Sam początek sesji nie zapowiadał tak jednoznacznej przewagi kupujących. Indeksy otworzyły się dość wysoko, ale szybko spadły pod kreskę, by już po godzinie handlu rozpocząć mozolną lecz konsekwentną wspinaczkę. Ostatecznie indeks S&P500 zakończył dzień zwyżką o 0,8%, Nasdaq urósł o 1,1%, zaś Dow Jones zyskał 0,5%. Dzień wcześniej rezultaty były niemal identyczne, tyle że ze znakiem ujemnym.
Kapitał, który jeszcze wczoraj odpływał z akcji i surowców w stronę obligacji skarbowych, dziś podążał w zupełnie odwrotnym kierunku. Rentowności papierów 10-letnich wzrosły o blisko 8 pb., zaś miedź zdrożała o 2,4%, nikiel o 3,8%, a cynk o 2%. To pomagało spółkom wydobywczym i hutniczym. Potaniała jedynie ropa, choć patrząc na dane o rosnących zapasach można się zastanawiać, dlaczego spadki były tak małe.
Wydaje się, że dzisiejsze zachowanie rynku można wyjaśnić jedynie optymizmem zarządzających funduszami, którzy pomimo rozczarowania Alcoą wciąż wierzą w rewelacyjne wyniki za czwarty kwartał. Nastroje te najlepiej oddaje styczniowa ankieta Bloomberga, która została przeprowadzona pośród 5,4 tysiąca profesjonalnych użytkowników tego serwisu. Globalny indeks nastrojów wzrósł do 66,6 pkt. wobec 58,9 pkt. w grudniu – szósty miesiąc z rzędu mamy do czynienia z przewagą optymistów. Finansiści oczekują wzrostu cen akcji, umocnienia dolara oraz wzrostu stóp procentowych w USA i Europie.
Oczekiwania te wsparła dzisiaj publikacja Beżowej Księgi, w której to regionalne oddziały Rezerwy Federalnej oceniają stan gospodarki. Poprawę koniunktury odnotowano w 10 z 12 regionów, jednakowoż oceniając aktywność gospodarczą jako „niską”. Taka ocena zwiększa szanse na utrzymanie skrajnie niskich stóp procentowych, co obecnie jest główną przyczyną wzrostów cen akcji – instrumenty udziałowe po prostu nie mają uczciwej konkurencji w postaci papierów dłużnych.
K.K.































































