W siedzibie firmy wciąż działa ostatni fabryczny sklep, w którym kupić można końcówki kolekcji (garsonki, płaszcze i żakiety) – zaprzestano projektowania kolejnych ubrań i podpisywania umów z kontrahentami. Głównym powodem upadku Pabii jest silna konkurencja, czyli bardzo tania konfekcja z Dalekiego Wschodu oraz mniejsze zamówienia z rynku rosyjskiego, tradycyjnego odbiorcy wyrobów pabianickiej firmy.
W zakładzie nadal pracuje 200 osób, które już w grudniu zostały zwolnione, a obecnie zatrudnione są na umowach tymczasowych. Kiedy Pabia wywiąże się z zaległych kontraktów (co nastąpi prawdopodobnie w październiku) – stracą pracę. – Zwolniona załoga Pabii otrzymała odprawy, świadectwa pracy i ostatnie pensje – zapewnia Janusz Rau, syndyk masy upadłościowej fabryki. – Zamierzam jak najdłużej utrzymać sklep fabryczny. Będzie otwarty, dopóki nie sprzedamy zalegającego towaru.
W skład wartej 6 milionów masy upadłościowej wchodzą m. in.: budynek, urządzenia biurowe i meble, park maszynowy oraz, zalegająca w magazynach, konfekcja.
Na każdej z kondygnacji przeznaczonego do sprzedaży budynku jest około 15 biur oraz sal produkcyjnych. – Jeśli podczas pierwszej licytacji nie uda się sprzedać majątku w całości, zostanie podzielony na 40 części – mówi syndyk. – Będą to poszczególne pomieszczenia z wyposażeniem. Każde z nich będzie stanowiło oddzielną nieruchomość, z aktem notarialnym i księgą wieczystą.
Fabryka powstała w 1946 roku. W 1992 r została sprywatyzowana. W okresie największej świetności Pabia posiadała kilkanaście sklepów firmowych, m. in. w Krakowie, Gdańsku i Katowicach. Blisko 50 procent wyrobów trafiało na eksport. W 2004 roku projektanci z Pabii ubrali kobiecą reprezentację na igrzyska olimpijskie w Atenach.
Dziennik Łódzki
(mak)
































































