Od środowej decyzji RPP ws. utrzymania stóp procentowych złoty stracił do euro blisko 10 groszy, a do dolara ponad 15 groszy. Tymczasem prezes NBP bagatelizuje osłabienie polskiej waluty.


Konsensus rynkowy przed październikowym posiedzeniem Rady Polityki Pieniężnej przewidywał, że stopy procentowe NBP zostaną podniesione o 25 pb. RPP zaskoczyła jednak analityków i zdecydowała się pozostawić koszt pieniądza bez zmian. Błyskawiczną reakcję było widać na rynku walutowym - kurs EUR/PLN podskoczył o 4 grosze, do 4,84 zł. W kolejnych godzinach odzyskał nieco sił, ale kolejnego dnia, już przed konferencją Adama Glapińskiego powrócił do 4,85 zł.
Prezes NBP nie pomógł złotemu. Wskazywał m.in. że do walki z inflacją stanęły już Fed i EBC, co ograniczy globalną presję inflacyjną i w konsekwencji przyczyni się do spadku tempa wzrostu cen również nad Wisłą, dzięki czemu RPP może powstrzymać się od kolejnych podwyżek. Tyle że zmniejszenie różnicy między poziomami stóp procentowych w USA i strefie euro z jednej, a w Polsce z drugiej strony będzie wzmacniało presję na złotego.
Glapiński bagatelizował deprecjację polskiej waluty. Zauważył, że złoty ulega osłabieniu od dłuższego czasu. "Nie ma w tym żadnego katastrofalnego procesu" - ocenił. "Przełożenie kursu na inflację oczywiście jest, ale to nie jest wielkie przełożenie. Gdyby kurs spadł o 10 proc., to inflacja wzrosłaby według naszego modelu o 1 punkt procentowy. [...] Przy inflacji tak wysokiej jest to oddziaływanie znikome" - stwierdził. Prezes przypomniał, że płynny kurs złotego jest buforem, którym reagujemy na szoki zewnętrzne. "Nie bezrobocie, nie koniunktura, tylko kurs złotego" - mówił, odnosząc się do hipotezy, że słabsza waluta krajowa wspiera eksport, a zatem i aktywność gospodarczą.
Podczas wystąpienia Glapińskiego kurs EUR/PLN wzrósł o blisko 3 grosze, w okolice 4,88 zł, a następnie poszedł jeszcze pół grosza w górę, przebijając szczyt z 30 września i wspinając się na najwyższy poziom od marca.

W piątek przed godz. 9:00 za euro płacono 4,88 zł, o 9 groszy więcej niż przed środową decyzją Rady. Za sprawą osłabienia euro, jeszcze szybciej drożał dolar, który powrócił do poziomu 5 zł, choć jeszcze dwa dni temu kosztował 4,82 zł. Powyżej piątki ponownie wspiął się frank, a funt oscylował w okolicach 5,55 zł.
Deprecjację złotego w ostatnich dniach wyraźnie widać w zestawieniu z walutami regionu - węgierski forint i czeska korona zyskały do PLN-a po ok. 2 proc.
Dziś w centrum uwagi będą dane z amerykańskiego rynku pracy, które zostaną opublikowane o godz. 14:30. Niektórzy inwestorzy zdają się wierzyć, że słabsze od oczekiwań odczyty mogą skłonić władze Fedu do ograniczenia tempa wzrostu podwyżek stóp procentowych.
MKa































































