Kolejny projekt zaktualizowanego Krajowego planu w dziedzinie energii i klimatu ma szanse zostać przyjęty przez rząd w I kwartale - poinformowała na konferencji organizowanej przez PSEW wiceministra klimatu i środowiska Urszula Zielińska. Resort klimatu, podobnie jak branża, postuluje o zwiększenie w KPEiK przewidywanych do 2040 r. mocy w OZE.


"Skracamy okresy administracyjne w ustawie (...), wprowadzamy możliwość równoległych procedur administracyjnych (budowlanych i środowiskowych - PAP), dzięki czemu mamy nadzieję, że inwestycje w lądową energetykę odnawialną skrócą się o ok. 2 lata. Ten czas oczekiwania ok. 5-7 lat dzisiaj w Polsce można i trzeba skrócić" - powiedziała Zielińska o projekcie nowelizacji ustawy o OZE, nad którą pracuje MKiŚ.
Dodała, że resort ma w przygotowaniu kolejny projekt ustawy (UC118), który wdraża dyrektywę RED III, jeszcze bardziej skracającą procesy inwestycyjne - do 2 lat dla instalacji lądowych OZE.
"Chcemy też wzmocnić akceptację społeczną dla lądowych inwestycji rozproszonych OZE (...). W Sejmie jest ustawa, która odblokowuje znaczącą część tych przyłączeń do sieci, które często i niepotrzebnie stały się przedmiotem spekulacji rynkowych zamiast faktycznych inwestycji. Ta ustawa budzi wiele dyskusji, jest gorąca, ale jest potrzebna" - zaznaczyła.
Spór o 16 GW – „czerwona linia” resortu klimatu

Odniosła się też do drugiej edycji aktualizacji Krajowego planu w dziedzinie energii i klimatu (KPEiK), którą aktualnie pilotuje i konsultuje resort energii, a wcześniejszy projekt opracował resort klimatu.
"Absolutnie finalizujemy i myślę, że w pierwszym kwartale ten plan ma realną szansę być przyjęty przez rząd. On zawiera bardzo ważny scenariusz ambitnej transformacji, który musi być ambitny. Dokładamy wszelkich starań, żeby realnie odpowiadał na potrzeby polskiej gospodarki i przemysłu, czyli żeby zagwarantował maksymalnie, stabilny miks OZE produkowany w tym kraju po najniższych cenach (...). Nad tym pracujemy, to wszystko za chwilę finalnie stanie na gremiach rządowych" - zapowiedziała Zielińska.
Pytana przez PAP Biznes na marginesie konferencji o sporne kwestie z resortem energii, odparła, że w zeszłym tygodniu resorty miały dwa długie spotkania. Wyjaśniła, że główne kwestie sporne dotyczyły m.in. zawartej w zmienionym przez ME dokumencie przewidywanej mocy energetyki wiatrowej (na lądzie i morzu) oraz fotowoltaiki do 2040 r.
"Całość została obcięta o 16 GW i to jest bardzo dużo, to jest taka nasza czerwona linia" - powiedziała Zielińska. Zaznaczyła, że resorty klimatu i energii nie doszły jeszcze do porozumienia w ramach uzgodnień dokumentu, ale jest deklaracja otwartości ze strony ministra energii na postulaty MKiŚ. Wcześniej resort klimatu zgłaszał też uwagi do zwiększonego przez ME udziału biomasy wobec wersji KPEiK, którą proponował resort klimatu.
Większy udział wiatru to miliardy oszczędności
Na poniedziałkowej konferencji PSEW przedstawiono analizę kosztów transformacji firmy konsultingowej Baker Tilly TPA w jeszcze bardziej ambitnej ścieżce niż ta przewidziana w ambitnym scenariuszu rządowego KPEiK (scenariusz WAM). W tzw. scenariuszu WIN autorzy raportu założyli m.in. 31,5 GW mocy lądowej energetyki wiatrowej do 2040 r. wobec ok. 11 GW obecnie i 28,8 GW w scenariuszu WAM.
Według tej analizy, większy udział energetyki wiatrowej zmniejszy cenę energii elektrycznej nawet o 250 zł/MWh do 2040 r.
"Rozwijając farmy wiatrowe polska gospodarka zaoszczędzi nawet 136 mld zł w ciągu następnych kilkunastu lat, które są przeznaczane na import paliw kopalnych i uprawnienia do emisji CO2. Scenariusz z większym udziałem wiatru w miksie energetycznym oznacza też nawet 548 mld zł dodatkowych inwestycji w infrastrukturę, przemysł i nowe technologie, które napędzą rozwój regionów i nowoczesnych sektorów gospodarki" - wskazano w informacji o raporcie.
Administracyjna pułapka i bariery lokalne
W trakcie konferencji przedstawiciele branży wskazali na największe obecnie bariery inwestycyjne w sektorze lądowej energetyki wiatrowej.
"Rozmawiamy o scenariuszu ponad 3-krotnego zwiększenia mocy zainstalowanej, co prawda w perspektywie 2040 r., natomiast to musi się zacząć tu i teraz, a my w perspektywie 2030 r. najprawdopodobniej nie spełnimy scenariusza WEM (bazowego - PAP), czyli ok 15,8 - 15,9 GW mocy zainstalowanych w wietrze" - powiedziała Joanna Bolesta z Iberdrola Renewables Polska.
"Obecnie jesteśmy w takim momencie, że rocznie - ze względu na różnego rodzaju bariery - myślę, że będziemy w stanie oddać do użytkowania ok. 0,5 GW" - dodała.
Wśród barier dla inwestorów wymieniła m.in.
- bariery legislacyjne,
- przewlekłość procesów administracyjnych,
- niejednoznaczne interpretacje regionalnych dyrektorów ochrony środowiska,
- nowe wytyczne dotyczące ptaków i nietoperzy,
- dezinformację i problemy na poziomie lokalnym.
Wojskowe strefy przelotów blokują inwestycje
W ocenie Janusza Gajowieckiego, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, obecnie inwestorzy stali się zakładnikami "administracyjnej pułapki" na poziomie lokalnym w obliczu braku wskazania z poziomu rządowego, że energetyka wiatrowa to priorytet.
"Dzisiaj możliwości przyłączeniowe nie są głównym problemem branży wiatrowej (...). Dzisiaj walczymy na poziomie planów zagospodarowania przestrzennego, które nam bardzo ciężko uchwalić poprzez panującą dezinformację w skali kraju, więc stąd nasz apel o rzetelną kampanię informacyjną z poziomu rządu (...). Następnie są kwestie związane z administracją i pracą RDOŚ tak, abyśmy mogli realizować te inwestycje" - wymienił Gajowiecki, nawiązując do opóźnień w wydawaniu decyzji środowiskowych.
Wskazał też na kwestie związane ze strefami przelotów wojsk.
"Dzisiaj to jest oczywiście temat bardzo związany z sytuacją, jaką mamy na wschodniej granicy, natomiast widzimy, że część Polski, prawie 60 proc., jest wyjęta z możliwości lokalizowania energetyki wiatrowej ze względu właśnie na strefy przelotów samolotów bojowych. To często się wiąże też z liczbą poligonów, które występują w naszym państwie - okazuje się, że cała Europa i NATO ćwiczyły u nas (...) i okazuje się, że Duńczycy, Szwedzi i Niemcy po prostu latają u nas, a my przez nich nie możemy budować energetyki wiatrowej" - dodał.
Poinformował, że branża współpracuje z MON-em i w ciągu miesiąca mogą być wyłączone kolejne strefy pod lokalizowanie energetyki wiatrowej.
"My również pracujemy w kierunku stworzenia takiego dokumentu, rozporządzenia na poziomie dekompensacji urządzeń wiatrowych, które mogłyby współpracować z urządzeniami i radarami sił powietrznych tak, aby bardzo dobrze nasze wojska NATO mogły lokalizować wiatraki, w przeciwieństwie do innego rodzaju, wrogich państw" - poinformował prezes PSEW. (PAP Biznes)
jz/ ana/






























































