Staram się w całej swojej działalności udowodnić, że nie jesteśmy zmuszeni do kupowania mieszkania od dewelopera i przede wszystkim, że posiadanie mieszkania na własność nie jest jedynym rozwiązaniem, a forma najmu też może być też dobra - mówi Agata Twardoch, architekt, adiunkt na wydziale Politechniki Śląskiej.


Anna Drozd: Czy istnieją alternatywy dla mieszkań budowanych przez deweloperów , czy deweloperzy muszą dyktować nam swoje warunki, czy może można mieszkać inaczej?
Agata Twardoch, architekt, adiunkt na wydziale Politechniki Śląskiej: Staram się w całej swojej działalności udowodnić, że nie jesteśmy zmuszeni do kupowania mieszkania od dewelopera i przede wszystkim, że posiadanie mieszkania na własność nie jest jedynym rozwiązaniem, a forma najmu też może być też dobra.
Funkcjonują w tej naszej terminologii dwa zwroty: cohousing i kooperatywa mieszkaniowa. Gdyby pani mogła w skrócie określić te dwa terminy. Czym one się od siebie różnią i przede wszystkim na czym polegają?

Cohousing i kooperatywa są to zjawiska dosyć podobne - gdybyśmy je rozpatrywali w szerokim kontekście, ale generalnie mają dosyć charakterystyczne różnice. Kooperatywa jest to w zasadzie spółdzielnia, czyli jest to zespół ludzi, którzy dobrowolnie zgadzają się na wykonanie jakichś czynności w jakimś celu. W przypadku kooperatywy mieszkaniowej tym celem jest pozyskanie mieszkań dla własnych potrzeb.
Zasadą ogólną kooperatywy jest to, że te mieszkania przez cały czas są własnością spółdzielni – czyli tej kooperatywy, a członkowie kooperatywy poniekąd je od tej wspólnoty wynajmują. Są oni jednak właścicielami tej wspólnoty, więc to jest trochę inna forma własności. Kooperatywa generuje sposób zarządzania, sposób wymiany tych mieszkań, pozbywania się ich itd.
Trzeba też odróżnić sytuację faktyczną od ustawowej, ponieważ w Polsce ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych bardzo mocna nakierowana jest na sprawę pozyskiwania mieszkań. Powstała w bardzo charakterystycznym okresie, w odpowiedzi na bardzo dużo spółdzielni powojennych, które były w Polsce, i miała na celu sprywatyzowanie tych zasobów. W związku z tym, jeżeli rozpatrujemy ją w kontekście kooperatyw idealnych, jakie mamy w głowie, to można napotkać pewne rozbieżności. Uznajmy, że kooperatywa jest to coś, co jest zarządzane razem.
Z drugiej strony mamy cohousing, który w zasadzie jest jakimś rodzajem kooperatywy, ale bardzo szczególnym, ponieważ zakłada dużo większe zaangażowanie mieszkańców w cały proces. Jest sześć zasad, którymi powinien charakteryzować się cohousing.
Z najważniejszych trzeba byłoby wymienić to, że cały proces projektowania, czy zarządzania musi być partycypacyjny i muszą w nim uczestniczyć wszyscy użytkownicy. W takim cohousingu znajdują się pomieszczenia zarówno prywatne, czyli osobne mieszkania, jak i wspólne przestrzenie, bo jeżeli brakuje tych prywatnych to jest to komuna, a nie cohousing. Nie może być również wspólnego źródła dochodów, bo wtedy mówilibyśmy o mieszkaniach zakładowych. Budynek zarządzany musi być razem, wspólnotowo, tzn. cała wspólnota musi tworzyć grupę zarządczą. Decyzje są podejmowane w ramach konsensusu, a nie w ramach głosowania - co jest istotnym technikalium, w którym chodzi o to, żeby w całym procesie wszyscy byli zadowoleni z tego, co osiągają.
Czyli cohousing możemy rozumieć, jako taką inicjatywę budowania wspólnego zespołu mieszkań, w którym wszyscy musimy partycypować. Czym to się różni od wspólnoty mieszkaniowej, jak to funkcjonuje?
Wspólnota mieszkaniowa ma dużo mniejszy zakres ingerencji w to się dzieje, dotyczy tylko i wyłącznie zarządzania, a nie projektowania i budowania. Poza tym, wspólnota mieszkaniowa działa tak, że każdy ma swoje mieszkanie, a wspólnotę mieszkaniową wydziela się, aby zarządzać wspólną klatką. To oczywiście wariacja na temat robienia czegoś wspólnie, ale wspólnota mieszkaniowa w dużo mniejszym zakresie ingeruje i zazwyczaj powstaje już po wybudowaniu.
Rozmawiała Anna Drozd





















