REKLAMA
ZŁOTY BANKIER 2026

Gospodarkę czeka niezłe półrocze

Krzysztof Kolany2017-03-01 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2017-03-01 06:00

Wiele znaków wskazuje, że polska gospodarka minęła cykliczny dołek koniunktury i na przełomie roku wrzuciła wyższy bieg. Jeśli obserwowane obecnie tendencje zostaną utrzymane, to pierwsze półrocze ’17 może przynieść całkiem solidny wzrost gospodarczy.

Gospodarkę czeka niezłe półrocze
Gospodarkę czeka niezłe półrocze
/ materiały dla mediów

W czwartym kwartale roczna dynamika produktu krajowego brutto najprawdopodobniej odbiła się od dna, rosnąc z 2,3% do 3,1% po uwzględnieniu czynników sezonowych. To przyspieszenie wzrostu PKB zawdzięczaliśmy solidnej konsumpcji i rosnącym zapasom w firmach, którym towarzyszył nadal silny spadek inwestycji. To trochę niepokojąca kombinacja – na ogół rosnący wkład zapasów miał miejsce przy szczycie cyklu koniunkturalnego.

Wiosna w styczniu

Ale tym razem nie musi tak być, ponieważ poprawę w gospodarce potwierdziły dane za grudzień i styczeń, a także wczesne wskaźniki koniunktury za luty. W styczniu wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu osiągnął najwyższą wartość od marca 2015 roku, sygnalizując najszybszy wzrost produkcji od trzech lat. Nieźle zaprezentowały się także „twarde” statystyki produkcji przemysłowej, która w styczniu wzrosła aż o 9% rdr, co było najlepszym wynikiem od 5 lat.

Wskaźnik

Listopad

Grudzień

Styczeń

Luty

Produkcja przemysłowa (rdr)

3,3%

2,3%

9,0%

b.d.

Sprzedaż detaliczna (rdr)

7,4%

6,1%

9,6%

b.d.

PMI

51,9

54,3

54,8

b.d.

Koniunktura w handlu

4,0

0,0

6,3

7,0

Koniunktura w budownictwie

-12,3

-17,4

-9,8

-6,8

Koniunktutra w przemyśle

-1,8

-2,6

2,7

4,5

Źródło: Bankier.pl

Tu trzeba jednak wziąć poprawkę na fakt, że tegoroczny styczeń miał o dwa dni robocze więcej (a także ich lepszy „rozkład”) niż rok wcześniej. Po wyeliminowaniu tego czynnika produkcja odnotowała wzrost już tylko o 4,1% rdr wobec 3,9% w grudniu. Ale patrząc na bardzo wysokie odczyty indeksu PMI w kolejnych miesiącach można spodziewać się dalszej poprawy produkcji.

Pozytywną niespodziankę sprawiły też styczniowe statystyki sprzedaży detalicznej, która w cenach stałych urosła aż o 9,6% rdr, co było najlepszym rezultatem od 5 lat. Nawet jeśli tu też pomogły korzystne efekty kalendarzowe, to nie zmienia faktu, że polski konsument jest obecnie w najlepszych nastrojach od początku XXI wieku – tak przynajmniej wynika z badań GUS-u. Wsparciem dla wzrostu konsumpcji pozostaje rosnące zatrudnienie i najniższe od 26 lat bezrobocie. Nawet jeśli wzrost płac pozostaje niski, to portfele sporej części konsumentów wspiera rządowy program „Rodzina 500 plus”. Transfery socjalne będą zwiększać konsumpcję przez cały pierwszy i większość drugiego kwartału.

I wreszcie coś drgnęło w budownictwie, gdzie po raz pierwszy od listopada 2015 roku odnotowano dodatnią dynamikę roczną. Co prawda zawdzięczamy to pozytywnym efektom kalendarzowym, ale nawet po ich wyeliminowaniu wynik (-2,6% rdr) był zdecydowanie lepszy niż obserwowane jeszcze niedawno spadki o 20%. Wygląda na to, że załamanie w odciętej od unijnych funduszy budowlance dobiegło końca.

Optymizm u przedsiębiorców i konsumentów

Ze wspomnianymi wcześniej dobrymi nastrojami konsumentów zaczęły korespondować lepsze nastroje w biznesie. Sporządzany przez GUS wskaźnik koniunktury w handlu osiągnął najwyższą wartość od czasu upadku Lehman Brothers we wrześniu 2008. Analogiczny indeks dla budownictwa ostatni raz tak wysoki lutowy wynik zanotował w 2008 roku – w szczycie bańki na rynku nieruchomości.

Jak obliczyli ekonomiści PKO BP, zagregowany wskaźnik koniunktury GUS za luty osiągnął najwyższą wartość od kryzysu w 2009 roku. To sygnał świadczący o istotnej poprawie nastrojów w prywatnym biznesie.

Wsparciem dla polskiej gospodarki powinna być też nieco lepsza koniunktura w Europie Zachodniej. Wbrew kasandrycznym przepowiedniom brytyjska gospodarka nie zapadała się pod ziemię po zeszłorocznym referendum i w niezłej formie powinna przetrwać rozwód z Unią Europejską. Włoskie banki (jeszcze) nie wywróciły do góry nogami europejskiego systemu bankowego, a problemy zbankrutowanej Grecji kolejny raz odłożono na później. Za to gospodarka Niemiec trzyma się mocno, a to przecież nasz największy rynek zbytu odpowiadający za ok. 27% polskiego eksportu. Zresztą prawie cała strefa euro wrzuciła wyższy bieg (dwójkę?) po tym, jak przez ostatnie kilka lat jechała naprzemiennie na wstecznym bądź na jedynce.

Co nas może czekać w pierwszym półroczu?

Pierwsza istotna zmiana w gospodarce widoczna jest już od wielu tygodni, jeśli nie miesięcy. Zgodnie z ostrzeżeniami inflacja cenowa z przytupem powróciła do Polski. W styczniu wskaźnik CPI był o 1,8% wyższy niż rok wcześniej. W lutym bądź w marcu zapewne przekroczy ona 2%, wzniecając dyskusję o potrzebie podniesienia stóp procentowych. Mimo to Rada Polityki Pieniężnej zapewne poczeka z podwyżkami przynajmniej do drugiej połowie roku. Władze monetarne już po prostu tak mają, że prawie zawsze są spóźnione względem gospodarki.

Po drugie, w statystykach PKB powinniśmy zobaczyć najsilniejszy wzrost konsumpcji od czasów boomu z lat 2006-08. Pojawić się może też dawno niewidziana presja płacowa. Przedsiębiorcy zatrudnili już prawie wszystkich, którzy chcieli pracować za oferowane obecnie pieniądze. Jeśli firmy będą chciały nadal zwiększać zatrudnienie, to będą zmuszone podnieść stawki, aby znaleźć pracowników. Tym bardziej że liczba osób w wieku produkcyjnym zaczęła maleć.

Po trzecie, mogą pojawić się pierwsze zwiastuny wzrostu wydatków inwestycyjnych. Ale dopiero pod koniec roku ekonomiści oczekują istotnego zwiększenia inwestycji – z tak dużym opóźnieniem mają ruszyć współfinansowane z funduszy unijnych inwestycje infrastrukturalne. Swoją aktywność na tym polu powinny zwiększyć samorządy – za półtora roku mamy wybory, które najłatwiej wygrać chwaląc się budową nowej ulicy, parku czy placu zabaw.

Dobra przyszłość pozostaje niepewna

Mimo dość optymistycznych perspektyw nie brakuje czynników ryzyka mogących potencjalnie wykoleić polską gospodarkę. Pierwszym jest działalność krajowych polityków, którzy przez ostatnie lata nie raz udowodnili, jak bardzo potrafią zaszkodzić koniunkturze gospodarczej. Pozostaje mieć nadzieję, że „dobra zmiana” się wyszalała i większych szkód już nie wyrządzi.

Drugim zagrożeniem jest polityka europejska. Wiosną rusza wyborczy festiwal, w rezultacie którego zmienić się mogą władze Francji, Holandii, Niemiec, a zapewne także i Włoch. Czyli prawie wszystkich największych krajów strefy euro. Mieszkańcy tych państw będą musieli wybierać pomiędzy beznadzieją obecnego establishmentu a socjalistyczno-narodowymi populistami zapowiadającymi mniej wolnego handlu i więcej interwencji państwa w gospodarkę.    

Nie można też zapominać, że w Europie cały czas tli się kryzys bankowy, prawdopodobnie tylko na jakiś czas zaszpachlowany dokapitalizowaniem najbardziej zagrożonych banków. A jeśli Fed na poważnie zacznie podnosić stopy procentowe, na EBC spadnie presja, aby wycofać się ze skrajnie ekspansywnej polityki monetarnej, co może uderzyć w przekredytowane rządy i konsumenta.

Trudno też przewidzieć, czy prezydent Donald Trump nie spełni swojej najbardziej szalonej obietnicy wyborczej i czy nie ruszy na wojnę handlową z Chinami. Jeśli USA faktycznie nałożą zaporowe cła na chińskiego produkty, to całemu światu grozi powtórka z Wielkiego Kryzysu lat 30. XX wieku. 

Są jednak i dobre wiadomości. Jeśli żadne z powyższych się nie zmaterializuje, to sprawy pozostawione samym sobie powinny potoczyć się w zasadniczo dobrym kierunku. Przynajmniej przez pewien czas. Chińczycy znów pompują biliony juanów do swej zalanej kredytem gospodarki, chcąc jak najbardziej opóźnić nieuchronny kryzys. Gospodarki USA i Europy notują coś na kształt ożywienia, a rynki wschodzące powoli podnoszą się z kilkuletniego kryzysu. Istnieje zatem spora szansa, że będzie dobrze. Przynajmniej do połowy roku. Potem może być różnie, choć niekoniecznie źle.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Tanie konto firmowe i wysoki procent na lokacie
Tanie konto firmowe i wysoki procent na lokacie

Komentarze (26)

dodaj komentarz
~Kalita
Jak czytam te uczone analizy to zastanawiam się czy ci ludzie kiedyś prowadzili firmę,ja prowadzę firme od 26 lat i wiem jedno jeżeli będziesz miał bardzo dobry produkt,bedziesz miał swietną reklamę,świetnych handlowców,ale będziesz miał równocześnie złodziei w firmie to tak jakbyś pchał sanie po piachu. Dlatego w małej firmie jak Jak czytam te uczone analizy to zastanawiam się czy ci ludzie kiedyś prowadzili firmę,ja prowadzę firme od 26 lat i wiem jedno jeżeli będziesz miał bardzo dobry produkt,bedziesz miał swietną reklamę,świetnych handlowców,ale będziesz miał równocześnie złodziei w firmie to tak jakbyś pchał sanie po piachu. Dlatego w małej firmie jak i wielkiej gospodarce najważniejszy jest dobór ludzi uczciwych,kierujących się interesem firmy bądź kraju.Dlatego program jest prosty bić k... i zlodziei
~Tak-Tak
Kolny powinien pisać swoje artykuły pod jakimś pseudonimem.
Bo większość starych czytelników Bankiera zna jego poglądy polityczne i narrację z jaką odnosi się do obecnej władzy.
Przez co jest totalnie nie wiarygodny.
Tak jest jak ktoś na siłę miesza czystą ekonomię z własnymi poglądami politycznymi.
~Kredytobiorca
Człowieku o czym ty marzysz, Kolny jest głównym analitykiem na Bankster.pl.
Zawsze tu kreują liberalno lewicowe poglądy.
Lepiej sprawdź kto jest właścicielem tego portalu, wtedy zrozumiesz.
~ALL
To tylko jego praca.
Szef karze kreować odpowiednie trendy i wizerunki, a on to skutecznie robi.
Po za pracą na pewno jest spoko gościem.
~Piotr odpowiada ~ALL
A ja myślę że Kolny to ideowiec i to co pisze to jego lewicowa wizja.
~Fasola
Panie Kolny
Współczuję panu że te dobre dane są tak jednoznaczne, ale mógł pan stanowczo zaznaczyć że to nie zasługa obecnej władzy, ale dzieło przemyślanej i konsekwentnej polityki poprzedniego rządu.
Że rządy Donalda Tuska Ewy Kopacz oraz odwiecznego koalicjanta w postaci PSLu,przez swe działania, walkę z korupcją, wsparcie
Panie Kolny
Współczuję panu że te dobre dane są tak jednoznaczne, ale mógł pan stanowczo zaznaczyć że to nie zasługa obecnej władzy, ale dzieło przemyślanej i konsekwentnej polityki poprzedniego rządu.
Że rządy Donalda Tuska Ewy Kopacz oraz odwiecznego koalicjanta w postaci PSLu,przez swe działania, walkę z korupcją, wsparcie dla rodziny, i wspaniały plan rozwoju gospodarczego, i tym podobne bzdury, podał obecnej władzy to wszystko na tacy.
Przecież większość pańskich artykułów do tej pory sugerowała to dobitnie.
Czy coś się zmieniło?
~Hihihi
Czytając takie artykuły tego akurat autora utwierdzam się w przekonaniu, że faktycznie może nas czeka lepsza koniunktura.
~hehehe
czytając komentarze na forum umacniam się w przekonaniu, że bycie pisowcem to stan umysłu a nie poglądy (bo czy prawicowcy mogą być socjalistami ???) a ekonomia zweryfikuje wszystko
~hahaha
Czytając takie komentarz umacniam się w przekonaniu że bycie totalną opozycją anty Pisowską to nie stan umysłu a już poważna choroba psychiczna.
~Polak odpowiada ~hahaha
nie prawda, totalna opozycja to po prostu samobój polityczny. w następnych wyborach głównymi graczami będą PiS, Kukiz, PSL.

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki