W świecie, gdzie granice biznesowe zacierają się dzięki technologii, a geopolityka wyznacza nowe reguły gry, polskie firmy jak Lingaro coraz śmielej sięgają po udziały na rynkach zagranicznych. Czy recepta na sukces tkwi w „metodzie małych kroków”, czy może w odważnym stawianiu na lokalną obecność?


Historia polskiej firmy Lingaro, która od 2008 roku z lokalnego start-upu przekształciła się w globalnego partnera dla gigantów z listy Fortune 500, to doskonała lekcja strategii. Sebastian Stygar, współtwórca firmy, w szczerej rozmowie z nami dzieli się wnioskami, które mogą okazać się bezcenne dla każdego przedsiębiorcy planującego podbój rynków zachodnich.
Fundamenty ekspansji: dlaczego wychodzimy za granicę?
Wybór rynku docelowego nie powinien być dziełem przypadku. Jak zauważa Sebastian Stygar, decyzje o ekspansji powinny opierać się na dwóch fundamentach: dostępie do talentów oraz dostępie do klientów.
- Wielka Brytania, Szwajcaria czy USA to nie tylko miejsca na mapie. To centra operacyjne, w których znajdują się siedziby główne największych globalnych korporacji. To tam zapadają kluczowe decyzje - zauważa.
„Randkowanie” z doradcami, czyli jak przetrwać gąszcz przepisów
Jednym z zaskakujących punktów rozmowy była refleksja nad barierami administracyjnymi.

Każdy, kto przenosił biznes do nowego kraju, zna ten ból: „nic nie działa, dopóki nie jesteś lokalsem” - zaznacza współtwórca firmy.
Kluczem do sukcesu nie jest próba samodzielnego rozwikłania każdego przepisu podatkowego czy imigracyjnego. To droga do wypalenia. Jego zdaniem rozwiązaniem jest znalezienie właściwych doradców. Sebastian Stygar porównuje ten proces do randkowania – trzeba spotkać kilka osób, zanim znajdzie się kogoś, kto nie tylko rozumie prawo, ale przejmuje na siebie odpowiedzialność za proces i prowadzi firmę za rękę.
Zmiana paradygmatu. "Biuro to opcja, nie konieczność"
- Pandemia COVID-19 trwale zmieniła podejście do obecności w biurze. Nawet jeśli firma posiada przestrzeń dla 500 osób, w praktyce zjawia się w niej garstka pracowników. Czy to oznacza koniec biur? Nie, oznacza zmianę ich funkcji - zauważa współtwórca firmy. I dodaje, że "ewolucja następuje, czy tego chcemy, czy nie, a biuro staje się miejscem spotkań i budowania kultury, a nie obowiązkowym punktem programu dla programistów czy analityków danych".
Budować zaufanie można także "zdalnie". - Jeśli dostarczasz wartość, klienci sami znajdą sposób, by cię zatrudnić, niezależnie od tego, czy masz fizyczne biuro w ich mieście - zauważa.
Geopolityka a biznes. Czy Trump sprzyja technologii?
Współtwórca Lingaro poruszył również wątek nieprzewidywalnej natury polityki, ze szczególnym uwzględnieniem podejścia biznesowego Donalda Trumpa.
Mimo zmienności politycznej probiznesowe nastawienie administracji może otwierać drzwi do inwestycji. Kluczem dla firm jest elastyczność: zdolność do skalowania swoich możliwości niezależnie od granic geograficznych, przy jednoczesnym utrzymaniu strategicznych przyczółków (biur) w kluczowych centrach, takich jak USA.
Wnioski dla przedsiębiorców, którym marzą się globalne rynki
- Szukaj „mostów”: Wielka Brytania to klasyczny most do rynku USA. Wykorzystuj historyczne i gospodarcze powiązania między krajami.
- Inwestuj w odpowiednich ludzi: Zamiast tracić czas na biurokrację, szukaj partnerów, którzy zdejmą ten ciężar z Twoich barków.
- Bądź elastyczny: Nie buduj kosztownej infrastruktury (biur), dopóki model współpracy z klientem nie zostanie sprawdzony w praktyce.
- Ekspansja globalna to maraton, nie sprint. A jak zauważa współtwórca firmy, każdy przedsiębiorca jest inny, dlatego najważniejsze jest, by zdefiniować własną definicję sukcesu i konsekwentnie dążyć do jej realizacji, nawet jeśli po drodze trzeba „wymienić kilku doradców”.
Rozmowę umożliwiła brytyjska ambasada w Warszawie. Celem spotkania było pokazanie drogi polskich firm do rynków w Zjednoczonym Królestwie.
aw





























































