|
Z profesorem Krzysztofem Rybińskim rozmawia Roman Mańka
Rozpoczął się nowy rok, polska gospodarka weszła w trzeci rok po kryzysie. Jak Pan ocenia jej kondycję, jakie są Pana prognozy na 2011 r.?
[...] Z jednego powodu ten rok będzie dobry, abstrahując od koniunktury zagranicznej. Na 2011 r. przypadnie szczyt wydatkowania środków unijnych, udział inwestycji publicznych w PKB sięgnie prawie 7 proc. – jest to poziom ponaddwukrotnie wyższy niż średnio w Polsce do tej pory. Czyli taki typowy keynesowski program masowych robót, budowy infrastruktury. Te potężne wydatki stworzą nowe miejsca pracy. W ostatnich dwóch latach, według danych GUS-u, w budownictwie w firmach, w których pracuje powyżej 9 osób, powstało ponad 50 tys. miejsc pracy, w firmach mniejszych powstało pewnie drugie tyle, a jeszcze więcej miejsc pracy stworzono w firmach powiązanych z wielkim programem budowy infrastruktury. I szczyt tego programu budowy infrastruktury przypadnie właśnie w tym roku – znowu powstaną nowe miejsca pracy wokół tych inwestycji. Jednak w latach 2012, 2013 będzie to już wygasało i wtedy w związku z zakończeniem budów ci ludzie będą zwalniani. Cały sektor się skurczy.
Właśnie wielki program budowy infrastruktury będzie kołem napędowym gospodarki w 2011 r., a potem dobrze by było, aby działały jakieś inne czynniki, które ciągnęłyby polską gospodarkę. Na razie niestety nie widać następcy wielkich robót publicznych (finansowanych z budżetu i ze środków unijnych). A więc po dobrym 2011 r. (kiedy wzrost powinien się ukształtować na poziomie 3,5 – 4 proc.) oczekuję w następnych latach spowolnienia gospodarczego. A jeżeli nie przeprowadzimy refom i dług publiczny dalej będzie narastał, to może dojść do głębokiego kryzysu finansów publicznych w Polsce, w perspektywie paru najbliższych lat.

No właśnie – krytykuje Pan rząd za dług publiczny. Wielokrotnie wypowiadał się Pan na ten temat. Jakie by Pan wskazał niezbędne działania, aby ograniczyć ten dług?
W kraju, który ma zdrowe finanse publiczne, budżet powinien być zbilansowany. W Polsce budżet (szeroko rozumiany – z rozmaitymi agencjami, instytucjami państwowymi, ZUS-em, KRU-sem) posiada deficyt, który uczciwie liczony w 2010 r. prawdopodobnie przekroczył 120 mld zł. Po części to jest wina zaniechań minionej dekady (zignorowania najważniejszych reform), po części wynika to z programu budowy infrastruktury, który jakiś deficyt musiał wygenerować [...]. Ale w takiej skali, jaką mamy teraz, jest groźny. I jeżeli mówimy o reformach, to diagnozujemy, co zrobić, żeby w ciągu kilku lat zbilansować budżet. A mamy wyzwanie przekraczające 100 mld zł, to jest 8 proc. PKB. Bez naprawdę głębokich reform [...] nie uporamy się z tym problemem. I zostaniemy za parę lat z deficytem być może 5 proc. PKB, może mniejszym, bo będziemy mieli do czynienia z kreatywnym budżetowaniem na skalę niespotykaną w historii Polski. [...] Żeby do tego nie doszło, dzisiaj powinniśmy poważnie porozmawiać o prawdziwych reformach. Nie o udawaniu reform albo nie o udawanych oszczędnościach, ale o prawdziwych reformach.
Jakie jest podejście obecnego rządu PO-PSL do problemu konieczności reform?
Mimo zauważenia narastającego deficytu i długu publicznego podjęto decyzję o pozbawieniu kraju wszelkich możliwych rezerw finansowych, w nadziei, że wzrost gospodarczy kiedyś powróci, a potem problem zniknie.
Czy to nie jest polityka populistyczna?
To jest polityka na przeczekanie. [...] Platforma Obywatelska przepoczwarzyła się z partii liberalnej, która sprzyja przedsiębiorcom, w populistyczną partię władzy. I z każdym rokiem, z każdym tygodniem coraz więcej jest informacji potwierdzających tę diagnozę – ostatnio w przypadku OFE, gdzie postawiono w kontekście populistycznych działań Platformy Obywatelskiej przysłowiową kropkę nad i. Skala tego jest potworna. Dlatego że sprzedano majątek państwowy, co akurat samo w sobie nie jest złe, ale zdumiewa tempo prywatyzacji, „wyciśnięto” dywidendy ze spółek, łącznie z prywatyzacją na skalę ok. 50 mld zł; schowano 30 mld zł deficytu do Krajowego Funduszu Drogowego – to jest już razem 80 mld zł; „wyrwano” 20 mld zł z Funduszu Rezerwy Demograficznej, a przecież to miały być pieniądze na czarną godzinę i powinny zostać wykorzystane gdzieś za dekadę (gdy ludzie z powojennego wyżu będą przechodzić na emerytury). Teraz robi się jeszcze jednorazowy zabieg konsolidacji finansów na rachunkach BGK i to ma być narodowe odciążenie długu na kwotę 20 mld zł, czyli w sumie wprowadzono jednorazowe, bezprecedensowe, niepowtarzalne operacje łącznie na 120 mld zł, w ciągu zaledwie ostatnich dwóch lat. Jednak to nie pomogło.
Dług publiczny dalej gwałtownie przyrasta. I w zasadzie już nie ma żadnych rezerw. Ostatnia rezerwa, jaka pozostała, to pieniądze z OFE, ale sięgnięto również po tę ostatnią rzecz i 15 mld zł rocznie przejdzie z OFE do ZUS-u i będzie finansowało bieżące potrzeby budżetu – nie bieżące emerytury, tylko bieżące potrzeby budżetu. Po prostu trafi to do dziury budżetowej. I została ostatnia rezerwa, czyli 200 mld zł już zabranych ze składek w OFE. Ja to widzę w sposób dramatyczny. Jeżeli polityka rządu nie zmieni się w ciągu najbliższego roku czy dwóch, to ta ostatnia rezerwa padnie gdzieś za trzy, cztery lata. A wówczas podobnie jak na Węgrzech rząd zostanie zmuszony, aby przesunąć (już zebrane) aktywa OFE do sektora publicznego i wtedy kraj pozostanie już bez żadnych rezerw finansowych. [...]
To będzie krach finansowy?
Jeżeliby do tego doszło, to będziemy zmierzali prosto w otchłań krachu finansowego. I żeby ten dramatyczny scenariusz się nie zrealizował, potrzebne są reformy, które w perspektywie – powiedzmy – pięciu lat pozwolą na zbilansowanie budżetu czy w szerszym ujęciu całego sektora finansów publicznych. Ale nie mówimy tutaj o drobiazgach. Reguła wydatkowa Rostowskiego to jest oszukiwanie samych siebie. Na marginesie powiem, że minister Rostowski w rozmowie z Janiną Paradowską, w radiu TOK FM, sam się pogrążył, twierdząc, że reguła wydatkowa działa od trzech lat. To w takim razie – jeżeli działa od trzech lat i dorobiliśmy się przez ten okres 120 mld zł deficytu – fakt ten najlepiej świadczy o jej skuteczności.
Najnowszy Biuletyn Gospodarczy Bankier.pl |
|
| Wyprzedź innych. Źródło dobrej informacji jest w dzisiejszych skomplikowanych czasach podstawą dobrych decyzji i ocen, szansą na zyski. Zapraszam do lektury pełnej wersji kolejnego Biuletynu Gospodarczego Bankier.pl. |
Konieczna jest reforma służb mundurowych. Naszego kraju nie stać, aby urzędnik w mundurze przechodził na emeryturę w wieku trzydziestu paru lat. Należy przeprowadzić poważną redukcję zatrudnienia w sektorze publicznym. Ja pokazywałem wielokrotnie, że w ciągu ostatnich pięciu lat zatrudnienie w administracji publicznej wszystkich szczebli wzrosło o 100 tys. ludzi. To jest niewyobrażalne – tyle etatów w ciągu pięciu lat! Przecież szacunki przed wejściem Polski do Unii mówiły, że aby obsłużyć wszystkie fundusze unijne, wystarczy 6 tys. urzędników, a tymczasem zatrudniono 100 tys.
[...]
Kryzys dotknął nas niewątpliwie. Ale nie tak dotkliwie, jak innych.
On może jeszcze powrócić?
Tak. Oczekuję, że jeżeli nie dojdzie do poważnych ograniczeń wydatków budżetowych w najbliższych dwóch latach, to Polskę czeka poważny kryzys finansów publicznych. Po prostu, w którymś momencie będziemy mieli takie problemy, jak Węgrzy i będziemy skazani na pomoc Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Bez reform w ciągu najbliższych kilku lat doświadczymy poważnego kryzysu i pierwszej recesji od 1990 r. Jeszcze możemy temu przeciwdziałać, coś możemy zaradzić, ale nie widać żadnych poważnych działań w tym kierunku. Kryzys nas dotknął, nam się udało obronić, ale kosztem potężnego wzrostu długu publicznego. Ja pokazywałem wyliczenia, że w okresie rządów Tuska przyrost długu publicznego w relacji do PKB jest taki, jak za Gierka, za pierwszych sześciu lat Gierka. A więc mamy do czynienia z potężnym wzrostem długu publicznego.
Można porównywać Tuska do Gierka?
Nie! Myślę, że nie! W tym sensie, że jednak Gierek miał pewną wizję rozwoju Polski. Ona okazała się błędna, dlatego że miał pecha, bo postawił w latach 70. na energochłonne technologie, potem był kryzys na rynku ropy naftowej i te wszystkie technologie okazały się być nieadekwatne do nowej sytuacji. Ale jednak była wtedy jakaś wizja rozwoju. Ona z przyczyn zewnętrznych była przeprowadzana w trudnych warunkach – nie było swobody gospodarczej tak jak teraz: kraj demokratyczny, gospodarka rynkowa, gdzie można wiele zrobić – wtedy wielki brat odsysał kapitał z krajów satelickich, w tym z Polski, i było to dużo trudniej zrobić.
[...] Dzisiaj my tej wizji, którą miał Gierek, nie mamy. Dzisiaj jest takie „tu i teraz”, a po nas choćby potop, a więc ignorowanie tych barier rozwojowych, które stoją przed nami. Natomiast te okresy są porównywalne, o tyle, o ile Gierek budował infrastrukturę różnego rodzaju – drogową i w miastach, i między miastami, i wielkie firmy – przez spowodowanie potwornego zadłużenia, a Tusk realizuje program modernizacji Polski, rozbudowy infrastruktury w ten sam sposób. Te dwa okresy można porównywać w tym sensie, że można zobaczyć, jak to wtedy planowano, jak to było dokonywane i co się teraz dzieje. Oczywiście systemy gospodarcze są zupełnie inne i to trzeba brać pod uwagę. Ale mamy dwa okresy wielkiej modernizacji polskiej infrastruktury połączone z potężnym zadłużaniem się państwa. I z tego powodu warto to porównać. I będziemy to robić.
Z profesorem Krzysztofem Rybińskim rozmawiał Roman Mańka
» Platforma straci władzę. I co z tego?
» Nadchodzi ostatni rok dobrej koniunktury
» Kryzys finansowy pogrąży europejską walutę




























































