Zdarza się, że firma zostawia w depozycie sądowym pieniądze dla wierzycieli, ale procesy są umarzane i wyroków nie ma. I tu pojawia się problem odzyskania pieniędzy - pisze "Rzeczpospolita".
Tak było w przypadku byłego dyrektora towarzystwa emerytalnego o niemieckim kapitale, które po likwidacji zalegało mu 169 tys. zł. Proces prowadzono równolegle z likwidacją towarzystwa, które złożyło do depozytu sądowego w/w sumę ze wskazaniem wypłaty dla byłego dyrektora, ale po przedstawieniu prawomocnego wyroku w kwestii pracowniczej. Niestety, sprawa nie zakończyła się wyrokiem, gdyż po likwidacji i wykreśleniu spółki z rejestru pozwany... przestał istnieć.
Po umorzeniu przez sąd pracy sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, ale i on niewiele mógł zrobić, gdyż nie był w stanie ustanowić kuratora dla nieistniejącej osoby.
SN przedstawił więc dwa rozwiązania. Po pierwsze, postępowanie likwidacyjne należy wznowić, gdyż nie wszyscy wierzyciele zostali spłaceni. Po drugie, trzeba wytoczyć sprawę o wypłacenie pieniędzy z depozytu jako że w chwili obecnej wypłata nie jest mozliwa bez prwomocnego wyroku. Warunek jest jednak... bezskuteczny.
(na podst.: Marek Domagalski/Rzeczpospolita)
Niewidzialny dłużnik i zamrożone pieniądze
2005-07-25 17:39
publikacja
2005-07-25 17:39
2005-07-25 17:39





















































