Sąd oddalił większość zarzutów zawartych w pozwie, który aktorka Blake Lively (prywatnie żona Ryana Reynoldsa) wniosła przeciwko Justinowi Baldoniemu, partnerowi z planu filmowego "It Ends With Us". Tej sądowej batalii przygląda się całe Hollywood, gdyż aktorka oskarża reżysera o molestowanie seksualne, kiedy zakulisowo usiłuje przejąć produkcję (zdaniem drugiej strony). Sprawie dodaje rumieńców fakt, że Lively miała m.in. wykorzystywać do nacisków swoją przyjaciółkę Taylor Swift.


Prawnicza przepychanka rozpoczęła się w 2024 roku, kiedy po kilku tygodniach plotek Lively pozwała Baldoniego o molestowanie seksualne i kampanie oszczerstw, którą miał rozpętać przeciwko niej podczas promocji ich wspólnego filmu. Reżyser, który wcielał się jednocześnie w głównego bohatera, zaprzeczył tym zarzutom i złożył kontrpozew opiewający na kwotę 400 mln dolarów, w którym zarzucał aktorce wymuszenie, zniesławienie i naruszenie prywatności. Już w zeszłym roku sędzia go oddalił.
Sąd federalny w mijającym tygodniu zdecydował, że nie będzie dalej zajmował się dziesięcioma z trzynastu zarzutów (wśród nich znalazły się te najbardziej bulwersujące, a więc dotyczące molestowania, fat-shamingu oraz zniesławienia).
Nie stanowią one wystarczającej podstawy do wniesienia pozwu - skwitował sąd.
Baldoniemu pozostało odpowiedzieć na trzy oskarżenia, które będą procedowane dalej, czyli: naruszenie umowy, działania odwetowe oraz pomocnictwo w działaniach odwetowych. Opinia zawarta została w 152-stronnicowym dokumencie.
Zastawiła pułapkę, wpadła sama. Porażka żony Ryana Reynoldsa w sądzie
Sąd stwierdził m.in. że zarzuty nie znalazły potwierdzenia, ponieważ wniesiono je, korzystając z prawa kalifornijskiego, choć do zarzucanych czynów miało dochodzić w New Jersey. Dodatkowo Lively nie miała prawa wnosić niektórych zarzutów dotyczących molestowania i działań odwetowych, ponieważ była niezależnym wykonawcą, a nie pracownikiem.

Oczywiście wiele z tego, na co skarży się Lively, nie stanowi podstawy do wniesienia powództwa. - Strony Wayfarer miały prawo zatrudnić specjalistów ds. public relations i zarządzania kryzysowego w celu ochrony swojej reputacji - napisał sędzia w uzasadnieniu. - Jednak niektóre zachowania przynajmniej w pewnym stopniu przekroczyły granicę - dodawał.
Stwierdził także, że niektóre z zarzutów dotyczących działań odwetowych, które zgłosiła Lively, w których oskarża Baldoniego o prowadzenie „skoordynowanej kampanii” mającej na celu atak na jej charakter i reputację, zasługują na rozpatrzenie przez sąd.
Zespół prawników Lively skomentował decyzję, zaznaczając, że dla nich "sprawa zawsze koncentrowała się i będzie koncentrował na druzgocących działaniach odwetowych i nadzwyczajnych krokach, jakie podjęli pozwani, by zniszczyć reputację aktorki. Jak dodała, w wypowiedzi dla CBS, zarzuty molestowania seksualnego zostały wycofane, ale nie dlatego, że "pozwani nie zrobili nic złego", lecz z przyczyn formalnych.
Z kolei prawnicy Baldoniego po rozprawie mogli otwierać szampana. Ta decyzja bowiem znacznie osłabiła wszystkie oskarżenia, jakie aktorka wniosła przeciwko swojemu koledze po fachu. W praktyce sąd zostawił bowiem jej bardzo wąską furtkę do dalszego procedowania. - Jesteśmy bardzo zadowoleni, że sąd oddalił wszystkie zarzuty dotyczące molestowania seksualnego oraz wszystkie roszczenia wniesione przeciwko poszczególnym pozwanym [...] Były to bardzo poważne zarzuty i jesteśmy wdzięczni sądowi za dokładną analizę faktów, przepisów prawa oraz obszernego materiału dowodowego, który został przedstawiony - podsumowali.
Johnny Depp kontra Amber Heard. "Proces dekady" nie tylko pod kątem kosztów
Proces o zniesławienie, który wytoczył Johnny Depp swojej byłej żonie Amber Heard, żądając 50 mln dolarów, zakończył się wyrokiem skazującym. W międzyczasie aktorka złożyła kontrpozew na 100 mln dolarów. Przysięgli wrócili i ogłosili, że obydwoje są "odpowiedzialni za zniesławienie", ale ława przysięgłych przyznała byłemu piratowi 10 mln dolarów plus 5 mln odszkodowania, a partnerce Aquamana - 2 mln. To oznacza "zwycięstwo" Deppa.
O co poszło? Jak zawsze o sławę i pieniądze
Film "It Ends With Us" jest ekranizacją bestsellerowej powieści Colleen Hoover. Osią jest historia młodej kobiety Lily Bloom, która dorastając w przemocowym domu, sama na taki się zdecydowała. Już podczas zdjęć pojawiały się informacje dotyczące co najmniej dziwnej atmosfery na planie. Wybuchły one z pełną siłą, kiedy podczas promocji filmu nie można było spotkać Lively i Baldoniego, czyli aktorów wcielających się w główne role, razem na czerwonym dywanie. Ba! Premierę filmu jako reżyser i jedna z głównych postaci oglądał w piwnicy wraz z rodziną na wyraźne żądania żony Reynoldsa.
Niebawem aktorka oskarżyła reżysera i jego studio filmowe Wayfarer o planowanie zniszczenia jej reputacji (dzień wcześniej uzewnętrzniła się w "New York Timesie"). Sugerowała, że manipulował rolkami w mediach społecznościowych, wykorzystywał dziennikarzy do rozpowszechnienia określonych narracji. Następnie doszły do tego informacje o molestowaniu seksualnym, do którego wobec niej miało dochodzić na planie (np. aktor miał wchodzić do jej pokoju, kiedy karmiła piersią), czy komentował nieprzychylnie jej pociążową wagę.
Wkrótce po wniesieniu pozwu przez Lively Baldoni złożył pozwy o zniesławienie przeciwko Lively, jej mężowi Ryanowi Reynoldsowi i ich rzecznikowi prasowemu, twierdząc, że poprzez te zarzuty dążyli oni do zrujnowania jego kariery i reputacji, a także przeciwko „New York Timesowi” na 200 mln dolarów. Twierdził, że Lively „ukradła film” jemu i Wayfarer, grożąc, że nie będzie go promować oraz że ona i inni rozpowszechniali fałszywą narrację, że Baldoni ją nękał i rozpoczął przeciwko niej kampanię oszczerstw.
Kto tu był ofiarą? Sensacyjny zwrot w najgłośniejszym konflikcie Hollywood
Miła aktorka, która PR-owo kreowała się na kumpelkę z sąsiedztwa, okazała się... no właśnie... niezbyt sympatyczna, ujmując to kolokwialnie. Bez mrugnięcia okiem korzystała z wpływu, jaki w przemyśle filmowym ma jej mąż i przyjaciele, by przejąć film, który jej zdaniem zarobiłby miliony.
Dowody? A proszę. Choćby wiadomości tekstowe między Lively a Taylor Swift dotyczące Baldoniego. Choć dla postronnego mogły brzmieć jako uszczypliwe uwagi dwóch przyjaciółek, to znając pozycję popkulturową Taylor Swift, która jedną niewinną uwagą na koncertach może spowodować, że setki tysięcy jej fanów zbojkotują film czy reżysera, w konsekwencji decydowały o dalszej karierze. W związku z tym Baldoni szedł na kolejne ustępstwa wobec Lively tj.
- ograniczenia dnia pracy do 12 godzin,
- wybór 90 proc. piosenek w filmie (oczywiście pojawiła się tu piosenka Taylor Swift);
- przeniesienie planu filmowego bliżej domu aktorki;
- przerabianie scenariusza;
- zatrudnianie i zwalnianie asystentów;
- spotkania ze wszystkimi kierownikami działów i studiem, także bez reżysera;
- nadzorowanie każdego ujęcia;
- wybór ujęć, które znajdą się w ostatecznej wersji filmu;
- otrzymanie udziału w zyskach z filmu.
Kiedy jednak nie chciał zrezygnować z praw do filmu, miała, zdaniem adwokatów Baldoniego, wnieść oskarżenia odnośnie do molestowania seksualnego. Zdaniem części opinii prawnych, gdyby ono się utrzymało, to miałaby jednostronne prawo do wstrzymania produkcji filmu, a następnie nawet przejęcia go. Tym razem jednak trafiła kulą w płot. Baldoni był znany w środowisku jako zagorzały... feminista, prowadząc m.in. podcasty na ten temat.
Oskarżenia padały jednak jeden po drugim, gdy tylko zaczęto się wczytywać w szczegóły.
- "Wszedł do przyczepy, kiedy karmiłam piersią" - grzmiała Lively, ale nie wspominała, że dosłownie wiadomość wyżej sama go zaprosiła.
- "Jeden z producentów pokazał mi filmik jego żony z porodu", jednak zrobił to, ponieważ chciał podobne ujęcia umieścić w produkowanym przez nich filmie.
- Pytanie "ile ważysz" odebrała jako drwiny z wagi, kiedy Baldoni zaznaczał, że ma uraz pleców, a następna scena wymagała podniesienia aktorki.
Sama zaś nie pozostawała "bez winy". Podczas promocji filmu o przemocy w związkach reklamowała sygnowaną swoim nazwiskiem serię win.
Film „It Ends with Us” zarobił 148 milionów dolarów w USA i 350 milionów dolarów na całym świecie. Całe dobro, jakie ten film mógł zrobić szczególnie dla ofiar przemocy domowej, zostało przyćmione przez zarzuty wysuwane przez jego gwiazdy (a w szczególności jedną).
***
Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita.
opr. aw






























































