Polska jest lojalnym sojusznikiem USA, to jest wartością samą w sobie, bo być może wkrótce będziemy potrzebowali ze strony Stanów Zjednoczonych wsparcia czy przysługi - tak wiceszef MSZ Andrzej Szejna odpowiedział na pytanie o korzyści z udziału Polski w amerykańsko-rosyjskiej wymianie więźniów.


W czwartek w Ankarze odbyła się największa od czasów zimnej wojny wymiana więźniów w Rosji i krajach Zachodu. Operacja wymiany objęła 24 osoby, które przebywały w więzieniach w siedmiu krajach, w tym w Polsce, oraz dwoje dzieci. Jak poinformowały tureckie władze, 10 osób, w tym dwie osoby nieletnie, relokowano do Rosji, trzynaście do Niemiec, trzy do USA. Wymianą zostały objęte osoby odbywające kary więzienia w USA, Niemczech, Polsce, Słowenii, Norwegii, Rosji i Białorusi.
Wiceszef polskiej dyplomacji był pytany w piątek w TVP Info, co zyskała Polska, uwalniając aresztowanego w 2022 roku Pawła Rubcowa, oficera GRU.
"Zyskaliśmy to, że jesteśmy lojalnym członkiem NATO, lojalnym sojusznikiem USA i wydaje mi się to wartością samą w sobie, bo być może wkrótce będziemy potrzebowali w innej sytuacji ze strony Stanów Zjednoczonych, może nie podobnej, ale przysługi" - powiedział Szejna.
Dopytywany, czy była szansa, by w ramach tej wymiany białoruską kolonię karną opuścił Andrzej Poczobut, wiceminister nie umiał odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ - jak uzasadniał - operacja była objęta klauzulą ściśle tajne.

Zaznaczył przy tym, że akcja dotyczyła wymiany więźniów między Rosją a Stanami Zjednoczonymi: agentów rosyjskich i osób niesłusznie oskarżonych o szpiegostwo w Rosji. "My dołożyliśmy do tego swoją cegiełkę, również Niemcy. My wypuściliśmy szpiega o podwójnym obywatelstwie, a Niemcy człowieka, który jest skazany za morderstwo" - powiedział wiceszef MSZ.
Szejna zapewnił jednocześnie, że MSZ czyni różne starania i kontaktuje się ze stroną białoruską w sprawie uwolnienia Poczobuta.
Wiceszef MSZ był również pytany, czy możliwe było w ramach wymiany sprowadzenie do Polski podejrzanego o szpiegostwo byłego sędziego Tomasza Szmydta, który uciekł na Białoruś. "To by było wbrew logice, dlatego, że pan Schmydt to jest człowiek reżimu Łukaszenki, więc tu raczej filozofia tej wymiany polega na tym, że Stany Zjednoczone, przy współpracy ze sojusznikami, jakim jest Polska, wyrwało osoby niewinne, czyli takich zakładników, który wziął sobie Putin, żeby potem wykorzystać w tego typu negocjacjach, żeby wymienić ich za swoich agentów i innych morderców" - powiedział Szejna.
"Nie patrzyłbym na to w ten sposób, że od razu mamy mieć taką korzyść polegającą na tym, że musi być konkretnie jakaś osoba, bo może ona będzie w przyszłości. Natomiast pamiętajmy, że to była akcja Stanów Zjednoczonych, do której my zostali poproszeni o dołożenie naszej cegiełki, a my może przy najbliższym czasie poprosimy naszego największego sojusznika i innych o podobne wsparcie" - dodał.
Zdaniem Szejny do wymiany doszło właśnie teraz, ponieważ Władimir Putin potrzebował wewnętrznego sukcesu i chciał pokazać, że dba o swoich. "Tak naprawdę piłka zawsze była po stronie Rosji, która brała zakładników (...), ludzi kompletnie niewinnych, nie mających nic wspólnego ze służbami specjalnymi swoich krajów, po to, żeby potem w odpowiednim momencie użyć ich jako jeńców do wymiany na rosyjskich szpiegów" - podkreślił wiceszef MSZ.(PAP)
reb/ mok/



























































