Po zaledwie dwóch sesjach wzrostowego odreagowania na nowojorskie parkiety powróciła czerwień spadków. We wtorek Dow Jones stracił 470 punktów, a Nasdaq i S&P500 oddały po blisko 3%. Szalone wzrosty cen ropy zostały skontrowane aż 8-procentową przeceną.


Dwa dni. Tylko tyle czasu amerykańskie indeksy były zdolne odrabiać straty po „chińskim krachu” z drugiej połowy sierpnia. Już w piątek paliwo do wzrostów się wyczerpało. Poniedziałkowe spadki wyglądały niewinnie, ale były tylko preludium do nawrotu czerwieni we wtorek.
Indeks S&P500 spadł o 2,95%, a Nasdaq o 2,94%. Dow Jones zaliczył stratę 2,84%, co przekłada się na niemal 470 punktów. Ale najgoręcej znów było na rynku ropy naftowej, którą w Nowym Jorku przeceniono o blisko 6%, a w Londynie o 6,6%. Stało się to po tym, jak przez poprzednie trzy sesje „czarne złoto” zdrożało o 27%, notujac najsilniejszą „trzydniówkę” od 25 lat.
Pretekstem do realizacji zysków z zeszłotygodniowego odbicia znów dostarczyły dane z Chin. Publikacja finalnych statystyk PMI za sierpień przypomniała inwestorom, że druga gospodarka świata może stoczyć się w objęcia recesji, co reszcie globu raczej nie ujdzie na sucho.
Dla porządku odnotujmy, że wskaźnik menedżerów logistyki (PMI) dla Chin spadł sierpniu do 47,3 pkt. wobec 47,8 pkt. odnotowanych w lipcu. Był to wynik ciut lepszy niż raportowany pierwotnie i wyższy od oczekiwań analityków (47,1 pkt.). Lecz oznacza to coraz szybszy spadek aktywności w chińskim sektorze wytwórczym.
Boleśniejszym ciosem dla optymistów były dane z USA. Amerykański odpowiednik PMI – indeks ISM – spadł w sierpniu do 51,1 pkt. w stosunku do 52,7 pkt. w lipcu i oczekiwanych przez ekonomistów 53 pkt. Różnica jest znacząca: zamiast oczekiwanego ożywienia w amerykańskim przemyśle rynek dostał sygnał, że koniunktura poprawia się coraz wolniej. Niepokojąco wyglądała kompozycja tego wskaźnika: mocno spadł subineks nowych zamówień, szybciej malały dostawy na eksport, za to wzrosły zapasy u klientów. Pocieszający jest tylko przyspieszający spadek kosztów (efekt przeceny surowców).
Cała nadzieja giełdowych byków jak zwykle spoczywa w bankach centralnych, które przy współpracy z rządem i nadzorcami rynku tworzą „Grupę Przeciwdziałania Krachom Giełdowym” (ang. Plunge Protection Team). Chłopcy i dziewczyny z PPT będę mieli okazję wykazać się już w czwartek. Zdaniem analityków banku ABN Amro jest 40% szans, że po najbliższym posiedzeniu władz Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi ogłosi zwiększenie programu skupu obligacji skarbowych (QE) państw strefy euro. Rynkowi finansowemu przyniosłoby to efekt porównywalny do ponownego zrzucenia bomby atomowej na ten sam cel.






























































