Posłowie stworzyli nowy gatunek zwierząt hodowlanych - eurokozy. Eurokoza od zwykłej kozy różni się tym, że występuje tylko pojedynczo i służy wyłącznie do wyciągania unijnych dotacji. Mleko daje normalnie.
Do tej pory właściciele łąk dostawali z Unii prawie po 200 euro dopłat do hektara. Ponieważ łąkami nagle zainteresowali się ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z rolnictwem, posłowie uchwalili, że pełną dopłatę dostanie tylko ten, kto hoduje bydło, owce lub kozy, a reszta po 80 euro. Ale wszyscy już wiedzą: wystarczy kupić 1 (słownie: jedną) kozę i 200 euro od hektara znów ma się w kieszeni.
Tak zrobił już Andrzej Cypryński z Osin w powiecie zduńskowolskim. Krów pozbył się już kilka lat temu, bo nie opłacało się ich hodować. Teraz zachowa dopłatę w pełnej wysokości i jeszcze będzie miał zdrowe, kozie mleko dla trzyletniego syna.
Przebicie jest niesamowite: koza kosztuje około stu złotych, a więc około 25 euro. Jeszcze w zeszłym roku koźlę można było kupić za 10 złotych. A popyt rośnie.
- Rolnicy walą do mnie drzwiami i oknami - Ewie Kempie, hodowcy kóz z Osjakowa w powiecie wieluńskim, oczy aż lśnią z zadowolenia. - Wszyscy pytają mnie o kozy. Nie interesuje ich nawet cena.
Katarzyna Olszewska z Drużbina w powiecie poddębickim, właścicielka stada 140 kóz, nie sprzedaje eurokóz: powiększa stado i czeka, aż ceny jeszcze bardziej pójdą w górę.
Wiceminister rolnictwa Marek Zagórski ma kwaśną minę.
- Jedna koza faktycznie wystarczy, aby wziąć dopłatę - przyznaje niechętnie. - Nikt nie zakwestionuje wypłaty pieniędzy, o ile rolnik w trakcie kontroli udowodni, że posiada zwierzę. Ale są już propozycje, by dopłaty uzależnić od liczby hodowanych zwierząt przypadającej na hektar. Wtedy jedna sztuka nie wystarczy.
Na razie jednak eurokozy mają się dobrze - ustawa ma wejść w życie 15 marca i popyt rośnie.
Tylko Krystyna Kubik, która hoduje gęsi pod Poddębicami, jest wściekła.
- W ministerstwie nikt nie wziął pod uwagę, że stały pokarm dla gęsi jest na pastwiskach. Na ich wykarmienie mamy 10 hektarów łąk, które są wykorzystywane. Po diabła mi koza?
Dziennik Łódzki
Krzysztof Kaniecki




























































