rozpatruje siedem następnych artykułów. Pekin w odwecie oskarżył Brukselę i Waszyngton o łamanie obietnic z negocjacji w sprawie wejścia Chin do WTO. Państwo Środka miało otworzyć swój rynek, a kraje rozwinięte miały znieść kwoty importowe na tekstylia. Ledwie to zrobiły (1 stycznia tego roku), a już je przywracają.
W środę miały być ogłoszone podwyżki ceł eksportowych na 81 rodzajów tekstyliów, średnio z 2 centów do 12, co UE uznała za niewystarczające. Na znalezienie kompromisu są jeszcze dwa tygodnie (do skierowania sprawy do Trybunału WTO), jednak unijne ograniczenia wejdą w życie już 1 czerwca, wraz z początkiem konsultacji. Wzrost eksportu podkoszulków i przędzy będzie ograniczony do 7,5% powyżej poziomu z okresu od marca 2004 r do lutego 2005 r. Jeśli UE i Chiny nie porozumieją się limit na wzrost chińskiego eksportu będzie obowiązywać do końca roku, który zgodnie z umową (UE z Chinami) może być stosowany do 2008 r.
Chińczycy zarzucają Europie, że pospieszyła się z decyzją, którą podjęła na podstawie wyników pierwszego kwartału po otwarciu rynków. Według Chin ten kwartał był wyjątkowy, bo w 2004 r firmy wstrzymały się z eksportem do Europy oczekując na uwolnienie handlu. Rzecznik Komisji Europejskiej odrzucił te argumenty i powiedział, że działania ochronne były konieczne bo unijnym firmom groził upadek.
Polskie firmy (np. gdański LPP, krakowski Artman czy łódzki Redan) coraz chętniej zlecają szycie ubrań na Dalekim Wschodzie ze względu na niskie płace. Wiele z nich próbuje dywersyfikować kraje w których zlecają produkcje, umieszczają też w umowach z podwykonawcami klauzulę stałej ceny (czyli w razie ewentualnej podwyżki ceł eksportowych koszty ponosi chiński eksporter).
„Z Chinami nie można normalnie konkurować. Ich płace są na niewolniczym poziomie, nie muszą też płacić za przestrzeganie surowych przepisów bhp” – skarży się Stanisław Marzec, prezes Inter-Mar, jednej ze spółek które chciałyby żeby kontyngenty wróciły jak najszybciej. Producenci jednak nie wierzą, że unijne kontyngenty szybko powrócą. Marzec mówi – „Chiny mają dużo kart pod stołem. W odpowiedzi na wojnę tekstylną mogą ograniczyć import nowoczesnych zachodnich produktów. Więc Unia i USA będą musiały poświęcić tysiące miejsc pracy w tekstyliach. W samej Polsce prace może stracić 180 tys. osób.”
Dodatkowym problemem jest niski kurs juana, dzięki czemu chińskie towary są tanie na rynku europejskim i amerykańskim. Waszyngton grozi, że podniesie swoje cła o tyle o ile niedowartościowany jest juan. Chiński minister handlu stwierdził, że o decyzji Pekinu zadecyduje kondycja i potrzeby chińskiej gospodarki, choć Chinom zależy na stabilności światowej gospodarki.
Ł.Z.
Źródło: Gazeta Wyborcza





























































