Właściwie losy dzisiejszej sesji były znane już w poniedziałek w nocy. Największy amerykański producent aluminium – wchodząca w skład Dow Jonesa Alcoa – zaprezentowała 277 mln dolarów straty netto za czwarty kwartał. W przeliczeniu na jedną akcję daje do 28 centów straty, wobec oczekiwanych przez analityków pięciu centów zysku. Notowania spółki, która w ciągu miesiąca zdrożała o 35%, dziś tąpnęły o 11%.
Ale spadki dopadły cały sektor wydobywczo-hutniczy. Przyczyną była decyzja Ludowego Banku Chin, który podniósł stawkę rezerw obowiązkowych dla banków komercyjnych, wyraźnie zaostrzając w ten sposób politykę pieniężną. Ceny metali przemysłowych, których Chiny są głównym odbiorcą, odnotowały spadki od 3% (miedź, nikiel) do 5% (cynk).
Wyprzedawano także akcje banków: walory JP Morgan straciły 2,5%, zaś kurs Bank of America spadł o 4%. Tu też winna była polityka. Według nieoficjalnych jeszcze informacji prezydent Obama postanowił nałożyć na instytucje finansowe nowe podatki, co ma być ceną za program TARP. Choć jeszcze nikt nie wie, jak ma wyglądać ten prezydencki domiar, to już wiadomo, że banki mają oddać Departamentowi Skarbu 120 mld $. W ten sposób władze USA zaczynają desperacko łatać największą od II Wojny Światowej dziurę budżetową, sięgającą ok. 11% PKB. Branży dodatkowo szkodził pozew, jaki nadzór giełdowy wystosował przeciwko Bank of America. SEC uważa, że spółka oszukała inwestorów nie informując o „nadzwyczajnych” w przejętym jesienią 2008 roku banku inwestycyjnym Merrill Lynch.
Mieszane informacje nadchodziły także z innych spółek. Electronic Arts z powodu słabej sprzedaży w okresie świątecznym znacząco obniżył prognozę wyników finansowych na 2010 roku. Kurs tego producenta gier komputerowych spadł o 8%. Ale za to sieć Tiffany (sklepy jubilerskie) uznał grudniową sprzedaż za nieoczekiwanie dobrą i podwyższył prognozy. Zmartwił za to naftowy Chevron, który spodziewa się „znacząco słabszej” rentowności w segmencie rafineryjnym. Zaś oferujący ubezpieczenia zdrowotne koncern Aetna poinformował, że w 2010 roku osiągnie „umiarkowanie niższe” wyniki niż w 2009. Kurs spółki spadł o 6%.
Wsparcia rynkowi nie dały też dane z gospodarki. Listopadowy deficyt handlowy wzrósł z 33,2 do 36,4 mld dolarów, o blisko dwa miliardy przebijając konsensus ekonomistów. Niewielkiemu wzrostowi eksportu towarzyszyła pokaźna zwyżka wartości importu, więc w czwartym kwartale kontrybucja handlu zagranicznego do dynamiki PKB będzie zapewne jeszcze niższa niż w pierwszej połowie roku.
W efekcie główne indeksy stopniowo osuwały się przez większość sesji, a handel przebiegał bez większych emocji. Ostatecznie Dow Jones stracił 0,4%, zaś indeks S&P500 obniżył się o blisko 1%, finiszując z wynikiem 1136 pkt. Nasdaq spadł o 1,3%. Przecenie akcji towarzyszyła zdecydowana aprecjacja obligacji skarbowych: pomimo ogromnej podaży nowych papierów rentowności 10-latek spadły o 10 pkt. bazowych, do poziomu 3,71%.
Krzysztof Kolany































































