Chinom jako jedynej wielkiej gospodarce świata udało się uniknąć recesji, a w trzecim kwartale PKB zanotował wzrost o 8,9% r/r. Państwo Środka jest przez wielu ekonomistów stawiane za wzór do naśladowania, jeśli chodzi o politykę gospodarczą. A ta łączy w sobie elementy wolnego rynku i gospodarki centralnie sterowanej z dominującą rolą partii komunistycznej, jej skorumpowanych urzędników i rozbudowanego aparatu terroru. Niemniej jednak przynajmniej w biuletynach chińskiego urzędu statystycznego wszystko wygląda wspaniale, a wskaźników makroekonomicznych Chińczykom zazdrości obecnie cały świat.
Dane za listopad wyglądają bowiem rewelacyjnie. Produkcja przemysłowa wzrosła o 19,2% r/r, sprzedaż detaliczna podskoczyła o 15,8%, zaś ceny detaliczne (CPI) oficjalnie zwiększyły się tylko o 0,6% - to pierwszy dodatni odczyt od 10 miesięcy. Wydatki na inwestycje publiczne były o 32,1% wyższe niż rok temu. Eksport na rynki azjatyckie zwiększył się o 20,8%, lecz z powodu słabego popytu w USA i Europie ogólna wartość towarów wywiezionych za granicę była o 1,2% mniejsza niż rok temu. Za to import zwiększył się aż o 26,7%, więc nadwyżka handlowa skurczyła się do „zaledwie” 19,7 mld dolarów. Równolegle historyczne rekordy bije produkcja stali, a w pierwszej połowie roku Chińczycy niemal na pniu skupowali wszelkie dostępne zapasy miedzi, generując rekordowy import tego metalu.
Nie powinno nas dziwić, że liczby z państwowego urzędu statystycznego potwierdzają „słuszną linię rządu”, który niemal równo rok temu postanowił przeprowadzić „manewr gospodarczy”, stymulując gospodarkę kwotą 585 mld $, co stanowiło 13,5% nominalnego PKB za ubiegły rok. Aby kupić spokój społeczny rząd Chin dopłaca mieszkańcom wsi do zakupu sprzętu AGD, buduje szpitale, linie kolejowe czy lotniska. Latem Chiny były też największym rynkiem motoryzacyjny świata, detronizując pogrążone w recesji Stany Zjednoczone.
Jednakże chiński „cud gospodarczy” ma też swoją ciemną stronę, o której jak na razie zbyt wiele się nie mówi. Obok rządowych stymulantów drugim motorem wzrostu gospodarczego jest bezprecedensowa ekspansja kredytowa chińskich banków (zresztą też państwowych). Od 11 miesięcy Chińczycy są wprost zalewani tanią i łatwo dostępną gotówką – od początku roku wartość udzielonych pożyczek wyniosła 9,21 biliona juanów (1,35 mld $), co stanowi 31% chińskiego PKB. W ciągu roku podaż pieniądza M2 wzrosła dwukrotnie, notując łączny przyrost rzędu piętnastu bilionów juanów, czyli równowartość połowy rocznego dochodu narodowego.
Podaż pieniądza M2 w Chinach w latach 2005-09. Dane bilionach juanów.
Co więcej, w następnych miesiącach kreacja pieniądza ma być kontynuowana, tylko na nieco mniejszą skalę. Według nieoficjalnych informacji urzędnicy z chińskiego nadzoru finansowego, chcą aby akcja kredytowa w bankach osiągnęła poziom 7-8 bilionów juanów. To oznaczałoby zwiększenie podaży pieniądza o kolejne 23%.
W ten sposób Chiny na własne życzenie pompują u siebie ogromną bańkę kredytowo-spekulacyjną, bowiem spora część kredytów finansuje zakupy nieruchomości i akcji na giełdzie w Szanghaju. Każda tego typu bańka prędzej czy później pęka – im później, tym implozja będzie większa i poważniejsza w skutkach. Już całkiem niedługo może się okazać, że obecna recesja wywołana kryzysem w amerykańskim segmencie subprime, to „pikuś” przy tym, co będzie wyrabiał chiński smok odurzony masą łatwo dostępnego kredytu. Przeinwestowanie i nadprodukcja w chińskiej gospodarce zakończą się bardzo poważną recesją, na której konsekwencje odczuje cały świat.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl






























































