Blisko 90% influencerów finansowych z krajowego rynku padło w ostatnich kilku miesiącach ofiarą oszustów wykorzystujących ich wizerunki, by oferować fałszywe inwestycje – wynika z badań, których wstępne wyniki poznaliśmy podczas Scamming Out! Summit.


Wstępne wyniki swoich badań zaprezentowała Izabela Kozakiewicz-Frańczak, prezeska fundacji Trampki na giełdzie i wiceprezeska fundacji Invest Cuffs.
– Od września zaczęły do nas docierać informacje, że profile znanych ekspertów, z którymi współpracujemy, coraz częściej są podrabiane. Zarówno fundacja, jak i ja sama również „dorobiliśmy się” takich fałszywych profili. Wielu z nas próbuje walczyć z tym zjawiskiem, ale czujemy się wszyscy trochę bezsilni – tak wytłumaczyła przyczyny, dlaczego postanowiła zająć się problemem i przygotować raport na ten temat.
46 influencerów i setki fałszywych profili i reklam
W badaniu przeprowadzonym między wrześniem a listopadem wzięło udział 46 influencerów – znanych ekspertów ds. finansów i inwestycji, często reprezentujących duże firmy z sektora finansowego, a także 39 trenerów i nauczycieli współpracujących z obiema fundacjami.
– Przejrzeliśmy wspólnie masę fejkowych profili we wszystkich mediach społecznościowych. Okazało się, że aż 89% z influencerów doświadczyło podrobienia swoich profili przez oszustów. Średnio na jednego z nich przypadło ponad 5 profili – mówiła Izabela Kozakiewicz-Frańczak.
Influencerzy o podrobionych profilach dowiadują się najczęściej od znajomych albo od obserwatorów, którzy ich śledzą w internecie – aż jedna trzecia z ekspertów otrzymała po ponad 50 takich sygnałów. To tylko potwierdza dużą skalę zjawiska. Prawdopodobnie większość internautów jest świadomych, że widzą oszustwo. Ale ilu się nabiera – tego można się tylko domyślać.
Zagrożenie dla finansów Polaków
W ramach badania eksperci mieli ocenić, jak duże jest ryzyko związane z podrobionymi profilami znanych osób dla bezpieczeństwa finansowego Polaków. Ocenili je bardzo wysoko, na 4,3 w 5-stopniowej skali.
Jednocześnie bardzo nisko, bo tylko na 1,6, ocenione zostały działania operatorów platform społecznościowych w trosce o bezpieczeństwo użytkowników, którzy mogą się spotykać z reklamami fejkowych inwestycji.
Jak wskazała Kozakiewicz-Frańczak, nie tylko od dorosłych, ale również od młodzieży zaczynają napływać uwagi dotyczące oszustw finansowych. – To coraz częstszy temat rozmów rodzinnych – podkreśliła. W badaniu zapytano więc również nastolatków, jak oni oceniają ryzyko, że przestępstwa finansowe mogą dotknąć ich lub ich bliskich – wystawili sobie ocenę 3,2 w 5-stopniowej skali. A także o to, jak oceniają swoją wiedzę na temat tego, jak unikać takich przestępstw – średnia to 2,7. – Ta ocena wydaje nam się jednak zawyżona. Jest tu bardzo dużo do poprawy – stwierdziła prezeska fundacji Trampki na giełdzie. Zapowiedziała, że pełny raport ukaże się w grudniu.
„Pewnie potrzebuje sporo pieniędzy”
Po prezentacji na scenę zaprosiliśmy dwóch znanych i bardzo doświadczonych ekspertów, których wizerunki przestępcy ukradli i wykorzystali w ostatnich miesiącach – Piotra Kuczyńskiego, głównego analityka Domu Inwestycyjnego Xelion, oraz Grzegorza Zalewskiego, eksperta Domu Maklerskiego BOŚ.
– Kiedy dotarła pierwszy raz dotarła do was informacja, że coś dzieje się z waszymi wizerunkami? - zapytał prowadzący rozmowę Andrzej Stec, redaktor naczelny Bankier.pl.
– To był jakiś miesiąc czy półtora miesiąca temu. Reklamę podesłał mi bliski znajomy – mówił Grzegorz Zalewski. - Początkowo to zignorowałem, ale coraz więcej osób zaczęło mnie informować na ten temat. Zdziwiłem się, bo reklamy były z logiem innej firmy niż ta, z którą współpracuję. Dotknęły mnie też opinie, jakie zaczęły się pojawiać: „pewnie potrzebuje sporo pieniędzy, skoro reklamuje inne firmy i to w stylu: kupiłem te akcje za 5 zł, a teraz kosztują 60 zł”. Sam namierzyłem kilkanaście reklam z moim udziałem. Miały po kilka wersji i wariantów. Zacząłem je zgłaszać Mecie (do której należy Facebook i Instagram – red.), ale i tak zdawałem sobie sprawę, że jestem na przegranej pozycji – kontynuował Zalewski.
– To zaczęło się od sierpnia. Uderzyło mnie jak obuchem – stwierdził Piotr Kuczyński. – Wszedłem na konto na Facebooku, które wyglądało jak moje. Usiłowałem to oprotestować, zrobiła to również moja firma, ale bez wielkich sukcesów. Pojawiły się setki reklam z moim wizerunkiem – dodawał ekspert Xeliona.
Andrzej Stec dopytywał, kto może stać za tego rodzaju scamami. – Mój brat zaangażował się w rozmowę z jedną z takich grup. Dość dobrze mówią po polsku, ze wschodnim akcentem, ale używają też translatora. Raczej nie znają się dobrze na polskim rynku finansowym – opowiadał Zalewski.
Co powinno zrobić państwo? Na pewno ostrzegać i edukować
Pojawiło się też pytanie, co może zrobić państwo.
– Jednym z działań, które podjąłem, było zgłoszenie do CERT. Dostałem jednak tylko odpowiedź z automatu, że mam się zgłosić do moderatorów Mety. To mnie zszokowało. Wydaje mi się, że państwo powinno jednak robić coś więcej w takich sprawach – stwierdził Kuczyński.
Na pytanie, czy państwo robi za mało, Grzegorz Zalewski odpowiadał, że "wobec Mety wszyscy występują w roli petenta, jeśli chcą coś usunąć z serwisu – włącznie z premierami rządów”. Jego zdaniem prawo powinno się zmienić i administracja powinna mieć możliwość wpływu na usuwanie treści z platform społecznościowych.
– Pozwoliłem sobie w felietonach zaczepić polskiego regulatora i zapytać, co on robi w tej sprawie. Instytucje finansowe w Polsce są mocno regulowane – żeby otworzyć rachunek, trzeba się przeklikać przez długi formularz. Natomiast fejkowe konto można otworzyć od ręki – zwracał uwagę Zalewski.
Również Kuczyński nie miał wątpliwości, że dużo większe powinno być zaangażowanie rządu i administracji.
Kluczowa jest również edukacja i ostrzeżenia przed przestępstwami finansowymi. – Musimy edukować, że łatwe inwestycje, obiecujące wysokie zyski, nigdy nie są prawdziwe – stwierdził Zalewski.






















































