REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Nie czas na sprzedaż INTERII - rozmowa z prezesem spółki ComArch

2001-06-20 11:00
publikacja
2001-06-20 11:00

Nie czas na sprzedaż INTERII

ROZMOWA PG

z Januszem Filipiakiem, prezesem spółki ComArch

- Arena i Hoga myślały o dużym zarobku na giełdzie, ale zapomniały o kryzysie na rynku portali. I stąd nienajlepsze ich osiągnięcia finansowe. Kontrolowana przez ComArch Interia też nie odnotowała znaczących sukcesów.

- Akcje Interii rzeczywiście spadają. Dobrze by było, aby za rok odzyskać wartość portalu. W tej chwili mamy pieniądze z emisji na rozwój, nie zostały one przejedzone. Naszą intencją jest bardzo ciężko przez rok, dwa pracować, żeby na tym rynku naprawdę zaistnieć. W 2000 roku wielki boom w e-biznesie nie nastąpił, ale sądzę, że za trzy, cztery lata będzie to możliwe. Co oznacza dla Interii i Comarchu przejściowy kryzys? Żeby nie zmarnować szansy i oszczędnie podchodzić do inwestycji. Osobiście sprzeciwiłem się podwyżkom płac w Interii i w tej chwili przygotowujemy szereg kroków, żeby gospodarzyć mądrzej pieniędzmi.

- Dużo się mówiło niedawno o sprzedaży Interii, czy wchodzi w grę taka możliwość w najbliższych miesiącach?

- Nie sądzę. Nie chcę powiedzieć, że nigdy nie sprzedamy, ale nie znaczy to, że już sprzedajemy. W tej chwili jest innego rodzaju problem. Nie możemy sprzedać Interii, bo wtedy jej wartość spadnie do zera. Chyba, że sprzedamy partnerowi strategicznemu. Nie szukamy go jednak. Dlaczego? Dlatego że rynek jest generalnie kiepski. Przez dwa lata musimy z Interią żyć, poprawić jej pozycję, przeczekać i zrobić wszystko, żeby portal miał własny charakter. W tej chwili Interia nie nadaje się do sprzedaży. Półtora roku temu rzeczywiście szukaliśmy partnera telekomunikacyjnego, dzisiaj natomiast uważamy, że niewiele wniesie do naszej spółki. Moje rozumowanie jest następujące - jeżeli dowolny operator da dowolnemu portalowi procent od ruchu, to konkurencji też musi dać, bo inaczej będzie interweniował urząd antymonopolowy. Ponadto wbrew powszechnym opiniom, nie sądzę, żeby procent od ruchu był modelem najszczęśliwszym.

- Co jest więc dla Pana modelem najszczęśliwszym? Jakiego rodzaju partner strategiczny zadowoliłby Pana?

- Wierzę w tworzenie grup medialnych, które połączą radio, telewizję, prasę i Internet. Kłopot w tym, że na razie wszyscy rozumiemy intuicyjnie, że tak ma być - natomiast nie opracowano metody wykorzystania tej synergii. Brakuje na przykład usługi medialnej, którą oferuje się równocześnie w radiu i przez Internet. Oferta usługowa portali jest na ogół słabo wykorzystana. Portal posiada naturalny kanał zwrotny i ma przewagę nad gazetą i telewizją. Pojawiły się ostatnio pewne usługi, które to wykorzystują (czaty), ale wciąż jest ich za mało. Internet powinien wykorzystywać zdolność bezpośredniego udziału wielu ludzi w jakimś przedsięwzięciu. Inna sprawa to rozliczenia usług internetowych. Nie tylko przepływającego strumienia bitów, ale także częstości korzystania z baz danych. Wprowadzenie mikropłatności w Internecie to zjawisko coraz częstsze i o dziwo płaci się wtedy nie za wiadomości najnowsze, ale za... najstarsze. Portale powstające dzisiaj mają więc przewagę nad tymi, które dopiero powstaną, ponieważ to właśnie one tę wiedzę gromadzą, przechowują, sortują i otrzymują za nią pieniądze.

- Czy jako prezes giełdowej spółki ComArch jest Pan zadowolony z jej ubiegłorocznych wyników finansowych?

- Zeszły rok był dla nas gorszy od poprzedniego. Po latach dużej zwyżki, musiał nastąpić kryzys. Cieszę się, że kryzys ten był tak słaby. Jednym z jego powodów była hossa internetowa. Musieliśmy podnieść pensje informatykom - wymusił to rynek. Podniesienie kosztów operacyjnych, to pierwsza przyczyna kryzysu, druga to spadek produktywności, trzecia - zbyt szeroki front inwestycji. Czwarta - na fali sukcesów Internetu doszliśmy do wniosku, że wszystkie produkty musimy jak najszybciej przerobić na produkty internetowe. Od niedawna nasze systemy mają trójwarstwową architekturę. Cieszymy się z tego, ale zrobiliśmy to za dużą cenę. Piątą przyczyną była budowa podwalin pod naszą działalność międzynarodową.

To wszystko złożyło się na kryzys. Ogólnie w teorii zarządzania i w praktyce nazywa się to problemem wzrostu. Przy tak burzliwym wzroście w latach poprzednich, musiało przyjść załamanie tendencji wzrostowej. Teraz wszystko jest w porządku.

- Czy taka firma jak ComArch cieszy się z tego, że jest na warszawskiej giełdzie? Jak Pan ocenia ostatnie wydarzenia na polskiej giełdzie?

- Problemem jest niska płynność. Jeżeli spółka ma złe wyniki ekonomiczne, to nikt nie chce handlować jej akcjami. I to jest normalne. Ale też jeżeli spółka osiąga niezłe wyniki, to jej płynność również jest mała. Dlaczego? Bo inwestorzy chcą mieć jej akcje, a jest ich za mało. Bardzo dobrym posunięciem będzie prywatyzacja giełdy, bo, z mojego punktu widzenia, zabezpiecza to jej rozwój i utrzymanie wartości spółek. Dobrym sygnałem jest consensus wszystkich środowisk, co do jej prywatyzacji.

- Nasze spółki, nie licząc kwitów depozytowych, są wciąż nieobecne na giełdach zachodnich. Zagraniczni inwestorzy nie są nimi zainteresowani. Czy jest w ogóle szansa na zmianę tej niekorzystnej tendencji?

- Na prezentacji polskiego rynku finansowego dla inwestorów zagranicznych, która odbyła się w Londynie, prezes Rozłucki przytoczył bardzo ciekawy fakt - jeżeli w Polsce jest dzień świąteczny, wówczas handel GDR-ami i ADR-ami spada do zera. Jestem bardzo sceptyczny. Spółka notowana na giełdzie warszawskiej, która ma wystawione GDR-y i ADR-y, osiąga  bardzo mały wolumen obrotów w skali dużych giełd, a tamte notowania są pochodną notowań u nas w kraju.

Wprowadzenie polskiej firmy na giełdę nowojorską nie ma sensu, bo tamtejsze fundusze muszą mieć zgodę na handlowanie papierami z tej strony Europy. Jeżeli mają taką zgodę, to najczęściej są to fundusze, które operują z Londynu. Cała wiedza inwestorów międzynarodowych pochodzi stamtąd. Niestety, polski rynek kapitałowy jest wciąż mało znany - tam dosłownie kilkanaście osób orientuje się w polskiej ekonomii. Trudno zresztą przy małej kapitalizacji - na Zachodzie jedna emisja dochodzi do 6 mld dolarów - zainteresować zagranicznych inwestorów naszym rynkiem.

ROZMAWIAŁ: GRZEGORZ KOZYRA

Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki