Grzegorz Misztal z Piotrkowskiej Izby Rolniczej szacuje, że w każdej gminie przynajmniej kilkudziesięciu rolników przestawiło się na hodowlę koni zimnokrwistych. W łódzkim oddziale Polskiego Związku Hodowców Koni zarejestrowanych jest już około 1000 osób.
Monika Poczta, hodowca koni z Żytowic pod Konstantynowem Łódzkim, mówi, że regularnie przyjeżdżają do niej rolnicy z zimnokrwistymi klaczami, by pokryć je rodowodowym ogierem. Nie ukrywają, że źrebaki pojadą do włoskich i francuskich rzeźni. To przykre, ale trudno im się dziwić, skoro za kilogram żywca końskiego dostają 7 - 9 zł, a za źrebaka nawet 10 zł. Dla porównania, kilogram żywca wieprzowego w skupie kosztuje 3,20 zł.
Właściciel gospodarstwa pod Skierniewicami (dane do wiadomości redakcji), który właśnie przestawił się na hodowlę koni, zdradza, że w praktyce przebicie na kilogramie mięsa jest jeszcze wyższe. - W ciągu roku waga źrebaka konia zimnokrwistego może dojść nawet do 500 kg. Nakłady są niewielkie, bo początkowo źrebak żywi się głównie mlekiem klaczy. Jeśli sprzedaje się go bezpośrednio firmie włoskiej, można za niego dostać nawet 5 tys. zł. Tyle można dostać za 15 świń, a koszty ich hodowli są znacznie wyższe.
Działacze organizacji ekologicznych krytykują wysyłanie koni na rzeź. Twierdzą, że część rolników w pogoni za szybkim zyskiem ogranicza ruch źrebakom, by jak najszybciej przybierały na wadze, a konie są transportowane w skandalicznych warunkach.
Mimo że organizacje Viva, Gaja i łódzkie AnimAlia zebrały już prawie 500 tys. podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą, zmierzającą do skreślenia koni z listy zwierząt rzeźnych, Polska ciągle jest największym w Europie eksporterem koniny. Szacuje się, że do Włoch, Francji, Belgii i Hiszpanii eksportujemy rocznie około 40 - 50 tys. żywych koni na rzeź oraz blisko 10 tys. ton półtusz i mrożonej koniny.
Dziennik Łódzki
(or)






























































