Czy Newag unieruchamiał swoje pociągi, żeby odebrać ich serwisowanie konkurencji? W ujawnionej przez hakerów sprawie pojawił się kolejny dowód na niekorzyść spółki. Dziennikarze ustalili również, że Newag kłamał w swoim oświadczeniu na temat afery. Skandal nie przeszkodził spółce w podpisaniu miliardowego kontraktu.


Nowosądecki Newag stanął w obliczu potężnego kryzysu wizerunkowego w grudniu zeszłego roku. Hakerzy z grupy Dragon Sector nagłośnili wówczas odkrycie dokonane w pociągach produkowanych przez spółkę. Maszyny zostały zaprogramowane w taki sposób, żeby stawać na bocznicach w pobliżu warsztatów konkurencyjnych firm, które wygrały przetargi na ich serwisowanie. Niektóre pociągi miały też psuć się i odzyskiwać sprawność w ściśle określonych datach. Spekulowano, że Newag próbował przejąć w ten sposób intratne kontrakty o wartości wielu milionów złotych.
Miesiąc po nagłośnieniu sprawy ustalenia hakerów zyskały kolejne potwierdzenie. Wskazany przez nich pociąg samorządu woj. lubuskiego, w którego kodzie miał znajdować się zapis, że zepsuje się 21 grudnia, faktycznie przestał działać bez żadnej dodatkowej przyczyny. Do sprawności wrócił 1 stycznia - również zgodnie z warunkiem zakodowanym w oprogramowaniu.
Wcześniej pociąg miał zepsuć się 21 listopada i zacząć działać ponownie 1 grudnia 2023 r. Również w tym wypadku jedyną przyczyną “awarii” była komenda ukryta w oprogramowaniu maszyny. Teraz oba przypadki doczekały się oficjalnego potwierdzenia ze strony jego właściciela - samorządu lubuskiego, o czym poinformował portal Onet.
Dziennikarze Onetu wykazali również, że Newag skłamał w oświadczeniu dotyczącym opisywanego pociągu z województwa lubuskiego. Spółka podawała, że sprzedała go na mocy umowy z 2014 roku i jego gwarancja wygasła w styczniu 2018 roku. “Od tamtego czasu Spółka nie tylko nie utrzymywała i nie wykonywała żadnych napraw pojazdu, ale nawet nie widziała go na oczy. Kto dokonywał przeglądów, napraw i wykonywał czynności utrzymaniowe? – o tym Newag nie był informowany" - podano w oświadczeniu.

Newag nic nie widział i nic nie wiedział
Zdaniem Onetu Newag wprowadził opinię publiczną w błąd. Spółka miała dobrze wiedzieć, kto serwisuje pociąg, ponieważ przegrała z tą firmą przetarg, a później wielokrotnie utrudniała jej jego wykonanie. Województwo lubuskie oferowało za przegląd 4 mln złotych. Newag zaproponował stawkę niższą o 2,5 tys. złotych. Spółka PTS z Warszawy zażyczyła sobie o 330 tys. zł mniej.
W 2021 roku PTS przystąpił do przeglądu pociągu, podczas którego natrafił na szereg przeszkód. Pierwszą z nich był zakup kół. Ich czeski producent Bonatrans przekazał, że może dostarczyć je w ciągu 3-4 miesięcy, wyłącznie pod warunkiem uzyskania zgody od Newaga. Czesi tłumaczyli, że nie mogą sprzedać kół bez rysunku technicznego będącego własnością nowosądeckiej spółki.
PTS zwrócił się więc do Newagu, który odmówił wydania licencji na korzystanie z rysunku. Serwisant zaczął wymieniać pisma z urzędnikami województwa lubuskiego oraz producentem zarzucając mu monopolistyczne działania. W końcu Newag ugiął się i zdecydował, że sprzeda koła PTS, a właściwie kupi je od Czechów i odsprzeda firmie.
Newag zadeklarował w maju, że dostarczy koła za 12-14 miesięcy, podczas gdy od lipca PTS miał zacząć otrzymywać kary umowne za niewywiązanie z się z terminu zakończenia przeglądu. Ostatecznie niezbędne części dotarły w grudniu 2021 roku. Na PTS naliczono za opóźnienia 700 tys. zł kary umownej, ale jak informuje Onet, spółce udało się jej uniknąć, oferując dodatkowe usługi na rzecz kolei województwa lubuskiego.
Newag wiedział więc kto serwisuje ten konkretny Impuls. Co więcej, jak twierdzą informatorzy Onetu, pracownicy spółki “widzieli go na oczy”. Miało to mieć miejsce podczas dwóch reklamacji dotyczących pociągu. Pierwsza dotyczyła uszkodzonych osi. O ich fabryczną usterkę lub uszkodzenie podczas przeglądu Newag obwiniały zarówno PTS jak i Polregio. Ostatecznie spółka uniknęła jednak odpowiedzialności, a za naprawę zapłacił PTS.
Druga sprawa dotyczyła uszkodzenia powłoki malarskich na serwisowanym Impulsie. Farba w jednym z miejsc odchodziła od pojazdu, PTS wskazywał, że to wina producenta, którego obowiązuje wciąż gwarancja. Stanowisko firmy potwierdził rzeczoznawca. Onet opisuje, że pracownicy Newagu obejrzeli pociąg. Następnie stwierdzili, że znaleźli na nim ślady po usuwaniu graffiti “przez nieznane osoby”, co doprowadziło do "zmniejszenia trwałości powłok malarskich". Za naprawę zapłacił PTS.
Zagadka niefabrycznego silnika
Informatorzy Onetu opisali dziennikarzom jeszcze jedną zagadkową kwestię związaną z Impulsem serwisowanym przez PTS. Krótko przed przekazaniem pociągu do przeglądu, miał on stanąć na pewien czas w Szczecinie. Stamtąd pojechał do warsztatu PTS z niefabrycznym silnikiem wyjętym z innego modelu. Serwisant dowiedział się o tym, po wysłaniu układu do producenta z Austrii.
— Wniosek jest taki, że PTS dostała na serwis Impulsa z zepsutym silnikiem z innego pojazdu. Zapewne ktoś uznał, że skoro i tak mają naprawić pojazd, skoro i tak będą serwisować silnik, to dostaną taki zepsuty, z innego pociągu. Pytanie jednak, kto w Szczecinie wyjmował ten silnik? Przedstawiciele Polregio, czy może przedstawiciele Newagu, którzy wtedy w Szczecinie mieli swoją filię? - podało źródło Onetu.
Polregio nie odpowiedziało na pytania Onetu w tej sprawie. Samorząd lubuski czuje się poszkodowany, ponieważ awarie i przedłużający się przegląd wpłynęły na zmiany rozkładów, na czym ucierpieli pasażerowie. Śledztwo w sprawie usterek w pociągach Newagu wszczęła krakowska prokuratura.
Hakerzy Dragon Sectora poinformowali CERT o awariach Impulsów w grudniu 2022 roku, czyli na rok przed publicznym ujawnieniem swoich ustaleń. Stamtąd sprawa miała trafić do służb specjalnych i wysokich urzędników państwowych, w tym premiera Mateusza Morawieckiego. W kwietniu 2023 roku Newag zgłosił do ABW, że jego pociągi padły ofiarą hakerów. Spółka podała, że mogło dojść do ich wykolejenia i zamachu na życie pasażerów, a także do sabotowania dostaw broni na Ukrainę, do których były również wykorzystywane.
Jak ustalił Onet, krakowska prokuratura bada sprawę dwutorowo. Z jednej strony próbuje ustalić, czy winę za usterki ponosi producent, na co wskazywał Dragon Sector. Z drugiej sprawdza też, czy nie doszło do ingerencji osób trzecich - o czym przekonuje Newag. Sprawa czeka na wyjaśnienie, tymczasem 10 stycznia nowosądecka spółka podpisała swój największy kontrakt w historii.
Największy kontrakt w historii PKP Intercity
Na mocy umowy z PKP Intercity Newag dostarczy 63 lokomotywy wielosystemowe za 2,3 mld zł z opcją rozszerzenia o 32 sztuki, podnosząc wartość kontraktu do 3,5 mld zł. Postępowanie w tej sprawie rozpoczęto w 2021 roku. Informacja doczekała się wielu komentarzy. Większość wyrażała wątpliwości i odnosiła się do skandalu, ale znaleźli się również jej entuzjaści.
Podpisano kontrakt PKP Intercity - Newag na 63 lokomotywy wielosystemowe za 2.3 mld zł z opcją rozszerzenia o 32 szt do wartości 3.5 mld zł. Największy kontrakt w historii PKP Intercity. Większy niż na Pendolino. Polski dostawca. Pozostałość po rządach PIS. Po normalnym państwie.
— Gutab💯 ن (@BatugWojciech) January 10, 2024
Gigantyczne zamówienie podniosło notowania Newagu, które wkroczyły na poziom 22 zł za akcję. Ich kurs pozostaje jednak wciąż o 7,17% niższy, niż przed publicznym nagłośnieniem ustaleń Dragon Sectora, na początku grudnia 2023 r.



























































