Obniżając rekomendację dla akcji Polskiej Grupy Energetycznej, analitycy JP Morgan wbili kolejny gwóźdź do inwestycyjnej trumny, jaką od początku swej giełdowej historii są walory „energetycznego czempiona”.
Akcje PGE są obecnie warte o 40% mniej niż w dniu giełdowego debiutu. To dość nietypowe zachowanie dla defensywnej spółki energetycznej. Gdy największy producent energii elektrycznej w Polsce wchodził na GPW, zachwytom nie było końca.
„Zdaniem analityków nie tylko w dniu debiutu, ale i w dłuższej perspektywie przyszłość spółki rysuje się optymistyczne. Z raportu DI BRE, do którego dotarliśmy, wynika, że jedna akcja PGE wyceniana jest na 27,49 zł, czyli niemal o 20 proc. więcej niż cena emisyjna” – pisała wówczas prasa.
Ale najwytrwalsi z przeszło 60 tys. inwestorów indywidualnych, którzy zapisali się na akcje PGE, dziś mogą tylko liczyć straty. Tydzień temu – 27 czerwca – kurs PGE wyznaczył nowe minimum w ramach permanentnego trendu spadkowego, zniżkując do 14,05 zł. Była to reakcja na podpisanie listu intencyjnego w sprawie rozbudowy elektrowni w Opolu – inwestycji motywowanej politycznie, którą zarząd spółki jeszcze kilka miesięcy temu uznał za nieopłacalną.
W piątek rano akcje PGE taniały o 1%, osiągając cenę 15,42 zł. Notowania energetycznej spółki znalazły się pod presją za sprawą ujawnienia rekomendacji wydanej przez JP Morgan. Analitycy amerykańskiego banku zalecili „niedoważanie” akcji PGE, ustalając cenę docelową na 13,30 zł. To niemal 15% poniżej czwartkowego kursu zamknięcia.
K.K.





























































