Brak regulacji wstrzymuje rozwój OZE

Opłacalność produkcji energii z OZE jest znikoma. Od blisko roku wszystkie odnawialne źródła energii stoją przez paraliż związany z niewdrożeniem aktów prawnych, które regulują ten rynek – wskazuje Maciej Musiał z Pracowni Finansowej. Inwestorzy czekają na wprowadzenie systemu aukcyjnego, który pozwoli na sprawniejsze pozyskiwanie funduszy z crowdfundingu, coraz popularniejszej formie inwestowania w OZE.

(YAY Foto)

– Ponad 90 proc. ankietowanych w różnych badaniach wskazuje, że aspekt ekologiczny uzyskiwania energii elektrycznej jest dla nich istotny. Dobrze zwłaszcza wiedzą o tym osoby, które mieszkają na Śląsku lub te, które przejeżdżały koło Bełchatowa i widziały, jak wyglądają produkcje chmur. Mówimy, że to zakłady, które produkują chmury – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Musiał, dyrektor zarządzający Pracowni Finansowej, realizującej inwestycje w branży OZE w modelu crowdfundingu.

W Polsce udział węgla w produkcji energii elektrycznej wynosi ok. 87 proc., z czego znacząca część wytwarzana jest z węgla kamiennego. Dla porównania w Niemczech udział węgla w produkcji sięga 45 proc.., w Danii nieco ponad 30 proc. Nie pozostaje to bez wpływu na zanieczyszczenie powietrza w polskich miastach. Szacunki Światowej Organizacji Zdrowia wskazują, że z powodu zanieczyszczeń powietrza w Polsce umiera blisko 45 tys. osób rocznie.

– Cały czas szukamy aspektu z jednej strony ekologicznego, a z drugiej strony biznesowego. W Polsce mamy panele fotowoltaiczne czy elektrownie wiatrowe. Jest masa entuzjastów tej technologii, którzy chcieliby to rozwijać, natomiast musi się to odbywać w oparciu o zasady ekonomii, czyli po prostu musi być opłacalne. Obecnie jest ona znikoma i dlatego cały rynek czeka właśnie na regulacje. Bez nich nic więcej się już nie wydarzy, po prostu stoimy w miejscu – ocenia ekspert.

Zdaniem ekspertów obecne przepisy tak naprawdę wygaszają odnawialne źródła energii. Przy obecnych systemach wsparcia szanse na utrzymanie się na rynku mają wyłącznie najwięksi gracze, brakuje wsparcia dla prosumentów. To także wprowadzenie przepisów ustawy, która m.in. wprowadza limity w budowaniu instalacji wiatrowych. Jak podkreśla Musiał, może to oznaczać dla Polski problemy.

– Pierwszy powód to obowiązek wypełnienia dyrektywy unijnej na 2020 rok, który w tej chwili zdaje się już perspektywą całkowicie nieosiągalną, a kary związane z jej niewdrożeniem sięgają 15–20 mld zł rocznie i są naliczane dziennie – przekonuje dyrektor zarządzający Pracowni Finansowej.

Obecnie udział energii odnawialnej w całkowitym zużyciu energii elektrycznej w Polsce wynosi od ok. 13 do 15 proc. Największe szanse na spełnienie unijnych celów w zakresie OZE (zwiększenie udziału do 20 proc.) dawał rozwój energetyki wiatrowej. Na koniec I półrocza 2016 roku dane URE wskazywały, że moc elektrowni wiatrowych sięgnęła 5,6 GW w całkowitej mocy OZE przekraczającej 8,2 GW. Już miesiąc od wejścia w życie ustawy o budowie elektrowni wiatrowych ok. 99 proc. projektów zostało wstrzymanych.

– Istnieje też widmo blackoutu. W Polsce będzie brakowało mocy. W 2017 roku planowane są duże wyłączenia starych bloków energetycznych. Pytanie, czym to zastąpimy, zwłaszcza że od roku wszystkie odnawialne źródła energii stoją przez paraliż związany z niewdrożeniem kolejnych aktów prawnych regulujących rynek – wskazuje ekspert.

Dodaje, że inwestycje w energetykę rozproszoną są konieczne, aby zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Polski. Szeroki miks energetyczny pomoże uniknąć blackoutu, czyli sytuacji z sierpnia 2015 roku. Wówczas po raz pierwszy od lat 80. ogłoszono dwudziesty stopień zasilania.

– Coraz bardziej popularną formą inwestowania w Polsce jest tzw. crowdfunding udziałowy. Większość odnawialnych źródeł energii należy do ogromnych rodzimych firm czy zagranicznych koncernów i jest to związane z dużymi nakładami inwestycyjnymi. Od kilku lat mocno przybrał na sile trend zrzeszania się mniejszych grup inwestorów, którzy może nie mają 10–12 mln zł na pojedynczą instalację, ale mają np. 100 tys. zł. Wówczas kilkadziesiąt takich osób zakłada osobny podmiot prawa handlowego czy spółdzielnię i realizują inwestycję w oparciu o grupę inwestorów – tłumaczy ekspert.

Jak podkreśla Musiał, jeszcze do 2015 roku był to biznes opłacalny. Obecnie większość inwestorów czeka na wprowadzenie systemu aukcyjnego. Taki system wsparcia pozwoliłby na sprawniejszy przebieg pozyskiwania funduszy z crowdfundingu, wygranie aukcji zapewni wówczas stałe parametry inwestycji i ułatwi pozyskanie finansowania bankowego.

– Część osób, które mają takie elektrownie, już zarabia, a kolejna grupa inwestorów czeka na wdrożenie systemu aukcyjnego i jest gotowa, inwestując rozwiązywać kolejne problemy, które mamy jako społeczeństwo – mówi Musiał.

Inwestycje w OZE przyciągają coraz więcej osób, Pracownia Finansowa przez 3 lata działalności pozyskała kilkuset inwestorów, którzy zainwestowali blisko 20 mln zł, z czego większość w ciągu ostatniego 1,5 roku.

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 1 staszek123

Nawet jak rozpiszą te aukcje, to jeszcze kredyty z banku, potem wyprodukowanie turbin - to trwa od pół do ponad roku, więc najwcześniej wiosna 2021, a wymogi unijne musimy spełnić do końca 2020.

! Odpowiedz
0 1 marcinow

Jak rzeczywiście ceny energii tak będą rosnąć przez najbliższe lata to inwestycja w wiatraki może być niegłupim pomysłem

! Odpowiedz
0 1 ozet

No cóż nie nadrobimy lat zaniedbań poszczególnych rządów w jeden rok, ale potencjał rozwoju OZE jako kraj mamy i lepiej późno niż wcale. Może się zdarzyć tak, że te najbliższe lata to będzie rajd na OZE bo i wiatraki i fotowoltaika dostaja zielone światło.

! Odpowiedz
0 1 kowalczyk86

Zgadza się, My to odczujemy najbardziej w Unii, bo produkujemy większość energii z węgla. Będzie masakra.

! Odpowiedz
0 3 lucjusz

Bez przesady, troche sie poprawia, ceny energii rosną i ceny Zielonych Certyfikatów też. Teraz tylko czekaż aż szanowny rząd pozwoli budować kolejne wiatraki. Zacieram rączki na 2020 rok i czekam aż UE zacznie nam naliczać kary za blokowanie oze. Wtedy będzie płacz i lament, a wszyscy to odczujemy w rachunkach za wszystko, bo ceny energii podnoszą ceny towarów i usług!

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 2 staszek123

Skoro do wszystkich źródeł energii się dopłaca, to dlaczego nie miałoby być dotacji do OZE? Ono przynajmniej nie powoduje kosztów w przyszłości związanch z leczeniem chorób wywołanych brudnym powietrzem zanieczyszczonym przez kominy.... 50.000 osób na to umiera w Polsce, wcześniej długo choruje

! Odpowiedz
0 0 ~don_K

Jeżeli OZE to dobry biznes, to należy go robić.
Jeżeli do robienia biznesu w OZE potrzebne są dopłaty, ulgi, regulacje i inne machinacje, to jest to po prostu kolejny socjalistyczny wymysł, tym razem na poziomie Unii.
Jeżeli ktoś ma jakieś wątpliwości, to ja mu się dziwię.

! Odpowiedz
2 3 ~PP

Niestety, polityka chorych polityków jest taka ,że wszelkie siły i środki kierowane są na górnictwo państwowe . To jest dziura bez dna . OZE jawi się tu jako zagrożenie dla górników, i jest w odróżnieniu od całego świata dyskryminowane.
Dopóki nie zostanie zmieniona świadomość całego społeczeństwa dopóty nie będzie czystych żródeł energii.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne