REKLAMA

Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 28.04.2022 r.

autorzyKatarzyna Waś-SmarczewskaDaria OniskAgata WojciechowskaJacek MisztalMichał Litorowicz2022-04-29 07:20
publikacja
2022-04-29 07:20
Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 28.04.2022 r.
Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 28.04.2022 r.
fot. Sergei Bobylev / / TASS

Środa była sześćdziesiątym trzecim dniem inwazji Rosji na Ukrainę. Czy Rosja będzie chciała wciągnąć do wojny Mołdawię? Ukraińcy masowo uciekają z Chresonia, gdzie okupanci chcą przeprowadzić referendum. Zdaniem ekspertów wojna może potrwać do końca roku. Wojska rosyjskie nasilają ofensywę w Ukrainie, praktycznie na wszystkich kierunkach agresor prowadzi intensywny ostrzał - poinformował w środę rzecznik ministerstwa obrony Ukrainy Ołeksandr Motuzjanyk.

» Relację z wtorku zapisaliśmy tutaj.

Minister obrony Ukrainy: Przed nami kilka bardzo trudnych tygodni

Minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow zaapelował w środę do Ukraińców, by przygotowali się na kilka bardzo trudnych tygodni działań bojowych związanych z przygotowywaniem przez siły rosyjskie wielkiej ofensywy w Donbasie.

"Przed nami kilka bardzo trudnych tygodni. Praktyczna realizacja uzgodnień, nauka i logistyka wymagają czasu. A Rosja już teraz zgromadziła siły w celu natarcia na szeroką skalę na wschodzie Ukrainy" - napisał Reznikow na Facebooku.

Pomoc dla Ukrainy będzie wzrastać, ale zanim nadejdzie zwycięstwo, zginą kolejni obrońcy kraju - musimy to wytrzymać - przekazał minister.

Reznikow zaznaczył, że ministrowie obrony krajów partnerskich Ukrainy na spotkaniu w wojskowej bazie USA w Ramstein wyrazili pełne poparcie dla zwiększenia ilości i jakości pomocy wojskowej dla Ukrainy. W jego ocenie gotowość dostarczenia przez partnerów większej ilości nowoczesnej broni odpowiadającej standardom NATO świadczy o tym, ze Zachód jest przekonany o zwycięstwie Ukrainy.

Jak podkreślił, partnerzy już zaczęli dostarczać broń kalibru 155 mm, który jest podstawowym kalibrem artylerii sił zbrojnych krajów NATO, co w przyszłości zapewni pełną kompatybilność między armią ukraińską i armiami krajów Sojuszu.

Zełenski: Rosja zaczęła nową serię szantażu energetycznego

Rosja zaczęła nową serię szantażu energetycznego; decyzja o przerwaniu dostaw gazu do Polski i Bułgarii pokazuje, że nikt w Europie nie może mieć nadziei na utrzymanie normalnej gospodarczej współpracy z Moskwą - powiedział w środę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

"W tym tygodniu władze Rosji zaczęły nową serię energetycznego szantażu Europejczyków. Decyzja o przerwaniu dostaw gazu do Polski i Bułgarii to kolejny argument na korzyść tego, że nikt w Europie nie może mieć nadziei na utrzymanie jakiejkolwiek normalnej gospodarczej współpracy z Rosją" - podkreślił szef państwa.

Jak dodał, "Rosja rozpatruje jako broń nie tylko gaz, ale jakikolwiek handel". "Im szybciej wszyscy w Europie przyznają, że w handlu nie można zależeć od Rosji, tym szybciej może być zagwarantowana stabilność europejskim rynkom" - dodał Zełenski.

Zaznaczył też, że "przygotowywana jest ważna decyzja Unii Europejskiej": Komisja Europejska zgodziła się znieść na rok wszystkie cła i kwoty na ukraiński eksport oraz wstrzymać obowiązywanie taryf antydumpingowych.

Zełenski poinformował, że w środę omówił szczegóły dotyczące tej propozycji z szefową KE Ursulą von der Leyen. "Jestem wdzięczny jej osobiście i wszystkim naszym europejskim przyjaciołom za ten krok" - dodał.

"Właśnie teraz da to nam możliwość utrzymania w maksymalnym stopniu aktywności gospodarczej na Ukrainie, naszej narodowej produkcji" - zauważył prezydent. 

Mer Mariupola: nasze ulice do niedawna rozbrzmiewały śmiechem dzieci, teraz spływają krwią

Nasze ulice do niedawna rozbrzmiewały śmiechem dzieci, teraz spływają krwią. Domy są dzisiaj cmentarzyskiem. Zamiast życia mamy śmierć - powiedział w środę mer Mariupola Wadym Bojczenko podczas zdalnego wystąpienia przed unijnym Komitetem Regionów.

Przemawiając do zebranych w Brukseli samorządowców z 27 państw Unii Europejskiej Bojczenko zaznaczył, że zwraca się do nich jako mer ukraińskiego miasta, które niezwykle cierpi wskutek rosyjskiego oblężenia.

"Nasze ulice do niedawna rozbrzmiewały śmiechem dzieci, niestety teraz spływają krwią. Domy, które dwa miesiące temu wypełniało ciepło rodzinne, dzisiaj są cmentarzyskiem dla tysięcy obywateli Mariupola. Zamiast światła w naszych oknach mamy ciemność. Zamiast ciepła mamy zimno i ciszę. Zamiast życia mamy śmierć" - mówił samorządowiec.

Zwracał uwagę, że rosyjscy okupanci zrujnowali ponad 90 infrastruktury miasta: szkoły, przedszkola, szpitale, parki a nawet kościoły. Relacjonował, że wszystko zamieniło się w obiekt wojskowy, który okupant bierze na celownik, a każdy mieszkaniec Mariupola stał się wrogiem, jak mała dziewczynka, która zmarła z powodu odwodnienia.

Bojczenko zauważył, że ponad 20 tys. cywilnych mieszkańców miasta zostało ofiarami w tej wojnie, a to dwa razy więcej niż podczas dwuletniej okupacji Mariupola przez Niemców w trakcie II wojny światowej.

"Pomyślcie o tym, 20 tys. ludzkich istnień, które zostały odebrane przez rosyjskich okupantów, 20 tys. historii, które nigdy nie zostaną dokończone. Dziecko, które nigdy nie pójdzie do szkoły, młody chłopak, który nie zdążył wyznać miłości, matka, która nigdy nie zaśpiewa piosenki swojemu dziecku" - wskazywał mer Mariupola.

"Śmierć, ból i cierpienie. To przynoszą Rosjanie do naszych domów, w taki sposób rozgrywa się obecnie wojna w Mariupolu" - dodał Bojczenko.

Jak przekonywał, wojna na Ukrainie nie jest czymś odległym czy surrealistycznym; to wojna, która toczy się w sercu Europy.

"To blisko każdego z was i musicie to zrozumieć, Ukraina przyjęła pierwszy cios, nasz kraj stał się tarczą dla milionów Europejczyków, nasze rodziny stały się tarczą dla europejskich rodzin. Wojna Rosji przeciwko Ukrainie jest wojną ideologii i wartości. To walka życia ze śmiercią. To wojna przeciwko faszyzmowi XXI wieku. To wojna o demokratyczną przyszłość wielu kolejnych pokoleń" - podkreślił Bojczenko.

Według samorządowca, ważne jest, żeby zrozumieć, że efektem wsparcia europejskich krajów jest ocalenie tysięcy istnień, nie tylko w Mariupolu, ale w całej Ukrainie. "Jestem wdzięczny wszystkim, którzy nas dziś wspierają" zaznaczył.

Mer zastrzegł jednoczenie, że zwycięstwo Ukrainy, które jego zdaniem zostanie osiągnięte, nie będzie końcem historii oporu. Następnym etapem będzie bowiem odbudowa zrujnowanych ukraińskich miast, które rosyjskie pociski przemieniły w gruzy.

"Życie wygra ze śmiercią, Ukraina zwycięży i zaczniemy ogromny proces odbudowy. Jestem pewien, że zarówno teraz jak i po naszym zwycięstwie kluczowe będzie dla nas wsparcie europejskich krajów" - podkreślił Bojczenko.

Prokuratura: złoto skonfiskowane u byłego ministra będzie przeznaczone na siły zbrojne

Ponad 48 kg złota, skonfiskowanego u ministra z czasów prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, będzie przekazane na rzecz sił zbrojnych - poinformowało w środę Biuro Prokuratora Generalnego Ukrainy.

Jak podano, wartość skonfiskowanego złota w ekwiwalencie pieniężnym wynosi ponad 90 mln hrywien (ok. 13,2 mln złotych).

"Majątek był skonfiskowany w ramach postępowania karnego, należał do jednego z byłych wysokiej rangi urzędników z otoczenia eksprezydenta-uciekiniera (...) (Janukowycza)" - dodano.

Nazwiska tego urzędnika nie ujawniono. 

Władze: Rosjanie wywieźli z Mariupola dzieła malarzy, w tym Ajwazowskiego

Dzieła wybitnych malarzy, takich jak najbardziej znany rosyjski marynista Iwan Ajwazowski, zostały wywiezione przez żołnierzy rosyjskich z Muzeum Sztuk Pięknych w Mariupolu na południowym wschodzie Ukrainy - poinformował w środę doradca mera miasta Petro Andriuszczenko, cytowany przez BBC.

Powiedział on, że obrazy i ikony z Muzeum Sztuk Pięknych oraz Muzeum Krajoznawczego w Mariupolu przekazała Rosjanom jedna z urzędniczek, która "znała tajne miejsce przechowywania dzieł i osobiście przekazała wszystkie z rąk do rąk".

Wśród wywiezionych obrazów jest "Świt nad wybrzeżem Kaukazu" Ajwazowskiego oraz szkic do obrazu "Czerwony zachód", którego autorem jest wybitny mariupolski pejzażysta greckiego pochodzenia Archip Kuindży. 

Politolog o sytuacji w Naddniestrzu: tamtejsze wojsko nie będzie ryzykować życia walcząc na Ukrainie

Profesor Radu Carp z wydziału nauk politycznych Uniwersytetu Bukareszteńskiego uważa, że rosyjskie wojska z Naddniestrza, separatystycznego regionu Mołdawii, nie będą ryzykowały życia i nie podejmą walki na terytorium Ukrainy.

W rozmowie z PAP rumuński politolog odnotował, że od początku wojny mówiło się o możliwości podjęcia przez Rosję próby utworzenia korytarza pomiędzy Donbasem, Krymem i Naddniestrzem. W tym ostatnim stacjonuje ponad 1,5 tys. rosyjskich żołnierzy.

Prof. Carp wskazał, że plan ataku w kierunku tego separatystycznego regionu pojawił się teraz m.in. dlatego, że wojska rosyjskie "rozpaczliwie" potrzebują sukcesu przed 9 maja, czyli hucznie obchodzonego w Rosji święta zakończenia II wojny światowej.

"Po zbyt powolnych sukcesach na terenie Donbasu, gdzie nastąpiła stagnacja, w Moskwie pojawił się nowy plan: przekonać przywódców Naddniestrza do zaangażowania się w wojnę i zaatakowania Odessy od północnego zachodu", powiedział politolog, wskazując, że siły ukraińskie bardziej niż na obronie tego miasta skupiają się obecnie na walce w Donbasie.

Ekspert zauważył, że sytuacja ta jest podobna do tego, co stało się w ostatnim czasie na Białorusi, gdzie "choć Władimir Putin nie miał wątpliwości, że Aleksandr Łukaszenka wyśle białoruskie wojska na Ukrainę, ale zlekceważył fakt, że białoruscy żołnierze nie będą chcieli umierać na Ukrainie".

"Również wojska Naddniestrza nie chcą umierać za Ukrainę, dlatego aby je przekonać FSB rozpoczęła prowokacje w tym regionie”, dodał, przypominając, że od poniedziałku na terenie tego separatystycznego regionu Mołdawii doszło do kilku eksplozji.

Prof. Carp zauważył, że choć Rosjanie uważają, że mogą okrążyć Odessę od zachodu i od północnego zachodu, to twierdzi, że wojska separatystycznego regionu Mołdawii angażując się w taką akcję popełniłyby poważny błąd.

"Nawet jeśli siły naddniestrzańskie dadzą się przekonać do przystąpienia do wojny, to zostaną pokonane przez obrońców Odessy, gdyż stosunek sił wynosi 1:5, na korzyść Ukraińców", odnotował wykładowca bukareszteńskiej uczelni.

Rumuński ekspert uważa z kolei za bardzo niekorzystne dla sił ukraińskich, że nie udało im się obronić przed zniszczeniem przez Rosjan we wtorek mostu w Zatoce. Wskazał, że miejsce to było strategicznym punktem przerzutu broni, a także stanowiło jedyną drogę ucieczki z Odessy do zachodniej części obwodu.

Politolog przypomniał, że ataki w rejonie Odessy nie miały miejsca wcześniej pomimo inwazji rosyjskich sił w wielu kierunkach Ukrainy.

"Wpływ na to miał m.in. brak rosyjskich sił zbrojnych w tym regionie, a także fakt, że w porcie w Odessie zaokrętowane zostały jednostki z ważnymi chińskimi płodami rolnymi zebranymi na terytorium Ukrainy", wskazał prof. Radu Carp, przypominając, że Chiny mają w tym kraju około 1 mln hektarów ziemi rolnej.

OSW: Rosjanie intensyfikują działania na południowym wschodzie Ukrainy

Wojska rosyjskie intensyfikują działania na południowym wschodzie Ukrainy. Próbują przełamać pozycje obrońców, ale w większości przypadków nie osiągają celu i poniósłszy straty wycofują się - oceniają eksperci warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich po 61 pełnych dniach inwazji Rosji na Ukrainę.

