USA buduje nową flotę samolotów, potocznie zwanych samolotami zagłady. Odporne na atak nuklearny i radioaktywny opad. Mają zapewnić decyzyjną ciągłość w przypadku wojny atomowej. Amerykańska armia rozważa zakup Boeingów 747-8i oraz rozbudowę bazy Offutt na poczet przyszłych E-4C.


Inwestycje w sprzęt, który przetrwa wszystko. Świat jest coraz bardziej nieobliczalny, dlatego państwa decydują się na różne kroki, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo w każdym możliwym scenariuszu. Na to właśnie decydują się Stany Zjednoczone.
Samoloty, które przetrwają atak nuklearny
USA posiadają aktualnie cztery samoloty E-4B Nightwatch. Maszyny zbudowane na bazie Boeinga 747-200. Ich zadaniem jest utrzymanie łączności z dowództwem państwa oraz wojskiem w warunkach ekstremalnych. Są niejako "ostatnią deską ratunku" w razie zniszczenia naziemnych centrów dowodzenia na lądzie.
Powoli jednak stają się przestarzałe. Ich koszty utrzymania rosną, a dawne możliwości techniczne nie są już do końca aktualne i nie odpowiadają wymaganiom współczesnych uwarunkowań. Dlatego USA inwestują w nową generację E-4C - powstaną na bazie Boeinga 747-8i - czytamy w forsal.pl
8 nowych samolotów i plan działania
Rozbudowa infrastruktury w bazie Offutt w Nebrasce ma przygotować ją na przyjęcie nowej generacji powietrznych centrów dowodzenia USA. Obiekt, który od lat obsługuje samoloty E-4B, zostanie wyposażony w nowoczesne zaplecze: od sześciu do ośmiu nowych stanowisk postojowych, rozbudowane magazyny paliwowe, zaplecze logistyczne oraz hangar serwisowy zdolny pomieścić jednocześnie dwie maszyny. Zakończenie inwestycji planowane jest na 2030 rok, a docelowo Amerykanie mają mieć do dyspozycji osiem E-4C.

Same samoloty również robią wrażenie - zarówno możliwościami, jak i kosztami. Maszyny osiągają prędkość przelotową ok. 0,855 Ma i dysponują zasięgiem pozwalającym im pełnić rolę powietrznego centrum dowodzenia. Choć produkcja 747-8i zakończyła się w 2022 roku, Stany Zjednoczone w 2024 roku kupiły od Korean Air pięć używanych egzemplarzy. Jeden z nich zostanie przeznaczony do prób i testów, natomiast cztery pozostałe trafią do przebudowy na wersję E-4C - czytamy dalej w forsal.pl
Program modernizacji rozpisano na wiele lat. Do 2036 roku ma powstać prototyp, pierwsza maszyna seryjna oraz komplet ośmiu docelowych samolotów E-4C. Jednak ma to swoją cenę, według ustaleń dziennikarzy Bilda koszt jednej godziny lotu sięga niemal 160 tysięcy dolarów, co czyni samoloty najdroższymi w eksploatacji w amerykańskich siłach zbrojnych.
oprac. WM





























































