Firma bukmacherska STS chce wzmacniać pozycję za granicą, liczy w tym roku na kilkaset milionów zł przychodów z tego obszaru - poinformował PAP Biznes prezes Mateusz Juroszek. Po przejęciu czeskiej spółki Betsys STS chce rozwijać swoją platformę i być może sprzedawać technologię na zewnątrz.


Branża bukmacherska mocno odczuła zamrożenie gospodarki z powodu pandemii koronawirusa. Głównym wyzwaniem było zawieszenie wszystkich znaczących rozgrywek ligowych i dużych sportowych wydarzeń, w tym odwołanie Mistrzostw Europy w piłce nożnej.
„Musieliśmy się przystosować, wprowadzić ofertę, która nie jest oparta na wydarzeniach sportowych, ale na e-sporcie czy sporcie wirtualnym. W pewnym momencie obroty spadły nam prawie o połowę, ale byliśmy w stanie normalnie funkcjonować, podczas gdy część firm z branży zbankrutowała” – powiedział Juroszek.
„Mieliśmy skumulowane środki z ostatnich lat i odpowiednią poduszkę finansową. Musieliśmy ściąć wydatki marketingowe, ale nie zwalnialiśmy pracowników i nie ograniczaliśmy nakładów na technologię. STS może przeżyć kilka miesięcy nawet bez przychodów, poradzimy sobie z Covidem” – dodał.
Wskazuje, że w Polsce jest kilkanaście firm bukmacherskich, z czego zarabiają tylko STS i Fortuna, cała reszta traci, niektórzy po 20-30 mln zł rocznie.
STS, który w 2019 roku miał 3,1 mld zł przychodów, w 2020 roku – według pierwotnych planów – miał zwiększyć sprzedaż do 3,5-4 mld zł.

„Mieliśmy znakomite pierwsze dwa miesiące roku i świetne dwa tygodnie marca. Po pandemii mamy parę procent mniej obrotu w stosunku do 2019 roku. Zakładam, że na koniec 2020 poprawimy wynik z poprzedniego roku o parę procent, chociaż początkowo chcieliśmy wzrosnąć o 20 proc.” – powiedział.
„W czerwcu było kilkadziesiąt procent lepiej rok do roku, tylko że w zeszłym roku w czerwcu było już po zakończeniu sezonu w kluczowych ligach, a teraz jest mnóstwo meczów każdego dnia. Oczywiście gdyby było Euro, obroty byłyby wyższe, ale możemy ze spokojem patrzeć na kolejne miesiące” – dodał.
Przejęcie czeskiej spółki Betsys
STS przejął właśnie czeską spółkę technologiczną Betsys. Jest ona głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Z usług Betsys korzystają m.in. STS (80 proc. przychodów pochodzi z tego źródła) oraz częściowo Sazka – największa loteria w Czechach. Spółka z Czech generuje przychody na poziomie kilku milionów euro rocznie.
Prezes Juroszek przekonuje, że przejęcie Betsys pozwoli na budowę najlepszej platformy bukmacherskiej w tej części Europy.
„Ponad 85 proc. przychodów generujemy w kanałach online, więc dalszy wzrost rozwiązań IT ma dla nas znaczenie strategiczne. Własny system bukmacherski i możliwość jego rozwijania w trybie inhouse jest kluczową przewagą w naszej branży i szeroko rozumianym e-commerce” - powiedział.
„Przejęcie Betsys oznacza wcielenie w struktury STS platformy bukmacherskiej, której tym samym już nikt inny z Polski nie weźmie. Autorska technologia i platforma wyraźnie wyróżnia nas od pozostałych operatorów zarówno w Polsce, jak i w Europie Jesteśmy zdeterminowani, żeby ją jeszcze mocniej rozwijać” – dodał.
Prezes nie wyklucza, że docelowo STS będzie sprzedawał platformę bukmacherską firmom spoza Polski.
„W ciągu dwóch lat musimy platformę przebudować i jeszcze usprawnić. Możliwe, że potem będziemy ją sprzedawać firmom europejskim. Dobra platforma z kodem źródłowym może być warta nawet kilkanaście milionów euro. Zapytań mamy sporo już teraz” – powiedział.
"Liczymy na kilkaset milionów przychodów z zagranicy"
STS jest pierwszym polskim bukmacherem, który dwa lata temu rozpoczął działalność zagraniczną.
„Dwa lata temu Polska była dla nas głównym rynkiem, z około 50 proc. udziałów. Taki udział trudno się dalej zwiększa. Uznaliśmy, że naturalnym dla nas krokiem będzie spróbowanie sił poza Polską, na innych rynkach” – powiedział Juroszek.
Obecnie oferta bukmachera dostępna jest w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Islandii, Luksemburgu, Słowenii, Andorze, San Marino oraz na Gibraltarze, Słowacji, Malcie i Łotwie.
„Naszym głównym rynkiem zagranicznym jest Wielka Brytania i na nim się koncentrujemy. Przyglądamy się innym krajom, które będą wprowadzać system licencyjny, w tym Czechom i Słowacji. To ciekawe rynki blisko Polski, dobrze uregulowane. Ostatnie miesiące nas jednak lekko przystopowały z optymistycznymi ambicjami” – powiedział Juroszek.
„Spodziewam się, że w tym roku z zagranicy będziemy mieli kilkaset milionów złotych przychodów. Chcemy być obecni na kilku rynkach zagranicznych i żeby one w większości były dochodowe” – dodał.
STS oprócz kanałów online prowadzi ponad 440 lokali stacjonarnych w każdej większej miejscowości w Polsce. Pracuje w nich łącznie ok. 1200 pracowników.
„Punkty są dochodowe, dorzucają nam parę procent do wyniku EBITDA. Przez ostatnie lata rozwijaliśmy je i modernizowaliśmy. Te, które będą trwale nierentowne, będziemy wygaszać. Mały ruch jest w punktach znajdujących się w mniejszych miejscowościach, natomiast lokale w centrach dużych miast są bardzo rentowne” – powiedział Juroszek.
„Zakładam, że w ciągu pięciu lat możemy zmniejszyć naszą sieć o 5-10 proc.” – dodał.
Z szacunków podanych przez prezesa STS wynika, że w okresie pandemii Covid-19 od marca w Polsce liczba lokali stacjonarnych zmniejszyła się o ponad 300 z około 1500 wcześniej.
STS nie wyklucza wejścia na GPW
Prezes Juroszek, który wraz z rodziną jest właścicielem STS, ostrożnie podchodzi do planów wprowadzenia STS na giełdę. Zaznacza, że chociaż ma pozytywne wrażenia z bycia spółką giełdową (jest jednym z głównych akcjonariuszy notowanego na rynku Atalu), ale nie widzi powodów do upubliczniania firmy.
„Nie potrzebujemy kapitału, nie jesteśmy zadłużeni, mamy nadpłynność, co roku wypłacamy dywidendę. Bylibyśmy chętni, gdyby GPW dobrze wyceniała spółki, a z tym może być problem, bo zaraz pojawią się pytania o ryzyko regulacyjne czy skoncentrowanie na jednym rynku. Nie wykluczam, że możemy być zainteresowani giełdą, gdybym potencjalnie chciał spieniężyć część swoich udziałów w STS i zainwestować w jakiś nowy biznes” – powiedział.
Prezes zaznacza, że otrzymuje dużo zapytań ze strony inwestorów zainteresowanych przejęciem STS.
„Mamy dużo zapytań ze strony zagranicznych inwestorów. Polski rynek dynamicznie się rozwija, a my jako jego lider bylibyśmy atrakcyjnym obiektem do przejęcia” – powiedział Mateusz Juroszek, ale dodaje, że chce dalej rozwijać firmę.
„Mamy plany jeśli chodzi o rozwój w Polsce, chcemy mieć jak najwięcej udziałów w rynku, a jak pokazały ostatnie kwartały, jesteśmy w stanie to robić kosztem słabej konkurencji” – powiedział.
Mateusz Juroszek powołuje się na dane, z których wynika, że STS ma prawie 50 proc. udziałów w polskim rynku, Fortuna 28 proc., Forbet 6 proc., a pozostałych kilkanaście podmiotów po mniej niż 0,5 proc. Do tego dochodzi szara strefa, której wielkość jest trudno oszacować, ale prezes STS mówi o 30-40 proc.
Dodaje, że ostatnie kilka lat dla STS to bardzo mocny wzrost, nawet po blisko 100 proc. rocznie, ale cała branża działa w warunkach dużej niepewności.
„Wiemy jakie mamy obroty, jak się mogą kształtować w najbliższych kilku latach. Żyjemy jednak w niepewności, co się wydarzy z polskim społeczeństwem po pandemii, co będzie z budżetem państwa czy z ustawą regulującą naszą działalność, więc na razie skupiamy się na codziennym zarządzaniu” – powiedział.
Wskazuje, że w Polsce istnieje jeden z najwyższych podatków od bukmacherki w Europie.
„W Polsce, przy tych podatkach, tylko mając taką skalę jak STS można być rentownym, inne firmy tracą. Mogę zaplanować, jak będzie wyglądać STS za kilka lat, że będzie miał powiedzmy 8 mld zł przychodów i dobre perspektywy, ale za rok może przyjść pomysł, by zmienić podatek na jeszcze wyższy i wtedy wszystkie nasze założenia można wyrzucić do kosza. Polska branża i tak funkcjonuje w trudnych warunkach podatkowych, ich podwyższenie oznaczałoby regres całego sektora” – powiedział Mateusz Juroszek.
Piotr Rożek (PAP Biznes)
pr/


























