Siły rosyjskie zintensyfikowały działania na pograniczu obwodu chersońskiego z obwodami dniepropietrowskim i mikołajowskim, a także w obwodzie zaporoskim. Próby wyprowadzenia natarcia na kierunku Krzywego Rogu zostały powstrzymane, a w rejonie miejscowości Wełyka Ołeksandriwka na północy obwodu chersońskiego wojska ukraińskie miały zniszczyć skład amunicji i zlikwidować ponad 70 żołnierzy wroga. Rosjanie ostrzeliwali pozycje ukraińskie w obwodzie dniepropietrowskim, w tym na obrzeżach Krzywego Rogu, i mają nacierać w kierunku Trudolubiwki, 35 km na wschód od Zaporoża, które 26 kwietnia było celem ataku rakietowego.

W obwodach charkowskim, donieckim i ługańskim sytuacja militarna nie uległa zasadniczym zmianom. Walki, ostrzał i bombardowania pozycji obrońców trwają z różnym natężeniem na całej linii styczności wojsk. Kolejną dobę artyleria agresora ostrzeliwała przygraniczne rejony obwodu sumskiego, na północy Ukrainy. Według ukraińskiego resortu obrony na Morzu Czarnym operuje osiem rosyjskich okrętów uzbrojonych w pociski rakietowe Kalibr.

Wojska rosyjskie nie zaprzestają prób przełamania pozycji obrońców i rozwinięcia natarcia na każdym z kierunków. W większości przypadków nie osiągają tego celu i poniósłszy straty wycofują się na wcześniejsze pozycje - podkreślają Andrzej Wilk, Piotr Żochowski i Sławomir Matuszak z OSW.

Potwierdzone przez ukraińskie źródła lokalne i Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy natarcie rosyjskie w kierunku Trudolubiwki (w stronę Zaporoża) dowodzi jednak, że konsekwentne poszukiwanie słabych punktów w obronie przeciwnika przynosi agresorowi okresowe sukcesy.

Zdaniem analityków nowy kierunek natarcia świadczy o tym, że najeźdźcom najpewniej udało się przełamać obronę ukraińską w rejonie miejscowości Orichiw i Komyszuwacha (na południowy wschód od Zaporoża), ale na większości jej długości wciąż trwają walki. Eksperci uważają, że jest mało prawdopodobne, że siły rosyjskie uzyskały powodzenie, wymijając główną linię obrony i nacierając w kierunku Zaporoża od strony obwodu donieckiego, gdzie w poprzednich dniach udało im się przekroczyć granicę obwodów. Znacząco utrudniają bowiem to zadanie nikła sieć drogowa oraz pobliskie duże zgrupowanie ukraińskie w okolicach miasta Hulajpole.

Portal Mediazona, którego działalność została w Rosji zablokowana, przeprowadził analizę dostępnych w sieci materiałów na temat strat najeźdźcy. Większość zabitych pochodziła z głębi kraju, głównie z Dagestanu i Buriacji. Wśród żołnierzy biorących udział w agresji praktycznie nie ma mieszkańców Moskwy i Petersburga. W publikacji potwierdzono śmierć 1744 rosyjskich wojskowych; podkreślono przy tym, że dane są niepełne.

W sondażu przeprowadzonym przez ośrodek Info Sapiens 83 proc. ankietowanych na Ukrainie odrzuciło możliwość oficjalnego uznania republik w Donbasie, nawet gdyby miało to doprowadzić do zakończenia wojny. 82 proc. respondentów nie zgadza się na uznanie Krymu za część Rosji, a 50 proc. – na zakaz członkostwa w NATO. 84 proc. Ukraińców winą za agresję obarcza „zwykłych Rosjan”, zaś 93 proc. jest przekonanych, że kraj zdoła się obronić. 90 proc. ankietowanych uznaje wsparcie ze strony Polski za wystarczające (przeciwnego zdania jest 7 proc.). W przypadku USA wskaźnik ten wynosi 54 proc., UE – 41 proc., Niemiec – 24 proc., a NATO – 20 proc.

Specjaliści z OSW zwracają uwagę, że jest niemal pewne, że rosyjska FSB organizuje prowokacje umożliwiające oskarżenie władz Ukrainy o planowanie aktów terroru wymierzonego w Rosję. W zamyśle Kremla ma to służyć podtrzymaniu tezy o agresywnej polityce Kijowa, który rzekomo nie dąży do zakończenia konfliktu. Zwraca uwagę, że na terytorium obwodów graniczących z Ukrainą utrzymywany jest stan wysokiego zagrożenia terrorystycznego i dochodzi tam do zagadkowych incydentów związanych z niszczeniem infrastruktury krytycznej, m.in. pożaru w bazie paliwowej w Briańsku. Strona rosyjska informuje również o rzekomych ostrzałach terytorium Rosji i separatystycznego Naddniestrza w Mołdawii, w tym niszczenia obiektów cywilnych, przez siły przeciwnika.

Niewykluczone, że tworzenie atmosfery zagrożenia rzekomymi działaniami ukraińskich dywersantów ma przekonywać społeczeństwo rosyjskie o konieczności przedłużania konfliktu oraz wzmacniać przekaz skierowany do rezerwistów, aby ze względu na bezpośrednie ataki na terytorium Rosji nie zwlekali z powrotem do służby w armii - sugerują Wilk, Żochowski i Matuszak. Incydenty w Naddniestrzu (zniszczenie masztów radiowych, ostrzelanie siedziby MSW i rzekome zaatakowanie dronami wyposażonymi w amunicję NATO lotniska w Tyraspolu) można uznać za prowokacje, mające zwiększyć zaniepokojenie Mołdawii możliwością oskarżenia jej przez Kreml o wspieranie „ukraińskich terrorystów” - czytamy w analizie OSW.

Portal Meduza: w połowie maja odbędą się referenda w sprawie "przyłączenia" do Rosji samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej

W połowie maja odbędą się referenda w sprawie "przyłączenia" do Rosji samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej w Donbasie oraz referendum w sprawie utworzenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej - pisze w środę niezależny rosyjski portal Meduza, powołując się na źródła.

Według trzech źródeł bliskich administracji rosyjskiego prezydenta w połowie maja w tzw. Ługańskiej Republice Ludowej (ŁRL) i Donieckiej Republice Ludowej (DRL) powinny odbyć się referenda w sprawie "przyłączenia" do Rosji. Dwa źródła wymieniły daty 14 i 15 maja.

Tzw. republiki mogą być "przyłączone" do Rosji w granicach uznanych przez nią 21 lutego, czyli obejmując całe obwody ługański i doniecki.

W tych samych dniach w obwodzie chersońskim, częściowo okupowanym przez Rosję, może odbyć się referendum w sprawie ogłoszenia "niepodległości" i utworzenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej, na kształt DRL i ŁRL. W dalszej kolejności "republika" także może być włączona do Rosji - twierdzą rozmówcy.

Według źródeł pierwotnie referenda zaplanowano na koniec kwietnia, ale były kilka razy przenoszone w związku z niepowodzeniami rosyjskiej armii na froncie. Zaznaczono, że daty mogą znów się zmienić z tego samego powodu.

Rozmówcy Meduzy podkreślają, że pracownicy administracji Putina nie uważają, iż Rosja powinna przyłączać "depresyjne regiony", ale jest to życzenie "najwyższego kierownictwa", czyli prezydenta.

Portal zaznacza, że rosyjskie ministerstwo obrony oznajmiło, że obecnie głównym zadaniem rosyjskich wojsk jest "ustanowienie pełnej kontroli nad Donbasem i południową Ukrainą". Źródła uważają, że "pełna kontrola" przewiduje przeprowadzenie wyżej wymienionych referendów.

Resort obrony: wojska rosyjskie nasilają ofensywę

Wojska rosyjskie nasilają ofensywę w Ukrainie, praktycznie na wszystkich kierunkach agresor prowadzi intensywny ostrzał - poinformował w środę rzecznik ministerstwa obrony Ukrainy Ołeksandr Motuzjanyk.

"Przeciwnik prowadzi operację ofensywną we wschodniej strefie operacyjnej. Jego zasadniczym celem pozostaje przejęcie pełnej kontroli nad terytorium obwodów donieckiego i ługańskiego, a także zapewnienie stabilnego korytarza lądowego do okupowanego terytorium Krymu" - oświadczył Motuzjanyk na briefingu.

Według niego siły rosyjskie są najaktywniejsze na kierunku charkowskim i donieckim, gdzie szykowane są do walki dodatkowe pododdziały, ale na całym terytorium Ukrainy nie ustają ataki rakietowe i bombowe na obiekty wojskowe i cywilne.

Resort obrony spodziewa się zaostrzenie walk na kierunku krzyworoskim i mikołajowskim, gdyż siłom rosyjskim zależy na zajęciu obwodu chersońskiego na południu kraju w jego administracyjnych granicach.

Wcześniej o możliwości ofensywy na Krzywy Róg mówił mer tego miasta Ołeksandr Wiłkuł. Powiedział, że wokół Krzywego Rogu są już przygotowane głębokie okopy i wielostopniowe umocnienia.

Sekretarz generalny ONZ: im wcześniej zakończy się ta wojna, tym lepiej dla świata

Im wcześniej ta wojna się zakończy, tym lepiej - dla dobra Ukrainy, Rosji i świata - oświadczył sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres w środę po przybyciu na Ukrainę.

"Przybyłem na Ukrainę po wizycie w Moskwie. Będziemy kontynuować naszą pracę, by zwiększyć wsparcie humanitarne i zapewnić ewakuację cywilów ze stref konfliktu" - napisał na Twitterze.

"Im wcześniej ta wojna się zakończy, tym lepiej - dla dobra Ukrainy, Rosji i świata" - dodał.

Guterres w czasie wtorkowej wizyty w Moskwie spotkał się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem oraz szefem MSZ Siergiejem Ławrowem.

Blinken i Le Drian rozmawiali o zwiększeniu pomocy dla ukraińskich sił zbrojnych

Sekretarz stanu USA Antony Blinken i szef MSZ Francji Jean-Yves Le Drian omówili w środę telefonicznie konieczność zwiększenia pomocy dla ukraińskich sił zbrojnych walczących z rosyjskim agresorem - poinformował w komunikacie rzecznik Departamentu Stanu Ned Price.

Szefowie dyplomacji rozmawiali też o podjęciu kolejnych kroków, które pozwolą pociągnąć do odpowiedzialności rosyjskiego przywódcę Władimira Putina i jego reżim za agresję na Ukrainę.

Le Drian i Blinken dyskutowali również o konieczności zwiększenia poparcia dla akcesji Macedonii Północnej i Albanii do Unii Europejskiej - głosi komunikat. 

Rzeczniczka praw człowieka: Rosjanie próbują zmuszać dziennikarzy do współpracy

Rosyjscy okupanci zatrzymują dziennikarzy ukraińskich i próbują ich zmusić do współpracy - poinformowała w środę ukraińska rzeczniczka praw człowieka Ludmyła Denisowa na Telegramie.

Deniosowa napisała, że dziennikarze na terenach okupowanych otrzymują groźby, w ich domach przeprowadzane są rewizje, a ich bliscy są aresztowani.

Na przykład w miastach Melitopol, Berdiańsk, Enerhodar i Tokmak w obwodzie zaporoskim na południu kraju żołnierze rosyjscy przesłuchują i przeszukują dziennikarzy, kradną im sprzęt i zatrzymują jako jeńców - dodała.

Rzzeczniczka przekazała, że "dwóch rosyjskich żołnierzy i jeden rosyjski cywil" zatrzymało ojca redaktorki strony RIA Melitopol i przetrzymywało go przez dwa dni. Rosjanie uwolnili ojca dziennikarki w zamian za przejęcie kontroli nad serwisem.

"Organizując polowania na ukraińskich dziennikarzy, okupanci próbują ich zastraszyć i zmusić do rozpowszechniania kremlowskiej propagandy" - zaznaczyła Denisowa.

Sanitariusz pułku Azow: w obleganym przez Rosjan kombinacie Azowstal jest ponad 400 rannych

Ponad 400 rannych znajduje się w obleganym przez wojska rosyjskie kombinacie metalurgicznym Azowstal w Mariupolu nad Morzem Azowskim; ukrywają się tam także cywilni mieszkańcy miasta - poinformował w środę sanitariusz pułku Azow, cytowany przez portal Suspilne.

"Nie podam dokładnej liczby rannych w Azowstalu, ale przekracza ona 400 osób. I trzeba mieć świadomość, że ta cyfra rośnie, bo ostrzały, naloty i ataki rakietowo-bombowe nie ustają ani na chwilę" - powiedział sanitariusz, podkreślając, że ranni są także wśród cywilów.

W jego opinii co najmniej jedna trzecia rannych potrzebuje natychmiastowej pomocy, a w obecnych warunkach część tych osób na pewno umrze. Sanitariusz podkreślił, że ze względu na oblężenie Mariupola, które trwa od początku marca, żołnierzom brakuje leków, opatrunków i sprzętu medycznego.

"Jeśli chodzi sytuację z wodą pitną i żywnością, to jest ona skrajnie zła. Jedzenia, według moich obliczeń, wystarczy gdzieś na tydzień. Wody - może na cztery dni. Sytuacja cywilów jest pod tym względem także bardzo zła" - zaznaczył sanitariusz.

Kombinatu Azowstal bronią żołnierze pułku Azow i piechoty morskiej.

