Ostatnie 30 minut czwartkowej sesji przyniosło wyraźne wzrosty nowojorskich indeksów. W ten sposób giełdowe byki zażegnały ryzyko powrotu do spadków. Przynajmniej na jakiś czas.


Na otwarciu zapowiadało się na drugą spadkową sesję z rzędu. Nastroje na rynku były nieszczególne. Inwestorzy mieli w tyle głowy niepokojąco rosnące statystyki zakażeń koronawirusem w południowych stanach USA oraz ciągle pogarszające się prognozy makroekonomiczne. Scenariusz powrotu lockdownów zapewne oznaczałby katastrofę dla cen akcji.
W tą niezbyt optymistyczną narrację wpisały się cotygodniowe statystyki Departamentu Pracy, które pokazały prawie 1,5 mln wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Oczekiwano spadku tego wskaźnika do 1,3 mln. Zatem drugi tydzień z rzędu mamy do czynienia ze sporym rozczarowaniem – fala bezrobocia w USA opada znacznie wolniej, niż się spodziewano.
W rezultacie prze cały dzień główne indeksy balansowały na krawędzi środowego zamknięcia. Jeszcze na pół godziny przed końcem handlu kontynuacja środowych spadków wydawała się scenariuszem bazowym. Ale wtedy giełdowe byki przypuściły decydujący atak, wynosząc indeksy na jednoprocentowe plusy.
Dow Jones poszedł w górę o 1,18%, zyskując prawie 300 punktów i osiągając wartość 25 745,60 pkt. S&P500 po zwyżce o 1,10% wspiął się na wysokość 3 083,76 pkt. Nasdaq wzrósł o 1,09% i powrócił powyżej 10 000 punktów.

Motorem napędowym tych nagłych wzrostów był sektor bankowy. Akcje JPMorgan Chase, Bank of America, Citigroup, Wells Fargo, Goldman Sachs i Morgan Stanley zyskiwały od 3% do blisko 5%. Była to reakcja na poluzowanie wymogów regulacyjnych banków m.in. dotyczących tzw. reguły Volckera. Zmiany mają uwolnić ok. 40 mld USD płynności w systemie i dotyczą m.in. możliwości inwestowania przez duże banki w fundusze o większym profilu ryzyka i obniżenia wysokości zabezpieczeń przy handlu niektórymi instrumentami pochodnymi.
KK




























































