Premier Libanu Nawaf Salam zwrócił się w czwartek do swojego pakistańskiego odpowiednika Shehbaza Sharifa z prośbą o pomoc w zatrzymaniu izraelskich ataków i potwierdzenie, że Liban jest objęty zawieszeniem broni w wojnie USA i Izraela z Iranem.


Biuro Salama przekazało, że zadzwonił on do Sharifa, by wyrazić uznanie dla wysiłków rządu Pakistanu na rzecz zawarcia rozejmu i poprosić go o „potwierdzenie, że zawieszenie broni obejmuje Liban, aby zapobiec powtórzeniu się izraelskich ataków, których byliśmy świadkami wczoraj”.
W środę wieczorem libańska obrona cywilna poinformowała, że w wyniku ataków Izraela przeprowadzonych tego dnia zginęły co najmniej 254 osoby, a 1165 zostało rannych. Była to najbardziej intensywna fala izraelskich nalotów na Liban, odkąd Hezbollah na początku marca włączył się w wojnę USA i Izraela z Iranem.
Z kolei biuro Sharifa przekazało, że powiedział on Salamowi, iż „Pakistan był zaangażowany w szczere wysiłki na rzecz pokoju w regionie i właśnie w tym duchu zwołano rozmowy pokojowe między Iranem a Stanami Zjednoczonymi”.
Dzięki pośrednictwu Pakistanu USA i Iran zgodziły się w nocy z wtorku na środę na dwutygodniowe zawieszenie broni w wojnie, ale obie strony mają odmienne zdanie w kwestii tego, czy dotyczy ono także Libanu. Izrael i Stany Zjednoczone oświadczyły, że zawieszenie broni nie obejmuje Libanu, a Izrael zapowiedział, że będzie kontynuował ataki na wspierany przez Iran Hezbollah. Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bager Ghalibaf ostrzegł natomiast, że Iran postrzega Liban jako „nieodłączną część zawieszenia broni”.

Merz: Ataki Izraela w Libanie mogą doprowadzić do załamania procesu pokojowego
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ostrzegł w czwartek, że ataki Izraela w Libanie mogą doprowadzić do załamania procesu pokojowego. Zapowiedział, że rząd w Berlinie wznowi bezpośrednie rozmowy z władzami w Teheranie.
- Twardość, z jaką Izrael prowadzi w Libanie działania wojenne może doprowadzić do załamania całego procesu pokojowego. Nie może do tego dojść – powiedział Merz w Berlinie. Z tego powodu kanclerz zwrócił się do władz izraelskich z prośbą „o zakończenie nasilonych ataków”.
Mimo ogłoszenia przez USA i Iran zawieszenia broni w wojnie z Iranem, Izrael w środę zbombardował liczne cele cywilne w Libanie, w tym także w Bejrucie. Jak poinformowały libańskie władze, w ostrzałach zginęły co najmniej 254 osoby, a 1165 zostało rannych. Libańskie władze ogłosiły czwartek dniem żałoby narodowej.
W przeciwieństwie do Iranu, Izrael i USA nie uznają Libanu za objęty uzgodnionym dwutygodniowym zawieszeniem broni. Jak informowała agencja Fars, Teheran rozważa wycofanie się z rozejmu w związku z atakami w Libanie.
Merz w czwartek poinformował także, że Berlin wznawia bezpośrednie rozmowy z Teheranem, co ma odbywać się w porozumieniu z Waszyngtonem i europejskimi sojusznikami.
Przyznał, że planowane na piątek w Islamabadzie negocjacje pokojowe między USA i Iranem będą wyzwaniem.
- Sukces dyplomatyczny w żadnym razie nie jest przesądzony – ostrzegł Merz. W ocenie kanclerza zawieszenie broni „jest kruche”, stanowiska stron konfliktu są „bardzo rozbieżne”, a sytuacja w cieśnienie Ormuz „pozostaje niejasna”.
Kanclerz ponownie wyraził gotowość Niemiec do udziału pod określonymi warunkami w misji zabezpieczania cieśniny Ormuz.
Niemiecki rząd już wcześniej sygnalizował gotowość Bundeswehry do udziału w szerszej misji w cieśninie Ormuz. Berlin uważa jednak, że musi być ku temu spełnionych kilka warunków, w tym mandat ONZ oraz obowiązujące zawieszenie broni. Udział niemieckiego wojska wymagałby także zgody Bundestagu.
W czwartek „Der Spiegel” poinformował, że prezydent USA Donald Trump oczekuje, iż w ciągu najbliższych dni Europejczycy zobowiążą się do wojskowego zaangażowania w cieśninie Ormuz, np. wysłania okrętów. Niemiecki tygodnik napisał, że żądanie amerykańskiego przywódcy ma „charakter ultimatum”.
Wcześniej „Wall Street Journal” donosił, że Biały Dom rozważa wycofanie amerykańskich wojsk z krajów NATO, które nie udzieliły wystarczającego wsparcia USA podczas wojny z Iranem. Szczególne niezadowolenie Waszyngtonu budzą Hiszpania oraz Niemcy.
Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)
bjn/ ap/





























































