Dla orłów
Filip Kowalik
W Polsce pojawia się coraz więcej rynków elektronicznych z grupy B2B. Tymczasem przedstawiciel największych wiatowych grup finansowych mają spore wątpliwoci, czy lokalne inicjatywy mają szanse powodzenia.
Szef jednego z dużych banków opisywał niedawno stan ducha i przeciążenie zarządów dużych krajowych przedsiębiorstw, przypominając historyjkę o robotniku, który biega po budowie z pustą taczką. Zapytany przez majstra, dlaczego jego taczka nie jest niczym wypełniona, odpowiedział: Jestem tak zapracowany że nawet nie mam czasu załadować piasku.
Platforma
Podobnie rzecz się ma z krajowym managmentem prezesi zajęci nieustającym rozwijaniem firm i ich sprzedaży, nie mają czasu na zajęcie się wieloma zasadniczymi problemami szczególnie tymi stawianymi przez Nową Ekonomię. Dotyczy to również elektronicznych rynków Bussines-to-Bussines. Takie wrażenie można było zresztą odnieć na niedawnej konferencji dotyczącej włanie B2B, zorganizowanej przez ABN AMRO.
Tymczasem pojawiają się u nas kolejne przedsięwzięcia, które chcą zapewnić firmom dostęp do elektronicznych rynków, na których można handlować metalami, zbożem czy artykułami biurowymi. Najwieższym projektem realizowanym z dużym rozmachem jest pomysł Optimusa i BRE stworzenia platformy do handlu elektronicznego. Sam BRE zapowiada, że nie tylko będzie wspierać kapitałowo to przedsięwzięcie ale zapewni również jego obsługę bankową. Prezes Wojciech Kostrzewa ma wizję stworzenia transparentnej platformy, która stałby się porednikiem między naszym emerging market a resztą wiata. Za cztery lata obroty na rynku B2B mogą osiągnąć kilkanacie miliardów dolarów prognozuje szef BRE Banku.
Ten entuzjazm gasi Mariusz Grendowicz, wiceprezes ABN AMRO Polska: Rynki elektroniczne B2B nie są przeznaczone dla wszystkich firm i nie każdemu uda się wykreowanie znaczącej instytucji tego typu.
Po pierwsze płynnoć
Zasadniczą sprawą przy organizacji każdego rynku jest jego płynnoć, która gwarantuje, że oferty cenowe odzwierciedlają rzeczywisty popyt i podaż. Szacują się, że płynnoć rynku elektronicznego powinna utrzymywać się na minimalnym poziomie kilkudziesięciu milionów dolarów. Zaistnienie na rynku elektronicznym wymaga też tworzenia własnych wydziałów dealerskich. Takie działania są możliwe jedynie dla grupy pięciuset największych polskich przedsiębiorstw i to też nie wszystkich uważa Mariusz Grendowicz. Ograniczając grono kupujących i sprzedających trzeba brać pod uwagę również fakt, że na takich giełdach przede wszystkim obraca się o towarami, które występują w niewielu odmianach, np. mied, produkty rolne czy noniki energii. Większoć dużych krajowych przedsiębiorstw i tak handluje za granicą. Do nich od początku przyszłego roku ma być skierowana oferta ABN AMRO którego ambicją jest integrowanie rynków na jednej bankowej platformie. Dlatego włanie wiceprezes ABN AMRO nie ma wątpliwoci, że największymi wygranymi będą duże rynki inicjowane przez największe instytucje globalne, takie jak ABN, Citibank czy Deutsche Bank.




























































