Minister Kosiniak-Kamysz chwali się, że „reforma służb zatrudnienia zaczyna przynosić pierwsze efekty”. Istotnie, miliardy przeznaczone przez rząd na aktywizację zawodową Polaków muszą znaleźć jakieś odzwierciedlenie w statystyce. Warto jednak pamiętać, że czym innym jest tworzenie miejsc pracy przez sektor prywatny, a czym innym są dotowane przez państwo staże, szkolenia lub okresowe etaty. Ostatecznie liczy się przecież nie sama ilość, ale jakość form zatrudnienia.
Dane o bezrobociu, choć oczywiście są najlepsze od lat, nie powinny napawać hurraoptymizmem. Koniunktura w Polsce jest wyraźnie gorsza niż podczas ostatniego 9-miesięcznego okresu spadku bezrobocia, kiedy gospodarka rosła w tempie 5-7%, a wzrost ten – co ważne – zauważalnie przekładał się na wynagrodzenia. Droga do powtórzenia tych rezultatów wiedzie jednak nie przez maskowanie bezrobocia kosztownymi programami aktywizacyjnymi, lecz m.in. przez obniżanie podatków i likwidację barier dla biznesu. Niestety, wiele wskazuje na to, że tuż przed samorządowo-parlamentarno-prezydenckim maratonem wyborczym nie mamy na to co liczyć.































































