Rynki finansowe rozczarowały się wynikami amerykańskiej gospodarki w czwartym kwartale. Co prawda rezultat na poziomie –3,8% był pozornie lepszy od oczekiwań, ale wynikał ze wzrostu zapasów. Bez tego czynnika PKB spadłby zgodnie z prognozami o 5,1%. Dzisiaj kolejne złe wieści nadeszły z Azji: w styczniu południowokoreański eksport spadł aż o 32,8% r/r. Nie pomogła też informacja o niewielkim wzroście wskaźnika PMI dla Chin.
Pesymizm co do perspektyw globalnej gospodarki jest potęgowany przez spadki giełdowych indeksów, które często są postrzegane jako najlepszy wskaźnik wyprzedzający koniunkturę. W Europie główne giełdy tracą dziś po ok. 2%.
Obóz niedźwiedzi dostał też wsparcie ze strony amerykańskiego Departamentu Energii, który zrewidował w dół listopadowe dane odnośnie zużycia paliw. Konsumpcja ropy w USA była o 1,6 mln baryłek dziennie mniejsza niż przed rokiem i o 305 tys. mniej niż pokazywał to wcześniejszy rządowy raport.
W rezultacie o godzinie 13:00 za baryłkę amerykańskiej ropy gatunku Light Crude płacono tylko 40,69$ - to o 2,1% mniej niż w piątek.
Baryłka ropy marki Brent kosztowała 44,68$ i była tańsza o 2,4%. Od początku roku kurs ropy Brent waha się w przedziale 41,50-52,60$ za baryłkę.
K.K.






























































