W grudniu realne wynagrodzenia w Japonii spadły do najniższego poziomu od 2009 roku. To klęska polityki rządu, któremu udało się nakręcić inflację i giełdę, ale Japończycy stracili.
Bez wliczania premii i nadgodzin indeks realnych wynagrodzeń w Japonii spadł do 98,9 pkt. Poziom 100 pkt. odnosi się do roku 2010.
Przeciętne wynagrodzenie (nominalne) w Japonii. Dane w tysiącach jenów.
Źródło: Trading Economics.
Przy rosnącej inflacji i stagnacji gospodarczej spadek realnych wynagrodzeń nie jest zaskoczeniem. Już Lord Keynes przyznał, że państwo wywołuje inflację m.in. po to, aby obniżyć realne wynagrodzenia pracowników najemnych, którzy rzadko kiedy są skłonni zaakceptować redukcję stawek nominalnych.
Polityka gospodarcza rządu Shinzo Abe zakładała nakręcenie inflacyjnej spirali cenowo-płacowej, aby w ten sposób wydobyć kraj z trwającej już ćwierć wieku stagnacji. Jak na razie udało się osłabić walutę, podbić zyski eksporterów oraz wywołać hossę na giełdzie w Tokio. „Nieoczekiwanym” kosztem okazał się rosnący deficyt handlowy powstały na skutek zamknięcia elektrowni atomowych oraz wzrostu cen importowanej ropy i gazu.

Przeciętny Japończyk odczuwa więc wszystkie negatywne skutki inflacji: płaci wyższe rachunki za energię i benzynę, a jego pensja wyrażona w USD zmniejszyła się o 20%. I choć premier Abe nawołuje przedsiębiorstwa do podwyżek płac, to sytuacja Japończyków jeszcze się pogorszy. Wszystko za sprawą kolejnej „reformy”: rząd zamierza podnieść główną stawkę VAT-u z 5% do 10%.
K.K.

































































