Amazon i Netflix – o tych dwóch gigantach rynku amerykańskiego mówiło się dużo w ostatnich tygodniach ze względu na doniesienia o rzekomym uruchomieniu usług nad Wisłą. Swoich sił chce spróbować także sieć fast-foodów Dairy Queen. Polscy klienci pokazali już jednak, że nie wszystko, co jest zza granicy, przypadnie im do gustu.


Polska nie dla każdego dochodowego biznesu z zagranicy okazała się łaskawa. Niektóre z marek międzynarodowych spróbowały swoich sił, jednak próby nie kończyły się dla nich sukcesem. Przypominamy przypadki firm z branży spożywczej, motoryzacyjnej, a nawet odzieżowej, którym się nie powiodło i musiały zamknąć swój biznes w Polsce.
Dunkin’ Donuts i Taco Bell
Kilkanaście lat temu Polakom nie przypadły do gustu potrawy kuchni meksykańskiej i amerykańskie donuty. W czasach gdy najbardziej rozpoznawalną marką fast foodów był McDonald’s, reszta amerykańskich restauracji miała duży problem ze sprzedażą nad Wisłą. Przykładem jest właśnie Taco Bell i Burger King. Temu drugiemu udało się jednak powrócić i otworzyć na nowo sieć swoich lokali. Taco Bell najwyraźniej postanowił pójść też za ciosem i w planach ponownej próby ekspansji poza Ameryką uwzględnił ponownie Polskę.
Dłużej niż Taco Bell poradziło sobie Dunkin’ Donuts – popularna w Stanach Zjednoczonych sprzedająca typowe amerykańskie pączki i kawę była obecna w Polsce przez 6 lat (do 2002 roku). Teraz ponownie zawalczy o polskich kawoszy, stając w szranki ze Starbucksem.
Chevrolet, Daihatsu i Tata
Obie marki motoryzacyjne postanowiły zakończyć sprzedaż swoich samochodów na rynku europejskim. Właściciel Chevroleta, General Motors, zapowiedział wycofanie marki do 2016 roku. W Polsce auta z charakterystycznym logo nie są już dostępne, ponieważ wyprzedały się wszystkie, a braków nie uzupełniano. Obecnie strona internetowa odsyła do witryny marki Opel.

Daihatsu nigdy nie cieszyło się dużą popularnością w Europie. Były to budżetowe czterokołowce, które trudno było nazwać wytrzymałymi. Malutkie konstrukcje obu firm w końcu musiały ustąpić i ich właściciele postanowili zrezygnować z walki o klienta nad Wisłą. Podobny los spotkał indyjską Tatę (importowaną przez firmę Marubeni), która mimo niskich cen nie potrafiła przebić się ze swoimi promocjami do szerszego grona.
HSBC i Royal Bank of Scotland
Niektórym bankom o międzynarodowym charakterze nie udało się zagrzać w Polsce miejsca na dłużej. Brytyjski bank HSBC wycofał się 4 lata temu z prowadzenia nad Wisłą obsługi klienta detalicznego. Rezygnacja była podyktowana dochodowością biznesu – zrezygnowano z bankowości detalicznej, a działalność ograniczono do sektora korporacji i instytucji.
Podobny los spotkał Royal Bank of Scotland. W tym przypadku bank zdecydował się jednak na całkowite wyjście z polskiego rynku, co było efektem redukowania swojego zaangażowania w rynki międzynarodowe. Po RBS zostało jedynie centrum usług. Rezygnacja z rozwijania działalności w Polsce miała ratować wyniki finansowe grupy.
Centro, River Island i Armani
Porażki na polskim rynku nie uniknęły również firmy odzieżowe. Wśród tych, które zamknęły swoje sklepy, można znaleźć zarówno te dla klienta masowego, jak i oferujące towary luksusowe. W 2011 roku z warszawskiej 5th avenue – Nowego Świata zniknął jedyny w Polsce salon sprzedażowy Emporio Armani. Butik utrzymał się w Polsce przez 4 lata trwania umowy franczyzowej. Franczyzobiorca – właściciel Paradise Group i prezes zarządu spółki Alma Market, zdecydował się zrezygnować z jej kontynuacji i wprowadzić na rynek inne sklepy znane z zagranicznych żurnali.
Nie powiodło się także marce River Island, na której wprowadzenie do Polski zdecydowała się grupa Empik Media & Fashion (EM&F). Eksperyment z brytyjską sieciówką jednak nie wypalił i sklepy zamknięto kilka miesięcy temu. Pod znakiem zapytania stoi też inna sieć, którą w ramach umowy franczyzowej prowadzi EM&F – GAP.
W ostatnich dniach z Polski wymknęła się także sieć Centro. Jej staż był jeszcze krótszy (3 lata), a koniec bardziej dramatyczny. Media donosiły o ucieczce władz firmy oraz niewypłaceniu jej pracownikom należnych wynagrodzeń. Ambicją rosyjskiej marki było co najmniej zrównanie się z lokalnym gigantem – CCC, jednak ta walka zakończyła się szybciej niż przewidywano.
/mg





















