We wtorek wszystkie trzy główne amerykańskie indeksy poprawiły przeszło dwuletnie maksima i znalazły się blisko lokalnego szczytu z sierpnia 2008 roku. Zwyżka ta miała miejsce pomimo negatywnych informacji ze spółek i rozczarowujących danych makroekonomicznych.
Możliwe więc, że rynek zdążył już zdyskontować bardzo dobre wiadomości z Apple i IBM-a. Firma Steve’a Jobsa pokazała fenomenalne wyniki za ostatni kwartał, zarabiając na czysto 6,43 USD na akcję, czyli o prawie 20% więcej niż przed rokiem oraz o 44% więcej niż wynosiła mediana prognoz analityków. Dzięki 7,33 milionów sprzedanych i-Padów Apple zwiększył przychody aż o 70%, bijąc na głowę oczekiwania wszystkich ekspertów.
![]() | Maciej Bitner: Zachód pod butem "suwerena"? |
Diametralnie inna sytuacja panuje na pogrążonym w depresji rynku mieszkaniowym. Dziś inwestorzy poznają dane o grudniowej aktywności deweloperów. Analitycy zakładają, że ilość rozpoczętych budów spadła z 555 tys. do 550 tys. przy niewielkim wzroście liczby wydanych pozwoleń budowlanych.
Ale to nie dane z budownictwa będą miały dziś decydujące znaczenie. Inwestorzy będą skrupulatnie analizować wyniki amerykańskich banków. Po sztucznie zawyżonych rezultatach JP Morgan i wielkim rozczarowaniu ze strony Citigroup raporty kwartalne opublikują Goldman Sachs, Bank of NY Mellon, Wells Fargo oraz US Bancorp.
K.K.




























































