REKLAMA

Jaki lek na chorobę służby zdrowia?

Łukasz Piechowiak2014-03-05 06:00główny ekonomista Bankier.pl
publikacja
2014-03-05 06:00

 

To żadna nowość, że źle się dzieje w państwowym sektorze medycznym, który tylko omyłkowo zwany jest służbą zdrowia. W tym roku koszty związane z działalnością NFZ wyniosą 67 mld zł. To dwukrotnie więcej niż 10 lat temu. Koszty rosną ekspresowo, dlatego resort zdrowia pracuje nad rozwiązaniami, które umożliwią zwiększenie dochodów ze składek.

Budżet NFZ 2014

Przychody

Składki

63 479 324 000 zł

Dotacje

2 913 622 000 zł

Koszty

Koszty świadczeń opieki zdrowotnej

63 387 601 000 zł

Koszty poboru składek

122 000 000 zł

Koszty administracyjne

702 000 000 zł

Koszty ogółem

67 061 086 000 zł

W tym roku ze składek zdrowotnych NFZ pozyska 63,4 mld zł. Łączne koszty poboru i ewidencjonowania składek to 122 mln zł rocznie. Dotacja z budżetu państwa wyniesie 2,9 mld zł (m.in. na realizację zadań zespołów ratownictwa medycznego). Na wydatki związane z leczeniem i działalnością Narodowego Funduszu Zdrowia wydamy łącznie aż 67 mld zł, z tego na samo leczenie i refundację leków wydamy 63,3 mld zł. Niestety NFZ rok skończy na minusie – zabraknie 240 mln zł.

Środowisko medyczne oraz politycy wciąż przekonują, że pieniędzy brakuje na wszystko. To brak środków jest przyczyną długich kolejek do lekarzy oraz odległych terminów zabiegów i operacji. Budżet NFZ od 2004 roku wzrósł dwukrotnie. Kolejki do lekarzy wydłużyły się też dwukrotnie. A przecież obywateli nam systematycznie ubywa.

Jak zgarnąć więcej kasy?

W związku z tym resort zdrowia pracuje nad rozwiązaniami, które zwiększą dochody państwowego sektora medycznego. Brane pod uwagę są różne warianty – pierwszy dotyczy podniesienia składki zdrowotnej z 9% prawdopodobnie o 1pp. Składka zdrowotna obecnie wynosi 9%, a z tego 86% podlega odliczeniu od podatku dochodowego. Przedsiębiorcy płacą 232 zł.

»Państwowa medycyna nie wyjdzie nam na zdrowie

Drugi scenariusz to wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. W teorii byłyby to dodatkowe ubezpieczenia, które miałyby stanowić konkurencję dla prywatnego sektora medycznego. Osoby, które wykupiłyby dodatkowe ubezpieczenie, mogłyby liczyć na szybsze wizyty u lekarzy specjalistów. Ponadto oferowano by im dodatkowe usługi, które obecnie są niedostępne, np. bardziej kompleksowa opieka stomatologiczna.

Resort przekonuje, że nie byłby to podział na biednych i bogatych obywateli i pacjenci z normalnym ubezpieczeniem nie traciliby na jakości obsługi. W mojej opinii jest to niemożliwe do uniknięcia. Różnicowanie ubezpieczeń implikuje zjawisko podziału na mniej i bardziej uprzywilejowanych pacjentów. Gdyby tak nie było, to idea dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych byłaby po prostu bez sensu. Nikt nie decydowałby się zapłacenie więcej, nie otrzymując w zamian lepszych usług.

Składka zdrowotna to podatek

W Polsce dostęp do państwowych usług medycznych jest powszechny, ale nie bezpłatny. Mitem jest twierdzenie, że leczenie w Polsce jest darmowe. Gdyby tak było, państwo nie wydawałoby setek milionów złotych na tworzenie systemu ewidencjonowania płatników składek. Jeśli pacjenta nie ma w eWuś, to może zapomnieć o wizycie u specjalisty, a nawet jeśli – to będzie to niełatwe. Zatem po co utrzymywać iluzję publicznej służby zdrowia, skoro jest ona całkowicie płatna?

W teorii każdy ponosi takie same koszty. Niestety, tylko w teorii, bo składka zdrowotna nie jest kwotowa tylko procentowa. Oznacza to, że im więcej zarabiamy, tym więcej wynosi ubezpieczenie zdrowotne. Przykładowo osoba z przeciętnym wynagrodzeniem odprowadza 279 zł miesięcznie, a pracownik z wynagrodzeniem minimalnym – 124 zł. Gdyby każdy podatnik miał płacić po równo, to składka musiałaby wynieść ok. 224 zł miesięcznie.

W praktyce jest tak, że jeżeli ktoś płaci wyższe ubezpieczenie, to powinien otrzymać dodatkowe usługi. Tak nie jest, więc ubezpieczenie zdrowotne ubezpieczeniem nie jest - to normalny podatek.

Bardzo wielu ludzi we własnym zakresie wykupuje dodatkowe pakiety opieki zdrowotnej (zwykle jest to dodatkowe świadczenie socjalne opłacane przez pracodawcę). Prywatny sektor medyczny wyceniany jest na 30 mld zł. Dochodzi do sytuacji, w której ludzie o przeciętnych lub wyższych dochodach właściwie nie korzystają np. z wizyt u lekarza internisty w przychodni, tylko od razu kierują się do prywatnych gabinetów lekarskich. Słowem – w największym stopniu finansują system, z którego korzystają rzadko.

Trzeba też zaznaczyć, że koszt poboru składki wynosi 122 mln zł rocznie. To jeszcze jest zrozumiałe, bo sposób jej obliczania jest bardzo skomplikowany. Ponadto zanim trafi ona do OFE, wcześniej przechodzi przez ZUS. Jednak jak wytłumaczyć aż 700 mln zł kosztów administracyjnych? Pieniądze te wydajemy na utrzymanie armii urzędników, których zadaniem jest dzielenie pieniędzy pomiędzy szpitale i inne jednostki ochrony zdrowia. W 2004 roku koszty te wynosiły 334 mln zł.

Ostatnia dekada to było eldorado dla środowiska medycznego – wszystko cudownie pomnożyło się dwukrotnie. Tylko chorych nam nie ubyło.

Jednak równa składka dla wszystkich

Dużo lepszym i chyba uczciwszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie kwotowej składki zdrowotnej na poziomie np. 230 zł płaconej przez każdego podatnika podatku dochodowego oraz również rolników. Równocześnie należałoby zwiększyć kwotę wolną od podatku tak, by zrekompensować najmniej zarabiającym wzrost kosztów. Przy tym nie ulega wątpliwości, że stawka kwotowa pozytywnie wpłynęłaby na spadek kosztów poboru i naliczania składki na ubezpieczenie zdrowotne.

Oczywiście jest jeszcze trzeci wariant - prywatyzacja państwowego sektora medycznego, który finansowany byłby z prywatnych ubezpieczeń (mogłyby być obowiązkowe jak OC). To jednak jest nie do pomyślenia ani dla lekarzy, ani dla polityków. Nigdzie nie można zarobić tak dobrze, jak u kolegi ordynatora lub dyrektora w NFZ.

Komentuje Marcin Dziadkowiak, analityk Bankier.pl
Marcin Dziadkowiak

Rana, która wymaga szycia, zaklejona jest plastrem

To przykre, że polscy politycy wciąż próbują rozwiązywać problemy wybierając „najprostsze” rozwiązania. Jeśli w budżecie brakuje pieniędzy, weźmiemy oszczędności emerytalne obywateli z OFE. Jeśli służba zdrowia jest niewydolna, to wprowadzimy uprzywilejowanych pacjentów w zamian za większą składkę.

Tymczasem bardziej racjonalne sposoby na poprawienie sytuacji w służbie zdrowia są znane od lat i potrzeba jedynie odwagi do ich wprowadzenia. Potrzebne jest oddzielenie lekarzy pracujących w sektorze państwowym i prywatnym, co zlikwiduje nadużycia związane z priorytetowym kierowaniem pacjentów z gabinetów prywatnych na oddziały szpitalne oraz pracę lekarzy w dwóch miejscach w tym samym czasie. Skalę kolejek zmniejszyłoby wprowadzenie centralnego systemu rejestracji, co zlikwidowałoby problem rejestracji do tego samego specjalisty w kilku miejscach na raz. Jeśli stworzenie systemu jest za trudne, można potrącać z wynagrodzeń pacjentów karne opłaty za nie stawienie się na wizytę u lekarza. Warto byłoby także zadbać o to, żeby lekarze nie musieli pracować po 48 godzin z rzędu, co naraża zdrowie i życie pacjentów na ryzyko. Tutaj problemem jest jednak liczba lekarzy, która stale się zmniejsza, ze względu na ograniczenie liczby staży.

Proponowane przez ministerstwo zmiany przypomina sytuację, kiedy ranę, która wymaga szycia, zakleja się zwykłym plastrem. To zwiastuje niestety jeszcze większe problemy w przyszłości.



Łukasz Piechowiak Bankier.pl

Źródło:
Tematy
Konto Przekorzystne z premią do 300 zł

Konto Przekorzystne z premią do 300 zł

Advertisement

Komentarze (34)

dodaj komentarz
~krzysztof
Odzielenie prywatnych praktyk od panstwowej sluzby zdrowia to podstawa, bez tego zadne pieniadze nie uzdrowia chorego systemu. Nie mozna pracowac prywatnie, brac do wlasnej kieszeni a np. zabiegi wykonuje sie dla tych pacjentow na kosz publicznych szpitali. Lekarz musi wybrac albo sektor prywatny albo publiczny. Prywatny wlasciciel Odzielenie prywatnych praktyk od panstwowej sluzby zdrowia to podstawa, bez tego zadne pieniadze nie uzdrowia chorego systemu. Nie mozna pracowac prywatnie, brac do wlasnej kieszeni a np. zabiegi wykonuje sie dla tych pacjentow na kosz publicznych szpitali. Lekarz musi wybrac albo sektor prywatny albo publiczny. Prywatny wlasciciel przychodni czy szpitala, nie pozwoli sobie na "prywatne" leczenie na boku przez lekarza tam zatrudnionego.
Zbyt duze lobby lekarskie w sejmie i przez 25 lat nikt nic nie ruszyl, bo udeza to w interesy lekarzy zerujacych na masach ludzkich.
~szefuf
I co to da?
Będzie kolega PUBLICZNY faworyzował tych od kolegi PRYWATNEGO, a w zamian kolega PRYWATNY będzie się dzielił kasą.
Niee... to nic nie da. Pełna prywatyzacja tylko da - zero sektora publicznego. Bo jeśli jeden z drugim spróbuje "wy*ać" dużą korporację ubezpieczeniową, to ona już się znajdzie
I co to da?
Będzie kolega PUBLICZNY faworyzował tych od kolegi PRYWATNEGO, a w zamian kolega PRYWATNY będzie się dzielił kasą.
Niee... to nic nie da. Pełna prywatyzacja tylko da - zero sektora publicznego. Bo jeśli jeden z drugim spróbuje "wy*ać" dużą korporację ubezpieczeniową, to ona już się znajdzie sposób, aby im się dobrać do tyłków. Zostawić oczywiście kontrolę państwową oraz prawo, które każe nieść pomoc zawsze, bez wstępnej weryfikacji czy jestem ubezpieczony a potem najwyżej jak nie jestem, to ciąganie dłużnika po sądach i komornicy. W tym momencie bez kontraktowania konkretnej ilości badań lekarze będą bardziej chętnie na nie kierowali, a z drugiej strony, jeśli będę robić to za często, to ubezpieczyciel się zaciekawi, czy ktoś go nie robi w jajo.
~lot
Dam Wam naoczny aktualny przyklad jak dziala nasza sluzba zdrowia Cosa nostra , Znajomy w sile wieku czynny zawodowo zachorowal, wysiadly mu stawy biodrowe Pare lat wyczekiwal w kolejce na zabieg ,wiec przeszedl na rente inwalicka , Natomiast mieszkajacy kolo mojej posesl 75 letni emeryt w ciagu jednego roku zrobili mu Dam Wam naoczny aktualny przyklad jak dziala nasza sluzba zdrowia Cosa nostra , Znajomy w sile wieku czynny zawodowo zachorowal, wysiadly mu stawy biodrowe Pare lat wyczekiwal w kolejce na zabieg ,wiec przeszedl na rente inwalicka , Natomiast mieszkajacy kolo mojej posesl 75 letni emeryt w ciagu jednego roku zrobili mu dwa stawy biodrowe,najpierw jeden a za kilka miesiecy drugi Zaznaczam ze ,status materialny obu byl POdobny , byla tylko jedna roznica miedzy tymi obydwoma moimi znajomymi ,jeden znich mial lekarza w rodzinie,, Moja corka{ wyksztalcenie wyzsze dzienne} jak miala rodzic to juz od 6 miesiaca ciazy miala zalatwione ktory lekarz bedzie robil cesarskie ciecie ,a dzieciece ubranka w szafie nie maja zadnego zwiazku z porodem ,dobre te ciuszki sa dla mediow i naiwnych kobiet wierzacych w bezplatna sluzbe zdrpwia,,
~wert
to nic innego jak korupcja na 60 mld pln!!!!!
~Arti
Proponuję wziąć przykład ze "zwierzęcej" służby zdrowia. Wszystkie przychodnie weterynaryjne są prywatne, nie ma tak kolejek, ceny są przystępne bo konkurencja duża. Płacę za leczenie psiaka wg cennika i jest dobrze.
~szefuf
Masz rację.
A powiedzieć Ci co jest jeszcze śmieszniejsze? Że tam płacić rozsądne pieniądze, choć podwykonawcy biorą więcej, np. przebadanie tkanki na obecność raka w laboratorium: człowiek 3pln, pies 12pln. Wystawiony rachunek: szpital do NFZ - kilkaset złotych, weterynarz Tobie: poniżej stówy.
Gdzie tu logika,
Masz rację.
A powiedzieć Ci co jest jeszcze śmieszniejsze? Że tam płacić rozsądne pieniądze, choć podwykonawcy biorą więcej, np. przebadanie tkanki na obecność raka w laboratorium: człowiek 3pln, pies 12pln. Wystawiony rachunek: szpital do NFZ - kilkaset złotych, weterynarz Tobie: poniżej stówy.
Gdzie tu logika, skoro to to samo badanie?
Jak już pisałem w innym poście: ceny w służbie zdrowia są sztucznie pompowane. Pytanie tylko kto to wszystko kradnie...
~Marecek odpowiada ~szefuf
Ale to jest bardziej ogólny problem! Obecnie cena w żaden sposób nie jest powiązana z wartością czy kosztami wytworzenia. To tylko ogólny wskaźnik popytu na dany towar czy usługę.
~Dim
Kluczową frazą jest:
"Płacę za leczenie psiaka wg cennika"

Można sobie wyobrazić sytuację w której NFZ staje się płatnikiem i zwierzęca kołomyja zaczyna się w prywatnej zwierzęcej służbie zdrowia, weterynarii.

W sumie ten artykuł jest o niczym. Ponad 70% ludzi przychodzi do lekarza bo ma
Kluczową frazą jest:
"Płacę za leczenie psiaka wg cennika"

Można sobie wyobrazić sytuację w której NFZ staje się płatnikiem i zwierzęca kołomyja zaczyna się w prywatnej zwierzęcej służbie zdrowia, weterynarii.

W sumie ten artykuł jest o niczym. Ponad 70% ludzi przychodzi do lekarza bo ma kłopoty psychologiczne. 70% leków przepisywanych przez dr. med. nie jest na to na co powinno być.

Po zaczęciu wielu kuracji z udziałem dr. med. szanse przedłużenia życia spadają w porównaniu do stanu braku ingerencji i "spontanicznych wyleczeń".

Stan obecny jest prawie idealny. Podam przykład. Wyskoczył mi zewnętrzny żylak odbytu, coś w rodzaju twardej ciemnej i wielkiej kulki. Zapisuję się do jakiegoś specjalisty na ??? wiele, wiele miesięcy do przodu. Tego czasu jest naprawdę tak dużo, że można sobie wszystko przemyśleć. Ostateczny wniosek jest taki: to wszystko jest nie tak, bo gdyby miałoby to polegać na wyleczeniu kogoś, to lekarz wysłałby 10. 000-com osób e-list z podaniem procedury i leku w ciągu siedmiu dni.

Uznałem że mam problem psychiczny polegający na zbytnim zaufaniu do jakiejś niekumatej mafii opłacanej przez państwową korupcję.

Postudiowałem różne warianty kuracji bez pomocy specjalistów i ich recept i zanim doszło do terminu wizyty miałem sprawę z głowy. A że dobrze zrobiłem świadczy to że minęło wiele lat i bez nawrotów.

Pomysł aby obarczać opłatą tych co nie pojawili się na wizytę jest nadmiarem chciwości.
Proszono mnie abym odwołał wizytę gdy nie będę mógł przyjść. Uczciwie zatelefonowałem pod nr. podany i stykam się z niekompetencją organizacyjną. A lekarze są określani jako oni. A oni to to, to tamto a ja tylko zastępuję i trudno się dogadać. Sami pracownicy tych instytucji traktują dr. med. jako podejrzane kreatury zarabiające nie wiadomo na czym. Ostatecznie mimo moich dobrych chęci zrezygnowałem z odwoływania wizyty. Wizyta odwołała się sama.

Jedyną przydatność medyków upatruję w nagłych przypadkach: złamania i wypadki z naruszeniem spójności cielesnej.
~Roma odpowiada ~Dim
U lekarza nie byłam od 14 lat i tyle lat już nie place za opiekę państwu. Przeszłam na dietę z ograniczona ilością mięsa i słodyczy.Od tego czasu i nie choruje.
~ziutek
Dzierzynski feliks z nagantem

Powiązane: Służba zdrowia pod kroplówką

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki