REKLAMA

Jak pływać w puchu?

2010-10-27 11:19
publikacja
2010-10-27 11:19

Narciarz jeździ po śniegu – prawda pierwsza i zasadnicza. Ale ów dla laika synonim uroczej białości, pozornie zawsze jednakiej: słowo śnieg nic nie mówi narciarzowi. Śnieg – dobrze – ale jaki?!... Puch, boski puch, cudowny firn czy piekielnie łamliwa szreń, przetykana kalafiorami? W latach 30-tych ubiegłego wieku tak pisał o różnorodności tatrzańskich śniegów Józef Oppenheim. Do tej pory nic się nie zmieniło w tym temacie. Dlatego rozpoczynamy cykl artykułów traktujący o tym, jak jeździć po różnych gatunkach śniegu. Zaczynamy od tych dla nas najlepszych - puchu i śniegu przewianego.

Istnieje kilka gatunków śniegu, a rozmaitość form przejściowych sprawia kłopot nawet ekspertom. Rozróżniamy zatem śnieg puszysty, przewiany, gips, mokry, szreń i lodoszreń oraz zmetamorfizowany (czyli firn). W pierwszym artykule z tego cyklu zajmiemy się aspektami jazdy w śniegach występujących zazwyczaj wczesną zimą (choć jak pokazała ostatnia – mogą się one utrzymywać dłużej). Gatunki, o których mowa, tworzą się zwykle podczas ataków zimy i intensywnych opadów śniegu. O takich właśnie warunkach marzy większość pozatrasowców. Opowiemy zatem o puchu oraz śniegu przewianym.

Śnieg puszysty
Towarzyszy on względnie bezwietrznym opadom śniegu. Cechuje go wyjątkowa lekkość – wyraźnie można dostrzec pojedyncze płatki śniegu. Jazda w nim przypomina bardziej pływanie, dryfowanie niż tradycyjną jazdę, znaną z przygotowanych stoków. Techniką idealną do jazdy w takich warunkach jest trochę zapomniany przez środowisko narciarskie oraz instruktorów skręt „nisko-wysoko”, zwany często „NW”. Technikę tę polecam wszystkim mniej wprawnym adeptom narciarstwa pozatrasowego, ze względu na łatwość kontroli jazdy oraz możliwość utrzymania niewielkiej prędkości (co ma duże znaczenie podczas jazdy w lesie lub między skałami).

Reklama

Skręt „NW” charakteryzuje się optycznie odchyloną pozycją, jednak względem nart jest to postawa oscylującą wokół zrównoważonej. W fazie odciążenia przed zmianą skrętu, przy właściwym doborze tempa, narty na krótko wynurzają się na powierzchnię śniegu. Dzięki temu zmniejszony zostaje opór głębokiego śniegu, utrudniającego zapoczątkowanie skrętu. W fazie sterowania, poprzez zwiększanie nacisku na narty, powstaje pod nimi „poduszka” śnieżna, którą wykorzystujemy jako podporę do następującego potem ruchu w górę. Podczas jazdy w głębokim śniegu, zarówno w fazie sterowania, jak i w momencie rozpoczynania skrętu, z wyczuciem obciążamy nartę wewnętrzną. Niewątpliwą zaletą tej techniki, przy odpowiednim jej opanowaniu, jest ograniczenie zbędnych momentów hamowania i umiejętne wkomponowanie ich w jazdę. Daje to narciarzowi nienaruszoną płynność przy pełnej kontroli szybkości.

Drugą, o wiele trudniejszą w zastosowaniu techniką jest modny i stosowany również na trasie skręt carvingowy (u bardziej zaawansowanych narciarzy kompensacyjny). Trudność zastosowania go poza trasą polega na potrzebie znacznego rozpędzenia się, co z kolei wymaga przygotowania fizycznego, odporności psychicznej (prędkość) oraz znajomości terenu i wcześniejszego zaplanowania trasy. Skręt carvingowy, o ile na trasie odbywa się na krawędziach, o tyle w kopnych śniegach jest prowadzony na całych powierzchniach ślizgów oraz nie zawsze po łuku narty – bardziej przypomina skręt w ześlizgu. Na sypkich rodzajach śniegu narta zawsze będzie poruszała się ześlizgiem. W carvingu obiema nartami jedziemy na krawędziach. Wskutek pochylenia się do wewnątrz skrętu przenosimy nacisk na krawędzie oraz partie nart do nich przyległe.

Zależnie od szybkości następuje mniejsze lub większe pochylenie się do wewnątrz skrętu oraz przyjęcie pozycji alpejskiej (zwanej też zawodniczą). Sterowanie odbywa się poprzez docisk na narty, jednak nie tak mocny i dynamiczny jak na trasie. Rolę prowadzącą spełnia wówczas narta zewnętrzna, narta wewnętrzna jest dociążana sporadycznie.

Najbardziej widowiskowym sposobem jazdy, oglądanym często u mistrzów w filmach, jest skręt będący kombinacją „NW” i kompensacyjnego. O ile sam ruch przypomina skręt kompensacyjny, to fizyka jazdy bliższa jest „NW”. W końcowej fazie skrętu narciarz, obniżając swoją pozycję, zwiększa nacisk na narty celem wytworzenia „poduszki”. W chwili rozpoczęcia fazy sterowania następuje znaczne odciążenie nart oraz odchylenie, czego efektem jest wyrzucenie ich ponad pokrywę. Faza sterowania odbywa się w powietrzu – wraz z rotacją nart pozycja wraca do zrównoważonej. Kończąc skręt narciarz doprowadza do kolejnego dociążenia, wprowadzając się w kolejny skręt. Omawiana technika wymaga znacznego przygotowania, zarówno technicznego, jak i kondycyjnego, a nagrodą za ten trud jest dynamiczne pokonywanie nierówności, jakie zastaniemy poza trasą.



Śnieg przewiany
Drugim gatunkiem śniegu, jaki zazwyczaj spotykamy podczas samego opadu lub bezpośrednio po nim, jest śnieg przewiany. Jak sama nazwa wskazuje, aby powstał, potrzebny jest taki czynnik jak wiatr. W tym przypadku trudniej jest rozróżnić pojedyncze płatki śniegu – pokrywa wydaje się bardziej zbitą, jednostajną formą. Kompresja śnieżynek daje odczucie masy twardszej od klasycznego puchu, wymaga więc od narciarza większej uwagi w prowadzeniu nart. Jednocześnie daje większe możliwości jeśli chodzi o szybkość i dynamikę zjazdu. Skręt „NW” jest tutaj podstawową techniką, jednak – ze względu na silniejsze odbicie „poduszki” – dociążenie należy stosować z wyczuciem. Wielokrotnie zdarza się bowiem, że wybija nas mocniej niż tego potrzebujemy. Zalecana jest pozycja nieznacznie odchylona. Nagminnym błędem, zdarzającym się zarówno świeżym adeptom, jak i doświadczonym narciarzom, jest nadmierne wychylenie w przód (dotyczy to także pozycji zrównoważonej) w momencie, gdy dzioby nart „dostają uderzenie” od kompresowanej właśnie poduszki – co kończy się upadkiem przez głowę. Przewiana pokrywa pozwala za to rozwinąć skrzydła umiejącym poruszać się skrętem carvingowym (lub jego rozwiniętą formą – skrętem kompensacyjnym). Ze względu na większą twardość, podłoże pozwala na prowadzenie nart w minimalnym ześlizgu. Pozycja narciarza, podobnie jak w przypadku skrętu „NW”, powinna być nieznacznie odchylona – tym bardziej, im większy jest stopień skompresowania (twardości) pokrywy przewianej.

Warto również poruszyć kwestię zatrzymywania się. W puchu sprawa nie jest skomplikowana, ponieważ, aby wprowadzić narty w ześlizg i hamowanie, nie potrzeba wiele energii czy uwagi (z punktu widzenia samej techniki oczywiście). Hamowanie na przewianym śniegu wymaga więcej wyczucia. Znany wszystkim ze stoku skręt „Stop”, nieumiejętnie stosowany w przewianym śniegu doprowadza do zbytniej kompresji i odbicia z „poduszki” śnieżnej. Efektem tego jest niebezpieczny upadek głową w dół, mogący w stromym terenie skończyć się nieprzyjemnie. Dlatego też hamowanie na takiej pokrywie powinno odbywać się w skręcie, poprzez wprowadzenie nart w większy ześlizg i ostrożne, jednostajne zwiększanie na nie nacisku. Należy zwrócić uwagę, aby nie odchylić się zbyt mocno, gdyż odciążone dzioby mogą nagle zatrzymać się w miejscu i spowodować wyrzucenie narciarza na zewnątrz, w efekcie zaś upadek z tzw. „odkrętki” i niekontrolowane koziołkowanie w dół.

Powyższe omówienie nie wyczerpuje tematu techniki jazdy w konkretnych warunkach śniegowych. Celowo nie wspomniałem o jeździe zakosami, skręcie przewodnickim (tzw. bezpiecznym), jazdy „na krechę” czy popularnego „obskoku”, gdyż są one albo mniej stylowe, albo nie pozwalają pokonać każdego terenu. Na koniec kilka praktycznych porad.

Nauczanie i doskonalenie jazdy powinno odbywać się na stokach o umiarkowanym nachyleniu, bez przeszkód terenowych. Częstym błędem u początkujących jest rozpoczynanie nauki na zbyt łagodnych stokach. Przy sporej pokrywie śnieżnej nie ma tam możliwości nabrania prędkości i wyparcia nart w stronę powierzchni. Poza tym, rozpoczynając przygodę z głębokim śniegiem, wielu nowicjuszy stawia swoje pierwsze kroki na zwykłych nartach carvingowych. Trasowe narty mają geometrię, która pozwala „wgryźć się” w twardy, przygotowany śnieg, co niekoniecznie pomaga poza trasą. Wypożyczenie nart o szerszym profilu znacznie ułatwi jazdę. Drugim zasadniczym problemem jest brak szybkości. O ile na trasie można jechać wolno, o tyle w puchu istnieje potrzeba rozpędzenia nart, żeby osiągnęły swoją wyporność. Istnieją też tak lekkie puchy, że przez większość czasu nasze narty są schowane pod powierzchnią. Jeśli tylko jadą – nie należy zawracać sobie tym głowy. Uczący się powinni zaczynać od długich skrętów, następnie stopniowo je skracać, kończąc na łączeniu różnych promieni skrętu. Wcześniej należy również opanować sztukę hamowania, nieustannie doskonalić płynne, rytmiczne i dynamiczne poruszanie się na nartach, a szybką jazdę pozostawić na koniec. Pamiętajcie jednak, że poziom mistrzowski nie oznacza opanowania jednej techniki, a umiejętność łączenia wszystkich, celem pozostawienia po sobie idealnego śladu, nie zaburzonego zbędnym skręcaniem i hamowaniem.

tekst: Michał Trzebunia
Autor jest Instruktorem Narciarstwa Wysokogórskiego oraz Alpejskiego.

Publikacja zawiera linki afiliacyjne.
Źródło:
Tematy
Internet Firmowy nawet 12 x 0 zł wraz z usługami bezpiecznego internetu
Internet Firmowy nawet 12 x 0 zł wraz z usługami bezpiecznego internetu
Advertisement

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Podróże

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki