Czwartkowy, blisko 3-procentowy wzrost amerykańskich indeksów oddalił je od tegorocznych minimów. Jednakże nawet tak dynamiczne odbicie nie oznacza, że automatycznie wróciliśmy do trendu wzrostowego. W ostatnich tygodniach już dwukrotnie po silnych zwyżkach momentalnie następowały równie mocne spadki.
Dziś utrzymanie dobrych nastrojów na rynkach akcji będzie zależało od postawy amerykańskiego konsumenta. Według analityków na początku czerwca nastroje gospodarstw domowych uległy nieznacznej poprawie. Mediana prognoz zakłada bowiem, że indeks Uniwersytetu Michigan wzrósł do 75 punktów względem 73,6 pkt. odnotowanych w maju.
Mimo deklarowanej poprawy nastrojów ekonomiści sceptycznie podchodzą do wyników majowej sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych. Rynkowy konsensus każe się spodziewać, że obroty handlowców zwiększyły się jedynie o 0,2% m/m, co oznacza stagnację w ujęciu realnym. Uzupełnieniem obrazu sektora detalicznego będą dane o zapasach niesprzedanych towarów, które miały wzrosnąć o 0,5% w ujęciu miesięcznym.
Wciąż słaba kondycja amerykańskiego rynku pracy, ilustrowana niemal 10-procentowym bezrobociem na razie nie pozwala myśleć o silnym wzroście popytu konsumpcyjnego w USA. To zaś kwestionuje prognozy giełdowych analityków, którzy w tym roku spodziewają się blisko 20-procentowej poprawy wyników amerykańskich spółek. Tak więc bez poprawy sytuacji po stronie zatrudnienia losy giełdowej hossy pozostaną zagrożone.
Inwestorów może też niepokoić sytuacja na rynku długu. W Europie każda aukcja obligacji państw z grupy PIIGS śledzona jest z niemałym napięciem. Nikt nie może być pewny, czy europejskim rządom uda się pozyskać gotówkę na finansowanie zapadającego długu. Na takiej sytuacji cierpi rynek obligacji korporacyjnych. Według danych agencji Bloomberg mijający tydzień stał pod znakiem posuchy po stronie emisji nowych obligacji. W USA przedsiębiorstwa pozyskały tylko 7,9 mld dolarów, a w Europie zaledwie 2,9 mld euro. Również premia za ryzyko kredytowe, jakiej żądają inwestorzy, jest najwyższa od grudnia.
K.K.































































