Fatalne dane z amerykańskiego rynku pracy doprowadziły tylko do kosmetycznych spadków na Wall Street. Za to indeks Dow Jones Transportation Average zaliczył najdłuższą spadkową passę od niemal pół wieku.


Gwoździem piątkowego programu był comiesięczny raport Biura Statystyki Pracy (BLS). Statystyki za luty okazały się słabsze od najbardziej pesymistycznych prognoz: przyrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych wyniósł ledwie 20 tys. etatów, co było jednym z najniższych rezultatów od 2010 roku.
Jednakże etatowi optymiści nie mieli problemów z wyjaśnieniem tak słabego odczytu. Po pierwsze, środkowy zachód USA zmagał się z potężnym wirem polarnym, który na wiele dni zdusił aktywność gospodarczą. Po drugie, uśredniając z nadzwyczajnie wysokim wynikiem za styczeń, luty nie wyglądał aż tak źle. Po trzecie, dane BLS są poddawane intensywnej obróbce statystycznej i nierzadko podlegają potężnym rewizjom.
Generalnie uznano, że nie warto się aż tak przejmować jednym słabszym raportem makro. Mieliśmy zatem stosunkowo słabe otwarcie (rzędu -0,8% na S&P500) i próby odrabiania strat przez resztę piątkowej sesji. W końcówce handlu giełdowe byki odniosły mały sukces: ze średnich minusów zrobiły się kosmetyczne spadki.
S&P500 oddał zaledwie 0,21%, ale i tak zaliczył piątą spadkową sesję z rzędu. To najdłuższa spadkowa passa od listopada. Nasdaq stracił 0,18%, a średnia przemysłowa Dow Jonesa oddała 0,09%. Czyli tak, jakby nic się nie stało.
Ale tym razem w centrum uwagi znalazł się inny indeks. Chodzi o Dow Jones Transportation Average, który poszedł w dół o 0,45% i zakończył pod kreską 11 z rzędu sesję z rzędu! Tak długa spadkowa seria nie przytrafiła się temu dostojnemu indeksowi (liczy sobie 135 lat historii) od roku 1972 - a więc od 47 lat. To o tyle niepokojące, że zrzeszające akcje spółek transportowych DJTA postrzegany jest jako barometr koniunktury gospodarczej w USA.
Krzysztof Kolany


























































