Piątek był sześćdziesiątym piątym dniem inwazji Rosji na Ukrainę. Zdaniem ukraińskiego MON czwartkowy ostrzał Kijowa był próbą zamachu na sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa. Na wschodzie Ukrainy wojska kierowane przez Kreml okradają rolników. Rosja prowadzi ciężki ostrzał zakładów Azowstal w Mariupolu.


» Relację z czwartku zapisaliśmy tutaj.
Wsie w obwodzie dniepropietrowskim pod szóstym rosyjskim ostrzałem w ciągu jednego dnia
Wojska rosyjskie po raz szósty w piątek ostrzelały miejscowości w rejonie miasta Zełenodolsk w obwodzie dniepropietrowskim na południu Ukrainy - poinformowały władze regionu. Pod ostrzałami z systemów Uragan znalazły się wsie Mała Kostromka i Wełyka Kostromka.
"Okupanci po raz szósty w ciągu dzisiejszego dnia ostrzelali hromadę (gminę) Zełenodolsk. Pod ostrzałem z uraganów znalazły się Wełyka Kostromka i Mała Kostromka" - napisał na komunikatorze Telegram szef obwodu Wałentyn Rezniczenko.
Kilka domów zostało uszkodzonych w wyniku ostrzałów, jednak nie ma ofiar w ludziach - poinformował szef administracji. Opublikował zdjęcia zniszczeń: jeden z domów ma uszkodzony dach i całkowicie wybite szyby w oknach, drugi - potężną wyrwę w dachu.
Ostrzały wsi w obwodzie dniepropietrowskim z systemów artylerii rakietowej Uragan trwają w czasie, gdy wojska rosyjskie intensyfikują działania na południowym wschodzie Ukrainy.
Obwód kijowski. Rosyjski najpierw zabłądził, a potem się ukrywał
We wsi Ostrołucze na wschód od Kijowa został zatrzymany w piątek rosyjski kaemista, który zgubił się, gdy przebywał na tych terenach z wojskami okupacyjnymi, a następnie się ukrywał - podała ukraińska policja w komunikacie opublikowanym na Telegramie.
"We wsi Ostrołucze, w rejonie (powiecie) baryszewskim, pracownicy bezpieczeństwa wewnętrznego policji wraz z żołnierzami Sił Zbrojnych Ukrainy i obrony terytorialnej wpadli na trop ukrywającego się żołnierza (sił) wroga" - czytamy we wpisie.
Jak się okazało, 21-letni żołnierz pochodzący z Tatarstanu, żołnierz obsługujący karabin maszynowy w brygadzie zmechanizowanej, najpierw się zgubił, a potem "druga armia świata" go porzuciła - ustaliła policja.
Sztab generalny: nieprzyjaciel kontynuuje naloty na Mariupol
Rosyjskie lotnictwo kontynuowało w piątek naloty na Mariupol; nieprzyjaciel skupia się na tym kierunku działań, by blokować jednostki ukraińskie na terenie kombinatu metalurgicznego Azowstal - podał w podsumowaniu sytuacji operacyjnej sztab generalny ukraińskiej armii na Facebooku.
"Na kierunku mariupolskim nieprzyjaciel kontynuował naloty na Mariupol. Główne wysiłki skupił na blokowaniu jednostek naszych wojsk na terenie zakładu Azowstal, a także przeniósł część jednostek z Mariupola w kierunku (miasta) Kurachów. Wróg kontynuuje ataki powietrzne i rakietowe w celu zniszczenia infrastruktury cywilnej i zakłócenia logistyki naszych żołnierzy" - czytamy w komunikacie.
"Na kierunku siewierskim (północno-wschodnim) nieprzyjaciel (...) stara się uniemożliwić ruch rezerw Sił Zbrojnych Ukrainy do wschodniej strefy operacyjnej. (...) W przyszłości nie można wykluczyć, że nieprzyjaciel przeprowadzi akcje demonstracyjne i prowokacje na terenach przylegających do granicy państwowej Ukrainy. W szczególności istnieje możliwość ostrzału jednostek Sił Zbrojnych i infrastruktury na terenach przygranicznych" - dodał sztab.
Według danych, którymi dysponuje ukraińskie dowództwo na kierunku charkowskim, 6. Armia Ogólnowojskowa, oddziały Floty Bałtyckiej i Północnej skupiają się na utrzymaniu pozycji w rejonie na północ i południowy wschód od Charkowa, próbując rozmieścić tam dodatkowe jednostki artyleryjskie.
W kierunku Iziumu nieprzyjaciel operuje pododdziałami 1. Armii Pancernej, 20. Armii Ogólnowojskowej Zachodniego Okręgu Wojskowego, 35. Armii Ogólnowojskowej, 68. Korpusu Armii Wschodniego Okręgu Wojskowego i pododdziałami powietrznodesantowymi. "Główne wysiłki wroga skupiają się na prowadzeniu rozpoznania i zadawaniu strat jednostkom Sił Zbrojnych Ukrainy przez prowadzenie ostrzałów. Aby zapewnić dodatkowy przerzut w kierunku Iziumu, okupanci stawiają dodatkowe przeprawy mostowo-pontonowe przez rzekę Doniec" - zaznaczył ukraiński sztab.
"Na kierunku donieckim i taurydzkim oddziały wroga próbują prowadzić ofensywę w kierunku miejscowości Łyman, Siewierodonieck i Popasna. Wróg nadal próbuje przejąć pełną kontrolę nad Rubiżnem i Popasną oraz przygotowuje się do ataku na Siewierodonieck. Kontynuuje ostrzał artyleryjski naszych wojsk. Na kierunkach południowobużańskim i besarabskim, używając sił, które ma do dyspozycji, nieprzyjaciel próbuje poprawić swoją sytuację taktyczną" - podkreśliło ukraińskie dowództwo.
Zwróciło jednocześnie uwagę na wciąż utrzymującą się groźbę uderzeń rakietowych i bombowych na Ukrainę z terytorium Białorusi.
Doradca prezydenta Ukrainy: Mamy już Lend-Lease. Czas na embargo na ropę
Program Lend-Lease stał się rzeczywistością, teraz potrzebujemy pełnego embarga na rosyjską ropę i wpisania Rosji na listę krajów sponsorujących terroryzm - zaapelował w piątek na Twitterze doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak.
"Dwa miesiące temu sama myśl o wykluczeniu Rosji z systemu SWIFT rozśmieszała wiele osób. Miesiąc temu prośby o dostarczenie ciężkiej broni spotykały się z kategorycznym sprzeciwem. Prezydent (Ukrainy Wołodymyr) Zełenski i szef jego kancelarii Andrij Jermak znaleźli odpowiednie słowa do każdej z tych osób. Dziękuję wszystkim przyjaciołom Ukrainy, dzięki którym stało się to możliwe" - napisał Podolak.
"Przemawiając na (tegorocznej) konferencji w Monachium (Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym - PAP) (...), prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że potrzebujemy Lend-Lease. Teraz stało się to rzeczywistością. Następne kroki to: pełne embargo na ropę i wpisanie Rosji na listę krajów sponsorujących terroryzm. Moskwa stanie w obliczu totalnej izolacji ekonomicznej" - ocenił prezydencki doradca.
W czwartek Izba Reprezentantów w Kongresie USA zatwierdziła projekt ustawy o przywróceniu programu Lend-Lease z okresu II wojny światowej. Nowa ustawa pozwoli na sprawniejsze wysyłanie broni, amunicji i sprzętu wojskowego na Ukrainę.
Media: w bazie wojsk rosyjskich powstały tablice dla "zdrajców" i "bohaterów"
W obozie polowym, w którym wojska rosyjskie stacjonują przy granicy ukraińskiej, powstały tablice przygotowane do zawieszenia portretów żołnierzy - "bohaterów" wojny z Ukrainą i "zdrajców", którzy odmawiają walki - powiadomił dziennikarz Rusłan Lewijew.
Lewijew, założyciel grupy dziennikarskiej Conflict Intelligence Team (CIT), opublikował w piątek zdjęcia tablic na swoim Twitterze.
Полевой лагерь российских войск на границе с Украиной. Буквально таки картина «Плохой / хороший человек». На первом стенде будут висеть портреты тех, кто отказывается идти воевать против Украины pic.twitter.com/NfPEuZwLqH
— Руслан Левиев (@RuslanLeviev) April 29, 2022
Tablice - zdaniem Lewijewa - będą służyć do umieszczania fotografii żołnierzy Federacji Rosyjskiej. Na pierwszym zdjęciu widać tablicę o szarym tle, przypominającym kłęby dymu. Napis na niej głosi: "Oni zdradzili swych towarzyszy, uciekając z pola boju", pod spodem widnieje 15 pustych pól. Na tej tablicy - według dziennikarza - "będą wisieć portrety tych, którzy odmawiają pójścia na wojnę przeciwko Ukrainie".
Na drugim zdjęciu jest tablica z napisem: "Oni bohatersko wykonują zadania, broniąc swej ojczyzny". Tu również przewidziano 15 pól, prawdopodobnie na zdjęcia. Tablicę wykonano w kolorze czerwonym, jest na niej pięcioramienna gwiazda - symbol sił zbrojnych Rosji - i wizerunek żołnierza w wyposażeniu bojowym.
Lewijew nie podał, w jakim obozie ustawiono tablice. Na obu zdjęciach widać za tablicami duże brezentowe namioty.
Informacja pojawiła się w czasie, gdy oceny ukraińskie, brytyjskie i amerykańskie mówią o niskim morale żołnierzy rosyjskich biorących udział w inwazji na Ukrainę.
Conflict Intelligence Team (CIT) to założona w 2014 roku grupa opozycyjnych rosyjskich dziennikarzy i blogerów. Grupa ta opisuje aktywność wojskową Rosji, opierając się na informacjach z otwartych źródeł.
Wywiad: w nocy doszło do strzelaniny między żołnierzami z Buriacji i Czeczenii. Pokłócili się o łupy
W nocy z czwartku na piątek doszło do strzelaniny między żołnierzami Federacji Rosyjskiej pochodzącymi z Buriacji i Czeczenii, którzy pokłócili się o podział łupów - ustalił ukraiński wywiad wojskowy (HUR) i zrelacjonował zdarzenie na Facebooku. Dokładna liczba zabitych i rannych nie jest obecnie znana.
W nocnym incydencie w Kyseliwce w obwodzie chersońskim miało wziąć udział po około 50 żołnierzy z każdej strony.
"Przyczyny konfliktu etnicznego leżą w niechęci Buriatów do prowadzenia ofensywnych operacji wojskowych i w nierównych warunkach z Czeczenami. Ci ostatni w ogóle nie idą na linię frontu, pozostając na tyłach wyłącznie jako »oddziały ochronne«. Ich zadaniem jest zachęcanie jednostek okupacyjnych do podejmowania aktywnych działań, czyli otwieranie ognia do tych, którzy próbują się wycofać" - pisze wywiad.
"Jak się okazało, rosyjskim żołnierzom służącym na kontrakcie obiecano operację według »scenariusza krymskiego«. To znaczy brak oporu ze strony Ukrainy, przydziały mieszkań na terytoriach okupowanych i spokojne odbywanie służby" - dodał HUR.
Bezpośrednim powodem strzelaniny był nierówny podział łupów. Lwią część zysków z grabieży mają otrzymywać Czeczeni.
Policja: wojskowi rosyjscy zastrzelili medyka wojskowego. Mężczyzna był torturowany
Policja ukraińska w obwodzie charkowskim na wschodzie kraju podała w piątek, że wojskowi rosyjscy torturowali i zastrzelili mieszkańca tego regionu, który wcześniej był medykiem wojskowym w oddziałach ukraińskich walczących w Donbasie przeciw separatystom.
Ciało 27-letniego mężczyzny znaleziono we wsi Husariwka w rejonie (powiecie) iziumskim. Zabity "jako pracownik medyczny brał udział w operacji antyterrorystycznej na wschodzie kraju" - poinformował przedstawiciel policji obwodu charkowskiego Serhij Bołwinow.
Bołwinow, którego cytuje agencja Ukrinform, dodał, że na ciele ofiary znaleziono obrażenia. Mężczyzna miał przestrzelone kolana i stopę oraz obrażenia czaszki. Przyczyną śmierci była kula w klatce piersiowej.
Ukrinform podaje, że po wyzwoleniu Husariwki z rąk rosyjskich, co nastąpiło 22 kwietnia, w piwnicy jednego z domów znaleziono zwłoki kobiety i mężczyzny. Ustalono, że podczas okupacji wojskowi rosyjscy maltretowali tych ludzi, po czym spalili ich ciała. Również w Husariwce znaleziono ostrzelany samochód z zabitą rodziną - rodzicami i trzyletnim dzieckiem.
Władze Naddniestrza zgodziły się na spotkanie z przedstawicielami OBWE
Reprezentujący Organizacje Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) dyplomaci Artur Dmochowski (Polska) oraz Thomas Mayr-Harting (Austria) spotkają się z władzami Naddniestrza w związku z eskalacją napięcia w tym separatystycznym regionie Mołdawii - podał w piątek kiszyniowski portal Stiri.
Według portalu do piątkowego wieczora Dmochowski, ambasador ds. misji specjalnych urzędującego przewodniczącego OBWE, a także Mayr-Harting, specjalny przedstawiciel OBWE ds. Naddniestrza spotkają się w Kiszyniowie z władzami Mołdawii.
Przedstawiciele OBWE mają zapoznać się z sytuacją w Naddniestrzu po trwających pomiędzy 25 a 27 kwietnia incydentach w tym regionie, m.in. ostrzelaniu resortu bezpieczeństwa w Tyraspolu i wysadzeniu dwóch anten radiowych.
Z informacji Stiri wynika, że zgoda władz w Tyraspolu, gdzie siedzibę mają urzędy separatystów, na wizytę przedstawicieli OBWE zapadła w czwartek po rozmowach władz Mołdawii i Naddniestrza. Było to, jak odnotowują media w Kiszyniowie, pierwsze spotkanie obu stron po rozpoczętej w poniedziałek serii eksplozji w Naddniestrzu.
Podczas wizyty w Kiszyniowie przedstawiciele OBWE mają odbyć spotkania z ambasadorami Rosji, Ukrainy, USA i UE w Mołdawii, którzy są mediatorami i obserwatorami w negocjacjach pomiędzy Kiszyniowem a Tyraspolem.
Według portalu Stiri misja OBWE planuje przeprowadzenie kolejnej rundy negocjacji w sprawie bezpieczeństwa w Naddniestrzu w maju w Warszawie.
Ukraina domaga się pilnego spotkania WHO ws. skutków rosyjskiej inwazji dla zdrowia publicznego
Ukraina wraz z 38 innymi krajami zwróciła się o zwołanie pilnego posiedzenia europejskich państw członkowskich Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), by omówić skutki rosyjskiej inwazji dla zdrowia publicznego - poinformowała w piątek agencja Reutera.
W liście do dyrektora WHO na Europę Hansa Klugego Ukraina wzywa do zwołania spotkania "nie później niż 9 maja" - pisze Reuters, który dotarł do treści pisma.
Dodano, że list został wysłany przez ukraińską misję dyplomatyczną przy instytucjach ONZ w Genewie, ale podpisali się pod nim również przedstawiciele 38 innych państw należących do europejskiego regionu WHO, w tym Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii.
W piśmie zasugerowano również, by dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus poruszył temat Ukrainy podczas odbywającego się w maju Światowego Zgromadzenia Zdrowia - corocznego spotkania ministrów zdrowia wszystkich krajów członkowskich WHO. Jest to najwyższy organ decyzyjny WHO, ustalający ogólne ramy prac Organizacji.
Zginął 22-letni były amerykański żołnierz piechoty morskiej
Willy Joseph Cancel, były żołnierz piechoty morskiej USA, walczący na Ukrainie przeciwko Rosjanom jako ochotnik, zginął w poniedziałek w trakcie działań wojennych - poinformowała w piątek jego rodzina. To pierwszy Amerykanin poległy w trakcie wojny Rosji z Ukrainą.
Rebecca Cabrera, matka żołnierza, powiedziała stacji CNN, że jej 22-letni syn w USA pracował jako strażnik więzienny w Tennessee. Na krótko przed rosyjską inwazją podpisał kontrakt z prywatną firmą paramilitarną i wyjechał na Ukrainę w połowie marca.
"Chciał wyjechać tam, bo wierzył w to, o co walczy Ukraina. Chciał być jej częścią, chciał tam powstrzymać zagrożenie, żeby ono nie przyszło tutaj i żeby nasi amerykańscy żołnierze nie musieliby być w to zaangażowani" - powiedziała Cabrera.
"Nie znaleźli jeszcze jego ciała - dodała matka żołnierza - Szukają, ale inni żołnierze, którzy byli z nim, prawdopodobnie też zostali zabici. Chcielibyśmy, żeby do nas wrócił".
Waszyngton oficjalnie nie potwierdził tych doniesień. W piątek Departament Stanu USA poinformował jedynie, że "ściśle monitoruje sytuację".
"Ze względu na kwestie prywatności nie udzielamy komentarzy. Jeszcze raz powtarzamy, że obywatele USA nie powinni podróżować na Ukrainę z powodu aktywnego konfliktu zbrojnego i szczególnego zainteresowania nimi ze strony rosyjskich funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa" - oświadczył rzecznik Pentagonu John Kirby.
Wdowa po żołnierzu, Brittany Cancel, powiedziała Fox News, że jej mąż osierocił 7-miesięcznego syna, ale widzi w nim bohatera. "Mój mąż zginął na Ukrainie - dodała. - Pojechał tam, chcąc pomóc ludziom, zawsze czuł, że to jego główna misja w życiu".
Wywiad wojskowy: wszystko, co dzieje się teraz w Naddniestrzu, jest pod kontrolą FSB
Wszystko, co się teraz dzieje na terenie Naddniestrza, jest pod kontrolą Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej (FSB) - oświadczył w piątek przedstawiciel ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Wadym Skibicki, cytowany przez portal informacyjny RBK.
"30 lat temu Federacja Rosyjska okupowała terytorium Naddniestrza. Co roku odbywają się tam ćwiczenia mobilizacyjne ze stacjonującą na tym terytorium grupą operacyjną wojsk rosyjskich. Podczas manewrów ćwiczone są działania obronne i kontrofensywne z wykorzystaniem amunicji z magazynów we wsi Kołbasnoje. Część amunicji służy do szkolenia bojowego, część, według (ukraińskiego) wywiadu wojskowego, do przemytu" - stwierdził Skibicki.
Ponadto podkreślił, że obecna sytuacja w regionie jest wyraźnym sygnałem gotowości Rosji do wykorzystania terytorium Naddniestrza jako dodatkowej platformy do agresji nie tylko na Ukrainę, ale także dla możliwych agresywnych działań przeciwko Mołdawii.
"(W Naddniestrzu) trwa obecnie poważna walka między urzędnikami państwowymi a służbami specjalnymi Federacji Rosyjskiej, które są bardzo aktywne. Dokonane na terenie »Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej« akty terrorystyczne miały na celu wymuszenie na miejscowych władzach zgody na rozszerzenie obecności wojsk rosyjskich i (...) sygnał dla przywódców Republiki Mołdawii do odejścia od polityki proeuropejskiej. (...) Według naszych danych wszystko, co dzieje się teraz na terenie Naddniestrza, jest pod kontrolą FSB Federacji Rosyjskiej" - skonstatował Skibicki.
Władze Odessy: od 1 maja wieczorem wydłużona godzina policyjna
W Odessie, trzecim co do wielkości mieście Ukrainy, od 1 maja wieczorem rozpocznie się godzina policyjna, która trwać będzie do rana we wtorek 3 maja - poinformowały w piątek władze regionu. Oznacza to przedłużenie godziny policyjnej na dzień i noc 2 maja.
"Na terenie Odessy wprowadzona zostaje godzina policyjna od godz. 22 w dniu 1 maja 2022 roku do godz. 5 w dniu 3 maja 2022 roku" - głosi komunikat opublikowany przez władze regionu na Facebooku. W tym czasie nie wolno przebywać na ulicach i w innych miejscach publicznych bez specjalnego zezwolenia.
W pozostałych miejscowościach obwodu odeskiego godzina policyjna będzie obowiązywać bez zmian, od godz. 22 do godz. 5 dnia następnego.
Dowództwo Operacyjne Południe armii ukraińskiej ocenia, że zagrożenie ostrzałami rakietowymi w obwodzie odeskim pozostaje wysokie. Jako prawdopodobne armia ocenia także ataki lotnicze.
Jednocześnie, jak przypomina portal Ukrainska Prawda, 2 maja minie ósma rocznica tragedii z 2014 roku, gdy w Odessie doszło do starć między zwolennikami i przeciwnikami prozachodniej rewolucji na Ukrainie. W wyniku tamtych wydarzeń zginęło 48 osób.
Ukraina poprosiła o pomoc międzynarodową w rozminowywaniu terenów, na których toczyły się walki
Ukraina zaapelowała do innych krajów i organizacji międzynarodowych o pomoc w rozminowywaniu terenów, które były objęte walkami z wojskami rosyjskimi. Potrzebni są specjaliści i sprzęt - poinformował szef MSW Denys Monastyrski.
"Jeden dzień działań bojowych oznacza 30 dni rozminowywania" - powiedział Monastyrski na antenie telewizji. Cytuje go Ukraińska Prawda.
Np. w obwodzie kijowskim walki trwały 30-35 dni, co oznacza, że na jego rozminowania potrzebne jest 1,5 roku pracy specjalistów.
Wraz z nadejściem wiosny rozminowanie będzie trudniejsze, bo widoczne obecnie przedmioty wybuchowe znikną pod trawą i zapadną się w ziemię z powodu opadów, a ich wykrycie możliwe będzie tylko przy użyciu specjalnych urządzeń.
Monastyrski wskazał, że na Ukrainie brakuje specjalistów pirotechników. Potrzebny jest również sprzęt do rozminowywania.
"Poprosiliśmy świat, umawiamy się, by organizacje, które zajmują się rozminowywaniem humanitarnym, przysłały do nas swoich specjalistów" - powiedział Monastyrski, dodając, że spodziewa się ich przybycia w ciągu kilku tygodni.
Ambasada Holandii w Kijowie oficjalnie wznowiła działalność
W piątek wznowiona została działalność ambasady Niderlandów w Kijowie - informuje holenderskie ministerstwo spraw zagranicznych. Wcześniej personel został przeniesiony do Lwowa i Warszawy.
Ambasador i część personelu wrócili do stolicy Ukrainy już prawie dwa tygodnie temu, jednak dopiero w piątek wznowiono oficjalną działalność placówki.
Jak informuje holenderskie MSZ ambasador Jennes de Mol "prowadzi działania dyplomatyczne z podstawowym personelem".
Minister Wopke Hoekstra oświadczył, że istotne jest, aby Niderlandy miały w stolicy Ukrainy działającą placówkę. "Mamy bliskie stosunki z Ukrainą i wspieramy ją dyplomatycznie, humanitarnie i militarnie" - powiedział dziennikowi "De Telegraaf".
Sekretarz rady bezpieczeństwa: Już wkrótce Rosjanie odczują na własnej skórze działanie nowej broni
Już w najbliższej przyszłości rosyjscy okupanci na własnej skórze odczują nową broń, którą Ukraina otrzymuje od sojuszników w tym USA - ocenił w piątek sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow w wywiadzie dla Radio Swoboda.
"(Nowa broń) na pewno zmieni położenie stron. Musimy jednak rozumieć, że nie stanie się to tak szybko, jak byśmy chcieli" - zastrzegł Daniłow.
Podkreślił, że kwestia dostaw ciężkiego uzbrojenia dla jego kraju "ruszyła z miejsca".
"Jeśli 2-3 tygodnie temu każdego dnia prosiliśmy »Dajcie nam ciężką broń«, to dzisiaj ten problem został już rozwiązany" - dodał sekretarz RBNiO i obiecał, że Rosjanie niedługo "odczują to na własnej skórze".
Władze: odnotowano ponad 240 przestępstw wobec dziennikarzy
Na Ukrainie odnotowano łącznie 243 przestępstwa wobec dziennikarzy, od zabójstw po ataki hakerskie - poinformował w piątek Państwowy Komitet Telewizji i Radia. Komitet odnotowuje zaginięcia, uprowadzenia i ostrzeliwanie dziennikarzy przez wojska rosyjskie.
"Według stanu na 27 kwietnia odnotowano 243 przestępstwa przeciwko dziennikarzom i mediom w 16 regionach Ukrainy. Najwięcej przestępstw Rosja popełniła w Kijowie i obwodzie kijowskim. Są to zabójstwa, ranienia, uprowadzenia, ostrzały dziennikarzy i wież telewizyjnych; groźby i cyberprzestępstwa" - głosi komunikat Komitetu.
W dokumencie, cytowanym przez agencję Ukrinform, wskazano, że terenem przestępstw często były regiony południa Ukrainy: obwód zaporoski i chersoński. Część tych terenów wciąż jest okupowana przez wojska rosyjskie. Tam właśnie dochodzi do uprowadzeń, ostrzeliwania dziennikarzy i gróźb wobec nich, przejmowania redakcji tamtejszych mediów, blokowania nadawania w języku ukraińskim.
Od początku inwazji rosyjskiej na Ukrainę, rozpoczętej 24 lutego, siedmioro dziennikarzy zginęło podczas wykonywania obowiązków zawodowych, a dalszych 14 - jako uczestnicy działań bojowych albo na skutek ostrzałów rosyjskich. Dziewięć osób zostało rannych w ostrzałach. Ośmioro dziennikarzy uprowadzono.
Pułk Azow: w Mariupolu zlikwidowaliśmy już co najmniej 1157 żołnierzy wroga
Od początku inwazji Rosji na Ukrainę (24 lutego) zlikwidowaliśmy w Mariupolu co najmniej1157 żołnierzy wroga, a prawdopodobnie nawet więcej, bo nie potwierdziliśmy jeszcze śmierci kolejnych 840 najeźdźców - poinformował w piątek na Telegramie pułk Azow, broniący miasta oblężonego przez wojska rosyjskie.
"Przeciwnik planował opanować Mariupol na południowym wschodzie Ukrainy w ciągu trzech dni. Pułk Azow podjął nierówną walkę z przeważającymi rosyjskimi siłami, których liczebność przekraczała 14 tys. osób" - oświadczyła ta ukraińska formacja.
W komunikacie Azowa przekazano, że oprócz śmierci licznych żołnierzy agresora, kolejnych 520 spośród nich (walczących z Azowem w Mariupolu - PAP) zostało rannych (3150 według niepotwierdzonych danych). Poinformowano również, że pułk zniszczył 49 i uszkodził 29 rosyjskich czołgów, a także zlikwidował m.in. 47 transporterów opancerzonych (23 zniszczone, 24 uszkodzone), 60 wozów bojowych piechoty (36 zniszczonych, 24 uszkodzone), jeden myśliwiec Su-25 i 33 samochody ciężarowe (25 zniszczonych, 8 uszkodzonych).
Oblężenie Mariupola przez rosyjskie wojska trwa od początku marca. W mieście mają miejsce ciągłe ostrzały i bombardowania. Sytuacja mieszkańców jest katastrofalna; według ostrożnych szacunków mogło tam już zginąć ponad 20 tys. osób.
W rozległych podziemnych korytarzach i schronach na terenie fabryki Azowstal prawdopodobnie wciąż ukrywa się około 1000 mieszkańców Mariupola. W zakładach bronią się pułk Gwardii Narodowej Azow i 36. Samodzielna Brygada Piechoty Morskiej. Podejmowane w ciągu ostatnich dni przez stronę ukraińską próby ewakuacji cywilów z Azowstalu nie przyniosły rezultatu.
Winnica przekaże 420 ton wody pitnej na rzecz Mikołajowa
Przekażemy 420 ton wody pitnej na rzecz miasta Mikołajów, które ucierpiało po ostrzale wodociągu przez rosyjskie wojska; pomożemy, ponieważ naprawa infrastruktury w Mikołajowie jest od ponad dwóch tygodni niemożliwa ze względu na ciągłe ataki wroga - zadeklarował w piątek na Telegramie mer Winnicy Serhij Morgunow.
"Wysyłamy transport 20 ciężarówek, czyli około 70 tys. butelek wody. Winnica z wami, mieszkańcy Mikołajowa!" - poinformował Morgunow (https://t.me/morgunovofficial/1092).
17 kwietnia szef władz obwodu mikołajowskiego Witalij Kim przekazał, że miasto, które przed rosyjską agresją liczyło niemal pół miliona mieszkańców, zostało cztery dni wcześniej pozbawione dostępu do wody. Wojska najeźdźcy ostrzelały centralny wodociąg, biegnący wzdłuż linii działań bojowych. Kim oraz mer Mikołajowa Ołeksandr Senkewycz próbowali rozmawiać z siłami rosyjskimi, by naprawić wodociąg w uszkodzonym miejscu, do którego strona ukraińska nie ma dostępu, ale nie przyniosło to rezultatów.
Położoną w centralnej części Ukrainy Winnicę dzieli od Mikołajowa na południu kraju około 530 km.
Siły ukraińskie odzyskały kontrolę nad Ruską Łozową w obwodzie charkowskim
Siły ukraińskie wyzwoliły miejscowość Ruska Łozowa w obwodzie charkowskim – poinformował w piątek w Telegramie ukraiński wywiad wojskowy.
Główny Zarząd Wywiadu Ministerstwa Obrony (HUR) przytacza w komunikacie doniesienia dziennikarza Denysa Kazanskiego.
„To strategicznie ważna miejscowość na trasie Charków-Biełgorod(Rosja). Właśnie stąd przeciwnik prowadził w czasie okupacji ostrzał infrastruktury cywilnej i osiedli mieszkaniowych Charkowa” – napisał Kazanski.
Wcześniej szef władz obwodowych Ołeh Syniehubow poinformował, że Charków był w ciągu ostatniej doby ostrzeliwany z artylerii i systemów rakietowych. W Charkowie i obwodzie charkowskim zginęło pięć osób, a 11 zostało rannych.
Rosjanie ostrzelali tereny przy granicy w obwodzie sumskim
29 kwietnia rano wróg ostrzelał tereny przygraniczne w obwodzie sumskim z terytorium Rosji – poinformowała w piątek ukraińska straż graniczna.
Funkcjonariusze straży granicznej poinformowali o ponad 30 pociskach moździerzowych wystrzelonych na terytorium Ukrainy z okolic rosyjskiej wsi Gorodiszcze.
Pod koniec marca i na początku kwietnia wojska rosyjskie pod naciskiem sił ukraińskich wycofały się z obwodów kijowskiego, czernihowskiego i sumskiego na północy kraju. Mimo to sporadycznie dochodzi tam do ostrzałów z terytorium Rosji.
W czwartek strona ukraińska informowała o dwóch ostrzałach w obwodzie czernihowskim.
Władze Mariupola: siły rosyjskie mogą przygotowywać kolejny szturm na Azowstal
Rosyjskie wojska mogą się przygotowywać do kolejnego szturmu kompleksu Azowstal – wynika z informacji ukraińskiej administracji Mariupola. Tymczasem wspierani przez Rosję separatyści przygotowują się do zarządzania zdobytą częścią miasta.
„Okupanci ponownie odizolowali plac w dzielnicy Liwobereżny od Parku Wesełka. Powodem może być kolejna próba szturmu na Azowstal albo walki uliczne” – przekazał doradca mera Mariupola Petro Andruszczenko. Park Wesełka leży na północ od kompleksu metalurgicznego Azowstal, który jest ostatnim bastionem ukraińskich obrońców Mariupola.
Andruszczenko zwrócił także uwagę na rosyjskie próby wprowadzenia swojej administracji w okupowanej części miasta. Urzędnicy samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej próbują „znacjonalizować” ukraińską własność, w tym port, podkreślił. Wyznaczone przez Moskwę separatystyczne władze oznajmiły w czwartek, że port jest obecnie oczyszczany i trwają w nim prace rekonstrukcyjne – podaje stacja CNN. Ma on być w pełni funkcjonalny w maju.
Rosjanie, wbrew protestom, przeprowadzają w mieście spis budynków, a władze Donieckiej Republiki Ludowej wydały pierwszy certyfikat urodzenia "kradnąc obywatelstwo" ukraińskiemu dziecku - dodał Andruszczenko, nazywając separatystyczną republikę „terrorystycznym państwem satelickim”.
W ostatnich dniach trwają rosyjskie ataki na mariupolski kombinat metalurgiczny Azowstal. W podziemiach zbudowanego w 1933 roku kompleksu ukrywa się około 1000 cywilów i nieznana liczba ukraińskich żołnierzy.
W piątek w południe trwał intensywny ostrzał kompleksu – powiedział portalowi Hromadske zastępca dowódcy broniącego go pułku Azow Swiatosław Pałamar. Jak dodał, nie posiada informacji o możliwej ewakuacji cywilów z terenu kombinatu. W czwartek Pałamar wzywał do przewiezienia ich w bezpieczne miejsce na terytorium Ukrainy, a następnie ewakuacji obleganego ukraińskiego garnizonu przez kraj trzeci.
W okupowanym Melitopolu Rosjanie masowo wyłapują mężczyzn w wieku poborowym
Rosjanie wyłapują w Melitopolu wszystkich mężczyzn w wieku poborowym – poinformował ukraiński mer tego okupowanego przez Rosjan miasta w obwodzie zaporoskim.
„Jeszcze dwa tygodnie temu zaczęli proponować mężczyznom wstąpienie do armii rosyjskiej, a teraz już wyłapują na posterunkach i wywożą w nieznanym kierunku” – powiedział Iwan Fedorow na antenie telewizji ukraińskiej. Cytuje go portal Hromadske.
Jego zdaniem niebezpiecznie jest nie tylko na posterunkach, ale w całym mieście i jego okolicach.
Według urzędnika ludzie ci, przetrzymywani przez Rosjan w piwnicach, mogą zostać wykorzystani do wymiany albo jako „mięso armatnie” podczas wojny.
Armia: systemy S-300, otrzymane od partnerów, trafiły już na nasze uzbrojenie
Ukraińska armia otrzymała już systemy obrony powietrznej S-300, przekazane przez państwa partnerskie - oświadczyło w piątek na Facebooku dowództwo Sił Powietrznych Ukrainy. Kompleksy rakietowe znalazły się już na uzbrojeniu armii i bronią naszego nieba na południu kraju - przekazano w komunikacie.
"System S-300 może zwalczać wrogie samoloty oraz pociski manewrujące i balistyczne znajdujące się w odległości 5-150 km. Nie ma przy tym znaczenia, na jakiej wysokości przelatuje cel - 10 metrów czy 27 km" - wyjaśniono w oświadczeniu ukraińskiej armii.
"To dopiero początek. Będzie ciąg dalszy" - zadeklarowało dowództwo.
8 kwietnia premier Słowacji Eduard Heger potwierdził dostarczenie Ukrainie systemów obrony przeciwlotniczej S-300. Minister obrony tego kraju Jaroslav Naď zapowiedział wówczas, że w zamian za przekazane rządowi w Kijowie S-300, na Słowację przyjedzie bateria systemu Patriot ze Stanów Zjednoczonych.
Oprócz moblinych wyrzutni rakietowych zestaw S-300 składa się z radarów i punktu dowodzenia. Może być gotowy do użycia w ciągu pięciu minut.
Ofiara śmiertelna ataku rakietowego w Kijowie to dziennikarka Radia Swoboda Wira Hyrycz
Dziennikarka i producentka ukraińskiej redakcji Radia Swoboda (Radio Wolna Europa) Wira Hyrycz zginęła w wyniku czwartkowego ataku rakietowego Rosjan na budynek mieszkalny w Kijowie. Ciało dziennikarki wydobyto spod gruzów w piątek.
Informację o śmierci swojej pracownicy potwierdziła kijowska redakcja Radia Swoboda.
Rosjanie przeprowadzili w czwartek wieczorem atak rakietowy na Kijów. Rakieta trafiła w budynek mieszkalny w dzielnicy szewczenkowskiej w centrum Kijowa.
Ciało Hyrycz, jedynej, jak dotąd, ofiary śmiertelnej tego ataku, wydobyto spod gruzów w piątek rano. Wcześniej władze miasta informowały o dziesięciu rannych osobach.
Do ataku w Kijowie doszło w trakcie wizyty w ukraińskiej stolicy sekretarza generalnego ONZ i premiera Bułgarii.
24 kwietnia Instytut Informacji Masowej, który zajmuje się monitoringiem sytuacji mediów na Ukrainie, poinformował, że od początku wojny zginęło 21 dziennikarzy, w tym siedmioro – podczas wykonywania pracy. Jeszcze dziewięć osób zostało rannych. Między innymi 24 marca rakieta rosyjska zabiła w Kijowie rosyjską dziennikarkę mediów niezależnych Oksanę Baulinę.
Podolak: Rosjanie chcą zniszczyć Mariupol, dla nich nie ma znaczenia, ilu cywilów zabiją
Rosja dąży do całkowitego zniszczenia Mariupola. Rosjanie nadal ignorują ukraińskie propozycje ewakuacji ludności cywilnej i rannych żołnierzy. Dla nich nie ma znaczenia, czy zabiją tysiąc cywilów czy dziesięć tysięcy - powiedział doradca szefa gabinetu prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak w wywiadzie opublikowanym w piątek przez Radio Swoboda.
"Wartość złamania Mariupola, zniszczenia go, zabicia prawie wszystkich tamtejszych obrońców jest dla Rosjan, jak uważają z propagandowego punktu widzenia, znacznie większa niż wymiana (prorosyjskiego ukraińskiego oligarchy Wiktora) Medwedczuka czy kogokolwiek. Dlatego, niestety, Medwedczuk nie jest atutem. Niestety, nie możemy go wymienić na naszych chłopaków" - powiedział Podolak, opisując motywacje Rosjan i próby negocjacji w sprawie korytarzy humanitarnych z oblężonego Mariupola nad Morzem Azowskim.
Jak przyznał, ogólny proces negocjacji pokojowych spowolnił, na co wpłynęło emocjonalne tło dotyczące odkrycia zbrodni popełnionych przez rosyjskich żołnierzy w Buczy.
"Drugim elementem jest to, że Rosja (...) wciąż ma wystarczające środki do prowadzenia aktywnych działań wojennych na wschodzie kraju. I Rosjanie chcą odnieść taktyczne zwycięstwo, żeby pokazać, że potrafią walczyć, aby się ich bano. Jak na razie nie widzę powodu do spotkania twarzą w twarz" - skomentował Podolak.
Aby móc zakończyć wojnę musi dojść do faktycznego zawieszenia broni na terytorium całej Ukrainy, wycofania wojsk rosyjskich, wymiany jeńców - wymienił prezydencki doradca. Przekazał także, że aby odbyło się bezpośrednie spotkanie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i rosyjskiego przywódcy Władimira Putina, Ukraina musi wpierw wypracować sobie silną pozycję negocjacyjną.
„Rosjanie nie mają oczu. Mają białe oczy, białka, tam nic nie ma: nie ma w nich światła, nie ma w nich rozumu, a można w nich wyczytać tylko nieludzkie pragnienie mordu. Niestety, to jest symbol Rosji - białe, puste oczy. Ale ja patrzę w niesamowite oczy Ukraińców. I to mi wystarczy" - podsumował Podolak.
W domu gosposi Medwedczuka znaleziono 467 tys. dolarów i 87 tys. euro
467 tys. dolarów i 87 tys. euro znaleziono w domu gosposi podejrzanego o zdradę stanu, prorosyjskiego oligarchy Wiktora Medwedczuka, który jest kumem prezydenta Rosji Władimira Putina – ogłosiła prokurator generalna Ukrainy Iryna Wenediktowa.
Jak wyjaśnia agencja Interfax-Ukraina, przeszukanie było zatwierdzone przez sąd w ramach postępowania karnego w sprawie finansowania działań mających na celu siłowe obalenie ustroju konstytucyjnego, przejęcie władzy w państwie lub zmianę granic Ukrainy.
W wyniku przeszukania zajętych zostało 467 tys. dolarów i 87 tys. euro. „Można powiedzieć, że to za wcześnie, by bić na alarm – co, jeśli to spadek, pieniądze pożyczone, zgromadzone albo uzyskane ze sprzedaży czegoś” – napisała Wenediktowa.
Medwedczuk 16 kwietnia został umieszczony w areszcie na mocy decyzji sądu. Wcześniej zbiegł z aresztu domowego, w którym przebywał od maja 2021 roku. Ucieczka ta nastąpiła 26 lutego, dwa dni po rozpoczęciu inwazji rosyjskiej na Ukrainę.
12 kwietnia prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że Medwedczuk został ujęty. Według SBU polityk próbował w przebraniu przedostać się do miejsca, gdzie czekali na niego wysłannicy rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Po zatrzymaniu skarb państwa przejął 154 aktywa należące do Medwedczuka i jego żony Oksany Marczenko. To m.in. domy, mieszkania, działki, samochody i jacht motorowy.
Medwedczuk, jeden z liderów zabronionej prorosyjskiej frakcji Opozycyjna Platforma-Za Życie, uważany był za lobbystę interesów Rosji na Ukrainie przez ostatnie dwie dekady. Putin jest ojcem chrzestnym jego córki.
Rzeczniczka praw człowieka: studenci są zmuszani do oddawania krwi dla rosyjskich żołnierzy
Na tymczasowo okupowanych terytoriach obwodu donieckiego i ługańskiego studenci są masowo zmuszani do oddawania krwi dla rannych rosyjskich żołnierzy - poinformowała w piątek w mediach społecznościowych ukraińska rzeczniczka praw człowieka Ludmyła Denisowa.
Denisowa dodała, że ma wiedzę o około 700 przypadkach przymusowego oddawania krwi w donieckich, donbaskich i ługańskich uczelniach.
W niedzielę rzeczniczka praw człowieka informowała, że Duma, izba niższa rosyjskiego parlamentu, zaproponowała zmuszanie pojmanych ukraińskich żołnierzy do oddawania krwi dla sił okupantów. Denisowa porównała ten pomysł do okrucieństw, jakich dokonywali naziści w obozach koncentracyjnych w czasie drugiej wojny światowej i opisywanego m.in. przez ocalałych z obozu Buchenwald przymusowego oddawania krwi dla żołnierzy Wehrmachtu (https://tinyurl.com/2by4wymx).
Rzeczniczka podkreśla, że takie praktyki oznaczają pogwałcenie konwencji genewskich - umów z zakresu prawa międzynarodowego i pomocy humanitarnej.
Ranna kobieta opisuje, jak w rosyjskim bombardowaniu zginął jej 14-letni wnuk
Ranna kobieta opisuje, jak jej zięć i 14-letni wnuk zostali zabici, gdy rosyjskie wojsko ostrzelało ich dom w obwodzie ługańskim na wschodzie Ukrainy. "Krzyczałam: proszę, nie zamykaj oczu" – mówi, cytowana w piątek przez stację Sky News.
„Był wybuch, a potem dym, nic nie było słychać. Przed oczami niczego nie było widać, a potem zobaczyłam mojego wnuka leżącego na podłodze” – relacjonuje Tetiana Macegora, która w wyniku ataku została ranna w szyję.
Do ostrzału doszło w poniedziałek. Po pierwszym ataku jej rodzina ukryła się w piwnicy, ale po jakimś czasie wyszła z niej, by ocenić straty. Wtedy w budynek uderzył drugi pocisk, który zabił zięcia i wnuka Macegory, Igora.
„Krzyczałam dziwnym głosem, jakby nie swoim: +Proszę, nie zamykaj oczu. Błagam! Nie zamykaj oczu” – wspomina przez łzy kobieta.
Po rodzinę przyjechała karetka, ale 14-letni Igor zmarł w szpitalu. Córka Macegory wciąż jest w ciężkim stanie w szpitalu w mieście Dniepr.
Kobieta czuje się winna z powodu śmierci wnuka. „Babciu, czy ja przeżyję?” - pytał, gdy czekali w piwnicy na pomoc medyczną.
„Powiedziałam, że przeżyje. Ale zobaczcie, co się stało, zdradziłam go. Ja żyję, a on nie. Powinnam ja zginąć, a on przeżyć. Żyłam o wiele dłużej niż on. Nigdy sobie tego nie wybaczę” – mówi Macegora.
Rosjanie wymuszają na sklepikarzach sprzedaż rosyjskich towarów i płacenie w rublach
Rosyjscy żołnierze kontrolujący obwód zaporoski wymuszają na miejscowych sklepikarzach, żeby przestali sprzedawać ukraińskie towary i przeszli z hrywien na ruble – podaje w piątek Ukrinform.
W dwóch wsiach w rejonie melitopolskim rosyjska administracja okupacyjna oczekuje od przedsiębiorców, by otworzyli sklepy, kawiarnie, obiekty rozrywkowe i inne, ale domaga się, żeby nie oferowali tam żadnych ukraińskich produktów. Jednocześnie od sklepikarzy wymaga sprzedawania towarów produkowanych na zaanektowanym przez Rosję Krymie – wynika z oświadczenia ukraińskiej administracji, na które powołuje się Ukrinform. Do incydentów takich doszło we wsiach leżących między Berdiańskiem a Melitopolem.
W pobliskim kilkunastotysięcznym mieście Wasyliwka znacznie zwiększyła się liczba rosyjskiego wojska. Stacjonują na osiedlach mieszkaniowych, wśród cywilów, których używają jako ludzkich tarcz – przekazała agencja. Według Ukrinformu siły okupacyjne rozprowadzają pomoc humanitarną i leki tylko wśród tych, którzy otwarcie popierają Rosję.
W czwartek agencja AFP informowała, że Rosjanie zapowiedzieli przejście na ruble w zajętym przez siebie obwodzie chersońskim. Krok ten przeczy wcześniejszym stwierdzeniom władz na Kremlu, że nie zamierzają okupować terytorium Ukrainy. Wojskowy urzędnik, na którego powołała się AFP miał zapowiedzieć, że na okupowanych terytoriach będzie obowiązywał czteromiesięczny okres przejściowy, w którym w obiegu miałaby być również hrywna. Po upływie tego czasu ukraińska waluta ma nie być dłużej uznawana.
Ukraińska rzeczniczka praw obywatelskich Ludmyła Denisowa potępiła te plany jako równoznaczne z przeprowadzeniem aktu aneksji, sprzeczne z międzynarodowym prawem. Oskarżyła też rosyjskie wojsko w Chersoniu o „głodzenie ludzi poprzez blokowanie pomocy humanitarnej”.
Sztab Generalny: Rosja straciła już około 23 tys. żołnierzy
Od początku inwazji na Ukrainę wojsko rosyjskie straciło już około 23 tys. żołnierzy, a także 986 czołgów, 2418 pojazdów opancerzonych, 189 samolotów i 155 śmigłowców – ogłosił w piątek Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.
W ciągu minionej doby Rosja straciła około 200 żołnierzy, 29 pojazdów opancerzonych, 16 czołgów, siedem samochodów, cztery systemy artyleryjskie, jeden system przeciwlotniczy, dwa samoloty i 14 dronów – zaznaczono w zestawieniu.
Od 24 lutego do 29 kwietnia wojska rosyjskie straciły łącznie 435 systemów artyleryjskich, 151 wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet, 73 systemy przeciwlotnicze, 1695 samochodów, osiem jednostek pływających, 76 cystern z paliwem, 229 bezzałogowych statków powietrznych poziomu operacyjno-taktycznego i cztery mobilne systemy rakiet balistycznych krótkiego zasięgu – napisano.
Brytyjskie media: Rosjanie schwytali na Ukrainie dwóch brytyjskich wolontariuszy
Dwóch obywateli brytyjskich, cywilów pracujących jako wolontariusze zajmujący się pomocą humanitarną na Ukrainie, miało zostać schwytanych przez siły rosyjskie - podała w piątek stacja Sky News.
Presidium Network, brytyjska organizacja pozarządowa, twierdzi, że dwaj mężczyźni zostali schwytani w poniedziałek przez siły rosyjskie w punkcie kontrolnym na południe od miasta Zaporoże. Jak podaje Sky News, brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych pilnie poszukuje dodatkowych informacji w związku z tymi doniesieniami.
Pojawiły się one dzień po tym, jak podano, że w walkach na Ukrainie zginął obywatel brytyjski, 36-letni weteran brytyjskiej armii Scott Sibley, a drugi Brytyjczyk zaginął. Od kilkunastu dni w rosyjskich rękach znajduje się też dwóch Brytyjczyków, którzy walczyli w Mariupolu w regularnych siłach zbrojnych Ukrainy, Aiden Aslin i Shaun Pinner.
Lekarz z Mariupola: ludzie umierali na stołach operacyjnych, gdy bomba spadła na szpital
Przywozili do nas wiele martwych dzieci; w szpitalu ludzie umierali na stołach operacyjnych, bo po uderzeniu bomby nie było prądu i tlenu dla pacjentów – wspomina anestezjolog z Mariupola, któremu w połowie kwietnia udało się uciec z oblężonego miasta na rowerze.
„Kiedy zaczęła się wojna, jeszcze przez trzy dni pracowałem w swoim szpitalu (dziecięcym). Potem zaproponowano mi, bym przeniósł się do szpitala wojskowego, bo tam brakowało anestezjologów, a przywożono zarówno wojskowych, jak i cywilów, nawet dzieci. Pracowałem tam trzy tygodnie, dopóki nas nie zbombardowali” – relacjonuje na łamach portalu Hromadske Anton Hrycunow, 29-letni anestezjolog z Mariupola.
„Rosjanie zrzucali na nas nie tylko bomby, ale także miny. Za którymś razem trafili w oddział reanimacji, on zawalił się do piwnicy. Zaczęliśmy umieszczać pacjentów w ocalałej części piwnicy” – opowiada medyk.
Wśród pacjentów była matka dwójki dzieci, której amputowano nogę nad kolanem. Została ranna w trakcie bombardowania, gdy wyszła z ukrycia, by przygotować dzieciom coś do jedzenia.
„Przywozili do nas dzieci, które nie przeżyły – po prostu nie zdążyły dojechać do szpitala. Najciężej było pracować z dziećmi, a potem wychodzić do rodziców, by powiedzieć, że ich dziecko umarło” – mówi Hrycunow.
Lekarz wspomina, jak w wyniku bombardowania w szpitalu zabrakło prądu, przez co pacjenci przestali otrzymywać tlen. „Szybko nie dało się tego naprawić, dlatego wiele ludzi umarło na stołach operacyjnych. Mogliśmy ich uratować, ale z powodu nalotu oni zginęli” – podkreśla.
Gdy rosyjskie wojska zaczęły się zbliżać do szpitala wojskowego, przeniesiono go na teren zakładów metalurgicznych Azowstalu, który obecnie jest zablokowany i bombardowany przez siły rosyjskie. Hrycunow mówi, że proponowano mu, by również dołączył do personelu medycznego, lecz on obawiał się, że może się „nie wydostać” i jako cywil skorzystał z prawa do odmowy.
Do domu w innej dzielnicy Mariupola mężczyzna przedzierał się wraz ze znajomą – medyczką wojskową - trzy dni. „Były tam walki czołgów, musieliśmy się chować. Widzieliśmy na drodze rozerwane ciała, miny przeciwczołgowe. 800 metrów od nas Rosjanie ostrzelali samochód osobowy z cywilami” – wspomina medyk.
Wiele razy zatrzymywali ich rosyjscy żołnierze, sprawdzając dokumenty, a także dokonując oględzin jego – czy ma tatuaże, ślady po kamizelce kuloodpornej. „Mówiłem, że jestem lekarzem, ale szpital zbombardowali”.
Jeszcze miesiąc Hrycunow ukrywał się z rodzicami w swoim domu. Zapas jedzenia w domu był, ale wodę trzeba było przynosić z rzeki. Jak mówi lekarz, miała „słonawy smak”.
Gdy udało mu się zorganizować ewakuację dla rodziców, lekarz postanowił wyjechać z miasta. Wraz z koleżanką, wojskową, uciekali na rowerach przez pola, by uniknąć filtracji (kontroli). „Gdyby zobaczyli moje sieci społecznościowe, gdyby dowiedzieli się, że koleżanka jest wojskową – nigdy byśmy się nie wydostali” – mówi.
"Rosja - stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ ostrzelała sekretarza generalnego tej organizacji"
Mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu - Rosja, stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, ostrzelała sekretarza generalnego tej organizacji - powiedział w czwartek wieczorem doradca prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz w rozmowie z rosyjskim opozycjonistą Markiem Fejginem.
Polityk odniósł się w ten sposób do rosyjskiego ataku rakietowego na Kijów, który miał miejsce w czwartek, podczas wizyty sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa w stolicy Ukrainy.
"Ten atak był zemstą za stanowisko przedstawione przez Guterresa we wtorek w Moskwie (w rozmowie z prezydentem Władimirem Putinem - PAP). Sekretarz generalny jasno ocenił, że Rosja prowadzi na Ukrainie wojnę, a nie żadną +operację specjalną+, potępił rosyjskie zbrodnie na ludności cywilnej i wezwał do ewakuacji mieszkańców oblężonego Mariupola" - ocenił Arestowycz.
Według prezydenckiego doradcy konflikt na Ukrainie może "rozlać się poza granice tego kraju". "Cień wojny padł już na Mołdawię, Białoruś i niektóre regiony Rosji. Wojna rozleje się - nie skończy się ani w granicach Ukrainy, ani w ramach tzw. +operacji specjalnej+" - przewidywał Arestowycz. Przekazał również informacje, że amerykańska eskadra Stryker, stacjonująca w Rumunii, przemieściła się w stronę granicy z Mołdawią, a lotnisko w separatystycznej, wspieranej przez Moskwę "republice" Naddniestrza jest przygotowywane na przyjęcie rosyjskich samolotów wojskowych.
Arestowycz odniósł się też do doniesień, że szef sztabu rosyjskiej armii generał Walerij Gierasimow osobiście przybył na ukraiński front. "Zapewne usłyszał: +skoro obiecałeś zwycięstwo (w wojnie - PAP), to teraz działaj na miejscu+. Od wyniku tej wojny zależy nie tylko jego kariera, lecz także osobiste bezpieczeństwo" - ocenił doradca prezydenta Zełenskiego.
Według rozmówcy Marka Fejgina najeźdźcy prawdopodobnie nie uda się opanować całego Donbasu na wschodzie Ukrainy. "Mogą osiągnąć co najwyżej częściowy sukces - zdobyć jeszcze nieco terenu i dotrzeć na przedmieścia Kramatorska i Słowiańska. To wszystko" - podkreślił Arestowycz.
Nagranie wywiadu z prezydenckim doradcą ukazało się na kanale Marka Fejgina w serwisie YouTube (https://tinyurl.com/mr3zt85w).
Mark Fejgin jest prawnikiem z Samary i byłym zastępcą mera tego miasta. Jako adwokat reprezentował przed sądem osoby i podmioty represjonowane przez Kreml, m.in. ukraińską pilotkę wojskową Nadiję Sawczenko, lidera Tatarów krymskich Mustafę Dżemilewa, rosyjski zespół punkowy Pussy Riot i dziennikarza Arkadija Babczenkę. 8 kwietnia Fejgina umieszczono na rosyjskiej liście tzw. zagranicznych agentów.
Szef MSZ: zrezygnowaliśmy z broni atomowej, oczekujemy nowych gwarancji bezpieczeństwa
Rosyjscy żołnierze kontrolujący obwód zaporoski wymuszają na miejscowych sklepikarzach, żeby przestali sprzedawać ukraińskie towary i przeszli z hrywien na ruble – podaje w piątek Ukrinform.
W dwóch wsiach w rejonie melitopolskim rosyjska administracja okupacyjna oczekuje od przedsiębiorców, by otworzyli sklepy, kawiarnie, obiekty rozrywkowe i inne, ale domaga się, żeby nie oferowali tam żadnych ukraińskich produktów. Jednocześnie od sklepikarzy wymaga sprzedawania towarów produkowanych na zaanektowanym przez Rosję Krymie – wynika z oświadczenia ukraińskiej administracji, na które powołuje się Ukrinform. Do incydentów takich doszło we wsiach leżących między Berdiańskiem a Melitopolem.
W pobliskim kilkunastotysięcznym mieście Wasyliwka znacznie zwiększyła się liczba rosyjskiego wojska. Stacjonują na osiedlach mieszkaniowych, wśród cywilów, których używają jako ludzkich tarcz – przekazała agencja. Według Ukrinformu siły okupacyjne rozprowadzają pomoc humanitarną i leki tylko wśród tych, którzy otwarcie popierają Rosję.
W czwartek agencja AFP informowała, że Rosjanie zapowiedzieli przejście na ruble w zajętym przez siebie obwodzie chersońskim. Krok ten przeczy wcześniejszym stwierdzeniom władz na Kremlu, że nie zamierzają okupować terytorium Ukrainy. Wojskowy urzędnik, na którego powołała się AFP miał zapowiedzieć, że na okupowanych terytoriach będzie obowiązywał czteromiesięczny okres przejściowy, w którym w obiegu miałaby być również hrywna. Po upływie tego czasu ukraińska waluta ma nie być dłużej uznawana.
Ukraińska rzeczniczka praw obywatelskich Ludmyła Denisowa potępiła te plany jako równoznaczne z przeprowadzeniem aktu aneksji, sprzeczne z międzynarodowym prawem. Oskarżyła też rosyjskie wojsko w Chersoniu o „głodzenie ludzi poprzez blokowanie pomocy humanitarnej”.
W Kijowie od początku wojny ponad 100 zabitych i 435 rannych; miasto wciąż „na celowniku Rosji”
Kijów wciąż jest na celowniku Rosjan – przestrzegł mer stolicy Witalij Kliczko, a władze obwodu zaapelowały do kobiet z dziećmi i ludzi starszych, by na razie nie wracali do miasta. Od początku wojny zginęło w Kijowie ponad sto osób, a 435 zostało rannych.
„W ciągu dwóch miesięcy barbarzyńskiej inwazji w Kijowie rannych zostało 435 osób, a ponad 100, w tym czworo dzieci – zginęło” – napisał Kliczko w piątek w Telegramie.
„Kijów ciągle znajduje się na celowniku wroga. Wczorajszy atak, rakiety w domy cywilów, to dowód. Ratownicy wciąż usuwają gruzy w budynku mieszkalnym w dzielnicy szewczenkowskiej” – dodał Kliczko.
Hospitalizacji wymagały cztery osoby. W sumie, jak podano wcześniej, rannych było dziesięć osób. Pięć osób uratowano ze zniszczonego budynku.
Władze obwodowe zaapelowały w piątek do studentów, kobiet z dziećmi i ludzi starszych, by na razie nie wracali do stolicy. Kijów stopniowo powraca do normalnego funkcjonowania, ale jak zaznaczono, ciągle jest zagrożony atakami rakietowymi.
„Bezpośredniego ryzyka zajęcia stolicy obecnie nie ma, ale zagrożenie nie minęło, co potwierdza wczorajszy atak rakietowy” – wskazano w komunikacie administracji obwodowej w Telegramie.
„Biorąc pod uwagę niedawne pożary w magazynach paliwa i wybuchy w magazynach amunicji w Rosji oraz retorykę putinowskich propagandystów, można powiedzieć, że takie zagrożenie (atakami rakietowymi) wzrosło” – napisano.
Do ataku rakietowego na Kijów w piątek doszło w trakcie wizyty sekretarza generalnego ONZ i premiera Bułgarii.
Źródło w Pentagonie: problemy logistyczne spowalniają rosyjską ofensywę na wschodzie Ukrainy
Rosyjskie wojska robią „powolne i nierówne” postępy w Donbasie na wschodzie Ukrainy i w dalszym ciągu borykają się z tymi samymi problemami z zaopatrzeniem, które hamowały ofensywę na początku inwazji – podał w czwartek dziennik „New York Times”, cytując źródło w Pentagonie.
W obecnej fazie wojny siły ukraińskie i rosyjskie toczą zaciekłe walki, odbijając sobie wzajemnie pojedyncze miejscowości. Rosyjskie wojska robią pewne postępy, ale daleko im do osiągnięcia ogólnej przewagi – przekazał ten wysokiej rangi urzędnik Pentagonu, zastrzegając sobie anonimowość.
Rosjanie postępują powoli, obawiając się wyjścia poza kanały zaopatrzenia, jak w przypadku początkowej, nieudanej próby natarcia na Kijów. Ich postępy są więc ograniczone do zaledwie kilku kilometrów dziennie – twierdzi źródło.
„Rosjanie nie uporali się ze wszystkimi problemami logistycznymi” – powiedział urzędnik. Dodał, że dostawy żywności, paliwa, broni i amunicji wciąż są powolne, mimo że obecnie linie zaopatrzenia są znacznie krótsze niż na początku inwazji.
Walka na równinach Donbasu wydaje się korzystna dla najeźdźców, biorąc pod uwagę przewagę liczebną i technologiczną oraz bliskość węzłów zaopatrzenia w Rosji. Wiosenne deszcze i ocieplenie pogody mogą jednak działać na ich niekorzyść, zmuszając czołgi, ciężarówki i pojazdy opancerzone do korzystania z asfaltowych dróg, przez co będą bardziej narażone na ataki w stylu partyzanckim.
„Mówiąc otwarcie, spodziewamy się, że ich postęp zostanie częściowo spowolniony przez błoto” – powiedział urzędnik Pentagonu.
W obwodzie ługańskim trwają walki o Orichowe, Rosjanie ostrzeliwują miasta i obiekty cywilne
W obwodzie ługańskim toczą się zacięte walki o miejscowość Orichowe niedaleko Popasnej; przeciwnik stale ostrzeliwuje miasta obwodu, atakując infrastrukturę cywilną – poinformował w piątek rano szef władz obwodowych Serhij Hajdaj.
„Przeciwnik niejednokrotnie próbował szturmować pozycje ukraińskie w rejonie miejscowości Orichowe i Switliczne. Nasi żołnierze dają odpór” – napisał Hajdaj, dodając, że Rosjanie prowadzą tam ostrzał „z wszelkiego dostępnego uzbrojenia”, niszcząc domy i infrastrukturę. Nie ma wody, światła i gazu.
Urzędnik podał, że Rosjanie 10-krotnie ostrzeliwali miasta w obwodzie ługańskim, w tym Siewierodonieck, Lisiczańsk, Hirske, Prywilla, Popasną.
Rząd chce w piątek ewakuować cywilów z oblężonych zakładów Azowstal w Mariupolu
Ukraiński rząd zamierza przeprowadzić w piątek akcję ewakuacyjną cywilów ukrywających się przed rosyjskimi wojskami w zakładach Azowstal w Mariupolu nad Morzem Azowskim - poinformowało biuro prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.
Ataki Rosjan są wciąż odpierane przez ukraińskie wojsko broniące Azowstalu.
Szef donieckiej administracji obwodowej Pawło Kyryłenko przekazał w czwartek, że Rosjanie nie pozwalają na ewakuację z zakładów rannych ukraińskich żołnierzy. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział w czwartek, że cywile mogą opuścić Azowstal, jednak wpierw ukraińscy żołnierze muszą się poddać. Pieskow nie widzi pola do dalszych negocjacji.
Na terenie fabryki Azowstal prawdopodobnie wciąż ukrywa się około tysiąca mieszkańców Mariupola. W zakładach bronią się pułk Gwardii Narodowej Azow i 36. Samodzielna Brygada Piechoty Morskiej.
Sztab: Rosjanie ostrzeliwują pozycje ukraińskie w Donbasie, kradną zboże rolnikom
Rosjanie ostrzeliwują pozycje ukraińskie w Donbasie, blokują Azowstal w Mariupolu, kradną zboże na okupowanych terenach w obwodzie zaporoskim – informuje w porannym komunikacie sztab generalny ukraińskiej armii.
Pod Charkowem Rosjanie koncentrują się na utrzymaniu zajętych rubieży i ostrzeliwują pozycje sił zbrojnych Ukrainy.
Na kierunku iziumskim Rosjanie nie prowadzili aktywnych działań ofensywnych, skupiając się na zwiadzie i ustalaniu pozycji obronnych sił ukraińskich i ich ostrzale z artylerii.
Na południowym wschodzie i południu wzdłuż całej linii styczności przeciwnik ostrzeliwał z artylerii, moździerzy i systemów rakietowych pozycje ukraińskie, by uniemożliwić im przegrupowanie.
Trwa blokada sił ukraińskich na terenie zakładów Azowstal w Mariupolu.
W komunikacie sztabu podkreślono, że na okupowanych terytoriach Rosjanie zatrzymują mieszkańców i blokują transporty humanitarne, a także – kradną zboże rolnikom. M.in. 60 ton zboża i ciężarówkę odebrano rolnikom w obwodzie zaporoskim.
W Donbasie siły ukraińskie odparły dziewięć ataków wroga, niszcząc sześć czołgów, zestaw artyleryjski, 12 pojazdów opancerzonych.
Siły ukraińskie zestrzeliły w ciągu minionej doby jeden samolot, pięć rakiet manewrujących i dziewięć bezzałogowców.
Już 10 rannych po ataku rakietowym na Kijów w czasie wizyty sekretarza generalnego ONZ
Do 10 wzrosła liczba rannych w wyniku rosyjskiego ataku rakietowego na Kijów w czasie wizyty sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa – podała w piątek agencja Ukrinform. Szef MSZ Ukrainy Dmytro Kułeba określił ten atak jako „potworny akt barbarzyństwa”.
„Rosja uderzyła w Kijów rakietami podczas wizyty sekretarza generalnego NATO Antonio Guterresa i premiera Bułgarii Kiriła Petkowa” – napisał Kułeba na Twitterze.
„Poprzez ten potworny akt barbarzyństwa Rosja po raz kolejny demonstruje swój stosunek do Ukrainy, Europy i świata” – podkreślił szef MSW. W wyniku rosyjskiego ataku częściowo zniszczony został 25-piętrowy blok mieszkalny, a 10 osób odniosło obrażenia – podał Ukrinform, cytując wstępne ustalenia. Wcześniej informowano o sześciu rannych. „Rakieta trafiła w niższe piętra budynku mieszkalnego. Ratownicy i medycy pracują na miejscu” – napisał w czwartek mer Kijowa Witalij Kliczko. Portal Ukraińska Prawda opublikował zdjęcia zniszczonego budynku.
W czwartek wieczorem w Kijowie zagrzmiały dwa głośne wybuchy, a Kliczko poinformował, że dwie rakiety trafiły w dzielnicę szewczenkowską w centrum stolicy.
Pułk Azow: około 100 obrońców Azowstalu w Mariupolu ucierpiało w wyniku rosyjskiego ostrzału, co najmniej jedna osoba nie żyje
W wyniku ostatnich rosyjskich ostrzałów zakładów metalurgicznych Azowstal w Mariupolu zginął co najmniej jeden ukraiński żołnierz, a około 100 wojskowych, którzy już wcześniej byli ranni, odniosło kolejne obrażenia - przekazały w nocy z czwartku na piątek źródła w pułku Azow, cytowane przez gazetę internetową Ukrainska Prawda.
"Ostrzeliwano szpital polowy na terenie fabryki Azowstal. Uszkodzono salę operacyjną, ponad 500 lekarzy i pacjentów zostało tam uwięzionych (bez możliwości wyjścia - PAP). (...) Ranni, znajdujący się w częściowo zniszczonym schronie, nie mogli ugasić pożaru, który wybuchł w wyniku rosyjskiego ataku. Pod gruzami zginął co najmniej jeden ranny żołnierz" - relacjonował wojskowy z pułku Azow, formacji walczącej w kombinacie Azowstal.
"Nie wiemy, jak w takich warunkach mamy dalej chronić obrońców naszego kraju. Wzywamy cały świat do reakcji na te rażące naruszenia konwencji genewskich. Pomóżcie nam uratować tych, którzy ratują Ukrainę" - zaapelował żołnierz.
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin rosyjskie wojska wielokrotnie atakowały zakłady Azowstal w Mariupolu - ostatni bastion ukraińskiej obrony miasta. Według informacji pułku Azow na fabrykę zrzucono około 50 bomb lotniczych i pociski fosorowe, a także ostrzeliwano obiekt ogniem artyleryjskim, w tym z artylerii okrętowej na Morzu Czarnym.
W rozległych podziemnych korytarzach i schronach na terenie fabryki Azowstal prawdopodobnie wciąż ukrywa się około 1000 mieszkańców Mariupola. W zakładach bronią się pułk Gwardii Narodowej Azow i 36. Samodzielna Brygada Piechoty Morskiej. Podejmowane w ciągu ostatnich dni przez stronę ukraińską próby ewakuacji cywilów z Azowstalu nie przyniosły rezultatu.
Oblężenie miasta przez rosyjskie wojska trwa od początku marca. W Mariupolu mają miejsce ciągłe ostrzały i bombardowania. Sytuacja mieszkańców jest katastrofalna; według ostrożnych szacunków mogło tam już zginąć ponad 20 tys. osób.
Zełenski: Broń dla Ukrainy to zbawienie całej Europy
Dostarczenie naszemu krajowi niezbędnej broni teraz, gdy jej potrzebuje, jest zbawieniem nie tylko dla Ukraińców, ale dla całej Europy, powiedział w czwartek podczas wieczornego wystąpienia wideo prezydent Ukrainy, poinformował Ukrinform.
Prezydent podkreślił, że władze robią wszystko, aby pomóc armii i zapewnić wojsku niezbędną broń.
„Za każdym razem, gdy kontaktuję się z moimi partnerami, podkreślam, że broń dla Ukrainy w tej chwili, ta o którą prosimy i właśnie teraz, gdy jej potrzebujemy, jest zbawieniem nie tylko dla naszego narodu. To zbawienie dla was wszystkich - dla całej Europy. Jestem wdzięczny tym partnerom, którzy to rozumieją i pomagają przekonać innych” – powiedział prezydent.
Zaznaczył, że w czwartek armia rosyjska kontynuowała ofensywę na wschodniej Ukrainie, a najeźdźcy próbowali posuwać się naprzód w południowych regionach.
„Siły zbrojne Ukrainy powstrzymują najeźdźców. I jestem wdzięczny każdemu z naszych obrońców,którzy utrzymują pozycje” – podkreślił Zełenski.
Zełenski wyraził nadzieję, że Kongres USA szybko zatwierdzi nowy pakiet odpowiedzi na rosyjską agresję, który przewiduje przeznaczenie 33 mld dolarów z inicjatywy Joe Bidena na wsparcie Ukrainy.
Guterres: jestem zszokowany, że Kreml niszczy Kijów, miasto święte również dla Rosjan
Przebywający w czwartek z wizytą w Kijowie sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres stwierdził w wieczornej rozmowie z portugalską telewizją RTP, że jest zszokowany, że Kreml dokonuje ataków rakietowych w mieście, które jest “święte” nie tylko dla Ukraińców, ale również Rosjan.
Guterres powiedział, że “szok” wywołany przez atak rakietowy, który miał miejsce zaledwie 2 km od hotelu, w którym przebywał, wynika z działania Rosji niszczącej “tak piękne miasto, jakim jest Kijów”, a nie z faktu, że przebywał w nim wówczas sekretarz generalny ONZ.
“To miasto musi zostać oszczędzone z powodu swojego znaczenia historycznego i dziedzictwa kulturalnego”, dodał.
Szef ONZ wyjaśnił, że zarzuty wobec niego o późne przybycie do Kijowa nie mają podstaw, gdyż czekał on na “właściwy moment, który mógłby okazać się przełomem dla negocjacji”.
Dodał, że obecnie trwają intensywne negocjacje w sprawie utworzenia korytarza humanitarnego dla ukraińskiej ludności cywilnej chroniącej się w “katakumbach” zakładu Azowstal w Mariupolu przed rosyjskim wojskiem.
“Te rozmowy to ekstremalnie trudne zadanie. Mam nadzieję, że tym razem uda nam się przeprowadzić tę operację”, stwierdził Guterres.
Podkreślił, że konieczne są działania, które “jak najszybciej zakończą wojnę na Ukrainie”. Zaznaczył, że wierzy, iż konflikt w tym kraju nie przerodzi się w trzecią wojnę światową.
“Teoretycznie istnieje taka możliwość, ale wierzę, że w praktyce do tego nie dojdzie”, podsumował Antonio Guterres.
MSZ: Rosja kontynuuje dzieło stalinowców i nazistów
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy zdecydowanie potępia zbrodnicze działania Rosji związane z tzw. „wywłaszczeniem” upraw czyli kradzieżą zboża w obwodzie chersońskim, informuje w piątek Ukrinform.
Komisarz Rady Najwyższej ds. praw człowieka Ludmiła Denisowa kilkakrotnie informowała, że rosyjscy najeźdźcy wywożą zboże i żywność z tymczasowo okupowanych terytoriów.
Strona internetowa Zgromadzenia Ustawodawczego Terytorium Krasnojarskiego Federacji Rosyjskiej opublikowała tekst o planach „wywłaszczenia nadwyżek zbiorów rolnych z regionu Chersonia”.
W związku z tym Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy oświadczyło, że decyzja Zgromadzenia Ustawodawczego Ziemi Krasnojarskiej jest niczym innym jak bezpośrednią kontynuacją zbrodniczej polityki rządu sowieckiego odpowiedzialnego za Hołodomor w latach 1932-1933 i masowy sztuczny głód w latach 1921-1923 i 1946-1947.
„Kradnąc zboże, co najeźdźcy nazywają „wywłaszczeniem”, Rosja idzie drogą stalinowców i nazistów” – stwierdzili ukraińscy dyplomaci.
MSZ podkreśliło, że grabież zboża z regionu Chersonia, blokowanie transportu zbóż w ukraińskich portach i na szlaków żeglugowych zagraża światowemu bezpieczeństwu żywnościowemu. Dyplomaci przypomnieli, że Ukraina dostarcza żywność prawie 400 milionom ludzi na całym świecie, ukraińskie zboże jest tradycyjnie eksportowane do Europy, Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Azji.
„Swoimi nielegalnymi działaniami Rosja w rzeczywistości okrada nie tylko Ukrainę, ale także konsumentów za granicą. Organizacja Narodów Zjednoczonych szacuje, że około 1,7 miliarda ludzi może stanąć w obliczu ubóstwa i głodu z powodu przerw w dostawach żywności w wyniku wojny na pełną skalę toczonej przez Rosję przeciwko Ukrainie. Ponadto Rosja nadal celowo blokuje prace siewne na Ukrainie, niszcząc maszyny rolnicze i przeprowadzając uderzenia rakietowe w całym naszym kraju” – czytamy w oświadczeniu.
MSZ podkreśliło, że kradzież ukraińskiego zboża jest kolejnym dowodem destrukcyjnych działań Rosji, które naruszają podstawowe zasady Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) - zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego i przezwyciężenie głodu.
„Taka polityka państwa-agresora stawia pod znakiem zapytania celowość jego członkostwa w FAO i innych organizacjach międzynarodowych” – powiedział minister.
W związku z tym Ukraina domaga się od Rosji zaprzestania kradzieży zboża, odblokowania ukraińskich portów, przywrócenia swobody żeglugi i zezwolenia na przepływ statków handlowych, a także wzywa społeczność międzynarodową do zaostrzenia sankcji gospodarczych w celu powstrzymania rosyjskiej agresji zbrojnej na Ukrainę, zapobieżenia humanitarnej katastrofie i pogorszeniu sytuacji w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego na świecie.
Ukrinform: Armia zniszczyła 15 nieprzyjacielskich celów powietrznych
Dowództwo Sił Powietrznych Ukrainy poinformowało w czwartek na Facebooku, że podczas dnia trafiono łącznie 15 celów powietrznych nieprzyjaciela: samolot, pięć pocisków manewrujących i dziewięć dronów, przekazał Ukrinform.
„28 kwietnia wróg zwiększył swoje siły i środki zarówno na ziemi, jak i w powietrzu. W ciągu dnia zestrzelono pięć pocisków Calibre i X. Zwiększyła się obecność na ukraińskim niebie bezzałogowych statków powietrznych, które z powodzeniem niszczy nasza obrona powietrzna. Trafiono 9 dronów: 7 - typu "Orlan-10" i 2 - typu niezidentyfikowanego. W regionie Charkowa jednostka rakiet przeciwlotniczych Sił Powietrznych zestrzeliła kolejny myśliwiec-bombowiec Su-34 ”- czytamy w oświadczeniu.
Odnotowano również, że samoloty Sił Powietrznych nadal wykonują zadania specjalne: transport, osłona myśliwska grup szturmowych, samoloty szturmowe i bombowce zadają ciosy pozycjom sił okupacyjnych.
Jak podał Ukrinform, od początku inwazji rosyjskie straty bojowe na Ukrainie wynoszą około 22 800 najeźdźców. Ponadto przeciwnik stracił: 970 czołgów, 2389 bojowych wozów opancerzonych , 431 systemów artyleryjskich, 187 samolotów.
Reznikow: To zamach na Guterresa i światowe bezpieczeństwo
Uderzenia rakietowe wojsk rosyjskich na Kijów podczas wizyty sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa są zamachem na niego i światowe bezpieczeństwo napisał na Twitterze minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow , informuje Ukrinform.
„Podczas gdy sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres przebywa z wizytą w Kijowie, stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, Rosja, przeprowadza ataki rakietowe na miasto. To atak na bezpieczeństwo Sekretarza Generalnego i bezpieczeństwo światowe!” - napisał Reznikow.
Jak podał Ukrinform, w czwartek wojska rosyjskie ponownie zaatakowały pociskami stolicę Ukrainy - w dzielnicy szewczenkowskiej zanotowano dwa trafienia. Trzy osoby są ranne poinformował na Telegramie mer Kijowa Witalij Kliczo.
Sekretarz generalny ONZ przybył na Ukrainę w środę po wizycie w Moskwie, gdzie spotkał się z Władimirem Putinem.
Mieszkanka Czernihowa: w moim bloku zginęło kilkadziesiąt osób, ja w ostatniej chwili zdążyłam uciec przed bombą
Gdy zobaczyłam z okna samolot, odruchowo wybiegłam z mieszkania do schronu. Gdy przekraczałam jego próg, na osiedle spadło sześć bomb: to był niesamowity huk, odór i lecące wszędzie szkło – wspomina w rozmowie z PAP 35-letnia Natalia, która nadal – trzy tygodnie po wyzwoleniu Czernihowa na północy Ukrainy – mieszka w pobliskim schronie.
"W czasie ataku przed apteką stała dość długa kolejka osób, które nie zdążyły uciec. Gdy tam dobiegłam, widziałam tylko szarą ścianę gęstego pyłu i porozrzucane po okolicy ludzkie kończyny. Nigdy nie zapomnę widoku kobiety, której ciało zostało rozerwane na dwie części" - opowiada kobieta.
W mieszkaniu Natalii, z którego okien widać oddalony o kilkadziesiąt metrów lej po rosyjskiej bombie, wybite okna zastąpiono obrusami, przy łóżku leżą torby z dostarczaną mieszkańcom pomocą humanitarną, a w drzwiach do salonu zostały jedynie resztki wybitego siłą eksplozji szkła. „Zdążyłam już tu posprzątać i doprowadzić mieszkanie do jakiego takiego ładu” – mówi, próbując zamknąć drzwi wejściowe, których futrynę wyrwała ze ściany potężna fala uderzeniowa.
„Do teraz boję się, gdy słyszę alarm przeciwlotniczy. Wpadam wtedy w panikę. Przez kilkanaście dni po ataku w ogóle nie wychodziłam ze schronu; mieszkam w nim zresztą do teraz. Niechętnie chodzę do sklepu, bo nie wiem, czy zaraz nie rozpoczną kolejnego ataku” – przyznaje kobieta.
Wspominając okres rosyjskiego oblężenia Czernihowa, mówi: „Całymi dniami i nocami słychać było ostrzał, nie mogliśmy spać ani jeść”. „Nigdy nie myślałam, że może nam się przytrafić coś podobnego” – wyznaje, pokazując zaaranżowaną na schron piwnicę, w której od niemal dwóch miesięcy spędza każdą noc.
Przy jego ścianach ustawiono w szeregu przykryte kołdrami i kocami materace. Na środku piwnicy – w której w trakcie oblężenia schroniło się 160 osób - znajduje się stół z radiem, całymi dniami nadającym wiadomości z ukraińskich frontów. „Nie mieliśmy żadnego problemu z jedzeniem czy wodą, wolontariusze dostarczali nam je regularnie” – mówi Natalia, wskazując na kuchnię polową i zabrane z mieszkań sztućce.
„Nigdy nie myślałam o Rosjanach źle, ale teraz… jak mogę czuć sympatię do kogoś, kto zrzucił na moje życie bombę?” – pyta mieszkanka Czernihowa. „Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam, dlaczego musimy tak cierpieć” – dodaje.
Doradca prezydenta: Ukraina poniosła poważne straty, ale nie tak duże, jak Rosja
Ukraina poniosła poważne straty, ale nie tak duże, jak Rosja – powiedział w piątek w wystąpieniu wideo zamieszczonym w Internecie doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Ołeksij Arestowycz- informuje Ukrinform.
Ukraina poniosła poważne straty w wojnie z Rosją, ale siły moskiewskie straciły znacznie więcej żołnierzy, powiedział doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w nagraniu wideo zamieszczonym w Internecie.
Ołeksij Arestowycz powiedział, że sytuacja wojskowa jest trudna, ale dająca się kontrolować.
MAEA bada czy rosyjski pocisk przeleciał nad elektrownią jądrową
Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) poinformowała w czwartek, że bada ukraiński raport o pocisku , który przeleciał bezpośrednio nad elektrownią jądrową, dodając, że byłoby to „niezwykle poważne”, gdyby było prawdziwe.
Dyrektor generalny MAEA Rafael Grossi powiedział, że Kijów oficjalnie poinformował go w czwartek, że 16 kwietnia pocisk przeleciał nad elektrownią na południu Ukrainy. Elektrownia znajduje się w pobliżu miasta Jużnoukrajinśk, około 350 km na południe od Kijowa.
„Gdyby taki pocisk zabłądził, mógłby mieć poważny wpływ na fizyczną integralność elektrowni, potencjalnie prowadząc do wypadku jądrowego” – powiedział w oświadczeniu.
Grossi nie powiedział, kto wystrzelił rakietę, ale Kijów wcześniej oskarżył Moskwę o kierowanie rakiet bezpośrednio nad elektrownie jądrowe.
Rzecznik ONZ: po ostrzale Kijowa sekretarz generalny jest "bezpieczny, ale w szoku"
Przebywający w Kijowie sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres jest "bezpieczny", ale "w szoku" po tym, jak w czwartek wieczorem stolica Ukrainy została zaatakowana przez Rosjan rakietami - poinformował rzecznik ONZ Saviano Abreu.
"Jesteśmy bezpieczni" - napisał Abreu w mediach społecznościowych. Dodał, że "to strefa wojny, ale szokujące jest to, że (atak rakietowy) wydarzył się blisko miejsca, w którym byliśmy".
W czwartek wieczorem w Kijowie słychać było dwa głośne wybuchy, a mer Witalij Kliczko poinformował, że dwie rakiety trafiły w dzielnicę szewczenkowską w centrum stolicy.
"W wyniku rosyjskiego ataku i trafienia rakiety w dom mieszkalny rannych jest już sześć osób" – poinformował doradca szefa MSW Ukrainy Anton Heraszczenko.
Wcześniej w czwartek Guterres po spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim ocenił, że agresja rosyjska to "naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych"; jak dodał, jedną z wartości ONZ jest poszanowanie dla integralności terytorialnej. Ocenił, że "Rada Bezpieczeństwa ONZ nie zdołała zrobić wszystkiego, co w jej siłach", by rozwiązać konflikt.
"Mariupol to kryzys w kryzysie" - skomentował szef ONZ i zapewnił, że jego organizacja robi "wszystko, co możliwe", aby ewakuować cywilów tkwiących w "apokalipsie" Mariupola.
"Tysiące cywilów potrzebuje tam pomocy. Wielu jest w podeszłym wieku, potrzebuje opieki medycznej lub ma ograniczoną sprawność ruchową" – mówił Guterres.
Zełenski po czwartkowych atakach rakietowych: Rosja chce poniżyć ONZ
Czwartkowe ataki rakietowe m.in. na Kijów wiele mówią o stosunku Rosji do międzynarodowych instytucji, Moskwa próbuje poniżyć ONZ - ocenił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Miasto ostrzelano podczas wizyty sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa.
Zełenski powiedział, że jednym z tematów jego czwartkowego spotkania z Guterresem był ratunek dla ludzi z Mariupola. "Uważam, że z pomocą ONZ możliwe jest zorganizowanie misji ewakuacyjnej. Ukraina jest gotowa do tych kroków, ale również rosyjska strona musi odnieść się do tej kwestii bez cynizmu i naprawdę wykonywać to, co mówi" - podkreślił.
"W Moskwie mówiono, że rzekomo wstrzymali ogień w Mariupolu. Ale bombardowanie pozycji obrońców miasta jest kontynuowane" - dodał. "To zbrodnia wojenna, której rosyjscy wojskowi dopuszczają się dosłownie na oczach całego świata" - powiedział prezydent.
Jak zauważył, "rosyjskie uderzenia w Mariupol nie cichły nawet wtedy, kiedy sekretarz generalny ONZ był na rozmowach w Moskwie (we wtorek - PAP)".
"I dziś od razu po zakończeniu naszych rozmów w Kijowie w miasto poleciały rosyjskie rakiety. Pięć rakiet. To wiele mówi o prawdziwym stosunku Rosji do globalnych instytucji, o próbie rosyjskich władz poniżenia ONZ i wszystkiego, co ta organizacja uosabia" - ocenił.
Jak zaznaczył, czwartkowe ataki rakietowe świadczą o tym, że należy zachować czujność i nie można myśleć, że wojna już się kończy. Poinformował, że w czwartek rosyjskie siły podjęły próby ofensywy w Donbasie i na południu kraju.
Zełenski podziękował też prezydentowi USA Joe Bidenowi i amerykańskiemu narodowi za propozycję nowego pakietu wsparcia dla Ukrainy w wysokości 33 mld USD. Wyraził nadzieję na szybkie poparcie go przez amerykański Kongres.
Władze: w czwartek Rosjanie ostrzeliwali obwód charkowski prawie bez przerwy
Czwartek to kolejny dzień prawie nieustannych rosyjskich ostrzałów obwodu charkowskiego - poinformował szef władz tego regionu na wschodzie Ukrainy Ołeh Syniehubow. Pięciu cywilów zginęło, a 11 zostało rannych.
Rosjanie kontynuowali ostrzał artyleryjski Charkowa; dwóch mieszkańców zginęło, a czterech zostało rannych. Ostrzeliwano też miejscowości rejonu charkowskiego - tam zginęły trzy osoby, a siedem zostało rannych.
Jak zaznaczył Syniehubow, w czwartek siły rosyjskie podjęły kolejną próbę ofensywy od Iziumu w stronę miejscowości Brażkiwka, Dowheńke i Wełyka Komyszuwacha (na zachód i południe), ale - jak dodał gubernator - doznały dużych strat i były zmuszone się wycofać.
Sztab: odbiliśmy w czwartek dziewięć ataków w Donbasie
W czwartek siły ukraińskie odparły z sukcesem dziewięć wrogich ataków i zniszczyły 21 jednostek rosyjskiego sprzętu w Donbasie - poinformował sztab Operacji Połączonych Sił Ukrainy.
Jak poinformowano w komunikacie, ukraińskie siły zniszczyły sześć rosyjskich czołgów, jeden system artyleryjski, 12 jednostek sprzętu opancerzonego, jeden samochód i jeden zestaw przeciwlotniczy. Siły obrony przeciwlotniczej w Donbasie strąciły jeden samolot, jednej pocisk manewrujący i pięć bezzałogowców.
Zełenski: referendum o "przyłączeniu" tzw. republik do Rosji utrudni negocjacje
Możliwe przeprowadzenie referendum o "przyłączeniu" do Rosji samozwańczych Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej dodatkowo utrudni negocjacje - ocenił w czwartek ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski.
"Takich pseudoreferendów może być dużo. Ukraina i tak nie będzie ich uznawać. Najważniejsze, że wraz z Ukrainą nie będzie ich uznawać również cały cywilizowany świat" - powiedział Zełenski.
Prezydent, cytowany przez agencję Interfax-Ukraina, ocenił, że takie referendum "niczego nie da oprócz kolejnego utrudnienia jakichkolwiek negocjacji".
"Jeśli chcemy wszystko to utrudniać już całej Europie i światu, możemy kontynuować zabawę w te referenda, które żadnego wyniku nie dadzą - ani bieżącego, ani historycznego" - ocenił szef ukraińskiego państwa.
Według niezależnego rosyjskiego portalu Meduza w połowie maja odbędą się referenda w sprawie "przyłączenia" do Rosji samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej w Donbasie oraz referendum w sprawie utworzenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej.
Ołena Zełenska: Mój mąż zawsze taki był
Jest człowiekiem, który nigdy nie zawiedzie. Który będzie trwał do końca. Po prostu teraz cały świat dostrzegł to, co wcześniej być może nie było dla wszystkich jasne – mówi „Rzeczpospolitej” o mężu Wołodymyrze Zełenskim pierwsza dama Ukrainy Ołena Zełenska.
"Rz" spytała Zełenską o to, czy chciałaby przekazać coś ukraiński uchodźcom w Polsce - głównie dzieciom i kobietom.
"Żałuję, że nie mogę objąć każdej z nich. Łatwo sobie wyobrazić, jaką trudną drogę przeszły, uciekając z piwnic czy schronów w Mariupolu, spod ostrzału z Charkowa, z okupowanej Kijowszczyzny, a nawet ze Lwowa czy z Odessy, które również znalazły się pod ostrzałem rosyjskich rakiet (obecnie w Ukrainie właściwie nie ma bezpiecznego miejsca). Wyobrażam sobie, jak trudno jest zostawić dom, z którym związane są plany i wspomnienia, miasto, w którym wszystko znasz, ulicę, którą codziennie chodzisz. Jak trudno jest wytłumaczyć dzieciom, że one też muszą to wszystko zostawić, że teraz przez długi czas nie będą miały nic swojego, wszystkiego tego, do czego są przyzwyczajone i co kochają" - odpowiedziała.
Wyraziła jednocześnie radość, że Ukraińcy w Polsce są bezpieczni. "Bardzo się cieszę i jestem wdzięczna, że Polacy robią wszystko, żeby te kobiety i dzieci znowu zaczęły się uśmiechać i żeby stopniowo zaczęły się czuć jak w domu. Bardzo dobrze, że znalazły się właśnie w Polsce, która jest prawdziwie bratnim krajem, która nasz ból potraktowała jak własny" - wskazała.
Mówiła, że jest pewna, że "Ukrainki myślą tak samo, że są wam bardzo wdzięczne", a jednocześnie nie mogą się doczekać najważniejszej wiadomości – że Ukraina zwyciężyła i że mogą już wrócić do domu.
Zełenską pytano też jak po dwóch miesiącach wojny wygląda plan dnia pierwszej damy Ukrainy.
Odpowiedziała, że wojna całkowicie wszystko zmieniła, w tym też życie jej rodziny.
"Od 24 lutego widuję mojego męża tak samo jak państwo – w telewizji oraz na nagraniach wideo jego przemówień. A to dlatego, że od tego momentu zamieszkał on przy ulicy Bankowej, w swoim miejscu pracy. Dzieci są ze mną, ale oczywiście nasz rozkład dnia również uległ zasadniczym zmianom. Nie robimy żadnych planów na weekendy czy czas wolny. Na wojnie nie ma dni wolnych od pracy i czasu wolnego. Często nie wiesz nawet, jaki jest dzień tygodnia. Jest tylko to, co dzisiaj, to, co trzeba zrobić. Dzieci na przykład muszą się uczyć, oczywiście zdalnie" - mówiła.
Podkreśliła, że nadal pracuje ze swoim biurem, a dzięki zorganizowanemu z jej inicjatywy szczytowi pierwszych dam i dżentelmenów świata grupa ta aktywnie pomaga Ukraińcom za granicą. Relacjonowała, że wspólnie z pierwszymi damami, rządami poszczególnych krajów, aktywistami i wolontariuszami organizuje ewakuację dzieci chorych i osieroconych za granicę, w bezpieczne miejsca. Zaznaczyła, że istotną rolę odgrywa tu Polska, przez którą przebiega ta "droga życia" dla ukraińskich dzieci.
Zełenską pytano, czy wojna zmieniła jej męża.
"Z jakiegoś powodu często słyszę to pytanie. Ale wojna go nie zmieniła! Musicie państwo zrozumieć, że on zawsze taki był. Był człowiekiem, na którym można polegać. Człowiekiem, który nigdy nie zawiedzie. Który będzie trwał do końca. Po prostu teraz cały świat dostrzegł to, co wcześniej być może nie było dla wszystkich jasne" - odpowiedziała pierwsza dama Ukrainy.
Podkreśliła, że nie ocenia Rosjan na podstawie ich deklaracji, tylko czynów. "I wszystkim radzę robić tak samo. A to, co rosyjskie wojska robią w Ukrainie, prowadzi wprost do wniosku, że Rosjanie dążą do całkowitego unicestwienia Ukraińców. I to jest ich prawdziwy cel. Taki wniosek nasuwa mi się, kiedy widzę zniszczenia Mariupola, z którego nie umożliwiono nawet bezpiecznej ewakuacji korytarzami humanitarnymi, kiedy widzę bombardowanie budynków mieszkalnych w Charkowie, Czernihowie, Odessie, zniszczony rosyjskim pociskiem rakietowym dworzec w Kramatorsku, gdzie zginęło ponad 50 osób, które próbowały wyjechać do spokojniejszych, mniej zagrożonych miejsc w Ukrainie… No i rzecz jasna dochodzę do tego wniosku po zbrodniach wojennych popełnionych przez Rosjan na Kijowszczyźnie, gdzie w dalszym ciągu odkrywamy masowe groby pomordowanych, rozstrzelanych mieszkańców niebiorących udziału w walkach, kobiet i dzieci" - powiedziała.
"Tak, jestem przekonana, że Rosjanie chcą nas zniszczyć. Chcą dokonać ludobójstwa. I nie ma najmniejszego znaczenia, co mówią, bo ich słowa rozmijają się z czynami" - dodała.
Pytana o przesłanie do matek, żon i sióstr rosyjskich żołnierzy Zełenska powiedziała, że nie ma im już nic do powiedzenia, bo jej zdaniem nic do nich nie dociera.























































