REKLAMA

Rusza mundial. Świat się bawi, Brazylia ma kaca

Michał Żuławiński2014-06-12 06:40analityk Bankier.pl
publikacja
2014-06-12 06:40
Rusza mundial. Świat się bawi, Brazylia ma kaca
Rusza mundial. Świat się bawi, Brazylia ma kaca
/ thetaXstock

Jak sprawić, żeby miliony ludzi zakochanych w piłce nożnej miały jej szczerze dosyć? Wystarczy w ich kraju zorganizować mistrzostwa świata.

Mundial. Największe święto najpopularniejszego sportu świata. Setki tysięcy ludzi na trybunach i miliardy przed telewizorami. Zapierające dech w piersiach umiejętności piłkarzy i taktyczne fortele trenerów, godna podziwu walka od pierwszej do ostatniej minuty, triumf jednostki nad kolektywem lub vice versa. Do tego nowoczesne stadiony, nowa infrastruktura, piękne krajobrazy…

Guzik prawda.

Owszem, futbol jest królem dyscyplin sportowych. Owszem, kilka spotkań zapadnie kibicom w pamięć na długo. Owszem, przez miesiąc miliardy ludzi będą żyć tym, co dzieje się w Brazylii. Tyle tylko, że będzie to zorganizowane na cudzy koszt święto, na którym my będziemy się bawić, a kaca będzie miał ktoś inny.

Sny o potędze

Władze Brazylii zgłosiły się do organizowania mundialu z jednego powodu: chęci zaprezentowania się światu. Brazylia – pierwszy człon grupy BRICS – miała być po Chinach (IO 2008), Rosji (ZIO 2012) i RPA (MŚ 2010) kolejną nową potęgą, która pokaże, że potrafi poradzić sobie z przyjęciem wielkiej imprezy i jednocześnie pochwali się osiągnięciami.

Podobnie jak w innych tego typu przypadkach, władze rozwinęły także wewnętrzny front propagandowy. Brazylijczykom obiecano „nowoczesną infrastrukturę”, uruchomienie „koła zamachowego gospodarki” oraz „skok cywilizacyjny”. Obietnic tych nie trzeba szerzej rozwijać – wystarczy przypomnieć sobie, co polscy politycy mówili przed Euro 2012.

„Miś” po brazylijsku

EastNews

Na mundial w Brazylii wydano ok. 13 mld dolarów, z czego 3,6 mld poszło na budowę i modernizację stadionów. Tradycyjnie, wraz ze zbliżaniem się terminu rozpoczęcia imprezy, koszty wszystkich projektów szły w górę, a standardy etyczne – o ile jakiekolwiek wcześniej istniały – w dół.

Choć trudno w to uwierzyć, w zakochanym w futbolu kraju udało się znaleźć miejsca, których po imprezie nie będzie miał kto zapełnić. Mowa o obiektach w Cuiabie, Natal, amazońskim Manaus (1500 km w głębi kraju) oraz stołecznej Brasilii, gdzie na 288 betonowych filarach postawiono najdroższy w kraju stadion imienia Mane Garrinchy (900 mln dolarów). W obu miastach brak silnych piłkarskich drużyn, co sprawia, że najprawdopodobniej ponownie zrealizuje się scenariusz znany kilku miast Portugalii lub – żeby daleko nie szukać – z Warszawy i Wrocławia.

Gwoli uzupełnienia należy dodać, że firma budująca stadion w Brasilii, przed ostatnimi wyborami 500-krotnie zwiększyła wsparcie finansowe dla polityków. Podobny skok sympatii politycznych zanotowali wykonawcy projektów infrastrukturalnych.

Oburzenie Brazylijczyków jest tym większe, że przy okazji mundialu kieszenie napełniają sobie nie tylko lokalni krętacze – co w kraju znajdującym się na 72. miejscu w Rankingu Percepcji Korupcji nikogo nie dziwi – ale także i FIFA. W oczach mieszkańców Brazylii, przedstawiciele władz światowego futbolu, niczym przybysze z obcej planety, spadli na ich kraj i wraz z armią sponsorów wysysają zyski z mundialu, a zostawiają za sobą koszty (rzeczywistym i domniemanym przekrętom FIFA trzeba poświęcić osobny tekst).

Ojczyzna futbolu podzielona

Być może Brazylijczycy mają niższy od Polaków próg bólu marnowania publicznego grosza, być może uważniej niż my patrzyli na doświadczenia poprzednich organizatorów. Dość powiedzieć, że protesty na ulicach brazylijskich miast trwają od wielu miesięcy, a pierwszą poważną próbę generalną przeprowadzono rok temu, podczas rozgrywek Pucharu Konfederacji. Czynny udział w największych od 20 lat demonstracjach wzięły 2 miliony ludzi. Część tych środowisk zapowiada, że podczas właściwej imprezy opór społeczny będzie jeszcze większy.

Niepokoje społeczne sprawiły, że po przeciwnych stronach barykady stanęły legendy brazylijskiego futbolu. Zwolennikiem organizacji mistrzostw (choć im bliżej turnieju tym mniej zatwardziałym) jest hołubiony przez FIFA Pele.

– Być może na stadiony wydano zbyt dużo. Część tych pieniędzy mogła być wydana na szkoły i szpitale. Jednak nie mogę zgodzić się z tymi, którzy w proteście przeciwko mundialowi wszystko niszczą. Nie powinniśmy odstraszać tym turystów – powiedział ostatnio były piłkarz, który wcześniej wypowiadał się o mundialu w samych superlatywach.

Głównym reprezentantem drugiej strony konfliktu jest Romario, który zachęca rodaków do wyjścia na ulice właśnie w trakcie mistrzostw. Wcześniej król strzelców mundialu z 1994 r., a obecnie parlamentarzysta, wielokrotnie mówił o FIFA i Seppie Blatterze per „te s…syny” czy „złodzieje”.

Z niezadowolonymi z mundialu Brazylijczykami solidaryzują się też inne znane postaci, nie tylko ze świata sportu. Pisarz Paulo Coehlo zapowiedział, że na mistrzostwa nie przyjedzie, od mundialu odciął się także jego kolega po fachu, autor „Miasta Boga” Paulo Lins.

Kac zostanie

- Ostateczny rezultat wart był włożonego wysiłku. Brazylia pokonała przeszkody i jest gotowa do mundialu, tak na boisku, jak i poza nim – powiedziała wczoraj prezydent Dilma Rousseff, która w październiku walczyć będzie o reelekcję.

Przedstawiciele władz przypominają, że na mundial przyjadą setki tysięcy kibiców, którzy w Kraju Kawy zostawią nawet 5 mld dolarów. W tych szacunkach umyka nieco to, że każdego roku w trakcie karnawału do Rio de Janeiro przybywają niewiele mniejsze tłumy, a na ich ugoszczenie nie kosztuje brazylijskiego podatnika tyle co mundial. Wiadomo też, że ze względu na mundialowy tłok i drożyznę, część pragnących wypocząć turystów ominie tego roku Brazylię.

Urzędujące władze z panią prezydent na czele jak nikt inny powinni trzymać kciuki za drużynę Canarinhos, która w oczach bukmacherów i analityków gospodarze są zdecydowanymi faworytami rozpoczynających się dziś mistrzostw. Sięgnięcie po szósty Puchar Świata mogłoby poprawić nastroje społeczne i choć zmarnowane pieniądze ciężko będzie odzyskać, to może chociaż brazylijska ulica będzie mniej parła do rozliczenia odpowiedzialnych.

Emocjonując się rozpoczynającymi się dziś rozgrywkami, warto mieć w pamięci, kto zapłacił i długo jeszcze będzie płacił za zorganizowanie mundialu. Tym bardziej, że za dwa lata mieszkańców Brazylii czeka powtórka z rozrywki. W 2016 r. letnie igrzyska olimpijskie odbędą się w Rio de Janeiro. Niezależnie od tego, której z reprezentacji się kibicuje, zwykła ludzka przyzwoitość każe w trakcie obu tych imprez trzymać kciuki za miliony Brazylijczyków. Oby wytrzymali, a potem – na ulicy lub przy urnie wyborczej - wyciągnęli wnioski.

Źródło:
Tematy
Michał Żuławiński
Michał Żuławiński
analityk Bankier.pl

Redaktor prowadzący działu Rynki Bankier.pl. Wraz z zespołem śledzi bieżące wydarzenia na polskiej giełdzie i globalnych rynkach finansowych, analizuje dane gospodarcze z kraju i ze świata, monitoruje politykę banków centralnych itp. Miłośnik nowych technologii, zarówno w obszarze mediów, jak i szeroko pojętego inwestowania. Laureat nagrody specjalnej w konkursie dla dziennikarzy ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego im. Władysława Grabskiego. Tel: 604 678 518

Otwórz Konto Firmowe Godne Polecenia i zyskaj nawet 1300 zł premii!

Otwórz Konto Firmowe Godne Polecenia i zyskaj nawet 1300 zł premii!

Advertisement

Powiązane: Mundial

Komentarze (5)

dodaj komentarz
~94
Romario kiedyś w reklamie wyszedł na boisko bez gaci :)
~TANDEM
Oczywiście gdyby dali np. wieloletnie ulgi podatkowe dla korporacji, nie była by to korupcja tylko wspieranie rozwoju. Ha, ha, ha
~Klops
Wypisz wymaluj banialuki propagandowe jak przy organizacji Euro 2012. Skok cywilizacyjny, drogi, infrastruktura itd..
~Sportsmen
Futbol to nie sport to gra.
~Megashit
Politycy powinni zniknac z powierzchni ziemi. Jak pieknie by wtedy bylo.

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki