|
Był naszym podróżniczym guru w latach osiemdziesiątych, kiedy jako starszy wykładowca dopiero zaczynał karierę naukową w Katedrze Radiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego - wspominają najstarsi bywalcy OSOTT (Ogólnopolskich Spotkań Obieżyświatów, Trampów i Turystów), na które od ponad dwudziestu lat Urbanik skrzykuje globtroterów.
Sen o wyspie
Na przyszłości Andrzeja Urbanika zaważyły deszczowe wakacje spędzone w dzieciństwie w bibliotece miejskiej w Świnoujściu.
- Wtedy pierwszy raz przeczytałem o Wyspie Wielkanocnej i postanowiłem, że muszę tam pojechać. By móc podróżować, postanowiłem zostać marynarzem. Na przeszkodzie stanęła wada wzroku - krótkowzroczność, więc postanowiłem, że zostanę lekarzem i będę pływał na statkach. Udało mi się dostać na studia medyczne i nawet je skończyć, ale... czas lekarzy okrętowych minął (łączność, radiowe systemy medyczne, no i bezlitosna ekonomia). A na medycynie odkryłem równie fascynującą jak podróże dziedzinę - radiologię, która może być także swego rodzaju wędrówką po ciele ludzkim - dokonując tego porównania, docent Urbanik przywołuje technikę wirtualnej endoskopii, zastosowaną po raz pierwszy nad Wisłą właśnie w jego zakładzie.
Zostać trampem
W czasach, kiedy Andrzej Urbanik marzył o podróżach, realizacja tych planów była karkołomnym przedsięwzięciem. Granice były zamknięte, a otrzymanie paszportu wymagało czasochłonnych starań. - Wymyśliliśmy tak zwane wyprawy trampingowe - przedstawia autorski pomysł tanich podróży. Za pośrednictwem studenckiego biura turystyki „Almatur” o paszporty występowała kilkuosobowa grupa zapaleńców, którzy z plecakiem i kilkoma dolarami w kieszeni wyruszali na podróżnicze szlaki Azji, Ameryki Południowej, Afryki.
|
| Globtroter, lekarz, pisarz, redaktor – z sukcesem unosił przed podróżnikami żelazną kurtynę |
Bankier dobrych rad
Pasja czy misja podróżniczego poradnictwa zdominowała całe życie Andrzeja. Trzydzieści lat temu założył Bank Informacji Trampingowej. Skoroszyt zawierający sprawozdania z podróży własnych i kolegów rozrósł się do rozmiarów sporego archiwum, z którego korzystało coraz większe grono globtroterów. Kwintesencją tych zbiorów jest napisane w 1979 roku przez Andrzeja „Vademecum pilota wypraw trampingowych”. Zawarte w nim informacje są aktualne do dziś. Nieco później w magazynie turystycznym „Światowid” Urbanik prowadził rubrykę, w której praktycznych porad, jak podróżować tanio, udzielał już kilkudziesięciotysięcznej rzeszy czytelników.
Przewodnik trampingowy po Azji Południowo-Wschodniej jest efektem tej współpracy.
- Książeczka sprzedawała się jak ciepłe bułeczki. Szybko znikła z rynku. Na bazarze jej cena (sześćset ówczesnych złotych) osiągała dwudziestokrotne przebicie - dwanaście tysięcy. W latach dziewięćdziesiątych Urbanik służył podróżnikom radami jako redaktor naczelny magazynów „Globtroter” i „Travel”. W swoim dziennikarskim dorobku ma także przygodę z telewizją - w lokalnej, krakowskiej TV Krater i TV Wisła prowadził program „Przez świat”.
Efektem tych doświadczeń jest książkowy cykl „Przez świat”. Co roku ukazuje się kolejny tom, w którym znajdują się relacje z podróży i wypraw polskich globtroterów. Wydawnictwo okazało się strzałem w dziesiątkę - aktualnie w przygotowaniu jest tom X.
Śladem marzeń
Andrzej pamięta wszystkie swoje podróże, a było ich więcej niż sto. Szczególne miejsce w pamięci zajmuje ta najdawniejsza - w czasach podstawówki wakacyjny wyjazd do Bułgarii i Rumunii i pierwsze spotkanie z islamem. Niezapomniany jest nieoczekiwany wyjazd do krewnych w Stanach Zjednoczonych i dwudzieste urodziny świętowane na Broadwayu.
|
| Gdyby nie wada wzroku, zostałby marynarzem |
Do największych podróżniczych przygód zalicza podróż dookoła świata w 1987 roku.
- Ilość pieniędzy, którą wówczas miałem przy duszy, nie gwarantowała dotarcia nawet do połowy trasy. Przez pół roku włóczyłem się po świecie, nie wiedząc, co będzie następnego dnia, ale spotykałem wyłącznie życzliwych ludzi, którzy jakby się uparli, aby mi się udało. Pomagali człowiekowi z daleka, który chciał za wszelką cenę spełnić sny dzieciństwa. Ta podróż zmieniła we mnie bardzo dużo.
Po powrocie na cztery lata opuściłem Kraków i zamieszkałem w Gdańsku, nad morzem, by czuć powiew oceanów i dalekich podróży.
Z upływem lat przyszedł także czas na spełnienie dziecięcego marzenia o Wyspie Wielkanocnej. W tej wyprawie uczestniczyli również żona i syn podróżnika.
Rodzinnie
Na co dzień docent Urbanik żyje rodzinnie, z żoną Moniką i synem Krzysiem, w podkrakowskich Zielonkach. Monika też należy do rodziny podróżującej. W 1993 roku ślubu udzielił im burmistrz Bornholmu.
- Rok wcześniej zachwyciłem się tym okruszkiem lądu rzuconym w fale Bałtyku - zdradza Andrzej.
|
| Portret rodzinny na wyspie marzeń |
W ostatnich latach więcej podróży przytrafia się Urbanikowi docentowi. Najczęściej przebiegają one według planu: lotnisko-hotel-kongres-hotel-lotnisko. Dla takiego globtrotera jak Urbanik jest to zaprzeczenie idei poznawania świata. Ale czasem da się skusić interesującym tematem kongresu. A ponieważ nie lubi atmosfery wielogwiazdkowych hoteli, stara się wybierać małe i rodzinne. Jak tylko się da, na noc wyłącza klimatyzację i otwiera okno.
Co roku w listopadzie
Dzisiaj Andrzej Urbanik mniej podróżuje, ale dobrze wie, co słychać w świecie globtroterów. Jest organizatorem Ogólnopolskich Spotkań Obieżyświatów, Trampów i Turystów. To najstarsza tego rodzaju impreza w Polsce. Od blisko dwudziestu lat odbywa się co roku w listopadzie. Ściąga na nią z Polski i świata około trzystu podróżników. Dnie i noce upływają na pokazach przeźroczy i prezentacjach multimedialnych. W kuluarach trwa wymiana doświadczeń na wciąż frapujący stary temat: gdzie, co warto zobaczyć i jak to zrobić najtaniej.
Jeszcze tylko muzeum
W tym wirze zajęć Andrzej znajduje jeszcze czas dla drugiej pasji - historii radiologii. Jest posiadaczem całkiem sporego zbioru eksponatów z tej dziedziny. Od dawna marzy mu się stworzenie muzeum przy Katedrze Radiologii. Te plany wydają się być coraz bardziej realne. Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego już mu obiecał, że dostanie pomieszczenia na to muzeum.
• Tekst: Elżbieta Tomczyk-Miczka
• Zdjęcia: archiwum Andrzeja Urbanika


































































