Choć Polacy najwięcej napadów na banki widzieli w filmach lub zagranicznej prasie, w naszym kraju również miały miejsce spektakularne rabunki. 4 grudnia minęła 52. rocznica rozpoczęcia procesu sądowego sprawców, którzy napadli na bank w Wołowie i ukradli z kasy ponad 12 mln zł. To jeden z największych tego typu rabunków w kraju. Z tej okazji przypominamy o najgłośniejszych napadach w historii Polski.


Nasz kraj, na całe szczęście, nigdy nie był siedzibą rasowych kryminalistów specjalizujących się w okradaniu banków. Według policji, choć liczba przestępstw w tej dziedzinie rośnie, to są to w dużej mierze nieudolne, solowe próby wyłudzenia gotówki z małych agencji i oddziałów. Na kartach polskiej historii zdążyło się jednak zapisać kilku szabrowników.
Napad na Bank Polski w Częstochowie (1929 r.)
Na tę placówkę napad planował sam Szpicbródka. Dwie próby obrabowania kasy przez jego szajkę skończyły się jednak niepowodzeniem. Pod koniec 1929 r. pierwsze podejście zakończyło się fiaskiem przez syna stróża nocnego, który niespodziewanie pojawił się z kolacją dla ojca. Słynny kasiarz Stanisław Cichocki postanowił jednak nie odpuszczać i zakupił sąsiadujące z oddziałem mieszkanie. Chciał przedrzeć się do bankowego skarbca przez cienką ścianę łączącą oba budynki.
Gmach Banku Państwa w Częstochowie (www.staraczestochowa.pl)
Na nieszczęście dla oszusta, Policja Państwowa prowadziła śledztwo dotyczące jego poprzedniego napadu na jubilera, wskutek którego odkryto plany systemu alarmowego będące w posiadaniu Szpicbródki. Złodziej został ujęty w styczniu 1930 r. i tym samym udaremniono napad, który mógł się okazać jednym z największych w przedwojennej Europie.

W czasie okupacji niemieckiej siedzibę w tym budynku miał Bank Emisyjny w Polsce, na który zdecydowały się napaść Narodowe Siły Zbrojne w celu pozyskania środków na dalszą walkę z wrogiem. Udało im się ukraść z kasy banku 2,6 mln zł.
Czytaj dalej: największy napad na bank w historii PRL-u »
Napad na bank w Wołowie (1962 r.)
Uznawany za największy napad na bank w Polsce. Szajka składająca się z pięciu osób i dwóch pomocników zrabowała oddział Narodowego Banku Polskiego. Bez szczególnej finezji, dzięki narzędziom ślusarskim grupa dostała się do placówki i wykradła z kasy banku wypłaty wielu mieszkańców. Łączna kwota pieniędzy o jaką wzbogacili się złodzieje, wyniosła ponad 12,5 mln zł.
Była placówka NBP w Wołowie (mamik/dolny-slask.org.pl)
Wszyscy zaangażowani wpadli w pułapkę policji i 4 grudnia stanęli przed Sądem Wojewódzkim we Wrocławiu. W wyniku procesu pięciu głównych pomysłodawców napadu skazano na wyrok dożywocia (zmieniony później na 25 lat) – ostatni więźniowie wyszli na wolność w 1979 r. Ciekawostką jest to, że winą za napad obarczono także bliską rodzinę i znajomych rabusiów (ponad 20 osób).
Czytaj dalej: nieznani złodzieje zgarnęli ponad 1,3 mln zł w Warszawie »
Napad na bank w Warszawie (1964 r.)
Sprawcy napadu na oddział Narodowego Banku Polskiego przy ul. Jasnej w Warszawie mieli więcej szczęścia. Złodzieje przejęli ponad 1,3 mln zł utargu Centralnego Domu Towarowego.

W wyniku rabunku zginęły dwie osoby przewożące wspomniane pieniądze do placówki banku. Sprawców nie zidentyfikowano, a sprawa uległa przedawnieniu 25 lat później.
Czytaj dalej: najkrwawszy napad na bank w historii Polski »
Napad na Kredyt Bank w Warszawie (2001 r.)
Do nazywanego przed media „najkrwawszym” napadu na bank w Polsce doszło 3 marca 2001 r. w warszawskiej placówce Kredyt Banku. Trzech mężczyzn zabiło czwórkę pracowników banku: 3 kasjerki i ochroniarza. Z opinii świadków wynika, że zabijali ich pojedynczo, na oczach wszystkich kolegów, strzałem w głowę.

Mordercom udało się zrabować ponad 100 tys. zł. Trzy miesiące później w wyniku dochodzenia i postępowania sądowego zostają skazani na dożywotnie pozbawienie wolności z ograniczoną możliwością starania o przedterminowe zwolnienie z zakładu.
Czytaj dalej: dziś liczy się pomysł »
Worek papieru i gra pozorów (2010 i 2012 r.)
Dziś liczy się pomysł. Przestępcy zamiast bawić się bronią i planować zorganizowane akcje całą szajką, wolą postawić na inwencję twórczą – wszystko po to, by zaskoczyć nieświadomych zagrożenia bankierów.

Do spektakularnej kradzieży bankowej gotówki doszło w marcu 2010 r., kiedy dwóch mężczyzn podało się w placówce banku za konwojentów i pobrali z sortowni ponad 5 mln zł. Kilka dni temu sprawcy usłyszeli wyrok – 10 lat więzienia. Pieniędzy jednak nie odzyskano.
Z najświeższych „napadów” należy wyróżnić także pomysłowego złodzieja z Warszawy, który wrzucił do bankowej wrzutni worek z pociętymi kartkami papieru. Całe zajście miało miejsce w styczniu 2012 r. Oczywiście przy wpłacie zadeklarował banknoty o równowartości 1,5 mln euro. Gdy tylko kwota znalazła się na koncie, oszust kupił za nie złoto i słuch o nim zaginął. 36-latek planując całą akcję, założył konto na fałszywy dowód i fałszywą firmę.
/mg





























































