REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Monnari, tygrys zdradzony przez klientki i banki

2009-05-16 15:30
publikacja
2009-05-16 15:30
Drugi raz osiągnął szczyt i drugi raz może z niego spaść. Nie pomogła nawet piękna Claudia Schiffer. Monnari, najbardziej znana łódzka firma sprzedająca ciuchy dla pań, leży na deskach, a Marek Banasiak, jej twórca, musi przełknąć kolejny życiowy zawód.

To był szok: Monnari ogłasza upadłość. A przecież spółka była jednym z tygrysów nowego polskiego biznesu. Gdy kurz nieco opadł, okazało się, że firma przędzie cienko, ale wciąż jeszcze żyje. Marek Banasiak zaczął bagatelizować, że złożył jedynie wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Że to tylko taka restrukturyzacja, szansa na rozłożenie bankowych długów.

Liczby nie wyglądają jednak dobrze. Firma ma do spłacenia sto mln zł bankowych kredytów. W pierwszym kwartale 2009 r. straciła na czysto 13 milionów złotych. Nie wiadomo, czy po wakacjach jej sklepy nie zamienią się w centra wyprzedaży resztek z poprzednich sezonów. Banasiak przyznaje: - Nie mamy za co wykupić następnej kolekcji...

Claudia

- Praca, konsekwencja, wszechobecność i Claudia Schiffer - tak zwięźle Marek Banasiak nakreślił nam niedawno swoją receptę na sukces.

Tak, Claudia była strzałem w dziesiątkę. Polskie firmy odzieżowe chętnie udają, że są niepolskie. A najlepiej, gdyby klienci myśleli - że włoskie. Niewielu starcza jednak polotu i pieniędzy, by zatrudnić międzynarodową gwiazdę. Banasiakowi starczyło. Monnari wdało się w "romans" z Claudią Schiffer. Słynna modelka zerkała na Polaków z billboardów reklamujących kolekcję Monnari w 2007 roku, uświetniła też wejście firmy na giełdę. O konkretnych pieniądzach nikt nie chce mówić, ale w branży reklamowej można usłyszeć, że zatrudnienie gwiazdy jej pokroju to wydatek rzędu przynajmniej miliona dolarów. Jakakolwiek by to była kwota, wiadomo, że się zwróciła.

Pod koniec ubiegłego roku Polacy uznali Monnari za jedną z naszych marek narodowych. W badaniu TNS OBOP łódzka spółka zajęła szóste miejsce wśród polskich firm odzieżowych najbardziej godnych tego, by chwalić się nimi przed światem, ustępując miejsca jedynie markom z dużo większymi tradycjami, jak Vistula czy Próchnik. Marek Banasiak przyznał, że największa w tym zasługa pięknej Claudii. Jej nazwisko ugruntowało pozycję Monnari w naszym kraju. Polacy lubią, gdy jest światowo. Schiffer doskonale wychodziła naprzeciw naszym tęsknotom.

W tym momencie warto się zatrzymać jeszcze na chwilę przywszechobecności, o której wspominał współzałożyciel Monnari. Bo firma od zawsze stawiała na ilość. Już na początku działalności, gdy nazwa Monnari nikomu jeszcze nic nie mówiła, jej ciuchy sprzedawane były w 800 sklepach. W 2002 roku firma otworzyła pierwszy własny salon firmowy. A to jak wiadomo, najwyższa forma handlu detalicznego. Od tego czasu w błyskawicznym tempie powstało 160 kolejnych sklepów. Jeden taki lokal to inwestycja rzędu przynajmniej ćwierć miliona złotych. Na początku Banasiak inwestował tylko zyski, później rzucił się na kredyty.

Klientki

Banasiak narzucił szalone tempo. Jeszcze w 2005 roku przychody firmy osiągały niecałe 50 milionów złotych. Trzy lata później obroty przekroczyły 250 milionów! Spółka kupowała kolejne marki: Molton, Roy, upadłą Pabię (tej ostatniej, nadając nowy blask).

W 2007 roku Monnari zarobiło na czysto 16 milionów i z szumem rozpoczęło zagraniczną ekspansję. Na początku dwa sklepy w Niemczech, potem dwa w Rosji. To miała być tylko przygrywka. Dwa lata temu Banasiak powiedział nam, że jego największym biznesowym marzeniem jest podbój gigantycznego rynku chińskiego. Miało to być ukoronowanie jego dzieła.

Kolorowy sen trwał, aż tu nagle, niespodziewanie...

Kilka miesięcy temu firma zaniepokoiła rynek informacjami, że wstrzymuje rozwój. Chwilę potem okazało się, że 2008 rok został zamknięty stratą 29 mln zł. Po Bożym Narodzeniu było jeszcze gorzej.

W lutym do sądu poszedł wniosek o ogłoszenie upadłości Moltona. W kwietniu - Roya. W maju - samego Monnari. - Planowaliśmy nasze inwestycje, mając na uwadze przyrzeczone przez banki kredyty. Jednak na początku roku banki wycofały się z obietnic. W tym sensie można powiedzieć, że przeinwestowałem - przyznaje prezes Monnari.

W pierwszym kwartale spółka zanotowała 13 milionów straty. Obroty spadły o 30 procent. Zdaniem prezesa, klientki, podatne na psychologiczne oddziaływanie mediów, przestraszyły się kryzysu i zaczęły oszczędzać. A wiadomo - ciuchy to nie towar pierwszej potrzeby. Do tego doszedł blisko 30-procentowy wzrost czynszów w galeriach handlowych (te liczone są w euro, którego kurs skoczył z 3,2 zł w lipcu 2008 r. do 4,7 zł na początku tego roku) i coraz wyższe ceny dyktowane przez zagraniczne szwalnie, pracujące na rzecz łódzkiej spółki.

Wspólnicy

Firma Monnari powstała zaledwie jedenaście lat temu. Ale Marek Banasiak nie jest w biznesie człowiekiem znikąd, a dzisiejsze problemy - nie są pierwszymi w jego karierze.

Ma 58 lat. Skończył zarządzanie na Uniwersytecie Łódzkim. Dyplom uzyskał w 1982 roku. Od kilku lat był już wtedy właścicielem zakładu rzemieślniczego produkującego biżuterię. Potem, w drugiej połowie lat 80., zajął się wytwarzaniem m.in. ozdób z modeliny.

Na szerokie wody wypłynął w pierwszych miesiącach transformacji ustrojowej, w 1990 roku. Założona przez niego spółka AS-Line importowała wtedy chemię gospodarczą i kosmetyki. Banasiak błyskawicznie stworzył ogólnopolską sieć hurtowni drogeryjnych. Był autoryzowanym dystrybutorem wyrobów Colgate i Henkel. Już w 1991 roku jego biznes notował obroty rzędu 350 miliardów starych złotych (35 mln nowych), a rok później trafił na 42. miejsce listy najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost". Działał z rozmachem, rósł w siłę, brał kredyty.

W 1992 roku powstała kolejna spółka AS-Line Venture, której współudziałowcami byli, oprócz Banasiaka, także Andrzej Hermel i Marek Stefaniak. Ludzie, o których prezes Monnari nie chce dziś rozmawiać...

Tak jak błyskawiczny był sukces Banasiaka, tak szybki i niespodziewany był jego upadek. Już w 1993 roku złożył do sądu wnioski o upadłość obu firm. Na oficjalnej stronie Monnari Trade czytamy, że "powodem była utrata płynności spowodowana przez niesolidnych płatników".

- Spółka AS-Line Venture nie zapłaciła mojej firmie As-Line 30 milionów złotych. Straciłem wtedy wszystko - mówił nam Marek Banasiak. - Prowadziłem upadłość przez pięć lat. Ledwie się podniosłem. Zostały mi po tym głębokie rany. Czegoś takiego jak upadłość, człowiek nie nauczy się na żadnych studiach.

Ta sprawa budziła kontrowersje nawet po latach. Niedawno przyglądał jej się "Puls Biznesu", który - wydaje się - nie podziela traumatycznej wersji prezesa Monnari. Gazeta podała, że sąd nie chciał wówczas ogłosić upadłości obu podmiotów. Według "PB", sędzia wypomniał wtedy Banasiakowi niewłaściwą politykę kredytową i cenową oraz zarzucił, że ten nie próbował się ułożyć z wierzycielami. W efekcie - w momencie złożenia wniosków, obie firmy miały nie posiadać wystarczającego majątku, by zaspokoić wierzycieli. Zdaniem gazety, kredytujący Banasiaka bank Pekao miał stracić 3 miliony nowych złotych.

Rodzina

Marek Banasiak nie jest bywalcem łódzkich salonów. Kiedyś, na początku lat 90., zakładał w mieście klub biznesu, ale dziś mało kto go pamięta z tamtych czasów. - Firma jest całym jego życiem, nie znam nikogo, kto się z nim bliżej koleguje - mówi nasz rozmówca związany z branżą odzieżową.

- Jako człowiek jest dość butny, nie ma najlepszej opinii. Ale jeśli chodzi o sprawy zawodowe, jest uważany za twardego gracza, dobrego zarządzającego, postępującego w biznesie bardzo świadomie - dodaje inna osoba znająca prezesa.

W firmie Banasiak zwraca się do pracowników po imieniu. Jednak nie jest łatwym rozmówcą. Posługuje się daleko idącymi skrótami myślowymi. Nie lubi powtarzać raz wypowiedzianych słów. Czasem można odczuć, że od rozmówców wymaga wiedzy nie mniejszej niż ta, którą dysponuje on sam.

Już nie figuruje w rankingach najbogatszych, jak było to dwie dekady temu. Swoje akcje oddał dzieciom - Agacie i Jakubowi. Oboje mają po 21,05 proc. udziałów w Monnari. Największym udziałowcem spółki jest Mirosław Misztal, do którego należy 42 proc. firmy. To właśnie z Misztalem i żoną Anną Banasiak zakładał Monnari.

Wszedł na giełdę, ale ludziom spoza najbliższego kręgu zaufania oddał bardzo niewielką część firmy. Przez lata Monnari wciąż pozostawało biznesem rodzinnym. Ciekawe, czy takie przejdzie do historii?

POLSKA Dziennik Łódzki
Piotr Brzózka
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~jack
Którzy zaufali nieudacznikowi życiowemu który czego się nie czepi to zbankrutuje i pociągnie za sobą na dno.I zawsze znajdzie winnych swojej głupoty i braku kompetencji,żałosne!!!
~cj
beznadzejne ciuchy w cenach dla snobów.

Powiązane: Upadłość

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki