REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Migranci z Azji walczący po stronie Rosji. Wielu motywuje zarobek

2024-08-07 17:56
publikacja
2024-08-07 17:56
Dodaj Bankier.pl w Google

Na wojnie, którą Rosja rozpętała przeciwko Ukrainie, walczy wielu migrantów z Azji Centralnej. Niektórzy zostali do tego zmuszeni lub zwabieni podstępem, jest też wielu takich, którzy idą walczyć dobrowolnie, a ich motywem jest zarobek oferowany przez rosyjską armię - pisze portal Radia Swoboda w reportażu.

Migranci z Azji walczący po stronie Rosji. Wielu motywuje zarobek
Migranci z Azji walczący po stronie Rosji. Wielu motywuje zarobek
fot. Alex Vog / / Shutterstock

Redaktorom Radia Swoboda udało się porozmawiać z kilkoma najemnikami z Azji Centralnej.

Aman jest Kazachem, ale urodził się w Rosji i ma rosyjskie obywatelstwo. Walczy na Ukrainie od ponad pół roku, a decyzję o wyjeździe na front nazywa "biletem w jedną stronę". Nie wyjaśnia powodów swojej decyzji, ale zapewnia, że dobrze ją przemyślał.

Obecnie jest na linii frontu w pobliżu Doniecka. Twierdzi, że żołd otrzymuje na czas. Innym nie radzi jednak iść na wojnę. "To nie Czeczenia, to nie Syria (...). Można nie zdążyć nawet dotrzeć do linii frontu (...) Wielu chłopaków już zginęło, inni zaginęli bez wieści" - relacjonuje.

Według Amana wielu migrantów z krajów Azji Centralnej podpisuje kontrakty z rosyjskim ministerstwem obrony, a ich główną motywacją są pieniądze. Niewielu jednak wraca.

Wakacje na giełdzie

"Na przeżycie jest tu jedna szansa na milion. Byli tu Kirgizi, Tuwińcy, czarnoskórzy (...)" - mówi.

Migrantowi, który zdecyduje się zaciągnąć, "nie pozwolą wrócić" - mówi. "Przed przyjazdem tutaj powinien pomyśleć tysiąc razy. Pieniądze nie są złe, tak, będzie je dostawał co miesiąc. Chłopcy, którzy przyjechali z Moskwy, niektórzy jeszcze żyją, inni już nie. (...) Wiele ciał leży na linii frontu i nie da się ich zabrać (...)" - dodaje.

Pieniądze proponowane przez armię rosyjską są kuszące. Mer Moskwy Siergiej Sobianin podpisał niedawno dekret, zgodnie z którym jednorazowo można otrzymać prawie dwa miliony rubli (ok. 92 tys. zł). Ogłoszenia rekrutacyjne pojawiły się we wszystkich mediach społecznościowych, w tym na popularnych wśród migrantów grupach na komunikatorach. Potrzebny jest zestaw dokumentów: tłumaczenie paszportu na rosyjski, potwierdzenie legalnego wjazdu do Rosji - wylicza rekruter. Dodaje, że przez dwa tygodnie chętny jest sprawdzany przez FSB.

Po kontroli służb specjalnych migranci podpisują dokumenty i idą na wojnę. Jedna z rekruterek mówi, że właśnie wysłała na front Tadżyka i Kirgiza. "A tam trzeba być gotowym na wszystko (...) Dwa tygodnie przeszkolenia z karabinem i na front (...) Ludzie tam giną, odnoszą rany (...) - twierdzi.

Podobne ostrzeżenia są jednak nieskuteczne - pieniądze oferowane za służbę na wojnie są dla migrantów ogromne. Na czatach padają wezwania, by żądać więcej, lecz oni się decydują, chcą spłacić kredyty lub zaoszczędzić na mieszkanie. Potwierdza to mężczyzna z Tadżykistanu przedstawiający się jako Abdulla.

"Tak, jest wiele osób z Tadżykistanu, Uzbekistanu, Kirgistanu, Kazachstanu. Szczerze mówiąc, jestem tu dla swojego chorego dziecka. Mam jedno dziecko i nie miałem wyjścia. (...) Zrobiłem to dla pieniędzy. Wszyscy zaciągają się dla pieniędzy (...)" - twierdzi.

Jednak nie wszyscy migranci z Azji Centralnej idą na wojnę dla pieniędzy. Ci, którzy stali się obywatelami Rosji, często są zmuszani do pójścia na front pod groźbą osadzenia w więzieniu. Tak było w przypadku męża Ajżarkyn z Kirgistanu. Choć jej rodzina uzyskała rosyjskie obywatelstwo około 10 lat temu, jej mężowi dano do wyboru - albo pójdzie na front, albo trafi na siedem lat do więzienia. Teraz Ajżarkyn i jej czworo dzieci czekają na powrót głowy rodziny z frontu.

"Przyszli, powiedzieli, że jest specjalistą, i go zabrali. Nie powiedzieli nic o SOW" - relacjonuje. SOW to "specjalna operacja wojskowa, jak rosyjska propaganda nazywa wojnę na Ukrainie.

Szef rosyjskiego Komitetu Śledczego Aleksandr Bastrykin zaproponował niedawno, żeby w pierwszej kolejności wysyłać na wojnę tych, którzy niedawno otrzymali rosyjskie obywatelstwo. Dodał, że należy połączyć procedury wydawania rosyjskiego paszportu i wpisywania do ewidencji wojskowej. Bastrykin powiedział też, że 30 tys. migrantów z rosyjskim obywatelstwem zostało już "złapanych", a 10 tys. z nich wysłano na front.

Obrońcy praw człowieka zauważają, że rosyjskie władze stosują różne metody, aby przyciągnąć migrantów na wojnę w Ukrainie: od zastraszania po motywację finansową. Twierdzą, że za każdym razem, gdy ministerstwo obrony podnosi wynagrodzenie za służbę kontraktową, liczba chętnych wzrasta. A potem następuje wzrost zgłoszeń od krewnych migrantów, którzy nie mogą odnaleźć swoich bliskich.

Sebastian Markiewicz (PAP)

sm/ akl/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz

Powiązane: Rosja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki