Od tygodnia notowania miedzi ubijają dno, osiągnięte po ok. 50% przecenie od lipcowych szczytów. Od piątkowego minimum czerwony metal zdrożał o prawie 400$ na tonie. Nie przeszkodziły w tym dane z amerykańskiego budownictwa: we wrześniu liczba nowych budów była najniższa od 17 lat. W USA budownictwo odpowiada za prawie połowę zużycia miedzi.
Nienajlepsze dane nadeszły też z Chin – największego na świecie konsumenta miedzi. W trzecim kwartale chiński wzrost gospodarczy wyniósł 9% i był najniższy od pięciu lat. Rząd ChRL planuje zwiększenie inwestycji infrastrukturalnych oraz poluzowanie polityki pieniężnej. MFW oczekuje także słabszej dynamiki PKB Indii – w ten sposób obie azjatyckie gospodarki zapewne nie będą w dotychczasowym tempie zwiększać zużycia metali przemysłowych.
Już teraz brakuje chętnych na kupno miedzianych katod. W składach LME zalega 212,4 tys. ton czerwonego metalu, a więc o 7,6% więcej niż na początku roku. Stan magazynów w Hamburgu jest najwyższy od stycznia 2006 roku, zaś w St. Louis takiej ilości metalu nie notowano od początku roku.
Tymczasem o godzinie 12:30 tona miedzi w Londynie kosztowała 4.925$ i była o 4,8% wyższa niż na piątkowym oficjalnym zamknięciu notowań na LME.
W tych warunkach dość optymistyczną prognozę przedstawili analitycy z Credit Suisse. Ich zdaniem w przyszłym roku średnia cena miedzi wyniesie 5.878$ za tonę. W swoim wcześniejszym raporcie ci sami specjaliści spodziewali się, że średnioroczny kurs miedzi wzrośnie do 9.000$.
K.K.





























