Wywiad wojskowy: Rosjanie przetrzymują w areszcie w Chersoniu 300 aktywistów i weteranów

Rosyjskie siły przetrzymują w areszcie w okupowanym przez nich Chersoniu, na południu Ukrainy, ponad 300 proukraińskich aktywistów i weteranów walk w Donbasie, którzy są przesłuchiwani i torturowani - poinformował w środę ukraiński wywiad wojskowy (HUR).

Na zajętych terenach kilku obwodów Rosjanie prowadzą szeroko zakrojone "działania filtracyjne" - pisze HUR w komunikacie. "Ofiarami okupantów najczęściej padają mężczyźni w wieku poborowym" - dodaje i zaznacza, że przede wszystkim to weterani walk w Donbasie, byli wojskowi i pracownicy organów ścigania, a także proukraińscy aktywiści.

Według wywiadu w chersońskim areszcie przetrzymywanych jest ponad 300 proukraińskich działaczy i weteranów, którzy - jak przekazano - są przesłuchiwani i torturowani.

W miejscowości Wełyka Łepetycha w obwodzie chersońskim utworzono tzw. obóz filtracyjny. Niedawno przybyło tam ok. 400 rosyjskich wojskowych, którzy poszukują i zatrzymują mężczyzn w wieku poborowym. Zatrzymani masowo wywożeni są w stronę anektowanego Krymu - twierdzi HUR.

"Głównym celem takich działań jest »uzupełnienie zapasów wymiany«. Ukraińskich zakładników planują wymieniać na rosyjskich wojskowych zbrodniarzy. Nawet jeśli Ukraińcy nie brali udziału w działaniach bojowych 2022 roku" - napisano.

HUR nie wyklucza organizacji przez przeciwnika propagandowych "defilad zwycięstwa" 9 maja z udziałem ukraińskich zatrzymanych. Według jego informacji mogą zostać przedstawieni jako jeńcy wojenni i przeprowadzeni ulicami okupowanych miast.

Prezydent Mołdawii: obecnie nie mamy armii zdolnej do walki

Prezydent Mołdawii Maia Sandu powiedziała w środę, że jej kraj obecnie nie posiada armii zdolnej do walki. Wypowiedź ta pojawiła się w kontekście eskalacji konfliktu w Naddniestrzu i obaw, że wojna na Ukrainie może rozszerzyć się na Mołdawię.

"Od 30 lat armia mołdawska pozostaje bez uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Jesteśmy teraz dotkliwie świadomi konsekwencji. To musi się zmienić” – oświadczyła Sandu podczas uroczystości z okazji Dnia Flagi Narodowej, cytowana przez portal Ukrainska Prawda.

Prezydent przyznała, że Mołdawia "nie ma skutecznej ochrony przed zagrożeniami, ponieważ nie rozwinęła odpowiednich zdolności wojskowych, nie stworzyła krytycznych elementów infrastruktury i nie zadbała o odporność społeczną na ewentualny konflikt".

Podkreśliła, że posiadanie dobrze wyszkolonej armii daje krajowi pewność siebie i swobodę wyboru strategicznego, a Mołdawia musi dołożyć wszelkich starań, aby stworzyć profesjonalną, nowoczesną armię.

"To inwestycja w bezpieczeństwo i obronę kraju (...). Teraz, kiedy u naszych granic trwa wojna, bardzo dobrze to rozumiemy" – powiedziała Sandu.

Od początku tygodnia w Naddniestrzu, separatystycznym regionie Mołdawii, dochodzi do incydentów, które ukraiński wywiad określa jako rosyjskie prowokacje.

W poniedziałek władze Naddniestrza podały, że ministerstwo bezpieczeństwa narodowego w stolicy regionu, Tyraspolu, zostało zaatakowane przy użyciu granatnika. We wtorek MSW tego regionu poinformowało o dwóch eksplozjach dokonanych przy wieży radiowej w miejscowości Maiac w pobliżu granicy z Ukrainą. Według tamtejszej Rady Bezpieczeństwa doszło również do ataku na jednostkę wojskową w miejscowości Parkany niedaleko Tyraspola.

Strzały odnotowano także w pobliżu miejscowości Cobasna, gdzie znajduje się wielki rosyjski skład amunicji.

Władze w Tyraspolu obwiniły Ukrainę o zorganizowanie tych ataków. Kijów odrzucił te oskarżenia i poinformował, że rosyjskie służby specjalne próbują wciągnąć Naddniestrze w wojnę przeciwko Ukrainie. Ukraińska armia ostrzegła także przed aktywizacją wojsk rosyjskich w tym regionie.

Wiceminister obrony: Rosja gotowa wykorzystać Naddniestrze jako przyczółek do ataku

Rosja jest gotowa, by wykorzystać separatystyczne Naddniestrze na terytorium Mołdawii jako przyczółek do ataku na Ukrainę albo resztę Mołdawii - uważa ukraińska wiceminister obrony Hanna Malar, cytowana w środę przez agencję Reutera.

Z kolei ukraińskie dowództwo operacyjne Południe napisało w środę w komunikacie, że "wrogie siły przygotowują prowokacje z uderzeniami rakietowymi w Naddniestrze, by oskarżyć Ukrainę o napaść na nieuznawaną republikę".

Na terenie Naddniestrza dochodzi trzeci dzień z rzędu do incydentów.

Według tzw. MSW Naddniestrza w nocy z wtorku na środę odnotowano strzały w pobliżu miejscowości Cobasna, gdzie znajduje się wielki rosyjski skład amunicji.

We wtorek poinformowano zaś o zniszczeniu dwóch przekaźników radiowych i "ataku" na jednostkę wojskową. W poniedziałek doszło do serii eksplozji nieopodal tzw. ministerstwa bezpieczeństwa w Tyraspolu.

Po tym zajściu ukraiński wywiad wojskowy oświadczył, że jest to prowokacja rosyjskich służb specjalnych, mająca na celu wciągnięcie regionu w trwającą wojnę.

W kontrolowanej oraz wspieranej politycznie i gospodarczo przez Rosję "republice" stacjonuje około 1,5 tys. rosyjskich żołnierzy.

Władze obwodu mikołajowskiego: rosyjscy żołnierze z Naddniestrza nie garną się do walki

Naddniestrze zawsze było miejscem, gdzie stacjonował rosyjski kontyngent pokojowy, a wszyscy załatwiali sobie za pieniądze wyjazd tam na emeryturę; dlatego żołnierze stamtąd nie garną się do walki - uciekną jako pierwsi i zostawią nam składy amunicji - powiedział w środę na Telegramie szef władz obwodu mikołajowskiego Witalij Kim.

"Naddniestrze jest znane z wysokiego żołdu (...). Stacjonują tam średniej klasy wojacy, tacy »gwiazdorzy« rosyjskiej armii. Myślę, że jako pierwsi złapią za walizki i uciekną, pozostawiając nam składy amunicji albo wysadzając je w powietrze. Prawdopodobnie jednak zostawią te magazyny" - ocenił Kim.

Szef obwodowych władz odniósł się również do spotkania kilkudziesięciu ministrów obrony państw NATO i krajów trzecich, w tym szefa MON Mariusza Błaszczaka, zorganizowanego we wtorek w amerykańskiej bazie wojskowej w Ramstein w Niemczech. "Około 40 państw skoordynowało swoje wysiłki na rzecz realizacji jednego konkretnego celu. Ten cel to udzielenie Ukrainie pomocy militarnej. Dziękujemy, teraz cały proces zostanie przyspieszony" - powiedział przewodniczący regionalnej administracji.

W kontrolowanej oraz wspieranej politycznie i gospodarczo przez Rosję "republice" Naddniestrza we wschodniej Mołdawii stacjonuje około 1,5 tys. rosyjskich żołnierzy.

W miejscowości Cobasna, przy granicy z Ukrainą, mieści się posowiecki arsenał z około 20-21 tys. ton amunicji, która w ponad połowie jest przeterminowana. W ocenie ekspertów warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich potencjalna eksplozja na terenie tego kontrolowanego przez rosyjską armię składu mogłaby osiągnąć siłę wybuchu 10 kiloton trotylu.

Na terenie Naddniestrza trzeci dzień z rzędu dochodzi do incydentów. W środę donoszono o rzekomych ostrzałach w pobliżu rosyjskich magazynów amunicji, we wtorek poinformowano o zniszczeniu dwóch przekaźników radiowych i "ataku" na jednostkę wojskową, a w poniedziałek doszło do serii eksplozji nieopodal ministerstwa bezpieczeństwa w Tyraspolu. Ukraiński wywiad wojskowy oświadczył, że te zajścia są prowokacją rosyjskich służb specjalnych, mającą na celu wciągnięcie regionu w trwającą wojnę.

SBU wykryła szpiega zbierającego informacje o siłach powietrznych

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) nakryła pracownika jednego z obiektów o charakterze obronnym na zbieraniu tajnych informacji o ukraińskich samolotach bojowych i infrastrukturze sił powietrznych - podała w środę agencja Interfax-Ukraina, powołując się na rzecznika SBU Artema Dechtiarenkę.

Szpiega działającego w obwodzie żytomierskim, w środkowej Ukrainie, interesowały informacje o rozlokowaniu, a także możliwościach remontu i modernizacji ukraińskiego lotnictwa wojskowego.

"Uzyskane dane (szpieg) przekazywał agresorom za pośrednictwem rodzonego brata i byłego kolegi ze studiów, którzy współpracowali z rosyjskimi służbami specjalnymi na terytorium Rosji" - oznajmił Dechtiarenko.

Dodał, że w obwodzie dniepropietrowskim, na wschodzie kraju, zatrzymano agenta, któremu rosyjskie służby poleciły wstąpić do ukraińskiej Obrony Terytorialnej w mieście Dniepr, a w Krzywym Rogu agenta, który zbierał informacje o obronie Mariupola nad Morzem Azowskim.

Oprócz tego w obwodzie mikołajowskim, na południu Ukrainy, szef jednej z hromad (gmin) przekazywał informacje o Siłach Zbrojnych Ukrainy, w obwodzie czernihowskim, na północy, zatrzymano mieszkańca, który dobrowolnie współpracował z Rosjanami w okresie okupacji, a w obwodzie chmielnickim jedna z mieszkanek przekazywała stronie rosyjskiej współrzędne wojskowych obiektów strategicznych. 

Zełenski: otrzymałem zaproszenie na szczyt G20

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował w środę na Twitterze, że otrzymał od prezydenta Indonezji Joko Widodo zaproszenie na odbywający się w tym kraju w listopadzie szczyt G20.

"Rozmawiałem z prezydentem Widodo. Podziękowałem za wsparcie dla naszej suwerenności i integralności terytorialnej, w szczególności za jasne stanowisko w ONZ. Omówiliśmy kwestie bezpieczeństwa żywnościowego. Doceniam zaproszenie mnie na szczyt G20" - napisał Zełenski na Twitterze.

Pod koniec marca ambasador Rosji w Indonezji poinformował, że w szczycie G20, który w listopadzie odbędzie się na Bali, ma zamiar wziąć udział także prezydent Rosji Władimir Putin, mimo iż wcześniej pojawiły się głosy nawołujące do wykluczenia Rosji z tej grupy.

Na początku kwietnia amerykańska minister finansów Janet Yellen oświadczyła, że USA nie wezmą udziału w szczycie G20, jeśli będzie w nim uczestniczyć Rosja.

Szef biura prezydenta: trzeba objąć sankcjami Gazprombank, żeby wykrwawić rosyjski system finansowy

Apelujemy o wprowadzenie sankcji przeciwko rosyjskiego Gazprombankowi – oświadczył w środę szef biura ukraińskiego prezydenta Andrij Jermak na Telegramie.

Jermak oświadczył, powołując się na agencję Bloomberg, że dotychczas 10 europejskich nabywców źródeł energii otworzyło specjalne rachunki w Gazprombanku. „Proponujemy naszym sojusznikom wprowadzenie ograniczeń także przeciw Gazprombankowi” – oznajmił.

Jak podkreślił, konieczne jest „wykrwawienie” rosyjskiego systemu finansowego, nie wspominając o odmowie zapłaty za rosyjskie surowce w rublach. „Dlatego konieczne jest włączenie Gazprombanku do pakietu sankcji. To istotna sprawa dla przyśpieszenia zwycięstwa nad Rosją” – dodał.

Uciekinierka z Mariupola: mojego syna wywieźli siłą do Rosji

Mój syn Jurij został ode mnie oddzielony. Potem dowiedziałam się, że został siłą wywieziony do Rosji - mówi Natalia, uciekinierka z oblężonego Mariupola, w reportażu ukraińskiego portalu "New Voice of Ukraine".

"Mój syn Jurij został ode mnie oddzielony. Mieszkał na lewym brzegu rzeki ze swoim ojcem, moim pierwszym mężem (...). Nie planowali opuszczać miasta, mieli nadzieję, że to szaleństwo wkrótce się skończy. Jurij nie schował się nawet w piwnicy, aż do momentu, gdy Rosjanie zaczęli ostrzeliwać Mariupol z morza" - wyjaśniła Natalia.

27 marca budynek, w którym mieszkali jej były mąż i syn został zniszczony. Rosyjska armia zabierała wszystkich, którzy przeżyli pożar, do okupowanego Nowoazowska w obwodzie donieckim. Wśród nich byli członkowie rodziny Natalii, której udało się ewakuować z Mariupola dwa dni później.

"Syn zadzwonił do mnie 2 kwietnia. Połączenie było tak słabe, że nie mogłam zrozumieć, co mówił" - przekazała kobieta.

Kilka dni później otrzymała od Jurija wiadomość: "mamo, zabierają nas siłą do Rosji". Po jakimś czasie syn zdołał poinformować Natalię, że jest w pociągu.

"Ostatnio udało mi się z nim skontaktować. Wraz z ojcem wysłano ich do Siemionowa, 24-tysięcznego miasta w obwodzie niżnonowogrodzkim, ponad 1500 km od Mariupola. Ten obwód znajduje się na skraju europejskiej części Rosji. Syn powiedział, że wokół siebie widzi tylko lasy i śnieg" - opowiedziała Natalia.

Jak opisała, Rosjanie zakwaterowali jej syna i byłego męża w drewnianych chatach. Trzy razy dziennie wolontariusze dostarczają im jedzenie, ale, co podkreśla Natalia, "nikt nie dał im żadnego wyboru. Zostali tam po prostu wysłani".

Kobieta poszukuje sposobów na uratowanie swojego syna i byłego męża. Dowiedziała się, że Czerwony Krzyż pomaga jedynie w odnajdywaniu rannych członków rodzin i znajomych, a wolontariusze z Ukrainy mogą udzielić pomocy tylko w poszukiwaniach osób wywiezionych na terytoria kontrolowane przez Ukrainę. Rosyjskie numery alarmowe nie działają.

"Wszystko, czego pragnę, to aby moja rodzina znów była razem, aby żyli i byli bezpieczni" - powiedziała Natalia. 

Enerhoatom: Rosjanie zmuszają pracowników okupowanej elektrowni, by wywiesili portret Putina

Rosyjskie wojska okupacyjne zmuszają personel Zaporoskiej Elektrowni Atomowej do wywieszenia portretu Władimira Putina oraz udziału w przygotowaniu obchodów 9 maja w Enerhodarze – poinformował szef Enerhoatomu Petro Kotin, cytowany przez portal Hromadske.

Wcześniej o planowanych na zajętych przez Rosję terenach obchodach 9 maja, czyli poradzieckiego Dnia Zwycięstwa informowały władze m.in. w obwodzie chersońskim.

Zaporoska Elektrownia Atomowa w Enerhodarze znajduje się pod kontrolą rosyjskich wojsk od 4 marca, kiedy to została siłą zajęta. W wyniku ostrzału przez rosyjskie wojska doszło tam wówczas do pożaru, co władze ukraińskie uznały za zagrożenie dla bezpieczeństwa jądrowego.

Kotin powiedział na antenie telewizji ukraińskiej w środę, że Enerhoatom ma kontakt z personelem siłowni i technicznie odpowiada za elektrownię i jej bezpieczeństwo. Nie jest jednak w stanie zagwarantować wypełnienia wszystkich swoich zobowiązań jako operatora obsługującego materiały radioaktywne.

„Fizyczne bezpieczeństwo obiektu zostało naruszone, ponieważ przebywają tam rosyjscy najeźdźcy, którzy de facto kontrolują sytuację personelu i ochronę materiału jądrowego” – powiedział Kotin. 

Reuters: doniesienia o strzałach w pobliżu rosyjskich składów amunicji w Naddniestrzu

Ministerstwo spraw wewnętrznych Naddniestrza, separatystycznego regionu we wschodniej Mołdawii, oświadczyło, że w nocy z wtorku na środę odnotowano strzały w pobliżu miejscowości Cobasna, gdzie znajduje się wielki rosyjski skład amunicji - poinformowała w środę agencja Reutera.

Do incydentów na terenie Naddniestrza dochodzi trzeci dzień z rzędu. We wtorek poinformowano o zniszczeniu dwóch przekaźników radiowych i "ataku" na jednostkę wojskową. W poniedziałek doszło do serii eksplozji nieopodal ministerstwa bezpieczeństwa w Tyraspolu. Po tym zajściu ukraiński wywiad wojskowy oświadczył, że jest to prowokacja rosyjskich służb specjalnych, mająca na celu wciągnięcie regionu w trwającą wojnę.

W kontrolowanej oraz wspieranej politycznie i gospodarczo przez Rosję "republice" stacjonuje około 1,5 tys. rosyjskich żołnierzy.

W miejscowości Cobasna, przy granicy z Ukrainą, mieści się posowiecki arsenał z około 20-21 tys. ton amunicji, która w ponad połowie jest przeterminowana. W ocenie ekspertów warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich potencjalna eksplozja na terenie tego kontrolowanego przez rosyjską armię składu mogłaby osiągnąć siłę wybuchu 10 kiloton trotylu.

Doradca mera Mariupola: oblężone miasto coraz bardziej przypomina getto

Oblężony przez rosyjskie wojska Mariupol coraz bardziej przypomina getto - obywatele Ukrainy nie mogą wjechać do miasta bez zaświadczenia o przejściu +filtracji+, a swoboda poruszania się po ulicach została ograniczona - przekazał w środę na Telegramie doradca mera Mariupola Petro Andriuszczenko.

"Od wtorku rosyjscy okupanci zabronili wjazdu do Mariupola nawet od strony Nowoazowska (miasta na terytorium samozwańczej, kontrolowanej przez Rosję Donieckiej Republiki Ludowej - PAP). (...) Obywatelom Rosji i +republiki donieckiej+ wydają pozwolenia na wjazd bez +filtracji+, które jest ważne przez trzy dni. W przypadku wszystkich pozostałych osób zaświadczenia o przejściu +filtracji+ obowiązują zaledwie przez tydzień" - relacjonował Andriuszczenko (https://t.me/andriyshTime/512).

Według doradcy mera najeźdźcy zapowiedzieli wprowadzenie kolejnego obowiązkowego dokumentu - przepustki umożliwiającej przebywanie na ulicach Mariupola.

"Rosjanie odnoszą się do mieszkańców miasta jak do niewolników, nie zważając na ich proukraińskie czy prorosyjskie poglądy. Niekiedy czynią wyjątki w przypadku osób w podeszłym wieku i dzieci. Wszyscy pozostali znajdują się pod ciągłą psychologiczną presją" - dodał Andriuszczenko.

Oblężenie miasta przez rosyjskie wojska trwa od początku marca. W Mariupolu mają miejsce ciągłe ostrzały i bombardowania. Sytuacja mieszkańców jest katastrofalna; według ostrożnych szacunków mogło tam już zginąć ponad 20 tys. osób.

W poniedziałek pojawiły się doniesienia o trzecim już masowym grobie, w którym spoczywają zamordowani mieszkańcy miasta. Mogiły mają znajdować się w miejscowościach Manhusz, Wynohradne i Stary Krym, położonych nieopodal Mariupola.

Prawdopodobnie około 1000 cywilów wciąż ukrywa się w rozległych podziemnych korytarzach i schronach na terenie zakładów metalurgicznych Azowstal - ostatniego punktu ukraińskiej obrony w Mariupolu, gdzie walczą pułk Gwardii Narodowej Azow i 36. Samodzielna Brygada Piechoty Morskiej. Podejmowane w ciągu ostatnich dni przez stronę ukraińską próby ewakuacji cywilów z Azowstalu nie przyniosły rezultatu.

Zdobycie Mariupola umożliwiłoby Rosji stworzenie korytarza lądowego do okupowanego Krymu, a także miałoby ogromne znacznie propagandowe. Zajęcie miasta pozwoliłoby też Kremlowi uwolnić znaczne siły do szerokiej ofensywy w pozostałej części Donbasu. 

Blinken: Waszyngton może przekazywać Ukrainie broń w ciągu 72 godzin od zgłoszenia zapotrzebowania przez Kijów

Przyspieszamy nasze działania na rzecz wsparcia Ukrainy; Waszyngton może przekazywać Kijowowi broń w ciągu 72 godzin od zgłoszenia takiego zapotrzebowania - zadeklarował we wtorek sekretarz stanu USA Antony Blinken podczas wystąpienia przed Komisją Spraw Zagranicznych amerykańskiego Senatu.

W ocenie Blinkena władze USA nie zauważyły dotychczas "żadnych oznak, że prezydent Rosji Władimir Putin realnie myśli o jakichkolwiek negocjacjach pokojowych z Ukrainą". "Z wypowiedzi rosyjskiego przywódcy wynikało już od dawna, że nie chodziło mu o potencjalne wejście Ukrainy do NATO (jako zagrożenie dla Kremla - PAP). On od samego początku był przekonany, że Ukraina nie ma prawa być suwerennym, niepodległym państwem" - ocenił szef amerykańskiej dyplomacji.

24-25 kwietnia Blinken i sekretarz obrony USA Lloyd Austin odwiedzili Kijów, gdzie spotkali się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.

"Zobaczyliśmy w Kijowie miasto, które wraca do życia - ludzi spacerujących po ulicach, siedzących na ławkach. Mogliśmy przekonać się na własne oczy, że Ukraińcy wygrali bitwę o swoją stolicę" - powiedział Blinken.

"Jestem dumny z tego, co Stany Zjednoczone już uczyniły na rzecz wsparcia ukraińskich władz i społeczeństwa. Utwierdziłem się w przekonaniu, że powinniśmy kontynuować nasze wysiłki" - dodał sekretarz stanu USA. 

Rosjanie zaminowali cmentarz w pobliżu Czernihowa, obok grobów nadal widać doły po minach

Na cmentarzu położonym przy lesie na obrzeżach Czernihowa znajdują się przede wszystkim groby osób zmarłych w 2021 roku. Na poboczach prowadzącej do niego drogi ciągle widać niewielkie leje po wybuchach min lądowych oraz utworzone przez Rosjan okopy zaśmiecone pustymi paczkami rosyjskich papierosów czy opakowaniami po dostarczanych im przez armię racjach żywnościowych.

"Cmentarz został rozminowany, droga też powinna być już całkiem bezpieczna" - mówi PAP stacjonujący na wyjeździe z Czernihowa ukraiński żołnierz.

Służby okupowanego przez rosyjską armię od 24 lutego do 4 kwietnia miasta - z powodu odcięcia dostępu do nowego cmentarza - rozpoczęły chowanie zmarłych na polu przylegającym do zamkniętej już w przeszłości nekropolii. "Nie wiedzieliśmy, co zrobić z tyloma ciałami, to było najrozsądniejsze rozwiązanie" - mówi PAP czernihowski lekarz. Dodaje, że miny były i nadal są poważnym zagrożeniem dla mieszkańców miasta i jego okolic.

"Dziesięć dni temu - już jakiś czas po wyzwoleniu - przywieziono do nas mężczyznę, który podniósł kosz na śmieci, pod którym podłożono minę. Przeżył, chociaż urwało mu rękę i połowę twarzy" - mówi PAP Stanisław.

Media: Rosjanie rozpędzili pokojowy miting w okupowanym Chersoniu 

Rosjanie rozpędzili pokojowy miting w okupowanym Chersoniu; użyto granatów hukowych i gazu łzawiącego – poinformowało Suspilne Chersoń w Telegramie.

Suspilne podaje, powołując się na lekarkę pogotowia ratunkowego Inessę Czamłaj, że dwie osoby odniosły obrażenia. https://t.me/suspilnekherson/11100

Według informacji strony ukraińskiej Rosjanie przygotowują się do przeprowadzenia 27 kwietnia w okupowanym Chersoniu tzw. „referendum” w sprawie utworzenia „Chersońskiej Republiki Ludowej”.

W tym tygodniu Rosjanie zajęli siedzibę rady miejskiej. „W nocy z poniedziałku na wtorek „uzbrojeni ludzie weszli do budynku rady miejskiej Chersonia, zabrali klucze i zastąpili naszych strażników swoimi” – przekazał na Facebooku mer miasta Ihor Kołychajew.

Chersoń oraz część obwodu chersońskiego znalazły się pod rosyjską kontrolą na początku wojny Rosji z Ukrainą. 

Władze: rosyjskie wojska użyły amunicji fosforowej w Awdijiwce w obwodzie donieckim

We wtorek wieczorem i w środę rano rosyjskie wojska użyły w Awdijiwce w obwodzie donieckim zabronionej amunicji fosforowej - poinformował na Telegramie szef władz obwodu donieckiego Pawło Kyryłenko. W wyniku tych ataków w mieście wybuchło kilka pożarów - dodał.

Przewodniczący regionalnej administracji przekazał też doniesienia o rosyjskim ataku lotniczym, w wyniku którego co najmniej jeden mieszkaniec Awdijiwki został ranny.

Wojska najeźdźcy nie zdołały osiągnąć postępów na polu walki w pobliżu tego miasta. "Nasze siły zbrojne skutecznie przeciwstawiły się rosyjskiej próbie ofensywy na tym odcinku frontu. Ukraińskie wojska utrzymują swoje pozycje, a wszelkie zbrodnie wroga na ludności cywilnej są skrupulatnie odnotowywane" - poinformował Kyryłenko (https://t.me/pavlokyrylenko_donoda/3161).

Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę (24 lutego) pojawiają się liczne doniesienia o używaniu przez agresora broni fosforowej. Wcześniej takie przypadki odnotowano w innych miejscowościach w Donbasie, w tym w oblężonym mieście Mariupol nad Morzem Azowskim, a także m.in. w obwodach charkowskim i zaporoskim.

Protokół III konwencji genewskiej z 1977 roku zabrania wykorzystywania białego fosforu jako broni na terenach zamieszkanych przez cywilów. Pociski te można stosować tylko jako amunicję oświetlającą lub znaczniki celów z dala od budynków mieszkalnych. 

Sztab Generalny: Rosja zdobyła dwie miejscowości w Donbasie; trwa ofensywa wroga na wschodzie 

W poście na Facebooku Sztab Generalny poinformował, że w czasie swojej ofensywy w północnej części obwodu donieckiego Rosjanie zajęli miasteczko Zariczne. Rosyjscy żołnierze weszli także do miasteczka Nowotoszkiwske leżącego w obwodzie ługańskim, na drodze łączącej kontrolowany przez separatystów Ługańsk z miastem Lisiczańsk, który kontroluje armia Ukrainy, oraz miejscowości Zawody w obwodzie charkowskim.

Stacja CNN podaje, że ciężkie walki trwają na trzech frontach we wschodniej części kraju. Celem wojsk ukraińskich jest powstrzymanie Rosjan przed zdobyciem całego obwodu ługańskiego i donieckiego, co władze na Kremlu zadeklarowały jako jeden z celów inwazji.

Jak poinformował rzecznik Sił Zbrojnych Ukrainy, rosyjskie wojska stale otrzymują wsparcie i zaopatrzenie z baz wewnątrz Rosji.

Sztab Generalny: Rosja straciła już około 22,4 tys. żołnierzy

Od początku inwazji na Ukrainę wojsko rosyjskie straciło już około 22,4 tys. żołnierzy, a także 939 czołgów, 2342 pojazdy opancerzone, 185 samolotów i 155 śmigłowców – ogłosił w środę Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

W ciągu minionej doby Rosja straciła na Ukrainie około 300 żołnierzy, 34 pojazdy opancerzone, 21 czołgów, 23 samochody, pięć systemów artyleryjskich, dwa systemy obrony przeciwlotniczej, samolot, helikopter i dwa drony – zaznaczono w zestawieniu.

Od 24 lutego do 27 kwietnia siły rosyjskie straciły łącznie 421 systemów artyleryjskich, 149 wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet, 71 systemów przeciwlotniczych, 1666 samochodów, osiem jednostek pływających, 76 cystern z paliwem, 207 bezzałogowych statków powietrznych poziomu operacyjno-taktycznego i cztery mobilne systemy rakiet balistycznych krótkiego zasięgu – napisano.

Zajcewo w obwodzie donieckim ostrzelane przez siły rosyjskie z amunicji kasetowej 

Jednostki rosyjskich sił zbrojnych ostrzelały nocą miejscowość Zajcewo, leżącą w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy, z amunicji kasetowej - informuje w środę Ukrinform za lokalnymi władzami.

W obwodzie donieckim toczą się aktywne działania wojenne.

Ukraińska rzeczniczka praw człowieka Ludmyła Denisowa wielokrotnie powtarzała, że amunicja kasetowa to broń niekonwencjonalna zakazana prawem międzynarodowym, co oznacza, że użycie jej przez Rosjan w trakcie wojny na Ukrainie to zbrodnia. 

Rosjanie atakują ostatni bastion Ukraińców w Mariupolu

Rosyjskie wojska przypuściły w środę kolejny atak na zabudowania huty Azovstal w Mariupolu, gdzie bronią się ostatni ukraińscy żołnierze.

Ukraińscy obrońcy i cywile są uwięzieni na terenie atakowanej huty – poinformował doradca mera Mariupola, Petro Andriuszczenko. Jak dodał, nie osiągnięto porozumienia w sprawie ewakuacji cywilów.

Generał SBU: rosyjscy dowódcy imitują działania wojenne, żeby zadowolić Putina 

Mam wrażenie, że rosyjscy dowódcy imitują działania wojenne na Ukrainie, żeby zadowolić prezydenta Władimira Putina - ocenił we wtorek były wiceszef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy generał Wiktor Jahun w rozmowie na antenie telewizji Ukraina 24. Nie rozumiem logiki tej wojny z punktu widzenia najeźdźcy - dodał.

"Zamiast oszczędzać specjalistyczne formacje piechoty morskiej i wojsk powietrznodesantowych, Rosjanie potraktowali je jak zwykłą liniową piechotę i rzucili do walki m.in. w obwodzie kijowskim. Nic zatem dziwnego, że te elitarne oddziały zostały zdziesiątkowane, a teraz - przetrzebione fizycznie i zdegradowane moralnie - nie chcą już dłużej walczyć na Ukrainie" - powiedział Jahun.

Według generała SBU rosyjskie wojska mają niewielkie szanse, by opanować całą południową Ukrainę i dotrzeć aż do Naddniestrza - separatystycznego regionu we wschodniej Mołdawii. "Siły wroga nie są w stanie zająć Mikołajowa i Odessy, a zapowiadają przebicie się do Naddniestrza. (...) O tym, jak wyczerpuje się potencjał Rosji, świadczy fakt, że zaczęli nas ostrzeliwać rakietami z okolic Morza Kaspijskiego. To oznacza, że zapas pocisków na Morzu Czarnym został już praktycznie wykorzystany. Warto przy tym dodać, że możliwości produkcyjne Kremla to około 20 rakiet w ciągu miesiąca" - analizował rozmówca stacji Ukraina 24.

W ocenie Jahuna utrzymuje się jednak, a nawet wzrasta zagrożenie dla obiektów ukraińskiej infrastruktury. "Niezależnie od rosyjskich niedoborów i problemów, będą starali się atakować naszą sieć transportowo-logistyczną. Już zniszczyli 11 lotnisk cywilnych i wojskowych na Ukrainie. Następny etap obejmował stacje i linie kolejowe. Kolejnym będzie zapewne infrastruktura drogowa, głównie mosty" - powiedział generał.

Jahun przewiduje, że dalsze losy wojny zależą - przede wszystkim - od skali wsparcia wojskowego dla Ukrainy ze strony partnerów z Zachodu. Kluczowe znaczenie w tym względzie miały wizyta amerykańskiego sekretarza stanu Antony'ego Blinkena i sekretarza obrony Lloyda Austina w Kijowie (24-25 kwietnia), a także konferencja z udziałem kilkudziesięciu ministrów obrony, w tym szefa MON Mariusza Błaszczaka, zorganizowana w amerykańskiej bazie wojskowej w Ramstein w Niemczech (26 kwietnia).

"Spotkanie w Ramstein służy nie tylko określeniu, jakie rodzaje broni można przekazać Ukrainie. Główny cel tego przedsięwzięcia to wypracowanie systemu - który kraj za co odpowiada. Ktoś za artylerię, ktoś za pociski, kto inny za logistykę. Niektórzy partnerzy nie mogą zaoferować broni, dlatego ich wkład będzie miał charakter finansowy. (...) Wkrótce zostaną zawarte wszystkie dokumenty i zacznie funkcjonować model na wzór Lend-Lease Act (amerykańskiej ustawy z czasów II wojny światowej, na podstawie której USA przekazywały broń sojusznikom - PAP)" - ocenił Jahun.Według generała, o militarnym zwycięstwie Ukrainy mogą przesądzić głównie dostawy ciężkiej artylerii, systemów obrony przeciwlotniczej, samolotów bojowych i nowoczesnych bezzałogowców (dronów).

Wiktor Jahun był zastępcą szefa SBU w latach 2014-15. 

Doradca prezydenta o zwiększeniu dostaw broni: mam dla Rosji złe wieści, Ukraina się wzmacnia

Doradca ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, Mychajło Podolak, wyraził w środę zadowolenie z zapowiedzi USA i ich sojuszników dotyczących przekazania Ukrainie większej ilości ciężkiego uzbrojenia. Ukraina się wzmacnia – napisał na Twitterze.

„Jednym z dziwnych żądań Rosji na początku tej wojny była +pełna demilitaryzacja+ Ukrainy. Po wczorajszym epokowym spotkaniu 40 ministrów obrony mam dla Rosji złe wieści. Zdolności, szybkość, uproszczona logistyka i rozszerzony zasięg broni” – napisał Podolak.

O pomocy zbrojeniowej dla Ukrainy rozmawiali we wtorek przedstawiciele resortów obrony kilkudziesięciu krajów NATO i spoza Sojuszu, którzy spotkali się w amerykańskiej bazie wojskowej Ramstein w Niemczech. 

Rzeczniczka praw człowieka: 400 zgłoszeń o gwałtach na dzieciach i dorosłych w ciągu dwóch tygodni 

W ciągu dwóch pierwszych tygodni kwietnia na telefony zaufania zgłoszono 400 rosyjskich gwałtów na dzieciach i dorosłych – poinformowała rzeczniczka praw człowieka Ludmiła Denisowa. Chodzi o tereny, które do końca marca były zajęte przez Rosjan.

„Pod koniec marca nasi wojskowi zaczęli wyzwalać obwód kijowski. Ludzie zaczęli dzwonić z tych terenów i mówić, że stali się ofiarami przemocy seksualnej. Razem z UNICEF uruchomiliśmy bezpłatny telefon pomocy psychologicznej. Od 1 do 14 kwietnia takich telefonów było 400. Ludzie oczywiście dzwonią dalej” – powiedziała Denisowa w wywiadzie dla telewizji Suspilne.

„To straszne przypadki. Psycholodzy mówią, że spotykali się z ofiarami przemocy, ale to, co robili rosyjscy żołnierze z naszymi kobietami, dziewczętami, dziećmi, starszymi osobami i mężczyznami, było po stokroć gorsze” – zaznaczyła Denisowa.

Do mediów, jak powiedziała, trafiają tylko historie tych, którzy zgadzają się na publikację. „Ale spośród tych, którzy zwrócili się do nas, nikt dotąd nie zdecydował się na złożenie zeznań organom śledczym. Minęło za mało czasu” – wyznała.

Według psychologów, którzy pracują z ofiarami gwałtów, sprawcy to głównie młodzi ludzie w wieku 20-25 lat. „Po drugie – oni to robią publicznie. Koniecznie na oczach innych ludzi i grupowo. By inni widzieli, jak się znęcają” – dodała Denisowa.

„Trzymają kobietę, która nie chce dopuścić do zgwałcenia 16-letniej siostry. Prosi na kolanach - zróbcie to mi. A oni to robią. Dlatego pomocy potrzebuje i jedna, i druga kobieta” – mówiła rzeczniczka.

Przypomniała również historię 11-letniego chłopca, gwałconego na oczach matki, a także 11-letniej dziewczynki, która po przeżytej traumie „nie chce żyć”. „Dzwoni matka i pyta: co robić?” – mówiła Denisowa.

Rzeczniczka praw człowieka poinformowała również, że obecnie w Ukrainie poszukiwanych jest 16 tys. osób zaginionych. Wśród nich dwa tysiące to wojskowi.

Denisowa powtórzyła, że w oblężonym Mariupolu Rosjanie palą ciała zabitych w mobilnych krematoriach. „Gdy pojawiły się informacje o (zbrodniach w) Buczy, zaczęli niszczyć dowody zbrodni” – dodała. 

Rosyjskie wojska ponownie ostrzelały most na Limanie Dniestru

„Powtórny ostrzał rakietowy mostu przez Liman Dniestru. Są zniszczenia” – przekazał Bratczuk w środę. O ostrzale poinformował również szef ukraińskich kolei.

Do pierwszego ataku na most doszło we wtorek. "W wyniku rosyjskiego ataku rakietowego zniszczona została ważna drogowa i kolejowa przeprawa przez Liman Dniestru w obwodzie odeskim na południu Ukrainy; jedyna trasa łącząca historyczną krainę Budziak na Ukrainie z resztą kraju wiedzie obecnie przez Mołdawię" - przekazała dzień wcześniej gazeta internetowa Ukrainska Prawda.

Most przez Liman Dniestru - rozległą zatokę rzeczną był jedyną przeprawą łączącą historyczny Budziak (m.in. miasta Białogród nad Dniestrem, Izmaił i Kilia) z Odessą i pozostałą częścią Ukrainy.

Przerwanie możliwości swobodnej komunikacji w tym regionie nastąpiło równolegle z szeregiem incydentów w sąsiedniej separatystycznej republice Naddniestrza na terytorium Mołdawii. W poniedziałek i wtorek doszło tam do serii eksplozji nieopodal ministerstwa bezpieczeństwa w Tyraspolu, zniszczenia dwóch przekaźników radiowych i "ataku" na jednostkę wojskową. W ocenie ukraińskiego wywiadu wojskowego są to rosyjskie prowokacje, które mają na celu wciągnięcie Naddniestrza w trwającą wojnę.

Według ukraińskich władz Rosja może przygotowywać się do otwarcia nowego frontu w obwodzie odeskim.

Zełenski: siły zbrojne gotowe na ewentualny atak z Naddniestrza

Siły zbrojne Ukrainy są gotowe na ewentualny atak rosyjskiego wojska z terenu mołdawskiego separatystycznego regionu Naddniestrza - poinformował ukraiński prezydent we wtorek wieczorem w Kijowie

Według Zełenskiego ukraińska armia zna siłę rosyjskich oddziałów i się jej nie obawia.

Deklaracje ukraińskiego prezydenta zostały poprzedzone kilkoma incydentami w regionie, który od 1992 roku jest oddzielony od Mołdawii.

Jak poinformowały władze Naddniestrza, w poniedziałek Ministerstwo Bezpieczeństwa Narodowego w stolicy regionu, Tyraspolu, zostało zaatakowane przy użyciu granatnika. We wtorek Ministerstwo Spraw Wewnętrznych tego regionu poinformowało o dwóch eksplozjach dokonanych przy wieży radiowej we w miejscowości Maiac w pobliżu granicy z Ukrainą. Rada Bezpieczeństwa Regionu poinformowała, że doszło również do ataku na jednostkę wojskową we wsi Parkany niedaleko Tyraspola.

Władze w Tyraspolu oskarżył Kijów o zorganizowanie tych ataków. Ukraińskie władze odrzuciły te oskarżenia i poinformowały, że rosyjskie służby specjalne FSB próbują wciągnąć Naddniestrze w wojnę przeciwko Ukrainie.

Eskalacja konfliktu w Naddniestrzu podsyca obawy, że wojna na Ukrainie może rozszerzyć się na Mołdawię.

Separatystów w Naddniestrzu wspiera kontyngent stacjonujących tam żołnierzy rosyjskich. Ukraińska armia ostrzegła we wtorek przed aktywizacją wojsk rosyjskich w tym regionie.

Prezydent Mołdawii Maia Sandu we wtorek wieczorem po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego wezwała ludność do zachowania spokoju.

Władze: Rosja wystrzeliła już ponad 1300 rakiet w kierunku Ukrainy

Wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malyar poinformowała, że od czasu rozpoczęcia inwazji rosyjska armia wystrzeliła na Ukrainę ponad 1300 rakiet. Ukraiński polityk zauważyła, że sankcje nałożone na Kreml mają znaczący wpływ na możliwości bojowe rosyjskiego wojska - podała ukraińska agencja informacyjna UkrInform.

Wiceminister Maylar dodała, że są to pociski wystrzelone zarówno z baz lotniczych, morskich, jak i naziemnych.

"W wyniku sankcji, które są teraz egzekwowane,(Rosjanie - PAP) nie będą mogli otrzymać podzespołów, więc przez jakiś czas będą mogli korzystać z tego, co kupili wcześniej" powiedziała Malyar.

Według ukraińskiej polityk zasoby, które rosyjskie wojsko do tej pory zużyło nie mogą być szybko uzupełnione. Zdaniem wiceminister, proces ten będzie trwał latami.

Jednocześnie Malyar zaznaczyła, że Rosja rozważa obecnie szereg scenariuszy oprócz tradycyjnego użycia wojsk lądowych, ataku lotniczego lub rakietowego. Konkretnie, według ukraińskiej polityk, chodzi o użycie broni chemicznej lub jądrowej.

Wiceszefowa resortu obrony podkreśliła wolę walki Ukrainy i odrzuciła możliwośc kapitulacji.

"Nikt nie zamierza się poddać" - oświadczyła Malyar i dodała: "Dziś widzimy, że Ukraina może liczyć na pomoc świata zachodniego, a to wcześniej niż później bardzo poważnie zmieni scenariusz wojny".

Władze: wojna może potrwać do końca roku 

Zdaniem doradcy prezydenta Ukrainy Ołeksija Arestowicza rosyjska wojna napastnicza na Ukrainie może trwać jeszcze przez wiele miesięcy - poinformowała ukraińska agencja informacyjna Unian.

Zdaniem Arestowicza nie będzie oznaczało końca wojny zakończenie obecnej ofensywy w Donbasie, gdy zakończą się aktywne działania bojowe i zajęte zostaną pozycje.

"Musimy być przygotowani na długą historię" - oświadczył Arestowicz.

Według doradcy ukraińskiego prezydenta, nowe uzbrojenie, które otrzymała Ukraina, będzie miało istotny wpływ na sytuację na polu walki pod koniec maja i na początku czerwca

Prezydent Mołdawii  wzywa do zachowania spokoju po eksplozjach w Naddniestrzu 

Prezydent Mołdawii Maia Sandu we wtorek po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego wezwała ludność do zachowania spokoju po eksplozjach w prorosyjskim separatystycznym regionie Naddniestrza.

"Apelujemy do obywateli o zachowanie spokoju " - oświadczyła prezydent.

Jak poinformowały władze Naddniestrza, w poniedziałek Ministerstwo Bezpieczeństwa Narodowego w stolicy regionu, Tyraspolu, zostało zaatakowane przy użyciu granatnika.

We wtorek Ministerstwo Spraw Wewnętrznych tego regionu poinformowało o dwóch eksplozjach dokonanych przy wieży radiowej we w miejscowości Maiac w pobliżu granicy z Ukrainą. Rada Bezpieczeństwa Regionu poinformowała, że doszło również do ataku na jednostkę wojskową we wsi Parkany niedaleko Tyraspola.

W regionie ogłoszono 15-dniowy alarm antyterrorystyczny. Tradycyjna parada z okazji Dnia Zwycięstwa w II Wojnie Światowej, zaplanowana na 9 maja, została odwołana.

Ataki zwiększyły obawy, że wojna na Ukrainie może rozszerzyć się na Mołdawię.

Ekspert: Rosja tylko czasowo zawiesiła ambicje podbicia całej Ukrainy 

Skupienie się na ofensywie w Donbasie nie oznacza, że Rosja porzuciła ambicje zajęcia całego terytorium Ukrainy, one zostały tylko czasowo zawieszone - mówi PAP Keir Giles, analityk z Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (Chatham House) w Londynie.

"Tym, co odróżnia tę ofensywę od poprzedniej fazy wojny są jej lokalizacja, sytuacja, w której ma miejsce oraz sposób, w jaki Rosjanie będą ją przeprowadzać. Ponieważ odbywa się ona na terenach, które od lat były dobrze przygotowane do obrony, wymaga to innego podejścia niż to z początkowych etapów kampanii, w szczególności na północy Ukrainy" - mówi Giles.

Jak wskazuje, Rosja jest teraz bardziej świadoma charakteru wojny, którą rozpoczęła, a zwłaszcza siły ukraińskiego oporu, więc nie będzie już nie doceniać skali wyzwania ani nie będzie już zakładać, że ukraińskie siły łatwo skapitulują.

"Łącząc te fakty Rosja będzie prowadziła kampanię, do której przygotowywała i pod kątem której uzbroiła swoje siły. To jest bardziej rosyjski styl wojny - z potężnym ostrzałem artyleryjskim pozycji defensywnych, a następnie konwencjonalnym szturmem wojska z dużą intensywnością i dużą liczbą ofiar" - wyjaśnia ekspert.

Giles dodaje, że niewiadomą w tym, jak daleko będą sięgać rosyjskie ambicje w stosunku do ukraińskiego terytorium będzie to, ile więcej ofiar rosyjskie siły zbrojne mogą udźwignąć. Zastrzega, że Rosja nie będzie się przejmowała własnymi ofiarami jako takimi, lecz tym, na ile one zmniejszą zdolności bojowe jej wojsk.

Zwraca też uwagę, że skupienie się przez Rosję na Donbasie nie wyklucza ataków w innych częściach Ukrainy. "To, że rosyjskie ambicje terytorialne mogą teraz być ograniczone do wschodu Ukrainy i korytarza na południu przez Mariupol, nie oznacza, że Rosja nie jest w stanie wojny z Ukrainą jako całością i jeśli może wyrządzić szkody jej gospodarce, jej infrastrukturze czy jej populacji, ostrzeliwując terytorium tego kraju, naturalnie to zrobi" - mówi Giles.

Podkreśla, że Rosja jedynie czasowo zawiesiła swoje ambicje podbicia całości Ukrainy i zrealizowanie tych mniejszych ambicji nie będzie oznaczać końca konfliktu, nie tylko z Ukrainą, lecz z Zachodem jako całością.

"Rosja po zrozumieniu, że jej początkowe cele są nieosiągalne, zrewidowała je w sposób taki, by miała względne szanse na ogłoszenie sukcesu. Nawet niewielkie terytorialne zyski na wschodzie kraju mogą być przedstawione przez rosyjskich propagandzistów jako zwycięstwo, szczególnie jeśli będzie w tym też ostateczne zdobycie Mariupola, które jest wiązane przez rosyjską propagandę ze skrajnie prawicowym batalionem Azow. Rosja mogłaby podkreślać, że początkowy cel w postaci +denazyfikacji+ Ukrainy został zrealizowany. Innymi słowy - Rosja może ogłosić tymczasowe zwycięstwo i przygotowywać się do dalszej ofensywy" - wyjaśnia.

Jak dodaje, wśród obserwatorów i analityków panuje niemal konsensus w tym, że rosyjski prezydent Władimir Putin wyznaczył datę 9 maja - Dzień Zwycięstwa w Rosji - jako termin na osiągnięcie sukcesu na Ukrainie. Ale jest to raczej oparte na poszlakach i znaczeniu samej daty, bo rosyjska propaganda nie składa żadnych obietnic związanych z tym terminem.

Giles mówi, że bez szczegółowej wiedzy na temat sytuacji na froncie przewidzenie, czy i do jakiego stopnia Ukraina jest w stanie powstrzymywać i odpierać rosyjską ofensywę w Donbasie, jest niemożliwe. A tych informacji o swoich zdolnościach bojowych Ukraina z oczywistych względów nie chce upubliczniać, by nie dostarczać ich przy okazji także Rosji.

Analityk uważa, że Ukraina nie może zaakceptować ustępstw terytorialnych w zamian za porozumienie pokojowe, choć jeśli Rosja jednostronnie zadeklaruje, że odniosła sukces i ograniczy działania militarne, wtedy zachodni sojusznicy Ukrainy, szczególnie ci z UE, mogą naciskać w tej kwestii na Wołodymyra Zełenskiego.

"Ale oznaczałoby to, że Ukraina musiałaby porzucić część populacji, pozostawiając ją na pastwę deportacji i rusyfikacji. Moralny imperatyw nie pozwala na to. Ukraina będzie walczyć tak długo, jak to możliwe, niezależnie od zewnętrznej presji. To będzie jednak bardzo trudne bez tego ciągłego wsparcia z Zachodu, nie tylko militarnego, ale też humanitarnego i gospodarczego, zapewniającego, że Ukraina może funkcjonować jako państwo w sytuacji zniszczeń wojennych" - uważa Keir Giles.

CNN: ludzie uciekają z Chersonia; rosyjscy najeźdźcy chcą tam urządzić tzw. referendum 

Rzesze Ukraińców uciekają z zajętego przez wojska rosyjskie Chersonia na południu Ukrainy, gdzie najeźdźcy planują urządzić w czwartek tzw. referendum, by powołać tam „republikę ludową” jak w Donbasie – podała w środę stacja CNN, powołując się na mieszkańców.

Ludzie są zdesperowani, by uciec spod rosyjskiej okupacji i próbują wydostać się z miasta wszelkimi możliwymi drogami. Strumień uchodźców narastał w godzinach nocnych, podróżują pieszo, rowerami, a nawet z użyciem taczek - przekazuje CNN.

Niecałe 200 km na północ, w Krzywym Rogu, rodzinnym mieście prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, uchodźcy z Chersonia przyjmowani są przez miejscowe władze. Mężczyzna, który uciekł z synem, powiedział CNN, że jego żona zginęła w bombardowaniu.

Mężczyzna chce zachować anonimowość, bo obawia się, że Rosjanie zemszczą się na jego krewnych, którzy pozostali na okupowanym terenie. „Jeśli nas zobaczą, zastrzelą wszystkich, którzy zostali. Szliśmy pieszo, przez rzekę” – powiedział.

Władze Ukrainy ostrzegały, że Rosja planuje zainscenizować w obwodzie chersońskim referendum, by powołać tam tzw. republikę ludową i uzasadnić okupację tego terenu, podobnie jak wcześniej na części obwodów ługańskiego i donieckiego na wschodzie Ukrainy. Kilku miejscowych powiedziało CNN, że „głosowanie” ma się odbyć w czwartek.

Gen. Skrzypczak: Rosjanie konsekwentni w samobójstwie na polach Ukrainy

Od początku inwazji na Ukrainę wojsko rosyjskie straciło już około 22,1 tys. żołnierzy, a także 918 czołgów, 2308 pojazdów opancerzonych, 184 samoloty i 154 śmigłowce - ogłosił we wtorek w komunikacie sztab generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

"Trzeba oddać Rosjanom jedną rzecz. Są konsekwentni w samobójstwie na polach Ukrainy. To, co robią ich dowódcy, wysyłając na pewną śmierć źle zorganizowane, przygotowane i zmotywowane oddziały (...) to jest zbiorowe samobójstwo w wykonaniu armii rosyjskiej i w tym są na pewno konsekwentni" - powiedział we wtorek PAP gen. Skrzypczak pytany o rosyjskie straty.

Ocenił ponadto, że "Rosjanie nie mają odwodów i sięgają w tej chwili po wszystkich, których mogą". "I nie chodzi tylko o swoich żołnierzy, ale ściągają z zagranicy również najemników" - dodał Skrzypczak. Jego zdaniem nie przedstawiają oni żadnej wartości bojowej. "To typowi najemnicy, którzy przychodzą za parę dolarów walczyć przeciwko Ukraińcom, ale ich skuteczność w walkach z zaprawionym w bojach żołnierzem ukraińskim nie ma wielkiego znaczenia. Mam nadzieję że będą ponosić duże straty" - powiedział generał.

Skrzypczak przypomniał, że sztab generalny Sił Zbrojnych Ukrainy wielokrotnie informował, iż Rosjanie siłą wcielają do armii mieszkańców podbitych terenów. "Tak jest choćby w obwodzie Chersońskim. Te pododdziały będą przechodziły na stronę armii ukraińskiej i będą chętniej walczyć po stronie ukraińskiej niż rosyjskiej" - powiedział. Tym bardziej - jak dodał Skrzypczak - że "wszyscy wiedzą, jak traktują ludzi rosyjscy dowódcy". "Nie pozbyli się oni jeszcze tego władczego stosunku do podwładnych, do swoich żołnierzy. Będą traktowali ich jak mięso armatnie (...) każą tym ludziom ginąć" - dodał.

W jego ocenie kluczowa dla obu stron na polu walki jest obecnie artyleria. "Widać wyraźnie, że artyleria dobrze kierowana między innymi przez drony, wykorzystująca pociski precyzyjne doskonale wykorzystuje swoje walory i niszczy wozy bojowe, czołgi, stanowiska ogniowe wroga. Artyleria jest kluczowa w osiąganiu sukcesów na współczesnym polu walki" - powiedział Skrzypczak. "Bóg wojny dalej jest bogiem wojny" - podkreślił.

Zaznaczył, że teren działań wojennych jest ograniczony przez rzeki, cieki wodne, dużą ilość grzęzawisk czy bagien. "Możliwości prowadzenia natarcia przez Rosjan są przez to mocno ograniczone, co też skrzętnie wykorzystują Ukraińcy, dziesiątkując im wojska. Wydaje się, że Rosjanie zrozumieli swoje błędy i przenoszą swój wysiłek na południe" - dodał były wiceminister MON.

Zwracając uwagę na kierunek chersoński, Skrzypczak podkreślił, że ze względu na teren stepowy, można tam prowadzić działania wojenne w zupełnie innym zakresie. "Można tam rozwinąć wojska i to właśnie tam prawdopodobnie Rosjanie przeniosą wysiłek operacji, bo przecież potrzebują sukcesów przed 9 maja" - powiedział.

Na pytanie, jakie powinny być teraz główne cele sztabu armii ukraińskiej, Skrzypczak odparł: "Muszą wypchnąć Rosjan z Chersonia za Dniepr w kierunku krymskim. To powinien być zasadniczy cel operacji armii ukraińskiej. Muszą odbić obwody Chersoński i Zaporoski i zagrozić wojskom rosyjskim, które są na północ od Krymu". "Wydaje się, że wszystko ku temu zmierza" - ocenił. 

Brytyjskie ministerstwo obrony: Ukraina kontroluje większość przestrzeni powietrznej

Ukraina zachowuje kontrolę nad większością swojej przestrzeni powietrznej, a działania rosyjskiego lotnictwa koncentrują się głównie na południowej i wschodniej części kraju - przekazało w środę brytyjskie ministerstwo obrony.

"Ukraina zachowuje kontrolę nad większością swojej przestrzeni powietrznej. Rosji nie udało się skutecznie zniszczyć Ukraińskich Sił Powietrznych ani zdusić ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Ukraina nadal naraża zasoby rosyjskich sił powietrznych na ryzyko. Działania rosyjskiego lotnictwa koncentrują się głównie na południowej i wschodniej Ukrainie, zapewniając wsparcie rosyjskim siłom lądowym. Rosja ma bardzo ograniczony dostęp do przestrzeni powietrznej na północy i zachodzie Ukrainy, ograniczając działania ofensywne do głębokich uderzeń z wykorzystaniem broni dystansowej" - napisano w codziennej aktualizacji wywiadowczej.

"Rosja kontynuuje ataki na ukraińskie zasoby wojskowe i infrastrukturę logistyczną w całym kraju. Większość rosyjskich ataków lotniczych w Mariupolu jest prawdopodobnie prowadzona przy użyciu niekierowanych bomb swobodnie spadających. Broń ta ogranicza możliwości Rosji w zakresie skutecznego rozróżniania celów uderzeń, co zwiększa ryzyko ofiar wśród ludności cywilnej" - dodano.

Armia: zniszczyliśmy rosyjski system obrony przeciwlotniczej na Wyspie Węży 

Siły ukraińskie wykonały uderzenie na pozycje wojsk rosyjskich na Wyspie Węży na Morzu Czarnym. Atak zniszczył zestaw obrony przeciwlotniczej Strieła-10 i uszkodził stanowisko dowodzenia.

O uderzeniu na Wyspę Węży poinformowało na Facebooku Dowództwo Operacyjne „Południe” Sił Zbrojnych Ukrainy.

We wtorek rosyjskie straty wyniosły 16 żołnierzy, jeden czołg i cztery pojazdy, w tym dwa wozy pancerne – przekazało regionalne dowództwo. Jednocześnie siły wroga próbowały przemieścić się w stronę Mikołajowa przez wsie Tawrijske i Nowaja Zaria, lecz „poniosły ciężkie straty i wycofały się”.

Po tym jak we wtorek trzy rosyjskie pociski manewrujące spadły w okolicach Odessy, uderzając w most przez ujście Dniestru, ruch tam jest częściowo wyłączony. Nie zanotowano jednak ofiar – poinformowali ukraińscy wojskowi. 

CNN: nowe nagranie z drona obala kłamstwa Rosji w sprawie masakry w Buczy 

CNN potwierdziła autentyczność nagrań, wykonanych w dniach 12 i 13 marca, gdy Buczę okupowały wojska rosyjskie. Nie ujawniono nazwiska autora materiału w związku z obawami o bezpieczeństwo tej osoby.

Na nagraniu z 13 marca widać rosyjski pojazd wojskowy na jednym ze skrzyżowań oraz trzy ciała cywilów niedaleko niego. Te same ciała widoczne były na udostępnionych wcześniej nagraniach z 1 kwietnia i zdjęciach satelitarnych z 18 marca.

Według CNN nagranie z drona jest pierwszym materiałem dowodowym, ukazującym rosyjskie pojazdy i żołnierzy w pobliżu ciał, które znaleziono tam później, po przejęciu kontroli nad tym obszarem przez siły ukraińskie.

Obala to twierdzenia rosyjskich urzędników, którzy próbują odrzucić odpowiedzialność za masakrę. Słowa prezydenta Władimira Putina, że w Buczy urządzono „prowokację, z którą rosyjska armia nie miała nic wspólnego” to „oczywiste kłamstwo”, obraźliwe dla krewnych ofiar – powiedział w materiale dziennikarz CNN Anderson Cooper.

Stacja po raz pierwszy pokazała również publicznie zdjęcia wykonane przez mieszkańców w czasie okupacji, przekazane przez ukraińskiego prokuratora, zbierającego dowody w sprawie zbrodni wojennych w Buczy. Obrazują one, jak z dnia na dzień w czasie rosyjskiej okupacji na ulicach pojawiają się kolejne ciała cywilów.

Mieszkaniec Jagodna: żołnierze zagonili nas do szkoły, wokół której rozstawili artylerię; byliśmy żywymi tarczami 

Żołnierze zagonili nas do szkoły, wokół której rozstawili artylerię; byliśmy ich żywymi tarczami – mówi PAP 40-letni Wołodia, pokazując ciemne pomieszczenia szkolnej piwnicy, w której spędził miesiąc rosyjskiej okupacji.

Wieś Jagodno znajduje się w pobliżu położonego na północy Ukrainy Czernihowa. Żołnierze armii rosyjskiej – zdaniem Wołodii „skośnoocy Tuwińcy” z azjatyckiej części kraju – przybyli do niej wkrótce po rozpoczęciu 24 lutego inwazji.

„Chodzili po domach i krzyczeli: wyłaźcie albo sami was wypłoszymy granatami” – wspomina 40-latek. „Potem zapędzili nas do piwnicy szkoły; powiedzieli, że do każdego, kto spróbuje uciec, zaczną strzelać” – dodaje.

Wokół budynku szkoły nadal widać pozostałości rosyjskiej obecności: wykopane dla artylerii dziury, okopy, części pocisków oraz pozostawione przez żołnierzy buty.

„Wokół szkoły i na naszych podwórkach rozstawili swój sprzęt. Wiedzieli, że jak nas wszystkich stłoczą, Ukraińcy nie będą tu strzelać” – tłumaczy Wołodia.

Zapytany o to, jak żołnierze odnosili się do mieszkańców wsi odpowiada: „traktowali nas jak mięso”. „W pierwszych dniach zastrzelili przechodzącego tędy 32-letniego chłopaka, którego wcześniej nie było w domu i nie został zabrany do piwnicy” – wspomina mężczyzna. „Słyszałem też o tym, że gwałcili młode dziewczyny ze wsi” – dodaje.

Wołodia opowiada, że Tuwińcy całymi dniami pili, jeździli na skradzionych rowerach i bawili się. „U moich rodziców znaleźli na przykład 10 litrów bimbru” – wspomina.

„Gdy uciekali, zabrali ze sobą wszystko, co pokradli: lodówki, telewizory, pralki, telefony, odzież, nawet majtki” – wymienia.

Pokazując pomieszczenia piwnicy, w której razem z kilkuset innymi mieszkańcami wsi spędził miesiąc rosyjskiej okupacji, mówi, że w ich ścianach – ze starości, zimna, braku powietrza czy osłabienia – zmarło 11 osób.

„Na początku dwa razy dziennie dawali nam niewielkie wojskowe racje żywnościowe. Tego nie wystarczało, więc później pozwolili nam chodzić do mieszkań i podwórek po ziemniaki, marchewki czy słoiki, które potem gotowaliśmy na podwórku szkoły. Dla siebie, ale też dla nich” – wspomina Wołodia.

„Potem kazali nam sprzątać i pomagać sobie naprawiać szkody; spodobało im się, jak pracujemy, więc dawali nam trochę więcej jedzenia” – dodaje.

Ściany piwnic, w której nadal nie ma prądu, pokryte są dziecięcymi rysunkami - w tym flagami Ukrainy czy narodowym hymnem - kalendarzem odliczającym dni okupacji oraz listą zastrzelonych osób oraz tych, które zmarły podczas zamknięcia. Na drzwiach wejściowych do każdego z pomieszczeń więźniowie zaznaczyli liczbę osób – osobno dorosłych i dzieci – które w nim mieszkały.

W największym, nieco ponad 50 metrowym pomieszczeniu, żyło w tym czasie 175 osób.

„Wszędzie było ciemno, zimno i wilgotno, na głowy stale kapała nam woda. W moim pokoju, gdzie zamknięto mnie razem z rodzicami, wydrążyliśmy w ścianie dziurę, bo nie było czym oddychać. Przez pleśń, której się tu nawdychałem, do teraz mam problemy z płucami” – mówi Wołodia.

Gdy na początku kwietnia wieś została wyzwolona przez ukraińskie wojsko, żołnierze przyznali, że „wiedzieli o tym, że w szkole są cywile i dlatego nie bombardowali znajdujących się wokół niej pozycji rosyjskich” – wspomina 40-latek.

Sztab: Rosjanie przerzucili dwie grupy batalionowe pod Izium, Iskandery - pod granicę

W rejonie Iziumu wojska rosyjskie prowadzą dużymi siłami natarcie w kierunku miejscowości Barwinkowe. Przeciwnik zajął wieś Zawody i północno-wschodnie obrzeża miejscowości Wełyka Komyszuwacha.

Na kierunku donieckim, jak podał sztab, walki toczyły się praktycznie wzdłuż całej linii rozgraniczenia. Przeciwnik prowadzi działania ofensywne, które mają na celu zajęcie Popasnej, Rubiżnego i dalsze poprowadzenie natarcia na Liman, Siewierodonieck i Słowiańsk. Rosjanie zajęli wieś Zariczne.

W obwodzie ługańskim wojska rosyjskie przejęły kontrole nad miejscowością Nowotoszkiwske.

Przeciwnik prowadził zmasowany ostrzał i bombardowania w rejonie zakładów Azowstal w Mariupolu.

W ciągu doby w obwodach donieckim i ługańskim siły ukraińskie odparły dziewięć ataków wroga, niszcząc m.in. dziewięć czołgów, 11 systemów artyleryjskich, 17 wozów opancerzonych.

Ukraińcy we wtorek zniszczyli też siedem celów w powietrzu – Su-25, śmigłowiec Ka-52, trzy bezzałogowce i dwie rakiety manewrujące.

Mer Mikołajowa: przygotowujemy się do rosyjskiego ataku albo oblężenia

"Widzimy, że Rosja przez Krym przerzuca uzbrojenie i zasoby wojskowe. Widzimy, że gromadzi je w (okupowanym) obwodzie chersońskim. Spodziewamy się ataku albo oblężenia miasta" - powiedział mer w wywiadzie dla portalu Ukrainska Prawda. Jak relacjonował, w samym mieście i na jego obrzeżach budowane są instalacje obronne i Mikołajów "przygotowuje się do inwazji na pełną skalę".

Sienkewycz powiedział, że w marcu Mikołajów był w dwóch trzecich otoczony przez wojska rosyjskie, które jednak udało się odeprzeć. Od 24 lutego miasto było ostrzeliwane niemal codziennie, zginęło ponad 80 cywilów.

Pytany o opinię Mikołajowa jako miasta o silnych nastrojach prorosyjskich mer tłumaczył, że były to w istocie nastroje proradzieckie. W czasach ZSRR jedna piąta mieszkańców półmilionowego miasta pracowała w przemyśle stoczniowym i "wszystko, co w mieście robiono dobrze, powstało w czasach radzieckich" - tłumaczył Sienkewycz. "Dlatego wszystko, co odbyło się po rozpadzie ZSRR, budziło u ludzi negatywne uczucia" - przyznał.

Mer dodał następnie: "Jednak po 24 lutego wszystko się zmieniło"; niemal wszyscy mieszkańcy mają bliskich, którzy wyjechali albo zginęli. Teraz "wszyscy nienawidzą Federacji Rosyjskiej i wszystkiego, co związane jest z Rosją" - oświadczył Sienkewycz. 

Zełenski: w rocznicę Czarnobyla rosyjskie rakiety przeleciały nad naszymi elektrowniami atomowymi

Jeśli oni zapomnieli, czym jest Czarnobyl, to znaczy, że potrzebna jest globalna kontrola nad rosyjskimi obiektami jądrowymi i technologiami – powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski we wtorek w rocznicę katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej.

„Po tym co Rosjanie zrobili w naszych elektrowniach atomowych nikt na świecie nie może czuć się bezpiecznie, wiedząc, ile obiektów atomowych, broni jądrowej i technologii ma Rosja – stwierdził Zełenski w wieczornym wystąpieniu. (https://t.me/V_Zelenskiy_official/1392)

Nawiązując do rocznicy tragicznego wybuchu z 26 kwietnia 1986 roku, Zełenski powiedział, że „Rosja powinna dzisiaj wspominać rocznicę katastrofy w elektrowni w Czarnobylu, jak cały cywilizowany świat”. „Zamiast tego właśnie dzisiaj oni wystrzelili trzy rakiety, które przeleciały bezpośrednio nad naszymi elektrowniami atomowymi – oświadczył prezydent Ukrainy.

„Przy czym od razu nad trzema elektrowniami: Zaporoską, Chmielnicką i Południowoukraińską” – powiedział Zełenski.

Ukraiński przywódca oświadczył, że Rosja stworzyła ostatnio „nowe zagrożenia, które mogły przewyższyć nawet tę straszną tragedię”, do której doszło 26 kwietnia 1986 roku.

„Nocą 4 marca, kiedy dowiedzieliśmy się o pożarze w Zaporoskiej Elektrowni Atomowej, kiedy rosyjskie czołgi ostrzeliwały elektrownię. Oni dokładnie wiedzieli, jaki obiekt ostrzeliwują” – powiedział Zełenski.

„Okazało się, że oni nie rozumieją, co to jest Czarnobyl” - dodał, przypominając, że wojska rosyjskie próbowały nacierać na Kijów przez Czarnobylską Strefę Wykluczenia.

„Wykorzystali tę zamkniętą strefę jako wojskowy przyczółek. Rozmieszczali pozycje wojsk tam, gdzie nie wolno nawet stać. Jeździli sprzętem tam, gdzie znajdują się radioaktywne materiały i ilość cząstek radioaktywnych jest bardzo wysoka” - mówił Zełenski. W Czarnobylu Rosjanie obrabowali laboratorium jądrowe, ukradli nawet napromieniowane przedmioty skonfiskowane wcześniej u tych, którzy złamali przepisy strefy wykluczenia.

Zełenski podkreślił, że od nowej katastrofy jądrowej uratował Europę tylko profesjonalizm ukraińskich specjalistów, którzy pozostali w czarnobylskiej elektrowni, a także tych, którzy nadal pracują pod okupacją w Zaporoskiej Elektrowni Atomowej.

Prezydent nawiązał do prób ustanawiania przez Rosjan „jakoby nowych władz” na zajętych terytoriach. „Co to daje Rosji? Tylko nowe straty. Będą nowe sankcje UE, będzie jeszcze więcej ograniczeń w handlu. Nieunikniona będzie rezygnacja większości krajów świata z rosyjskiej ropy i innych surowców energetycznych” – powiedział.

Większość Rosjan, jak ocenił, za agresywną politykę swych władz zapłaci biedą.

Zełenski, który odwiedził we wtorek w kijowskim szpitalu dzieci uratowane z Mariupola, które wcześniej zostały przymusowo wywiezione na okupowane przez Rosjan tereny, powiedział, że „Ukraina nie zapomni i nie wybaczy porwań i deportacji dzieci, swoich obywateli”.

Szef MAEA: pomożemy usunąć zniszczenia w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej 

Dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) Rafael Grossi, który przebywa na terenie Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej, powiedział we wtorek, że ustalił z rządem Ukrainy, iż MAEA pomoże usunąć zniszczenia w siłowni powstałe w wyniku działań wojsk rosyjskich.

Grossi poinformował na konferencji prasowej, że w elektrowni "widoczne są zniszczenia", które MAEA stara się ocenić.

Szef agencji przybył do Czarnobyla 26 kwietnia, czyli w rocznicę katastrofy z 1986 roku. Towarzyszy mu zespół ekspertów wraz z niezbędnym sprzętem, który przeprowadza m.in. kontrole radiologiczne.

Podczas wizyty eksperci mają także naprawiać systemy zdalnego monitoringu, które niedługo po wybuchu wojny na Ukrainie przestały przesyłać dane do siedziby MAEA w Wiedniu - zapowiedziała w ubiegłym tygodniu Agencja.

Wojska rosyjskie zajęły elektrownię jądrową w Czarnobylu 24 lutego i utrzymywały nad nią kontrolę przez pięć tygodni, po czym wycofały się 31 marca. 

Departament Stanu: amerykańscy dyplomaci zaczęli wracać na Ukrainę

Pracownicy misji dyplomatycznej USA na Ukrainie, którzy przenieśli się do Polski z powodu inwazji Rosji, udali się we wtorek do Lwowa - poinformował amerykański Departament Stanu. Podkreślono, że to początek powrotu dyplomatów USA na Ukrainę.

W pierwszej grupie amerykańskiego personelu powracającego na Ukrainę znalazł się zastępca szefa placówki i członkowie personelu ambasady w Kijowie.

Amerykańscy dyplomaci opuścili ambasadę w Kijowie prawie dwa tygodnie przed 24 lutego, początkiem rosyjskiej inwazji na Ukrainę, przenosząc część swoich zadań do Lwowa, a następnie do Polski.

Sekretarz stanu USA Antony Blinken zapowiedział podczas wizyty w Kijowie w niedzielę, że amerykański personel dyplomatyczny zacznie powracać na Ukrainę. Dyplomaci najpierw powrócą do Lwowa, w przeciągu kilku tygodni ponownie uruchomiona zostanie ambasada w Kijowie - doprecyzował szef amerykańskiej dyplomacji.

Prezydent Joe Biden nominował w poniedziałek Bridget Brink na stanowisko ambasadora USA w Kijowie. Placówka w ukraińskiej stolicy była od 2019 roku kierowana przez dyplomatę w randze charge d’affaires.

Szef MSZ Francji: wspieramy Mołdawię wobec ryzyka destabilizacji

Francja wspiera Mołdawię wobec ryzyka destabilizacji - powiedział we wtorek szef MSZ Francji Jean-Yves Le Drian po rozmowie ze swym mołdawskim odpowiednikiem Iurie Leancą. W separatystycznym regionie Mołdawii, sąsiadującym z Ukrainą Naddniestrzu, doszło do serii wybuchów.

Jak napisano w oświadczeniu francuskiego MSZ po rozmowie szefów dyplomacji, „Francja będzie zdecydowanie podtrzymywać wsparcie dla Mołdawii, która jest szczególnie narażona na konsekwencje wojny w Ukrainie”.

Mołdawia ogłosiła we wtorek działania mające na celu wzmocnienie jej bezpieczeństwa po serii wybuchów w separatystycznym Naddniestrzu, wspieranym przez Rosję.

Za ostatnie ataki w Naddniestrzu odpowiedzialna jest "prowojenna frakcja" wewnątrz tamtejszych władz - oświadczyła wcześniej we wtorek prezydent Mołdawii Maia Sandu. Dodała, że celem incydentów jest eskalacja napięcia w regionie.

Doradca Zełenskiego: Rosja może dążyć do otwarcia nowego kierunku ataku na Ukrainę 

Ostrzały rakietowe na południu Ukrainy mogą świadczyć o tym, że Rosja chce dodać do wszystkich kierunków ataku jeszcze region ukraińskiej Besarabii – powiedział podczas briefingu we wtorek Ołeksij Arestowycz, doradca prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.

Arestowycz nazwał wydarzenia w separatystycznym Naddniestrzu w Mołdawii „terrorystyczną działalnością Rosji”.

Podsumowując minioną dobę wojny Arestowycz podał, że w obwodach donieckim i ługańskim siły ukraińskie odparły sześć ataków wroga, niszcząc m.in. cztery czołgi, sześć systemów artyleryjskich i 13 pojazdów opancerzonych.

W ciągu doby siły ukraińskie zniszczyły 11 celów w powietrzu, w tym trzy samoloty i śmigłowiec.

Doradca prezydenta Zełenskiego wskazał, że na południu kraju „ciężkie walki” toczą się w obwodzie zaporoskim na kierunku Hulajpola i Zaporoża. Siły rosyjskie próbują również na północy obwodu chersońskiego przeprowadzić natarcie do Krzywego Rogu, jednak ponoszą duże straty.

W obwodzie ługańskim wojska rosyjskie „w dalszym ciągu koncentrują się na kierunku Popasna-Rubiżne-Siewierodonieck”.

Nieskutecznie, jak mówił Arestowycz, próbują nacierać z Iziumu w kierunku Słowiańska i Kramatorska, a także w rejonie Awdijiwki i Marjinki w obwodzie donieckim.

Arestowycz podkreślił również, że w Mariupolu Rosjanie nie przestają atakować kombinatu Azowstal, ale ukraińskie siły „trzymają się”. 

Prezydent Słowacji do rosyjskich żołnierzy: zakończcie wojnę; umieracie absurdalną, okrutną śmiercią

Słowacka prezydent Zuzana Czaputova zwróciła się we wtorek w sieci społecznościowej do rosyjskich żołnierzy i ich dowódców po rosyjsku. Przywołała świadectwa o zabitych i gwałconych ukraińskich kobietach i zaapelowała, by zakończyli wojnę, w której sami giną "absurdalną, okrutną" śmiercią.

Czaputova swoje orędzie do "rosyjskich żołnierzy, ich dowódców i wszystkich, których to dotyczy…" wygłosiła po rosyjsku.

"Świat bez wojny, w którym wszyscy próbowaliśmy żyć, zamieniliście w świat, w którym absurdalnie, okrutnie i bezsensownie umieracie" - zaznaczyła. Czaputova podkreśliła, że kiedyś słyszeliśmy mężczyzn rozmawiających o wojnie, a dziś płaczemy nad świadectwami kobiet opowiadających o niewyobrażalnych cierpieniach.

Dodała, że Rosjanie swojej inwazji bronią słowem "wyzwolenie". "Od kogo chcieliście wyzwolić Tetianę z Irpienia, którą wraz z dwójką dzieci zabił rosyjski granat, gdy biegła ulicą mającą być bezpiecznym korytarzem?" - pytała retorycznie słowacka prezydent. Czaputova przywołała następnie doświadczania kolejnych, konkretnych kobiet, zgwałconych i krzywdzonych przez rosyjskich żołnierzy.

"Jestem kobietą, matką... a gdy codziennie czytam o nowych, kolejnych przerażających świadectwach to brakuje mi słów. Widzę jedynie twarze dziesiątek kobiet, dzieci, cywilów, którzy tak bardzo cierpią" - podkreśliła. Jednocześnie zaznaczyła, że w dzisiejszych czasach słowa są niewystarczające, gdy próbuje się opisać ból, który spowodowali Rosjanie.

Prezydent zakończyła swoją wiadomość wezwaniem do rosyjskich żołnierzy i ich dowódców by, jeśli nadal czują w sobie resztki człowieczeństwa, zakończyli wojnę. Dodała, że ranienie bezbronnych

Źródło:Bankier24
Katarzyna Waś-Smarczewska
Katarzyna Waś-Smarczewska
redaktor Bankier.pl

Redaktor prowadząca Bankier.pl, wydawca. W zespole Bankier.pl od 2008 roku. Absolwentka wrocławskiej polonistyki i specjalizacji edytorskiej, dyplom o komunikacji internetowej obroniła u prof. Jana Miodka. Chce, aby Bankier.pl był najlepszym źródłem informacji - podanych językiem zrozumiałym także dla osób, które nie mają wykształcenia ekonomicznego, a chcą znać i rozumieć zagadnienia dotyczące finansów. Telefon: 606 861 086

Jacek Misztal
Jacek Misztal
redaktor Bankier.pl

Redaktor działu newsroom, absolwent ekonomii oraz przedsiębiorczości i finansów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Wśród zainteresowań można wymienić geopolitykę, rynki finansowe oraz kino. Telefon: 71 712 92 09

Tematy

Redaktor działu newsroom w portalu Bankier.pl. Absolwentka historii, którą studiowała dłużej niż statystyczny student, ale za to przeszła przez kilka uniwersytetów, w tym uczelnię w Edynburgu. Swoje życie zawodowe rozpoczęła dziesięć lat temu z portalem Bankier.pl. Później współpracowała z licznymi redakcjami, pisząc dla "Gazety Wrocławskiej", nagrywając dla Polskiego Radia i - ku zgorszeniu niektórych - kreując rzeczywistość w "Fakcie". Na pewno nie napisze nic o WIG20, a jeśli już to tylko w kontekście plotek, pogłosek czy domysłów. Dla czytelników siedzi nocami, oglądając seriale, podliczając gaże, czytając książki, śledząc nietypowe aukcje czy podróżując palcem po mapie. Nienawidzi wyrazu “dedykowany”, przeciw któremu prowadzi osobistą krucjatę w internecie. Telefon: 71 748 9511

Daria Onisk
Daria Onisk
redaktor Bankier.pl

Redaktor działu newsroom w portalu Bankier.pl., absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. W kręgu jej zainteresowań znajdują się najnowsze i najważniejsze wydarzenia społeczne i polityczne w kraju i na świecie, co pomaga jej w wykonywaniu pracy wydawcy, a także przy pisaniu newsów. Telefon: 71 748 9509

Michał Litorowicz
Michał Litorowicz
redaktor Bankier.pl

Redaktor działu newsroom, absolwent politologii na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej związany z portalami Gazeta.pl i Warszawa.naszemiasto.pl. Telefon: 71 748 95 08

Najlepsze lokaty na 100 000 zł – wrzesień 2022 r.

Najlepsze lokaty na 100 000 zł – wrzesień 2022 r.

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Inwazja Rosji na Ukrainę

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki