REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Tragedia na A1. Sebastian M.: Nie przyznaję się; nie czułem się winny

2026-03-12 13:52, akt.2026-03-12 17:31
publikacja
2026-03-12 13:52
aktualizacja
2026-03-12 17:31

Oskarżony o spowodowanie wypadku na A1 Sebastian M. nie przyznał się przed sądem do popełnienia zarzucanych mu czynów. Jak mówił, wyjechał z kraju, bo nie czuł się winny śmierci trzech osób. Przekonywał, że jechał z dużo niższą prędkością niż wskazywane przez biegłych ponad 300 km/h.

Tragedia na A1. Sebastian M.: Nie przyznaję się; nie czułem się winny
Tragedia na A1. Sebastian M.: Nie przyznaję się; nie czułem się winny
fot. Cezary Pecold / / FORUM

We wrześniu 2023 r. w zderzeniu BMW z Kią na autostradzie A1 pod Piotrkowem Trybunalskim zginęły trzy osoby - małżeństwo z 5-letnim synem. O spowodowanie tego wypadku oskarżony jest Sebastian M., który na czwartkowej rozprawie złożył wyjaśnienia dotyczące wypadku.

W odczytanych przez siebie wyjaśnieniach podkreślił, że nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Wyjaśnił, dlaczego zdecydował się mówić dopiero w końcowej fazie procesu, po przesłuchaniu wszystkich świadków oraz – jak dodał - po przedstawieniu przez niego oraz jego obrońcę wątpliwości dot. materiału dowodowego w sprawie.

- Na początku procesu nie widziałem żadnej możliwości, żeby złożyć wyjaśnienia. Miałem głębokie poczucie, że jeżeli zacznę mówić coś, co nie znajduje potwierdzenia w narracji aktu oskarżenia, nikt mi nie uwierzy, a swoją rodzinę narażę na jeszcze większą nienawiść społeczną. Byłem zrezygnowany i chciałem mieć to już za sobą. Rozważałem nawet dobrowolne poddanie się karze, aby zamknąć temat, mimo, że uważam, że nie spowodowałem tej strasznej tragedii będącej przedmiotem tego procesu – powiedział.

Tłumaczył, że nie chciał mówić wcześniej o wypadku widząc rozpacz rodzin jego ofiar, którym – jak zapewnił - głęboko współczuje tragedii, która ich spotkała. - Dlatego zdecydowałem się na proces mediacji i chciałem starać się o zakończenie tej sprawy jak najszybciej, nawet kosztem świadomości, że być może zostanę skazany za coś, czego w mojej ocenie nie zrobiłem – zaznaczył.

Sebastian M. przyznał, że nie wie dokładnie, co stało się tego tragicznego dnia. Jednocześnie jednak przyznał, że przeprowadzone w tej sprawie postępowanie dowodowe potwierdziło przebieg zdarzenia taki, jak je zapamiętał.

Wakacje na giełdzie

- Jechałem skrajnie lewym pasem trzypasmowej jezdni, nagle zobaczyłem samochód wjeżdżający z prawego pasa na lewy, prosto na mnie. Nie mogłem już nic zrobić, wykonać żadnego manewru. Krzyknąłem tylko do moich współpasażerów „co k….”. Nie mam pojęcia co się stało, że ten samochód na mnie zjechał. Nie wiem, czy doszło do jakiejś awarii – mówił oskarżony.

Przekonywał, że cały czas jechał lewym pasem, gdzie w jego opinii miało dojść do zderzenia oraz, że poruszał się z niższą prędkością niż jest opisana w akcie oskarżenia.

- Nie jechałem z prędkością ani 315 ani 330 km/h. Wydawało mi się, że ta prędkość mogła wtedy oscylować w granicach 170 km/h. Jednak po analizie akt sprawy uważam, że mogłem jechać maksymalnie z prędkością 200 km/h. Mój samochód był ciężki, masywny, więc prędkość była w nim słabo odczuwalna. Jednak nie jechałem z prędkością nawet zbliżoną do 300 km/h. Tego jestem pewien – powiedział.

Tłumaczył, że nie miał powodu jechać szybciej, gdyż za kilkaset metrów miał zjechać z autostrady w stronę Polichna, gdzie razem z dwójką kolegów zamierzał zjeść kolację.

Zapewniał również, że nie stracił panowania nad swoim autem, nie zjechał na środkowy pas, nie uderzył w pojazd Kia i nie doprowadził do tragedii.

Sebastian M.: Nigdy nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru

Sebastian M. mówił również o swoim wyjeździe z Polski po wypadku. Wyjaśnił, że była to zaplanowana dużo wcześniej podróż służbowa, najpierw na trzy dni na targi w Monachium w Niemczech, skąd następnie dotarł autem do Stambułu w Turcji. Wybrał podróż samochodem – bo jak mówił – miał ze sobą dużą ilością próbek kawy, którą handlował. Stąd z kolei poleciał do Dubaju, gdzie miał mieć dalsze spotkania biznesowe.

- Nigdy nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru. Sąd dziwił się, że kontynuowałem pracę zawodową po takich zdarzeniu. Ja wiedziałem, że nie spowodowałem tego zdarzenia, więc nie czułem się winny śmierci tych osób. Natomiast samo zdarzenie było dla mnie wielką tragedią, nie było mi to obojętne – przyznał.

Zaznaczył, że wcześniej o możliwość wyjazdu za granicę kraju pytał prowadzącą sprawę prokurator.

- Nie wyjechałem na długi okres, tylko na spotkania biznesowe. Po nich miałem wrócić. Nie wróciłem, bo nie mogłem. Byłem przez dwa miesiące w areszcie. Po zwolnieniu orzeczono zakaz mojego opuszczania Zjednoczonych Emiratów Arabskich i zabezpieczono mój paszport – dodał.

Sebastian M. stwierdził, że nie wierzy w bezstronność i rzetelność prokuratury w wyjaśnieniu tej sprawy. Podważał opinie biegłych, które są podstawą oskarżenia. Kwestionował wielokrotnie wykazaną przez biegłych prędkość oraz wskazane miejsce zdarzenia.

- W aktach sprawy figuruje 14 różnych prędkości BMW. Prędkość w momencie rozpoczęcia nagonki medialnej rosła z miesiąca na miesiąc. Żadna z nich nie jest ani realna, prawidłowa czy odczytana w chwili zdarzenia. Biegli szacując prędkość dopuszczają się szeregu zaniedbań i manipulacji. Przyjmują błędne miejsce zderzenia – zaznaczył.

Sugerował również, że Kia poruszała się na tzw. kole dojazdowym, które mogło ulec uszkodzeniu lub odpaść. W efekcie według niego pojazd mógł nagle zmienić tor jazdy i wjechać przed BMW, co doprowadziło do zderzenia. Nie znajduje to jednak odzwierciedlenia w opinii zespołu biegłych zawartej w akcie oskarżenia.

Oskarżony odpowiadał jedynie na pytania sądu

Przed zabraniem głosu przez oskarżonego sąd wysłuchał ostatnich powołanych w tej sprawie świadków. To pracująca na miejscu wypadku policjantka ruchu drogowego oraz pasażer busa, który razem z jego kierowcą próbował gasić płonącą Kię.

W czwartek sędzia Renata Folkman zleciła biegłym procesowym wydanie opinii uzupełniającej wobec wątpliwości i zarzutów sformułowanych na bazie prywatnej ekspertyzy obrony oskarżonego w zakresie przebiegu i przyczyny wypadku. Wykazano w niej m.in. błędną interpretację śladów na jezdni, nieuwzględnienie części dowodów rzeczowych, w tym koła, co mogło mieć wpływ na błędne wnioski dot. przebiegu i przyczyny wypadku.

Sąd nie zgodził się na uchylenie oskarżonemu tymczasowego aresztu i zastąpienie go wolnościowymi środkami zapobiegawczymi, o co wnioskowała obrona. Przedłużył areszt do 1 października br.

Przychylił się natomiast do wniosku prokuratora o powołanie jeszcze jednego świadka - byłego współpracownika Sebastiana M., który ma opowiedzieć o zachowaniach oskarżonego na drodze oraz jego postępowaniu po wypadku. Kolejne posiedzenie w tej sprawie odbędzie się 22 maja.

Do wypadku doszło 16 września 2023 r. wieczorem na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic BMW zderzyło się z Kią, która wpadła na bariery energochłonne i stanęła w płomieniach. Jadąca autem rodzina – małżeństwo i ich pięcioletni syn – zginęła na miejscu.

Oskarżony w maju ub.r. został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd uciekł po wypadku. Od tego czasu przebywa w areszcie. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia. (PAP)

bap/ agz/ mow/

Źródło:PAP
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (8)

dodaj komentarz
1as
Sprzedawał Turkom kawę?!
A może sprzedawał wiatr nad morzem, albo chrust w lesie?
shiver5
8 lat więzienia mu grozi za zabranie tej rodzinie statystycznie 150lat życia. Wynik powinien być adekwatny do tej liczby i jak w Stanach 3x50 albo potrójne dożywocie.
kaczyslaw_
Nie czuł się winny i dlatego uciekł przez Niemcy do Dubaju. Komu on te farmazony wciska?

Jechał maks 170 i dlatego z daleka migał długimi, a KIA miała tak rozwalony tył, że aż zbiornik rozwaliło, bo kierowca postanowił w jednej chwili zamienić ruch do przodu na ruch do tyłu z prędkością ponad 100 km/h?

Jak poprzednik
Nie czuł się winny i dlatego uciekł przez Niemcy do Dubaju. Komu on te farmazony wciska?

Jechał maks 170 i dlatego z daleka migał długimi, a KIA miała tak rozwalony tył, że aż zbiornik rozwaliło, bo kierowca postanowił w jednej chwili zamienić ruch do przodu na ruch do tyłu z prędkością ponad 100 km/h?

Jak poprzednik napisał, mam nadzieję, że sprawiedliwość dosięgnie go od współwięźniów, bo na polski wymiar "sprawiedliwości" nie ma co liczyć. Polecam dowiedzieć się ile dostał Paweł Kozanecki, ten od trumny na kółkach.
prawnuk
no ale Zbysio nie zaostrzył kodeksu, bo akurat jego znajomi rozjeżdzali ludzi.
By było jasne, nie uważam, że osoba, która spowoduje wypadek - niestety czasem ze skutkiem śmiertelnym - musiała iść do wiezienia.
Ale wypadek powinien sie zdarzyć w szeroko rozumianych przepisach, a sprawca przyznać się i czuć sie sprawcą.

W
no ale Zbysio nie zaostrzył kodeksu, bo akurat jego znajomi rozjeżdzali ludzi.
By było jasne, nie uważam, że osoba, która spowoduje wypadek - niestety czasem ze skutkiem śmiertelnym - musiała iść do wiezienia.
Ale wypadek powinien sie zdarzyć w szeroko rozumianych przepisach, a sprawca przyznać się i czuć sie sprawcą.

W Polsce brakuje tego co jest powszechne czy się rozpowszechnia: łamiesz przepisy - możesz być współwinny. Kiedyś mało mi motor nie rozwalił auta i motor musiał wyhamować . A ja wymusiłem pierwszeństwo . Skręcając w prawo widziałem go, że jedzie, i że jedzie szybko. Jak sobie to potem policzyłem - przy ograniczeniu do 50 na godzinę jechał między 220 a 260. I sorki ja mam przewidzieć nieodpowiedzialność innych na drodze - ale nie kompletny kretynizm.
Czy go to hamowanie czegoś nauczyło /bo ulica z wysepkami/ , to nie wiem
sajetan
Ten typ (bo nie da się w jego kontekście użyć słowa "człowiek") powinien dostać dożywotni wyrok pozbawienia wolności bez prawa do przedterminowego zwolnienia. Za to co wtedy zrobił i co teraz robi - tu nie ma mowy o możliwości jakiejś resocjalizacji.
nap423
Oj, myślę, że w tej sprawie polskie sądy jeszcze nam pokażą na co je stać. Bo że jeszcze wszystkiego nie widzieliśmy, to jestem pewny.
derper
Seba to pewnie myśli, że jechał 80 km/h, tylko ta Kia pruła 240 km/h na wstecznym.
No nic, może nowi koledzy w celi mu wytłumaczą jak było.
1as
Mogło tak być, predkość sumaryczna wychodzi 320 km/h.

Powiązane: Bezpieczeństwo na drogach

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki