Ewa Balcerowicz powiedziała, że nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o dotacje, jakie NPB przekazywał fundacji CASE. Dodała, że jej fundacja startowała w konkursach ogłaszanych przez NBP i dostawała pieniądze za realizację konkretnych projektów. Podkresliła, że fundacja działa transparentnie i lista darczyńców jest dostępna publicznie.
Szefowa fundacji CASE oceniła, że wezwanie przed komisję jej i jej współpracowników jest "próbą udowodnienia jakiejś tezy". Nie chciała powiedzieć, jakiej. Pytana, czy po swoich doświadczeniach będzie namawiać męża, by nie przychodził przez komisję, Ewa Balcerowicz odparła, że jej mąż jest osobą samodzielną, która trzyma się litery prawa i nigdy nie postępuje pochopnie.
Leszek Balcerowicz zapowiedział już, że nie stawi się na zaplanowane na piątek przesłuchanie.
Na poczatku dzisiejszego przesłuchiwania Ewa Balcerowicz zeznała, że nie pamięta, czy NBP był w przeszłości darczyńcą CASE. Przyznała jednak, że na przełomie lat 2002/2003 jej fundacja wykonywała projekty dla NBP, za które otrzymała wynagrodzenie. Jej mąż był w tym czasie prezesem banku centralnego.
Poseł PIS Adam Hofman przytaczał przykłady decyzji Komisji Nadzoru bankowego korzystnych dla poszczególnych banków i nieodległe od tych decyzji wpłaty tych banków na fundację CASE. Ewa Balcerowicz oświadczyła, że działalność fundacji jest transparentna. Zapytana o dokumenty sprzed 2002 roku nie potrafiła jednak odpowiedzieć, czy zostały one zachowane, czy też zniszczone.
Przed komisją mają także zeznawać Barbara Błaszczyk - wiceprzewodnicząca Rady Fundacji CASE - oraz wiceprezes fundacji Artur Radziwiłł.
Tymczasem Platforma Obywatelska złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, by sprawdził czy uchwała o powołaniu komisji była zgodna z konstytucją.





























































