„W Polsce naprawdę dobrze się żyje” [Zawróceni]

zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl

Wziąłem tę Litwę w ciemno – mówi Maciej Krawczuk, który spędził trzy lata na zawodowym kontrakcie za granicą. Przekonuje, że warto wyjeżdżać po takie doświadczenie, ale niekoniecznie emigrować na stałe. 

Historia Macieja Krawczuka to kolejny z reportaży publikowanych w serii „Zawróceni”. Opowiadamy w nich o osobach, które po latach spędzonych za granicą postanowiły przenieść się do Polski - o powodach ich wyjazdów i o wyzwaniach związanych z powrotami. Tym razem jednak – jak zaznacza sam bohater - w tle nie ma emigracji. Jest za to zawodowy kontrakt, kuszący na tyle, żeby zostawić dla niego Polskę na kilka lat.

Apetyt na zagranicę

Wiosną 2017 roku wrócił do Warszawy po trzech latach spędzonych w Wilnie. W ramach zawodowego kontraktu rozwijał, a później przygotowywał do przekazania Litwinom tamtejszy oddział Providenta. O tym, że prawdopodobnie wyjedzie zawodowo za granicę, wiedział od początku pracy w tej firmie. Do zespołu dołączał w ramach programu rekrutacji menedżerów, którzy po wyszkoleniu mieli przejąć opiekę nad projektami w innych krajach. Podkreśla, że zawsze miał w sobie apetyt na spróbowanie własnych sił za granicą. Choć sama Litwa pojawiła się na horyzoncie dość niespodziewanie.

Maciej Krawczuk spędził trzy lata na kontrakcie zawodowym na Litwie
Maciej Krawczuk spędził trzy lata na kontrakcie zawodowym na Litwie (Provident)

„Nie znałem tego kraju, nie odwiedziłem go nigdy wcześniej. Oprócz podstawowych informacji i faktów historycznych byłem raczej zielony w temacie. Mimo to, wziąłem tę Litwę w ciemno. Lubię zmiany, a sytuacje, kiedy jestem poza spokojną wodą, tylko nakręcają mnie do działania.”

Moment podjęcia decyzji od wyjazdu dzieliło zaledwie kilka tygodni. W sam raz na pozałatwianie swoich spraw w Polsce i spakowanie walizki. Wiadomo było, że kontrakt jest przewidziany na dwa lata, ale też, że w Wilnie czeka konkretne zadanie do wykonania. Tym samym dwa lata mogły przedłużyć się o kolejne – tak zresztą w efekcie się stało. Cel był znany: najpierw rozwinąć działalność wileńskiego oddziału firmy, a później znaleźć wśród Litwinów swojego następcę, który sprawnie przejmie stery.

„Zaproponowałem rodzinie, że mogą pojechać ze mną do Wilna i pomieszkać tam parę lat, ale to głównie dzieci - wtedy w wieku gimnazjalno-licealnym - zdecydowały, że zostaną w Polsce.”

Warszawę od Wilna dzieli niespełna pięćset kilometrów. Trasa do Wrocławia to dodatkowa godzina samolotem. Teoretycznie na tyle blisko, żeby po tygodniu pracy weekendy spędzać w Polsce. Teorię udawało się przekuć w praktykę - chociaż nie bez wyrzeczeń. Każdy tydzień oznaczał dwa loty w jedną i dwa w drugą stronę. Po kilku miesiącach ten schemat przyniósł pierwszy prawdziwy kryzys i wątpliwość, gdzie właściwie jest się najbardziej – w Polsce, na Litwie czy w podróży?

Sama Litwa okazała się łaskawa. Dała się poznać od tej strony, po której nie ma miejsca na stereotypy. Dostarczyć wiedzy o kraju, jakiej nie ma w książkach. Uzupełnić braki w historii w bezpośrednich rozmowach z tymi, którzy są jej potomkami. Nieoceniona była przy tym powszechna znajomość języka angielskiego u Litwinów, zwłaszcza że nauka ich języka to dla obcokrajowca niemałe wyzwanie. Lingwistyczne trudności przyćmiewała uroda tego kraju, z jego naturą na czele, ale też kompaktowym Wilnem w stylu multi kulti.

„Wspominam Litwę bardzo ciepło. Nie chcę, żeby brzmiało to zbyt szumnie, ale na pewien czas ten kraj stał się moją drugą ojczyzną. Czułem się w pewien sposób odpowiedzialny za Polskę, będąc na Litwie, ale też za Litwę, przyjeżdżając do Polski.”

Kiedy jednak trzeba było zrekrutować do Wilna dodatkowych pracowników z Polski, mówiło się im nie tylko o przyjemnym, spokojnym życiu u sąsiada. Wtedy górę brały uniwersalne korzyści płynące z dłuższego pobytu za granicą – gdziekolwiek by ta zagranica nie była.

Starałem się bardzo przekonać kolegów, że taki wyjazd to bezcenne doświadczenie zawodowe, które daje tak dużą dawkę doświadczenia i umiejętności zarządzania - głównie sobą samym - że zawodowo zawsze się to opłaca.”

Ekspaci niczego nie biorą za pewnik

Nowa perspektywa, zmiana sposobu myślenia, ogrom inspiracji czerpanych z odmienności - to tylko niektóre z korzyści zawodowych, które ekspaci przywożą z zagranicy, o czym nie wstydzą się mówić. Nie inaczej jest w tym przypadku. Tutaj dodatkowo pojawia się odmieniane przez przypadki słowo „kontekst”.

„[Po pobycie na Litwie – red.] na pewno zupełnie zmienił się mój sposób myślenia o biznesie. Zyskałem umiejętność patrzenia na niego poza pewnym kontekstem. Bo każde miejsce, w którym jesteśmy, tworzy jakiś kontekst. Żyjąc w nim, działamy często na autopilocie.”

Autopilot - przyzwyczajenie, że pewne procesy nie wymagają dodatkowych analiz. To kwestie, którymi w Polsce nie zaprzątamy sobie głowy, przez co nie zdajemy sobie sprawy z ich wagi, kiedy przekraczamy granicę innego kraju. To standardy powszechnie akceptowalne w miejscu A, a zarazem wywołujące zaskoczenie w miejscu B.

W Polsce nie muszę zastanawiać się, co mi wypada powiedzieć pracownikom, a co nie. Czy powinienem zachować się tak, czy inaczej. Żyjemy tu w pewnej kulturze i kompletnie nie myślimy o niej na co dzień. Natomiast musiałem bardzo mocno zwracać na to uwagę na Litwie. Brać pod uwagę nie tylko różnice kulturowe, ale też na przykład tło historyczne. To powodowało, że nawet zwykłe spotkanie biznesowe musiało być poprowadzone odrobinę inaczej. Nabrałem też świadomości, że pewnie wyrażenia czy sformułowania mogą zostać odebrane przez Litwinów inaczej, niż bym tego chciał. To z kolei może wywołać reakcje pracowników, które nie będą dla mnie dostatecznie czytelne.”

Chociaż nie obyło się bez potyczek, trzy lata na Litwie okazały się mocno inspirujące. Wyjeżdżając, niby wie się o tych różnicach. Ale tego, jak na nie reagować, człowiek uczy się dopiero na miejscu i na bieżąco. To wzmaga wyczulenie na wiele kwestii – od relacji międzyludzkich począwszy, na przepisach prawa kończąc. Podwyższony poziom uwagi zazwyczaj sprzyja.

Żeby żyć i pracować w innym kraju, trzeba być dużo bardziej świadomym. To strasznie rozwija. Jako ekspaci niczego nie możemy przyjmować za pewnik.”

Na krótko, nie na stałe

W tej historii nie było mowy o pozostaniu za granicą na stałe. Powrót, mimo że opóźniony, miał się zdarzyć na pewno. Wielu ekspatów powtarza, że w takim czasie i z takim podejściem nie sposób poczuć się u innych jak u siebie. W tej historii było inaczej.

„Nie byłbym w stanie aktywnie, w pełni, żyć na dwa kraje. Do Polski przyjeżdżałem, bo była tu moja rodzina. Ale żyłem na Litwie. To tamtejsze wiadomości śledziłem, tamtejszą polityką się interesowałem, bo to implikowało moją zawodową przyszłość. Myślę, że gdyby moja rodzina dołączyła do mnie w Wilnie, w tamtym okresie miałbym jeszcze mniej wspólnego z Polską.”

Powrót wspomina jako zaskakującą dla siebie, bo mimo licznych przeprowadzek, pierwszą taką w życiu gorzką refleksję, że na dobre zostawia się miejsce, które zaczęło być „swoje”. Za rogiem była już jednak ekscytacja kolejną zmianą. Trzy lata, a do tego trzy lata na Litwie to niedostatecznie długo, żeby zupełnie zmienić standardy, zwyczaje, kontakty - turbulencje podczas powrotów z takich wyjazdów są mniejsze niż gdyby po dekadzie wracać z Bangkoku.

"Zawróceni" - kliknij, żeby przejść do innych reportaży z tej serii
"Zawróceni" - kliknij, żeby przejść do innych reportaży z tej serii (Bankier.pl)

Twierdzi, że gdyby dzisiaj na stole leżały współrzędne nowego miejsca, co do zasady byłby gotów ponownie wyjechać. Pewnie już nie obojętnie gdzie, pewnie już nie bez rodziny, ale na pewno dla kolejnych doświadczeń. A później znowu przywiózłby je z powrotem.

„W Polsce się bardzo dobrze żyje. To świetne miejsce do mieszkania i pracy, do tego Polska jest piękna. Pewnie mógłbym dodać w tym miejscu jeszcze wiele frazesów. Myślę, że nie ma sensu emigrować stąd na stałe.

Malwina Wrotniak

Źródło:
Firmy:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 13 assets1

A poza Przede wszystkim, co to za przykład. PROVIDENT?! Ludzie, to ma być eksport?
Czego? Zakazanych praktyk rynkowych? hahaha

Tak naprawdę to problem z emigracją jest w przypadku: doskonałych chirurgów, neurologów, pediatrów... mechaników z prawdziwym fachem w ręku, majstrów budowlanych których robota była trwała na lata i mieli pomysły, architektów, którzy mają niebagatelne pomysły, inżynierów z energią i polotem... ONI WYJECHALI I PANI MALWINO NIECH MI PANI ZNAJDZIE ICH I ZAPYTA CZY BY WRÓCILI?

Ludzie (autorzy!) czytajcie i słuchajcie ze zrozumieniem, co ten gościu z PROVIDENTA emituje.
1) Wysłali go za granicę, żeby jako sprawdzony człowiek pilnował interesów firmy za granicą, to nie jest żadna emigracja, firma w takich wypadkach w zamian za to, że ma tam sprawdzonego człowieka, opłaca go dodatkowo sowicie, (ew. nęci go dodatkową możliwością awansu po powrocie - np. jego poprzednicy po powrocie z takiej banicji przeskakiwali naprawdę wysoko).
2) Ma opłacone wszelkie niedogodności, jeżeli musi dojeżdżać - ZAPŁACONE , jeżeli musi wynająć mieszkanie - FULL WYPAS WYNAJĘTE to wo ogóle nie jest do porównania, z emigracją. To sa wygodne wakacje w SPA-corpo przed skokiem na kolejne rat-stanowisko.
3) Umacnia swoją pozycję w firmie obecnej - czyli tej polskiej, poprzez dostęp do pewnych decyzji/tajemnic wewn. biznesu niedostępnych "dla przeciętnego kierownika".

Miałem do czynienia z takimi "emigrantami" jak to rozumie pani Malwina - przyjeżdżali tu z zachodniego kraju, bo ich firma miała znaczące udziały w firmie polskiej, byli przywożeni w teczce i stawiani od razu na pozycji zarządzającego, albo zastępcy (jeżeli bali się problemu komunikacyjnego). Żyli sobie jak pączki w maśle przez okres 3 lat, mieli wszystko poopłacane oraz swoją pensję zachodnią z sowitą premią, mieli kasę na wszystkie zachcianki i nawrawdę szerokie inwestycje. :-)

To żadna emigracja.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 15 assets1

Ten gościu to nie jest w żadnym calu emigracja. Wysłali go "na placówkę" do pilnowania interesu tego lichwiarza za granicą. Wysłali z odpo9

! Odpowiedz
8 25 artur17

Też uważam, po wielu latach spędzonych poza Polską, że tutaj żyje się o.k. Gorsze zarobki ale lepszy standard życia, bezpieczeństwo itd. Wielu informatyków, których znam woli pracować zdalnie dla firm z USA, Norwegii czy Angli i mieszkać w Polsce. Wyższa siłanabywcza, znajomi, Mazury czy Tatry na rzur beretem.

! Odpowiedz
13 6 mb-1

W PL nie ma Wielkich Jezior, Gór Skalistych, Yellowstone. Dla amatorów pustyni znajdzie nawet pustynia w Nevadzie.

Nie ma co porównywać, ale mając do wyboru zarobki z USA i mieszkanie tutaj albo zarobki z Polski i mieszkanie w USA wybieram to pierwsze ;-)

! Odpowiedz
4 7 artur17 odpowiada mb-1

Zjeżdziłem całe Stany, większość Parków Narodowych. To fakt tam są niezłe zarobki. Ale mimo wszystko wolę żyć tutaj.

! Odpowiedz
7 6 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
1 4 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
0 4 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
12 29 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
10 55 fred_

Po pierwsze 3 lata, po drugie na Litwe - to nie jest zadna emigracja, to bardziej taki mily wyjazd krajoznawczy do najblizszego sasiada.

! Odpowiedz

Kalkulator płacowy

Oblicz wysokość pensji netto, należne składki oraz podatek.