Nic tak nie mogło uszczęśliwić inwestorów z Wall Street jak kiepskie (ale nie katastrofalnie kiepskie) dane z amerykańskiego rynku pracy. Dane, które (znów) oddalają widmo podwyżki stóp procentowych w USA.


W sezonowo słabym dla raportów BLS sierpniu liczba zatrudnionych w sektorach ozarolniczych wzrosła tylko o 151 tysięcy. To o 30 tys. mniej, niż oczekiwano. Oraz o 124 tys. mniej niż w lipcu. Sierpniowy wynik był na tyle słaby, aby obniżyć oczekiwania na podwyżkę stopy funduszy federalnych już we wrześniu. Taką możliwość w ostatnich dniach sugerowali niektórzy przedstawiciele Rezerwy Federalnej, z Janet Yellen na czele.
Ale po słabszych sierpniowych „payrollsach” szanse na wrześniową podwyżkę implikowane ze stawek kontraktów terminowych na stopę funduszy federalnych spadły do zaledwie 21% - wynika z obliczeń FedWatch Tool. Za to nieznacznie (z 53,6% do 54,2%) zwiększyły się szanse na podwyżkę w grudniu.
„Ludzie odetchnęli z ulgą, że nie otrzymaliśmy wyniku na poziomie 200 i więcej tysięcy” - skomentował Sean Lynch z Wells Fargo Investment Institute.
Utrzymanie ultra-niskich stóp procentowych w USA to zdaniem wielu analityków kluczowa sprawa dla utrzymania hossy na amerykańskim rynku akcji. Rynku od miesięcy napędzanym głównie przez lewarowane wykupy spółek i potężne programy skupu akcji własnych przez same spółki. Rzecz jasna, wszystko dzięki taniemu kredytowi.
Stąd taka, a nie inna reakcja nowojorskich parkietów. W piątek S&P500 zyskał 0,42%, kończąc sesję z wynikiem 2.179,98 punktów. Dow Jones po wzroście o 0,39% osiągnął wartość 18.491,96 pkt. Nasdaq urósł o 0,43%, sięgając 2.179,98 pkt. W skali całego tygodnia S&P500 i DJIA zyskały po pół procent.
Krzysztof Kolany





























































