Na początku swego wystąpienia Kurski przywitał obecnego w Sejmie b. prezydenta Lecha Wałęsę oraz zgromadzonych stoczniowców, których nazwał "bohaterami polskiej Solidarności".
"PiS zrobiło wszystko, żeby uratować polskie stocznie, wy (rząd Donalda Tuska - PAP) musicie kontynuować ten kierunek" - powiedział Kurski.
Przed przedstawieniem w Sejmie informacji o sytuacji stoczni minister skarbu Aleksander Grad zaprezentował "Białą księgę" dotycząca prywatyzacji stoczni. Księga jest - według Grada - opisem opieszałości, niekonsekwencji i polityki odraczania decyzji poprzednich ekip rządowych.
Zwracając się do ministra Grada, Kurski powiedział: "Białą księgę - niech pan sobie powiesi na gwoździu, w miejscu, gdzie pan będzie w samotności mógł wspominać miesiące swego nieróbstwa i niekompetencji".
Wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski (PO) ostrzegł Kurskiego, że za wypowiedzi w tym stylu odbierze mu głos w debacie. "Panie marszałku, gdyby pan za ten styl miał odbierać głos, musiałby pan do końca świata milczeć" - odparł Kurski. Wicemarszałek ponownie zwrócił uwagę posłowi PiS.
"Od paru dni słyszymy o Trybunale Stanu, o firmach PR, które mają przygotować społeczeństwo na upadłość polskich stoczni, o kancelariach prawnych, które są już wynajęte dla osłony procesu upadłościowego. Czemu to służy, jaki to jest sygnał wysłany do Komisji Europejskiej. Czy to nie jest przypadkiem sugerowanie negatywnej decyzji Komisji Europejskiej w sprawie stoczni" - pytał Kurski.
"To jest skrajna nieodpowiedzialność, tworzenie klimatu przegranej. Westerplatte polskich stoczni jeszcze się broni, a panowie z Platformy Obywatelskiej wystawiacie białą flagę; nie macie do tego prawa" - mówił Kurski.
Stwierdził, że w momencie, kiedy PiS oddawało władzę PO, została "skutecznie" sprywatyzowana stocznia Gdańsk. W tym czasie - mówił - zapadła już decyzja o dokapitalizowaniu stoczni w Gdyni o 515 mln zł, a także był uzgodniony z KE plan redukcji mocy produkcyjnych zakładu w Szczecinie.
"Wielką hańbą polskiej transformacji była sprzedaż stoczni Gdańsk za grosze, całkowicie niewiarygodnemu partnerowi. Za 115 mln zł, we wrześniu 1998 roku, sprzedano kolebkę +Solidarności+ stocznię Gdańsk, w sytuacji, kiedy miała ona na koncie 42 mln zł. To pierwszy przypadek. A kto (wówczas) rządził? Jerzy Buzek(...) jeden z (obecnych) liderów Platformy Obywatelskiej. Była to wielka niegodziwość" - mówił Kurski.
"Ta wielka krzywda została dokonana przez środowisko, z którym utożsamia się Platforma Obywatelska" - dodał.
Według niego, "trzeba dziękować PiS i J.Kaczyńskiemu za skuteczne wyodrębnienie stoczni Gdańsk od stoczni Gdynia oraz za uczciwą prywatyzację".
Kurski podkreślił, że Jarosław Kaczyński po objęciu urzędu premiera spotkał się z szefem KE Jose Manuelem Barroso w sprawie stoczni. "Minister gospodarki Piotr Woźniak, (b. wiceminister gospodarki Paweł - PAP) Poncyljusz jeździli co miesiąc, co półtora miesiąca do Komisji Europejskiej, by negocjować trudne problemy" - dodał.
Zarzucił Gradowi, że pojawił się w KE po raz pierwszy po 8 miesiącach od objęcia swojego stanowiska. "Panowie sobie po prostu +bimbali+ na problem polskich stoczni" - mówił.
Poseł PiS pytał również Grada, dlaczego pomoc publiczna wyliczona przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w czerwcu 2007 r. w wysokości 130 mln zł urosła do kwoty 742 mln zł. "To jest przecież chore" - powiedział. "Nigdy nie pozwolimy jako PiS, żebyśmy przy pomocy dziwnych manipulacji doprowadzili do likwidacji kolebki +Solidarności+ - stoczni Gdańsk" - powiedział.
"Zamiast czynić operacje propagandowe, spektakle socjotechniczne, które mają chronić waszą niekompetencję i nieróbstwo przez wiele miesięcy, lepiej żebyście się panowie skoncentrowali na przygotowaniu ofert, które będą wpływać na decyzję Komisji Europejskiej, po to, żeby polskie stocznie uratować" - zwrócił się Kurski do przedstawicieli rządu.
Odnosząc się do wystąpienia Kurskiego szef resortu skarbu stwierdził, że PiS tak skutecznie ratowało stocznie, że zostawiło swoim następcom niezałatwione problemy.
"Z większymi długami, bez inwestorów, z którymi można byłoby na serio rozmawiać, a tych inwestorów, których mieliście, to ich, tak mówiąc delikatnie, +pogoniliście+, bo mieliście ideologię w głowię - co pan potwierdził w swoim wystąpieniu - a nie ekonomię" - powiedział Grad.
Minister wyjaśnił, że wysokość pomocy publicznej dla Stoczni Gdańsk w wysokości 742 mln zł została określona przez Komisję Europejską w oparciu o dane, które przesłał jej rząd PiS. "Myśmy nie wysyłali żadnych dodatkowych danych, które byłby podstawą do wyliczenia tej kwoty" - zapewniał Grad.
Skrytykował działanie PiS w sprawie dokapitalizowania stoczni Gdynia kwotą 515 mln zł. Przypomniał, że uchwała walnego zgromadzenia dotycząca tej sprawy została podjęta 5 lipca 2007 r.
"Dlaczego nie została ona zrealizowana nawet 15 listopada, jeszcze przed zmianą rządu. Prawie sześć miesięcy jej nie realizowaliście, a stocznia dogorywała. Ja musiałem podjąć drugą uchwałę, bo się kończył okres ważności poprzedniej" - mówił Grad. Działania PiS w sprawie stoczni minister nazwał pozorowanymi.(PAP)
dol/ stk/ mok/ jra/
Źródło:PAP





























































