Po „czarnym wtorku”, w środę na greckiej giełdzie wciąż dominują spadki. W kraju nie ustają obawy o to, co przyniesie przyspieszony wybór nowej głowy państwa.


Indeks ASE zaczął środową sesję od spadków wahających się od 2% do 4% i zejścia poniżej kolejnego okrągłego poziomu. Tym razem z hukiem pękło 900 pkt. Jeszcze wczoraj indeks zaczynał sesję od najwyższego od ponad miesiąca poziomu 1035 pkt., a w marcu zbliżał się nawet do 1400 pkt.
Tym samym pogłębia się skala spadków, które już wczoraj sięgnęły blisko 13%. Jak ustalił portal Marketwatch, była to najgorsza pojedyncza sesja w historii greckiej giełdy. Nawet w szycie obaw o greckie zadłużenie i przyszłość strefy euro jednodniowe spadki nie przekroczyły 10%.
Innym wyrazem zaniepokojenia inwestorów o losy Grecji jest dalszy spadek cen jej obligacji. Rentowność greckich 10-latek ponownie dziś podskoczyła i sięga już 8,2%. Dla porównania jeszcze we wrześniu nie przekraczały 6%.
Przypomnijmy – wczorajszy krach na ateńskiej giełdzie wywołała decyzja rządu o wyznaczeniu terminu wyboru prezydenckich na 17 grudnia. Przyspieszenie wskazania przez parlament nowej głowy państwa o dwa miesiące ma oczyścić atmosferę na greckiej scenie politycznej i dać władzom lepszy mandat do negocjowania z Troiką odblokowania kolejnej transzy pomocy finansowej.
Problem w tym, że do wyboru prezydenta potrzeba 200 (w II pierwszych rundach głosowania zaplanowanych na 17 i prawdopodobnie 20 grudnia) lub 180 głosów (w III rundzie, 29 grudnia). Tymczasem rządząca krajem koalicja Nowa Demokracja-PASOK dysponuje jedynie 155 głosami w 300-osobowym parlamencie. Zgodnie z greckim prawem, jeżeli parlamentowi nie uda się wskazać prezydenta, to dojdzie do rozwiązania izby i rozpisane zostaną wcześniejsze wybory. Obecnie w sondażach prowadzi lewicowa Syriza, która ostro sprzeciwia się polityce zaciskania pasa i wypełniania wytycznych Komisji Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Europejskiego Banku Centralnego.
Jeszcze wczoraj premier Antonis Samaras wyznaczył na kandydata na prezydenta. Jest nim Stavros Dimas, wiceprezes Nowej Demokracji, były komisarz europejski ds. środowiska (2004-2010) oraz grecki minister spraw zagranicznych (2011-2012). Jest niemal pewne, że Dimas nie uzyska wymaganego poparcia w dwóch pierwszych rundach głosowania. Jedyną szansą obrony dla obecnych władz będzie więc przekonanie parlamentarzystów niezrzeszonych oraz należących do mniejszych partii opozycyjnych przed trzecią turą głosowania.































































